
9 marca zapisze się na kartach historii gospodarczej jako dzień bezprecedensowej paniki i całkowitego załamania dotychczasowych cen ropy. Cena ropy Brent poszybowała o oszałamiające 27 proc., osiągając poziom w szczycie 117 dolara za baryłkę. Był to największy jednodniowy skok wartości od co najmniej 1988 r., który dodatkowo nałożył się na gigantyczny, kilkudziesięcioprocentowy wzrost z poprzedniego tygodnia. Iran płonie, a wraz z nim może zapłonąć cały świat – ostrzegają eksperci.
- Teza. Eskalacja militarnego konfliktu pomiędzy potęgami na Bliskim Wschodzie i fizyczne zamknięcie szlaków żeglugowych w Cieśninie Ormuz złamały strukturę rynku energetycznego, wpędzając świat w największy szok naftowy od lat 70. ubiegłego stulecia, co może wywołać nową falę globalnej inflacji.
-
Dowód. Zanotowany 9 marca wzrost cen europejskiej ropy Brent o bezprecedensowe 27 proc. oraz perspektywa trwałego odcięcia dostaw na poziomie 9 milionów baryłek dziennie oznaczają nagłą utratę aż jednej dziesiątej globalnego popytu na fundamenty światowej gospodarki.
- Efekt. Nagły, niekontrolowany wystrzał kosztów nośników energii wepchnie krajowe przedsiębiorstwa w głęboki kryzys płynnościowy, zmuszając cały polski sektor transportu ciężkiego i produkcji przemysłowej do natychmiastowego przerzucania podwyżek na barki klienta końcowego.
Ropa naftowa pogrąża świat. Spis treści
Drastyczny szok cenowy jest bezpośrednim i brutalnym wynikiem wojny, która wybuchła po uderzeniu militarnym Stanów Zjednoczonych i Izraela na sąsiadujący Iran. Ceny surowca w Ameryce przekroczyły barierę 100 dol. za baryłkę po raz pierwszy od czasu rynkowych zawirowań wywołanych wojną w Ukrainie w 2022 r.
Analitycy z niedowierzaniem obserwują rozwój wydarzeń, a były szef działu ropy w Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) przyznał wprost, że dla obecnych wycen „niebo jest limitem”. Znaleźliśmy się w obliczu najpoważniejszego załamania stabilności na rynkach energetycznych od lat 70. ubiegłego wieku, które już teraz kaskadowo przetacza się przez całą światową gospodarkę.
Kluczowym problemem, który spędza sen z powiek globalnym rynkom i napędza to cenowe załamanie, jest faktyczne zamknięcie strategicznej Cieśniny Ormuz. Zaledwie tydzień po rozpoczęciu kampanii zbrojnej, ten kluczowy kanał stał się de facto strefą zakazaną dla międzynarodowych statków handlowych. W całej dotychczasowej pisanej historii ludzkości ta „wodna superautostrada” nigdy wcześniej nie była zamknięta. Niestety, nagrania z groźbami irańskiej marynarki, szerzące się w branżowych komunikatorach, sprawiły, że ruch potężnych tankowców ustał niemal do zera.
Wąskie gardło światowej gospodarki – Cieśnina Ormuz i ropa
Cieśnina między Omanem a Iranem to absolutnie krytyczny punkt na logistycznej mapie naszego globu. Przepływa przez nią każdego dnia około jedna piąta wszystkich światowych dostaw ropy naftowej oraz skroplonego gazu ziemnego.
Zablokowanie tego wąskiego szlaku wywołało natychmiastowy, logistyczny efekt domina w ościennych państwach arabskich wydobywających te cenne surowce. Brak fizycznej możliwości swobodnego eksportu spowodował, że wielcy producenci w Iraku nagle zaczęli odczuwać drastyczny brak miejsca do magazynowania wydobytej ropy. Zjawisko to sprowokowało bezprecedensową reakcję łańcuchową w całym regionie Bliskiego Wschodu, który odpowiada za około jedną trzecią globalnej produkcji.
W rezultacie tego infrastrukturalnego paraliżu Irak błyskawicznie ściął swoje wydobycie o ponad dwie trzecie. Podobne, niezwykle poważne problemy z szybko przepełniającymi się zbiornikami zgłaszał Kuwejt, który polegając na szybkim transporcie, nigdy nie inwestował w gigantyczną bazę magazynową na swoim wybrzeżu. Prezes firmy naftowej DNO, lecąc z Nowego Jorku do Oslo, nakazał swoim pracownikom natychmiastowe wyłączenie odwiertów w Iraku, stając się symbolem pierwszej rynkowej ofiary tej blokady.
Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz królestwo Arabii Saudyjskiej również znaleźli się w grupie najwyższego ryzyka, sygnalizując spowalnianie produkcji, aby uniknąć technologicznej katastrofy przepełnienia. Eksperci z branży wydobywczej alarmują, że niektóre zamknięte pod przymusem szyby mogą już nigdy nie odzyskać swojego pierwotnego ciśnienia i przepływu.
Obecny konflikt zbrojny nie oszczędził również infrastruktury gazowej, co stanowi fundamentalną różnicę w porównaniu do historycznych kryzysów z minionego wieku. Decyzja Kataru o całkowitym wstrzymaniu wydobycia paliwa po irańskich atakach przy użyciu dronów na kompleks Ras Laffan, obnażyła słabość światowego systemu. Ten jeden, radykalny ruch uciął ze światowego rynku aż jedną piątą globalnych dostaw skroplonego gazu ziemnego. Ceny surowca w Europie i Azji natychmiast wystrzeliły w górę pod koniec mroźnej zimy, wywołując bezpardonową i niezwykle kosztowną wojnę licytacyjną o dostępne ładunki na pełnym morzu.
Panika rynków i geopolityczne tąpnięcie
Rynki finansowe zareagowały na te uderzenia małą paniką i masowymi wyprzedażami wszystkich ryzykownych aktywów. Giełdy w rozwiniętej Azji zanotowały gigantyczne spadki – japoński indeks Nikkei stracił początkowo aż 7 proc., a południowokoreański Kospi tąpnął o niszczące 8,2 proc.
W oszołomionej Europie indeksy również ciekną czerwienią. W Stanach Zjednoczonych indeks zmienności VIX, powszechnie nazywany wskaźnikiem strachu na Wall Street, przekroczył niepokojący poziom 30 po raz pierwszy od ponad roku. Gwałtowne spadki dotknęły również amerykańskie kontrakty terminowe na wszystkie główne indeksy, co zwiastuje trudne czasy dla całej tamtejszej gospodarki.
Sytuację na parkietach giełdowych diametralnie zaogniają przetasowania na najwyższych szczeblach irańskiej władzy politycznej i religijnej. Nowym Najwyższym Przywódcą republiki islamskiej został oficjalnie mianowany Mojtaba Chamenei, syn zabitego w amerykańskim ataku Alego Chameneiego. Według doświadczonego byłego amerykańskiego ambasadora, Gary’ego Grappo, nowy przywódca jest twardogłowym radykałem o ogromnych wpływach w strukturach reżimu.
Wojna nabiera rozpędu
Jego bezkompromisowa nominacja to jawny akt buntu i czytelny sygnał dla Zachodu, że Iran nie zamierza negocjować, co zwiastuje dalszą, niezwykle brutalną eskalację. Rząd w Teheranie wezwał nawet we wczesnych godzinach poniedziałkowych wszystkich swoich obywateli do masowych zgromadzeń, aby publicznie złożyć nowemu liderowi przysięgę wierności.
Tymczasem militarna spirala konfliktu przybiera na sile z każdą kolejną godziną, pochłaniając nowe cele gospodarcze i cywilne. Wojsko izraelskie ogłosiło publicznie rozpoczęcie szeroko zakrojonej fali uderzeń na irańską infrastrukturę reżimową oraz wyrzutnie rakietowe, co doprowadziło do potężnych, słyszalnych w całym mieście eksplozji w samym Teheranie. W odwecie powiązane z Iranem organizacje kontynuują ślepy ostrzał terytoriów państw ościennych, uszkadzając między innymi cywilne instalacje odsalania wody w królestwie Bahrajnu.
Jednocześnie amerykańscy senatorowie wyrazili głębokie przerażenie po analizach dowodzących, że atak wojsk USA mógł omyłkowo zniszczyć szkołę podstawową w Minab, zabijając ponad 160 cywilów. Pokazuje to dobitnie tragiczną nieprzewidywalność tej nowej, bezpardonowej wojny.
