Partnerzy merytoryczni
Trzech czarnoskórych chłopaków śmieje się wprost do kamery na tle afrykańskiej wioski

Afrykański paradoks za 331 mld dol. Czy polski biznes przeoczył żyłę złota?

Z perspektywy Warszawy, Afryka wciąż bywa postrzegana przez pryzmat stereotypów – ryzyka politycznego, surowców i pomocy humanitarnej. Kiedy jednak przeanalizuje się raporty spływające z Davos i zestawi się je z twardymi danymi, wyłania się raczej obraz powtórki z polskiej transformacji lat 90., ale na cyfrowych sterydach. To daje gigantyczną szansę Europie Środkowej, jeśli zrozumiemy tylko, gdzie bije prawdziwe serce afrykańskiej gospodarki.

  • Teza. Prawdziwy potencjał wzrostu gospodarczego Afryki tkwi nie w surowcach, lecz w niedoinwestowanym sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, który dzięki cyfryzacji usług finansowych ma szansę na gwałtowny rozwój przypominający polską transformację lat 90.
  • Dowód. Mimo że MŚP stanowią ponad 90 proc. firm i generują 80 proc. zatrudnienia, zmagają się z luką finansową rzędu 331 miliardów dolarów, którą obecnie zaczynają skutecznie wypełniać algorytmy sztucznej inteligencji, oceniające zdolność kredytową na podstawie danych behawioralnych zamiast twardych aktywów.
  • Efekt. Dla polskich przedsiębiorstw, zwłaszcza z branży fintech i IT, sytuacja ta otwiera strategiczną szansę na eksport technologii i know-how, pozwalając wykorzystać własne doświadczenia z budowy gospodarki rynkowej do obsługi rodzącej się afrykańskiej klasy średniej.

Jeśli spojrzymy na Afrykę z perspektywy lotu ptaka, zobaczymy wielkie kopalnie i metropolie. Ale jeśli zejdziemy na poziom ulicy – do Soweto, Lagos czy Nairobi – zobaczymy prawdziwą strukturę tej gospodarki. To nie giganci, ale mikroskopijne trybiki wprawiają w ruch ten kontynent. Małe, średnie i mikroprzedsiębiorstwa (MŚP) stanowią w Afryce ponad 90 proc. wszystkich zarejestrowanych firm i dają zatrudnienie blisko 80 proc. siły roboczej.

To nie jest margines statystyczny. To jest gospodarka. A jednak ten kolos stoi na glinianych nogach, bo globalny i lokalny system finansowy został zaprojektowany tak, jakby ci ludzie nie istnieli.

Afryka i jej arytmetyka przetrwania na krawędzi

Najnowsze dane z Republiki Południowej Afryki – największej i najbardziej uprzemysłowionej gospodarki kontynentu – brzmią jak syrena alarmowa. Działa tam ponad dwa miliony formalnych MŚP. Jednak aż 38 proc. z nich deklaruje, że przy obecnej presji kosztowej nie przetrwa dłużej niż rok bez zewnętrznego wsparcia.

Margines wytrzymałości afrykańskiego przedsiębiorcy stał się cieńszy niż papier. To dramatyczny wskaźnik tego, jak kruche są fundamenty, na których opiera się stabilność regionu. Tamtejsze tradycyjne ramy kredytowe, zbudowane wokół dużych korporacji i pożyczkobiorców dysponujących twardymi aktywami pod zastaw, są całkowicie niekompatybilne z rzeczywistością małego biznesu.

W rezultacie w Afryce Subsaharyjskiej powstała luka w finansowaniu MŚP szacowana na oszałamiającą kwotę 331 miliardów dolarów. To pieniądze, które mogłyby pracować, tworzyć miejsca pracy i innowacje, ale nie trafiają do rynku, ponieważ bankowe algorytmy oceny ryzyka wciąż tkwią w XX wieku.

Iluzja sukcesu i ukryty bilion

Gdybyśmy poprzestali na oficjalnych statystykach, zobaczylibyśmy tylko połowę obrazu. Prawdziwa walka o przetrwanie toczy się w szarej strefie. W RPA wartość samej tylko „gospodarki townshipów” (ubogich dzielnic podmiejskich) szacowana jest konserwatywnie na blisko 1 bilion randów rocznie (ok. 59,8 mld dol.).

