
Specjalnie dla czytelników Biznes Enter, we współpracy z Krajową Izbą Gospodarczą, prezentujemy mapę drogową dla polskiej energetyki na 2026 r. Na co powinniśmy się szykować? Najbliższy czas może zadecydować o konkurencyjności naszej gospodarki na kolejne dekady.
- Teza. W obliczu rosnących zagrożeń geopolitycznych i hybrydowych polska transformacja energetyczna musi w 2026 r. porzucić prostą dychotomię węgiel albo OZE i przyjąć doktrynę „odporności”, w której stabilność systemu i bezpieczeństwo fizyczne infrastruktury stają się priorytetami równorzędnymi z dekarbonizacją.
- Dowód. Potwierdzeniem tej konieczności jest rekomendowane przez ekspertów wdrożenie strategicznych rezerw paliwowych, segmentacji sieci chroniącej przed blackoutami oraz mechanizmów rynku mocy premiujących stabilne źródła regulacyjne, a nie tylko samą produkcję energii.
-
Efekt. Dla polskich przedsiębiorstw wdrożenie tych zmian oznacza przejście od ryzyka nagłych odłączeń zasilania do gwarantowanej ciągłości dostaw i przewidywalności cen, co stanowi fundamentalny warunek utrzymania konkurencyjności przemysłu na rynkach międzynarodowych.
Polska energetyka wchodzi w trudny okres
Rok 2026 nie będzie dla polskiej energetyki kolejnym rokiem „biznesu jak zwykle”. Jeśli rok 2022 był wstrząsem, a lata 2023-2025 okresem gorączkowego łatania dziur, to nadchodzące dwanaście miesięcy stanie się ostatecznym testem dojrzałości – zarówno dla infrastruktury, jak i dla strategii państwa.
W analizie przygotowanej specjalnie dla Biznes Enter, dr hab. inż. Stanisław Tokarski, Przewodniczący Komitetu ds. Energii i Polityki Klimatycznej przy Krajowej Izbie Gospodarczej (KIG) oraz pracownik Akademii Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie, stawia sprawę jasno – polski system energetyczny stoi przed wyzwaniami o niespotykanej dotąd złożoności. To już nie tylko kwestia dekarbonizacji. To gra o przetrwanie w warunkach narastających napięć geopolitycznych, ryzyka sabotażu i ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Koniec epoki naiwności. Odporność jako nowa waluta
Przez ostatnią dekadę europejska dyskusja o energetyce była zdominowana przez jeden wskaźnik – emisję CO2. Dziś, w 2026 r., ten paradygmat ulega silnej weryfikacji. Jak zauważa ekspert KIG, nie wystarczy już mówić jedynie o redukcji emisji – musimy budować system zdolny do przetrwania ataków hybrydowych czy przerw w dostawach paliw.
W przestrzeni publicznej obserwujemy niebezpieczną polaryzację. Z jednej strony słychać radykalne głosy nawołujące do zawieszenia celów klimatycznych na rzecz „twardego” bezpieczeństwa opartego na węglu. Z drugiej, instytucje unijne i część aktywistów domagają się zaostrzenia kursu, co często spotyka się z zarzutem ignorowania realnego zagrożenia geopolitycznego.
Stanisław Tokarski ostrzega, że żadna z tych skrajności nie jest rozwiązaniem. W interesie polskiej gospodarki leży znalezienie kompromisu. Odporność na kryzysy energetyczne musi stać się centralnym kryterium oceny każdego złotego wydanego na transformację. To zmiana filozofii, którą można porównać do przejścia od budowania „ładnych domów” do budowania „bunkrów z panelami słonecznymi”.
Cztery filary bezpieczeństwa energetycznego 2026 r.
Analizując rekomendacje zawarte w XI Apelu Warszawskim oraz aktualną sytuację rynkową, wyłania się obraz czterech kluczowych obszarów, które zdefiniują stabilność polskiego biznesu w nadchodzącym roku.
1. Dywersyfikacja i „żelazna rezerwa”
Transformacja energetyczna to proces, a nie przełącznik. KIG podkreśla konieczność zapewnienia ciągłości zasilania w całym okresie przejściowym z wykorzystaniem istniejących elektrowni systemowych. W 2026 r. oznacza to pragmatyczne podejście do węgla i gazu.
Choć brzmi to kontrowersyjnie w świetle celów ESG, Polska musi utrzymać dywersyfikację paliwową, uwzględniając ryzyko ograniczonego dostępu do importowanego gazu ziemnego. Kluczowym elementem tej układanki jest utworzenie strategicznych rezerw surowców energetycznych – gazu i węgla – zarządzanych przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych.
Mechanizm ten, oparty np. na aukcjach, ma zapewnić minimalne wolumeny niezbędne do przetrwania zimy stulecia lub blokady szlaków handlowych. Dla przemysłu to sygnał, że państwo buduje bufor, który ma chronić przed szokami cenowymi i logistycznymi.