Wraca widmo stagflacji i uderzenie w portfele konsumentów
Skutki tego gigantycznego trzęsienia ziemi szybko przenoszą się z giełdowych parkietów bezpośrednio do portfeli zwykłych konsumentów na każdym kontynencie. W Stanach Zjednoczonych ceny na stacjach benzynowych wzrosły o prawie 50 centów na jednym galonie od momentu wybuchu wojny, stanowiąc natychmiastowy i niezwykle bolesny podatek uderzający w obywateli.
Z kolei zdesperowane władze Korei Południowej, chroniąc swoją opartą na imporcie potężną gospodarkę, zdecydowały się na krok historyczny – wprowadzenie pierwszego od niemal 30 lat odgórnego limitu cen paliw.
Dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Kristalina Georgieva, zaapelowała wprost do światowych rządów, że muszą natychmiast przygotować się na to, co dotąd wydawało się nie do pomyślenia. Obliczyła ona, że trwający wzrost cen ropy o zaledwie 10 proc. może trwale podnieść globalną inflację o mordercze 0,4 punktu procentowego. A ceny „czarnego złota” mogą wzrosnąć nawet o 100 proc. z 70 dol. za baryłkę przed wojną do 150 dol., co oznaczałoby, że inflacja na świecie uderzy w nas z oszałamiającą siłą.
Kryzys się rozlewa
Państwa rzucają na szalę wszystkie dostępne narzędzia, próbując ratować kruchą stabilność gospodarki, choć jej możliwości są drastycznie ograniczone. Zaniepokojeni ministrowie finansów państw grupy G7 zorganizowali nadzwyczajne, kryzysowe spotkanie z szefem Międzynarodowej Agencji Energetycznej, aby zaplanować interwencyjne uwolnienie rezerw ropy.
Jednocześnie w państwach Azji panuje narastający popłoch. Dla przykładu technologiczna potęga, jaką jest Tajwan, pozyskuje niemal 70 proc. niezbędnej surowej ropy oraz olbrzymie wolumeny gazu bezpośrednio z płonącego Bliskiego Wschodu. Bolesne zakłócenia uderzają także w niezwykle istotny sektor lotniczy, gdzie historycznie wysokie wyceny paliwa zwiastują nieuchronny i drastyczny wzrost cen biletów lotniczych dla wszystkich pasażerów.
Równie potężnym, lecz na ten moment ukrytym w tle zagrożeniem, jest przeniesienie uderzenia rosnących kosztów na architekturę globalnego rynku rolno-spożywczego. Przez zablokowane od zeszłego tygodnia wody transportowane są przecież potężne, wręcz krytyczne ilości nawozów sztucznych, które gwarantują plony na każdym zamieszkanym kontynencie naszego świata.
Czołowi eksperci rolni ostrzegają jednoznacznie, że w przeludnionych krajach rozwijających się, takich jak na przykład Indie, lokalne firmy nawozowe zostaną zmuszone do błyskawicznego cięcia produkcji. Pociąga to za sobą ogromne i całkiem realne ryzyko załamania globalnych plonów i katastrofalnego pogłębienia problemu niedożywienia w uboższych regionach Ziemi.
Reakcje państwa i nowe szlaki logistyczne
Globalny przestój w cieśninie zmusza największych operatorów logistycznych i naftowych do desperackiego testowania nowych, często niezwykle karkołomnych alternatyw przesyłowych.
Królestwo Arabii Saudyjskiej wdrożyło do działania z maksymalną mocą swój wewnętrzny rurociąg prowadzący na zachodnie wybrzeże, próbując przekierować przynajmniej ułamek sprzedaży na bezpieczniejsze Morze Czerwone. Przepustowość tej infrastruktury ratunkowej jest jednak fizycznie i technicznie niewystarczająca, by sprostać ogromnemu wolumenowi eksportowemu królestwa, nie wspominając już o zablokowanych sąsiadach.
Wysiłki te są dodatkowo niweczone przez fakt, że sami Saudyjczycy muszą każdego dnia przechwytywać drony wymierzone prosto w ich potężne instalacje, takie jak pole naftowe Shaybah.
Czegoś takiego świat jeszcze nie widział
Te ogromne morskie anomalie wywołały kuriozalne, wręcz filmowe zjawiska w globalnym transporcie, tworząc na wodach armady statków zmuszonych do bezczynności. W samą tylko niedzielę ponad tysiąc potężnych masowców i tankowców bezradnie oczekiwało na szansę bezpiecznego przejścia, podczas gdy ich zdezorientowane załogi drżały o własne życie.
