
W narracji o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, do której tak chętnie odwołuje się w swoich przemówieniach Władimir Putin, głęboko zakorzeniony jest mit odwracającej się karty – punktu zwrotnego dla historii i ostatecznego zwycięstwa ZSRR. Rosjanie wierzą, że dotykające ich przez ostatnie cztery lata niedostatki, są koniecznym poświęceniem, które pozwoli im osiągnąć ostateczne zwycięstwo. Teraz ten moment ma nadejść.
- Teza. Po fatalnym początku dla rosyjskiego sektora surowcowego początku roku aktualne ceny ropy i gazu są upragnionym oddechem ulgi. Rosyjski budżet wyczekiwał takiej sytuacji niczym kania dżdżu.
- Dowód. Rosyjskie banki prognozują, że dzięki aktualnej sytuacji na rynkach przychody z handlu ropą naftową i gazem ziemnym mogą wzrosnąć z 423,3 mld rubli w lutym do 800-900 mld rubli w marcu.
- Efekt. Mimo prognozowanych wzrostów zysków to sytuacja rosyjskiego budżetu pozostaje trudna. Tylko w styczniu i lutym 2026 r. Moskwa zadłużyła się na kwotę 3,4 biliona rubli. Krótkotrwałe poprawienie się sytuacji na rynkach surowców nie wystarczy by wyrównać dotychczasowe straty.
Rosyjska gospodarka łapie oddech. Spis treści
W rosyjskiej propagandzie jako jaskółkę przyszłego zwycięstwa przedstawiana jest aktualna sytuacja na Bliskim Wschodzie. Świat miał bowiem ponownie nabrać apetytu na rosyjską ropę, co z racji na zapaść rosyjskich finansów jest wymarzonym scenariuszem dla Putina. Ostatnio zaczęło bowiem Moskwie brakować pieniędzy.
Jak podaje Polska Agencja Prasowa, powołując się na dane niemieckiego wywiadu, oficjalny deficyt Rosji w minionym roku miał wynieść nie 5,65 bln rubli (ponad 62,7 mld euro), a 8,01 bln rubli (ok. 89 mld euro). Ten rok, zgodnie z tym co przewidywaliśmy na Biznes Enter, zanosił się na jeszcze gorszy.
Tak zły stan rosyjskich finansów publicznych jest przede wszystkim konsekwencją zachodnich sankcji na rosyjskie surowce energetyczne, na których handlu Rosja dorobiła się swojej potęgi. Decyzja Donalda Trumpa o ataku na Iran wywróciła jednak niekorzystną dla Putina koniunkturę. Ceny za baryłkę ropy poszybowały, co jest scenariuszem wymarzonym dla Moskwy.
Z tego powodu część komentatorów zastanawia się nad tym, czy aktualna sytuacja w Zatoce pozwoli Rosji wrócić do swoich złotych czasów?
Rosyjski budżet łapie powietrze…
Rosnące ceny ropy na rynku oznaczają większe wpływy do rosyjskiego budżetu. Jest jednak pewien warunek, by chwilowa poprawa koniunktury mogła przełożyć się na trwałe polepszenie sytuacji budżetowej Moskwy.
Jak twierdzi cytowany przez The Moscow Times ekonomista Siergiej Aleksaszenko – budżet Rosji może znacząco skorzystać na wyższych cenach ropy pod warunkiem, że Iran nadal będzie stawiał opór, a zakłócenia w żegludze przez Cieśninę Ormuz potrwają co najmniej trzy miesiące.
Podobnego zdania są rosyjscy bankierzy. Największy prywatny bank w Rosji – Alfa – prognozuje, że przychody z ropy naftowej i gazu mogą wzrosnąć z 423,3 mld rubli w lutym do 800-900 mld rubli w marcu. Warunkiem jest utrzymanie średniej cena baryłki ropy Urals na poziomie 50-60 dol.
W wypełnieniu tego celu pomóc może ostatnia decyzja Donalda Trumpa, który zezwolił Indiom na zwiększenie importu surowców energetycznych z Rosji. Mimo że Biały Dom podkreśla, że to „tymczasowe rozwiązanie”, to znacząco pomogło to w podbiciu kursu ropy Urals. 9 marca rosyjska ropa na giełdzie osiągnęła już cenę 100 dol. za baryłkę.
Czy nagły zastrzyk gotówki z handlu ropą uratuje rosyjski budżet?
… ale wciąż się dusi
Dobra w ostatnich dniach koniunktura nie może przysłonić szerszego obrazu. Rosja od dłuższego czasu ma potężny problem z przychodami z surowców i co za tym idzie z deficytem budżetowym.
