
Nowy rok wyznaczył granicę dla europejskiego handlu i ochrony klimatu. Od 1 stycznia 2026 r. unijny mechanizm dostosowywania cen na granicach (CBAM) przestał być jedynie raportem. Od zeszłego czwartku wpływa na finanse importerów produktów finalnych: pralek, części maszyn i grzejników. Bruksela domyka system, aby powstrzymać ucieczkę emisji poza Unię. Dla firm oznacza to konieczność zabezpieczenia kapitału na certyfikat CBAM już teraz. To nie jest spór o regulacje, lecz test odporności biznesu na nowy porządek gospodarczy.
- Teza. Rozszerzenie CBAM wyrównuje szanse unijnych producentów, ale wymusza na importerach mrożenie kapitału na poczet przyszłych opłat emisyjnych.
- Dowód. Od 2026 r. 180 nowych grup towarowych podlega obowiązkowi rozliczania emisji. Przy braku certyfikowanych danych od dostawcy odbiorca ponosi koszt stosowania karnych wartości domyślnych.
- Efekt. Firmy muszą od tego roku korygować długoterminowe budżety, aby uwzględnić w nich koszt certyfikatów, które zostaną fizycznie rozliczone dopiero w maju 2027 r.
CBAM domyka granice, ale biznes liczy koszty. Spis treści
Mechanizm opiera się na zasadzie – import kosztuje tyle samo klimatycznie, co produkcja wewnątrz Wspólnoty. Dotychczas gotowe wyroby spoza UE omijały koszty EU ETS. Teraz ta droga została zamknięta. System dolicza opłatę za emisje wbudowane w 180 nowych kategoriach towarów. Dla producentów w Unii to koniec etapu, w którym import wypierał lokalną ofertę dzięki niższym standardom środowiskowym.
Nowe reguły niosą ryzyka operacyjne w logistyce i księgowości. Kluczowym narzędziem staje się cyfrowa komunikacja oparta na e-Doręczeniach. Każda transakcja trafia pod nadzór administracji. Największą niewiadomą pozostaje gotowość dostawców z państw trzecich do przekazywania danych. Działy zakupów muszą od teraz monitorować ślad węglowy i planować rezerwy finansowe. Bez dokumentacji import staje się nieopłacalny.
Pierwsze godziny działania systemu potwierdzają obawy o infrastrukturę. Serwery pracują pod obciążeniem, a firmy zgłaszają błędy w dostępie do rejestru ostatecznego CBAM. Służby celne koncentrują się na poprawności kodów CN. Najbliższe dni pokażą, czy techniczna strona reformy wytrzyma napór deklaracji składanych przez tysiące podmiotów. Biznes wszedł w fazę realnych rozliczeń.
Jak Taryfy CBAM wpływają na ceny towarów od stycznia?
Mechanizm obejmuje produkty o wysokim stopniu przetworzenia, głównie ze stali i aluminium. Lista zawiera 180 pozycji odpowiadających za 53 proc. wartości importu objętego systemem. CBAM przestał dotyczyć wyłącznie surowców. Wszedł w sektory maszynowy, budowlanego i AGD. Zmiana ta wymusza na importerach natychmiastową weryfikację marż i cenników.
Na liście są wyroby proste, jak liny stalowe, oraz złożone, jak pralki. W pralce stal stanowi 60 proc. masy, aluminium 5 proc., a cement 5 proc. Importerzy muszą od wczoraj wyliczać emisje dla każdego z tych materiałów. To uderza w rentowność produktów sprowadzanych z rynków o wysokiej emisyjności. Taryfy emisyjne stają się nowym składnikiem kosztu lądowania towaru (landed cost).
O doborze towarów zdecydowało ryzyko przeniesienia produkcji poza granice UE. Regulacja celuje w branże, gdzie import najłatwiej zastępuje unijną ofertę. Zasady liczenia emisji są spójne ze standardami EU ETS. Firmy muszą renegocjować kontrakty i uwzględniać przyszły koszt certyfikatów w ofertach. Każdy kod CN na fakturze importowej od dziś generuje odroczone zobowiązanie finansowe.
Koniec szacunków i karne wartości domyślne dla importerów
Zasady raportowania emisji zostały zaostrzone. Importerzy muszą wykazywać emisje prekursorów, czyli materiałów użytych do produkcji. Liczy się stal lub aluminium, a nie emisje z montażu. System wymaga twardych danych od zagranicznych zakładów. Brak dokumentacji uniemożliwia skorzystanie z rzeczywistych wskaźników emisji, co pogarsza pozycję kosztową importera.
Dostawcy z państw trzecich często nie posiadają certyfikowanych systemów monitorowania. W takim przypadku importer stosuje wartości domyślne. Od 1 stycznia 2026 r. są one przypisane do kodów CN i kraju pochodzenia. Dla większości branż oznaczają one narzut emisyjny: 10 proc. w 2026 r., rosnący do 30 proc. w 2028 r. Import bez danych staje się droższy niż zakup u niskoemisyjnych producentów w Europie.
Sektor nawozowy podlega łagodniejszemu reżimowi ze względu na bezpieczeństwo żywnościowe. W pierwszych latach narzut wynosi tam 1 proc. Komisja uruchomiła już mechanizmy kontroli. Dane weryfikują akredytowani audytorzy. Brak wiarygodnych informacji o procesie produkcji oznacza automatyczne podwyższenie zobowiązania przy rozliczeniu rocznym. Prawidłowość deklaracji jest kluczowa dla uniknięcia sankcji finansowych.
Cyfrowa pętla kontroli. e-Doręczenia a rejestr CBAM
Mechanizm CBAM opiera się na pełnej cyfryzacji. Od wczoraj e-Doręczenia są obowiązkowe dla firm w KRS i CEIDG. To nimi administracja komunikuje braki w dokumentacji i przesyła wezwania. Każde pismo trafia do skrzynki przedsiębiorcy z datą odbioru. Skraca to czas na reakcję i wymusza stały monitoring korespondencji urzędowej.
Sercem nadzoru jest ostateczny rejestr CBAM. To baza danych Komisji Europejskiej, która od wczoraj stanowi cyfrowe centrum dowodzenia handlem towarami energochłonnymi, integrując informacje z systemów celnych wszystkich państw członkowskich. Posiadanie statusu upoważnionego zgłaszającego w tym systemie jest dla przedsiębiorcy niezbędną przepustką: brak aktywnego konta i uprawnień oznacza automatyczne zatrzymanie towaru na granicy przez służby celne.
Certyfikaty zostaną rozliczone finansowo w maju 2027 r. Daje to czas na zarządzanie płynnością, ale wymaga tworzenia rezerw w bilansach za 2026 r. Państwa członkowskie zyskały pełny wgląd w łańcuchy dostaw towarów energochłonnych. Biznes otrzymał nowy, kosztowny obowiązek, który zmienia strukturę handlu zagranicznego. Od dziś przewagę zyskują podmioty o najniższym śladzie węglowym w łańcuchu dostaw.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: Tom Fisk / Pexels