Ich paraliżujący strach jest w pełni uzasadniony, gdyż dotychczasowe, bezlitosne ataki wymierzone w co najmniej dziewięć różnych jednostek pływających doprowadziły już do śmierci niewinnego marynarza. Wyłącznie nieliczne, charakteryzujące się najwyższym stopniem ryzyka jednostki odważyły się na rejs przez strefę wojny, przy czym większość z nich realizowała przemyt objętej sankcjami irańskiej ropy.
Szok cenowy surowców lotem błyskawicy infekuje teraz niezwykle czuły i powiązany globalnie rynek stricte przemysłowy oraz technologiczny. Energochłonny rynek aluminium zanotował historyczne, wieloletnie maksima cenowe w tym samym momencie, w którym kluczowe bliskowschodnie huty zaczęły powoływać się na prawną klauzulę siły wyższej. Potężny, skandynawski koncern Norsk Hydro, operujący w atakowanym Katarze, oficjalnie przyznał, że ewentualny pełny restart ich zamrożonych instalacji zajmie firmie od sześciu do nawet dwunastu miesięcy.
Z kolei południowokoreańska gospodarka, lider produkcji zaawansowanych półprzewodników, już teraz odczuwa katastrofalne w skutkach niedobory helu, który jest niezbędnym i niemożliwym do zastąpienia produktem ubocznym branży gazowej.
Orlen z kolei stara się uspokoić Polaków i pisze, że ceny spadną, jak tylko sytuacja się uspokoi:
Czy to znaczy, że nie mamy żadnego wpływu na ceny? Nie możemy ich obniżyć? Częściowo mamy – i to robimy. Przy tak silnym rozchwianiu rynku ORLEN dąży do tego, żeby balansować ceną między zaspokojeniem popytu (staramy się utrzymywać jak najniższe możliwe ceny, aby nie załamać możliwości zakupowych klientów) a cenami na rynkach światowych, aby uniknąć załamania dostaw. Dzisiaj to nasza największa troska.
Biuro prasowe Orlenu
Nowa rzeczywistość dla Europy i Polski
Rozmiar nadchodzącej, strukturalnej recesji staje się w pełni namacalny dopiero wtedy, gdy zagłębimy się w ścisłą matematykę obecnego kryzysu energetycznego. Jeżeli blokada handlowa cieśniny utrzyma swój całkowity status do końca marca, globalne dzienne wydobycie zmniejszy się o niewyobrażalne wręcz dziewięć milionów baryłek surowca.
Taki wariant oznacza dosłowne i nieodwracalne wyparowanie z rynkowego obiegu niemal jednej dziesiątej światowego popytu, co zupełnie zachwieje planami państw Zachodu. Chiny jako nieliczne przewidziały nadejście mrocznych czasów, gromadząc potężne zapasy wystarczające na dwieście dni funkcjonowania krwiobiegu ich gospodarki. Reszta świata została jednak całkowicie obnażona ze swoich złudzeń o niezakłóconym bezpieczeństwie.
Niektórzy analitycy usilnie przeszukują archiwa w poszukiwaniu analogii do arabskiego embarga paliwowego nałożonego po wojnie Jom Kipur z 1973 r. Jednakże obecny, niezwykle zintegrowany model krwiobiegu finansowego wielokrotnie potęguje siłę rażenia tego załamania. Na europejskich rynkach długów rentowności kluczowych obligacji skarbowych rosną w zastraszającym tempie, dyskontując najgorsze scenariusze powrotu paraliżującej inflacji (polskie, czeskie, brytyjskie papiery dłużne tanieją w poniedziałek o 3-4 proc.).
Dla Polski ten nagły wybuch jest trzęsieniem ziemi uderzającym w logistykę, produkcję i konsumpcję. Zanotowany właśnie wzrost wyceny ropy to ostateczny dowód na to, że epoka relatywnie tanich, przewidywalnych w dostawie paliw kopalnych dobiegła końca. Przynajmniej na tym etapie.
Mimo długofalowych i ambitnych założeń dekarbonizacji, to właśnie szokowe wyłączenie irańskich i katarskich rafinerii pociągnie na dno marże setek tysięcy przedsiębiorstw. Niezależnie od wyniku militarnych starć mocarstw, obudziliśmy się w świecie, w którym to bezpieczeństwo dostaw surowców dyktuje obecnie fundamentalne warunki przeżycia w nowoczesnym kapitalizmie. Pytanie tylko, czy tego właśnie chcieliśmy.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Sustainability Directory