Jak można wyczytać z opublikowanego 6 marca przez Ministerstwo Finansów Federacji Rosyjskiej zestawienia o wpływach budżetowych z surowców, dwa pierwsze miesiące 2026 r. były dla sektora niezwykle trudne.
W styczniu rosyjskie koncerny naftowe i gazowe przyniosły do budżetu zaledwie 393,3 mld rubli. Pod kątem przychodów budżetowych był to najsłabszy miesiąc dla rosyjskich wydobywców odkąd ministerstwo publikuje swoje zestawienia. Dla porównania, w styczniu 2025 r. wpływy do budżetu wynosiły 789,1 mld rubli.
Miniony luty wcale nie okazał się lepszy. W zeszłym miesiącu do rosyjskiego budżetu wpadło zaledwie 432,3 mld rubli. Mimo poprawienia wyników ze stycznia wciąż były to zyski mniejsze o prawie 40 proc. w stosunku do analogicznego okresu z 2025 r., kiedy to do budżetu państwa wpłynęło 771,3 mld rubli.
Tak słabe wyniki sektora z początku roku przełożyły się z kolei na wzrost rosyjskiego deficytu budżetowego. Analitycy Alfa Banku szacują, że dwa pierwsze miesiące 2026 r. oznaczały pogłębienie się rosyjskiego zadłużenia o łączną kwotę 3,2 biliona rubli (41,3 miliarda dolarów). By zrozumieć skalę tego długu, warto zajrzeć do rosyjskiej ustawy budżetowej.
W tym dokumencie Moskwa zakładała, ze cały 2026 r. zamknie się z deficytem na poziomie 3,8 biliona rubli. Początek roku wyczerpał więc planowany przez moskiewskich finansistów margines błędu.
Z tego powodu dobre wyniki z marca pozwolą tylko w jakimś stopniu zasypać powstałą wcześniej w finansach publicznych wyrwę. Należy również pamiętać, że potencjalne zyski z handlu surowcami są wciąż hipotetyczne i nie zależą od Rosji, ale od dalszych działań stron zaangażowanych w konflikt. Straty zaś ponoszone w wyniku izraelsko-amerykańskiej interwencji w Iranie, są realne.
Konflikt w Iranie to nie tylko zysk dla Rosji
Putin po wywołaniu wojny w Europie stał się persona non grata na zachodnich salonach, a rosyjskie firmy wypadły z szeregu zyskownych projektów. Z tego powodu Moskwa była zmuszona szukać nowych rynków zbytu, jak również zbudować sojusze, które pozwolą omijać nałożone na nią sankcje. Jednym z nowych partnerów Putina jest rujnowany teraz przez amerykańskie bomby Iran.
Teheran stał się w ostatnich miesiącach ważnym partnerem handlowym dla Moskwy. Rosyjskie firmy budowały chociażby elektrownię atomową w Buszehr, a także realizowały zamówienia irańskiej armii. Iran importował również szereg produktów z Rosji, w tym zboże, którego był największym odbiorcą na świecie. Teraz, z racji na sytuację wojenną, przyszłość wspólnych projektów i rosyjskie zyski z eksportu przestały być takie pewne.
Wątpliwości co do dalszych wspólnych rosyjsko-irańskich projektów jest więcej. Trwający aktualnie na Bliskim Wschodzie konflikt sprawił, że pod znakiem zapytania stanął sztandarowy projekt Kremla, jakim miała być rozbudowa Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe (INSTC). Jedna z jego ważniejszych odnóg miała prowadzić właśnie przez Iran.
Jak podaje The Moscow Times, celem projektu było stworzenie dodatkowej trasy tranzytowej przez terytorium Iranu dla towarów importowanych do Rosji i eksportowanych z niej. Choć wielu ekspertów wyrażało wątpliwości co do rentowności tej trasy, to korytarz transportowy miał strategiczne znaczenie dla Kremla. Jego wybudowanie pozwoliłoby obejść Putinowi tradycyjne zachodnie szlaki handlowe, które zostały zamknięte z powodu sankcji. Decyzja Donalda Trumpa zdusiła ten projekt w zarodku.
Wydarzenia na Bliskim Wschodzie są dla Moskwy więc nie tylko powodem do liczenia zysków z eksportu ropy i gazu, ale stanowią również pewne wyzwania dla rosyjskiej gospodarki. Niemniej marzec powinien pozwolić topiącemu się rosyjskiemu budżetowi zaczerpnąć oddechu. Pytanie jednak, czy po nim pojawi się miejsce na następny oraz czy ta „dawka powietrza” pozwoli utrzymać się Rosji na powierzchni.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / kremilin.ru