2. Rynek mocy 2.0. Płacimy za gotowość, nie tylko za energię
Wchodzimy w erę, w której sama produkcja energii to za mało. Liczy się elastyczność. Specjalista KIG wskazuje na konieczność preferowania technologii wytwórczych regulacyjnych poprzez rynek mocy. Chodzi o mechanizmy zapewniające najniższy koszt bilansowania systemu przy maksymalnym wykorzystaniu lokalnych zasobów.
W 2026 r. biznes musi zrozumieć, że cena energii na rachunku będzie coraz bardziej odzwierciedlać koszt stabilności, a nie tylko koszt paliwa. Technologie grid forming (tworzące sieć) oraz magazyny energii stają się nowym „świętym graalem” energetyki, zwiększając bezpieczeństwo operacyjne systemu.
3. Cybertwierdza i segmentacja sieci
Współczesna wojna nie zawsze toczy się na froncie – często jej celem są transformatory i systemy sterowania. KIG alarmuje o rosnącej podatności infrastruktury na cyberzagrożenia i akty sabotażu. Odpowiedzią musi być wzmocnienie odporności sieci przesyłowych i dystrybucyjnych poprzez inwestycje w automatyzację i cyberbezpieczeństwo.
Co ciekawe, eksperci proponują podejście znane z budowy okrętów wojennych: możliwość segmentacji sieci na obszary funkcjonalne. Jeśli jeden fragment systemu zostanie zaatakowany lub ulegnie awarii, reszta musi działać niezależnie. To fundamentalna zmiana w architekturze KSE (Krajowego Systemu Elektroenergetycznego), która wymaga gigantycznych nakładów inwestycyjnych, ale jest niezbędna dla ochrony infrastruktury krytycznej.
4. Energetyka rozproszona
Scentralizowany system energetyczny, jaki znamy z XX wieku, jest łatwym celem. KIG wskazuje, że zasoby rozproszone są mniej narażone na wybrane typy zakłóceń. Dlatego ten rok powinien stać pod znakiem wdrażania lokalnych obszarów bilansowania na poziomie gmin.
Mowa tu o integracji wytwarzania prosumenckiego, autoprodukcji przemysłowej, magazynów energii i mikrosieci. Celem jest stworzenie „wysp energetycznych”, które w razie blackoutu krajowego będą w stanie podtrzymać zasilanie lokalnie. To także szansa dla biznesu – firmy, które zainwestują we własne źródła i magazyny, stają się nie tylko konsumentami, ale aktywnymi uczestnikami rynku, zwiększając odporność całej lokalnej infrastruktury.
Polityka energetyczna Polski to dokument do pilnego przepisania
Wszystkie te działania wymagają jednak spójnych ram prawnych. Stanisław Tokarski punktuje, że fundamentem budowania odporności musi być pilne zaktualizowanie Polityki Energetycznej Polski (PEP) w horyzoncie do 2045 r.
Obecne dokumenty strategiczne często nie nadążają za dynamiką zmian. Z nowej strategii musi jasno wynikać krajowy miks energetyczny – zapotrzebowanie na OZE i paliwa kopalne – na cały okres transformacji z uwzględnieniem aspektu suwerenności.
Bez tego dokumentu inwestorzy poruszają się po omacku, a banki niechętnie finansują projekty, które nie mają jasnego umocowania w strategii państwa.
Kto zgaśnie ostatni?
W analizie KIG pojawia się również wątek, o którym politycy często boją się mówić głośno – racjonowanie energii w sytuacjach krytycznych. Eksperci rekomendują opracowanie list priorytetowych odbiorców energii elektrycznej na wypadek kryzysów.
Należy określić minimalne poziomy zasilania dla kluczowych gałęzi przemysłu oraz infrastruktury krytycznej. Dla zarządów firm oznacza to konieczność lobbowania i audytu własnej pozycji w łańcuchu dostaw – czy moja fabryka znajdzie się na liście chronionej, czy zostanie odcięta jako pierwsza?
To pytanie jest dzisiaj realniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Cena spokoju
Wnioski płynące z analizy Krajowej Izby Gospodarczej są jednoznaczne- transformacja energetyczna w Polsce musi wejść w fazę dojrzałości geopolitycznej. Łączenie celów redukcji emisji z priorytetem stabilności i przewidywalności cen jest kluczowe dla konkurencyjności gospodarki.
W 2026 r. nie stać nas na ideologiczne spory. Musimy zaakceptować, że bezpieczeństwo kosztuje. Utrzymanie rezerwowych mocy węglowych, budowa magazynów, cyfryzacja sieci i tworzenie lokalnych klastrów energii to wydatki, które w krótkim terminie mogą obciążać system, ale w długim terminie są polisą ubezpieczeniową przed katastrofą.
Jak wskazuje Stanisław Tokarski, stoimy na rozdrożu. Wybór właściwej ścieżki wymaga odwagi, by powiedzieć „sprawdzam” zarówno zwolennikom natychmiastowego odejścia od węgla, jak i tym, którzy chcieliby ignorować zmiany klimatyczne. Polska energetyka przyszłości musi być zielona, ale przede wszystkim musi być „pancerna”.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: PGEGiEK / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0