To gigantyczny rynek napędzany przez nieformalny handel detaliczny, usługi sąsiedzkie i gig economy, gdzie – jak wskazują badania – połowa dorosłych czerpie dochody z dodatkowych, nierejestrowanych źródeł. Ta nieregularność dochodów stała się materialną częścią życia gospodarczego.

Jednakże nie należy mylić skali tej aktywności z sukcesem. To, że ten rynek jest ogromny, nie oznacza, że jest zdrowy. Jest to raczej dowód na to, jak wielki potencjał gospodarczy pozostaje uwięziony poza formalnymi strukturami. Przedsiębiorcy ci, często działający z konieczności (tzw. przedsiębiorczość przetrwania), operują na ograniczonych bilansach, bez planów biznesowych i bez historii kredytowej, która zadowoliłaby bankiera w garniturze.

Są niewidzialni dla systemu, który mógłby pomóc im urosnąć. Szczególnie dotkliwie odczuwają to firmy prowadzone przez kobiety i młodzież, napotykające dodatkowe bariery kulturowe i systemowe.

Algorytmiczna rewolucja. Od aktywów do danych

Czy istnieje wyjście z tego impasu? Tak i paradoksalnie ratunek przychodzi ze strony technologii, która często oskarżana jest o dehumanizację. Sektor finansowy zaczyna rozumieć, że brak aktywów nie oznacza braku wiarygodności.

Tradycyjne banki, wspomagane przez fintechy, zaczynają adaptować się do realiów dzięki cyfrowym narzędziom i sztucznej inteligencji. Skoro mała firma nie ma ksiąg rachunkowych, system szuka sygnałów gdzie indziej. AI analizuje Big Data – transakcje w łańcuchu dostaw, historię płatności mobilnych, rekordy podatkowe czy aktywność na platformach cyfrowych.

To pozwala zbudować „behawioralny obraz” firmy. Nowoczesny kredytodawca przestaje pytać: „Co masz pod zastaw?”, a zaczyna pytać: „Jak działasz na co dzień?”. Dzięki temu możliwe jest tworzenie hiper-spersonalizowanych produktów finansowych, dostosowanych do nieregularnych przepływów pieniężnych małych firm.

Zbudować „brakujący środek”

Technologia to jednak nie magiczna różdżka. Wyzwania stojące przed afrykańskimi MŚP są złożone i wymagają koordynacji między bankami, rządami i partnerami rozwojowymi. Celem nie powinno być bowiem utrzymywanie mikrofirm w stanie wiecznego przetrwania.

Gra toczy się o stworzenie tzw. „missing middle” (z ang. brakującego środka). Afrykańska gospodarka ma miliony mikrofirm i garstkę gigantów. Brakuje jej solidnej klasy średniej przedsiębiorstw – firm, które wyszły z fazy mikro, zatrudniają kilkadziesiąt osób, eksportują i inwestują. To właśnie w tym segmencie generowane są zyski dla zrównoważonego rozwoju.

Aby mikrofirma mogła „ukończyć szkołę” i wejść do tego środkowego segmentu, potrzebuje nie tylko pieniędzy, ale i dostępu do rynku. E-commerce i cyfrowe platformy B2B muszą łączyć lokalnych wytwórców z regionalnymi i globalnymi łańcuchami dostaw, pozwalając im sprzedawać poza najbliższą okolicę.

Stabilność gospodarek Afryki nie zależy od wyników korporacji notowanych na giełdach w Londynie czy Nowym Jorku. Zależy od odporności finansowej 44 milionów małych przedsiębiorców. Przekierowanie kapitału, polityki i technologii w ich stronę to nie kwestia filantropii. To najpilniejszy imperatyw ekonomiczny tej dekady.

Dla polskich przedsiębiorstw, zwłaszcza z branży fintech i IT, sytuacja ta otwiera strategiczną szansę na eksport technologii i know-how, pozwalając wykorzystać własne doświadczenia z budowy gospodarki rynkowej do obsługi rodzącej się afrykańskiej klasy średniej.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.

Zdjęcie główne: Pexels/CCO

Motyw