
Elektromobilność jest jednym z najprężniej rozwijających się sektorów gospodarki na świecie. Auta elektryczne są coraz popularniejsze, a wpływa na to ich coraz niższa cena i zwiększająca się dostępność taniej zielonej energii. Trend ten nie omija Polski. Po naszych drogach jeździ coraz więcej „elektryków”. Jednak energia dla nich musi skądś płynąć.
- Teza. Do 2036 r. po polskich drogach może poruszać się ponad 3,2 mln pojazdów elektrycznych, a do 2040 r. nawet ponad 5,3 mln.
- Dowód. Już za dekadę poziom zużywanej przez „elektryki” energii ma gwałtownie skoczyć. W 2036 r. ma wynosić ok. 9 TWh. Z kolei w 2040 r. ma wynosić nawet 16 TWh.
- Dowód. Rosnąca liczba pojazdów elektrycznych oznacza nie tylko większy wolumen zużywanej energii, lecz także zmianę profilu dobowego zapotrzebowania na prąd, ponieważ należy w nim uwzględnić pory ładowania dużej liczby pojazdów. Może to źle wpłynąć na pracę Krajowego Systemu Elektroenergetycznego.
- Efekt. Polskie Sieci Energetyczne w swojej strategii rozważają możliwość przesuwania procesu ładowania samochodu w czasie, w zależności od dostępności energii i jej ceny. Dzięki dynamicznym taryfom użytkownicy mogliby ładować pojazdy wtedy, gdy energia jest najtańsza i najdostępniejsza.
Elektromobilność przyszłości. Spis treści
Według danych zaprezentowanych przez Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności pod koniec listopada 2025 r. po polskich drogach jeździło ok. 224 tys. samochodów elektrycznych. Skale tej rewolucji najlepiej obrazuje fakt, że jeszcze w 2019 r. takich pojazdów było w Polsce zaledwie 9,4 tys. Szerzej o tej tematyce pisaliśmy na Biznes Enter w tym miejscu.
Wraz ze wzrostem liczby „elektryków” rośnie również zapotrzebowanie na potrzebny do ich napędu prąd. Jak podają Polskie Sieci Energetyczne (PSE) w swoim najnowszym planie rozwoju w zakresie zaspokojenia obecnego i przyszłego zapotrzebowania na energię elektryczną, na obecnym etapie skala elektromobilności nie stanowi jeszcze istotnego obciążenia dla Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE).
Jest to jednak tylko kwestia czasu kiedy się to zmieni. Elektromobilność to nie tylko przyszłość motoryzacji, ale i wyzwanie dla polskiej energetyki.
Jak będzie wyglądać elektromobilność w Polsce w 2036 i 2040 r.
Zgodnie z prognozami przyjętymi przez PSE liczba pojazdów elektrycznych w Polsce ma w kolejnych latach gwałtownie rosnąć. Do 2036 r. po polskich drogach może poruszać się ponad 3,2 mln pojazdów elektrycznych, a do 2040 r. nawet ponad 5,3 mln.

Największy wzrost dotyczyć będzie samochodów osobowych, zarówno w pełni elektrycznych, jak i hybryd plug in, ale dynamicznie rozwijać się ma również segment pojazdów dostawczych i ciężarowych. Jednak im więcej takich aut, tym większe zużycie przez nie energii.
Dziś samochody elektryczne w Polsce zużywają ok. 0,5 TWh (dla porównania: centra danych w naszym kraju pochłaniają ok. 0,6 TWh). Jednak już za dekadę poziom energii zużywanej przez „elektryki” ma gwałtownie skoczyć. W 2036 r. ma wynosić ok. 9 TWh, z kolei w 2040 r. ma wynosić nawet 16 TWh. Oznacza to, że samochody elektryczne staną się jednym z ważniejszych odbiorców energii elektrycznej w Polsce.
Zapanować nad „elektrykami”
Rosnąca liczba pojazdów elektrycznych oznacza nie tylko większy wolumen zużywanej energii, lecz także zmianę profilu dobowego zapotrzebowania na prąd. Dlaczego? Ponieważ należy w nim uwzględnić pory ładowania dużej liczby pojazdów. Z racji na rytm dnia masowe ładowanie „elektryków” może pokrywać się z porami, w których KSE pracuje na największych obciążeniach.

Zaistnienie takiego zjawiska, zdaniem PSE, może rodzić ryzyko przeciążenia lokalnych sieci energetycznych. Zwłaszcza w miejscach, w których dochodzi do koncentracji infrastruktury ładowania. Z tego powodu rozwój elektromobilności musi być uwzględniany w długoterminowym planowaniu pracy systemu elektroenergetycznego.
Elektromobilność na ratunek
Rozwój elektromobilności to jednak nie tylko wyzwanie dla KSE. Popularność „elektryków” może okazać się również jego sprzymierzeńcem. Aktualnie jednym z największych problemów trapiących polski system energetyczny są regularnie występujące godziny, w których dochodzi do nadprodukcji energii z polskiego OZE.
W określonych porach dnia w Polsce jest po prostu za dużo prądu i potrzebni są jego odbiorcy, by nie dochodziło do przeciążeń sieci. Szybko rosnąca liczba kierowców elektryków mogłaby pomóc ograniczyć skalę problemu.
PSE w swojej strategii rozważają możliwość przesuwania procesu ładowania samochodu w czasie, w zależności od dostępności energii i jej ceny. Dzięki dynamicznym taryfom użytkownicy mogliby ładować pojazdy wtedy, gdy energia jest najtańsza i najdostępniejsza. Oznaczałoby to, że kierowcy zyskaliby tańsze paliwo, a KSE – większą swobodę pracy.
Jednak jak zaznacza PSE, warunkiem do powodzenia takiego planu jest odpowiednia rozbudowa infrastruktury ładowania i inteligentnych systemów zarządzających zużyciem energii. Rewolucja związana z masową elektromobilnością Polaków może nie tylko nie przynieść oczekiwanych rezultatów, ale również stać się wyzwaniem dla KSE.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: Andrew Roberts / unsplash.com