Partnerzy merytoryczni
Spawacz pracujący z ogniem

Dezindustrializacja to dramat dla Europy. W końcu pojawił się pomysł, żeby odwrócić zabójczy trend. Pytanie, czy jest on dobry

Bruksela chce odbudować przemysłową potęgę Europy. Pomóc w tym ma Industrial Accelerator Act (IAA), który ma przyciągnąć inwestycje, skrócić łańcuchy dostaw i stworzyć rynek dla europejskich technologii. Eksperci ostrzegają jednak, że bez miliardów euro wsparcia i realnego obniżenia kosztów energii nawet najlepsze regulacje mogą okazać się niewystarczające. W ich ocenie projekt zawiera wiele deklaracji, ale wciąż brakuje w nim konkretnych instrumentów finansowych, które mogłyby rzeczywiście przyspieszyć transformację europejskiego przemysłu.

  • Teza. Bruksela stawia sobie ambitny cel. Chce odbudować produkcję przemysłową w Europie
  • Dowód. Ogłoszony na początku marca Industrial Accelerator Act (IAA) zakłada zwiększenie udziału przemysłu w PKB UE do co najmniej 20 proc. do 2035 r.
  • Efekt. Zdaniem ekspertów IAA w dużej mierze utrwala obecne status quo, zamiast wyznaczać ambitniejszy kierunek na przyszłość.

Obecnie sektor przemysłowy w UE odpowiada za około 14,3 proc. unijnego PKB i 18,3 proc. zatrudnienia. Jeszcze na początku XXI wieku jego znaczenie było jednak znacznie większe. Od tego czasu – co szczególnie uwidoczniły pandemia oraz wojna w Ukrainie – europejska gospodarka w coraz większym stopniu uzależniła się od dostaw spoza kontynentu, zarówno surowców, jak i komponentów technologicznych.

Industrial Accelerator Act. Co to jest?

Dziś Bruksela chce odwrócić ten trend. Ogłoszony na początku marca Industrial Accelerator Act (IAA) zakłada zwiększenie udziału przemysłu w PKB UE do co najmniej 20 proc. do 2035 r.

Jednym z głównych elementów projektu jest promowanie produktów „made in Europe” w zamówieniach publicznych oraz projektach finansowanych ze środków publicznych. W praktyce oznacza to wprowadzenie minimalnych progów udziału komponentów produkowanych w UE w kluczowych technologiach energetycznych i przemysłowych.

IAA ma również stworzyć nowy rynek dla europejskiego przemysłu. W zamówieniach publicznych pojawią się minimalne progi udziału komponentów produkowanych w UE w takich technologiach jak:

  • baterie,
  • moduły fotowoltaiczne,
  • pompy ciepła,
  • technologie wiatrowe,
  • elektrolizery,
  • wybrane technologie jądrowe.

Europa odpowiada na przeregulowanie?

Dodatkowo w projektach publicznych wymagane będzie stosowanie niskoemisyjnych materiałów budowlanych, takich jak stal, aluminium czy cement. Jest to element strategii tworzenia tzw. lead markets – rynków, które mają wygenerować popyt na europejskie technologie i przyciągnąć nowe inwestycje.

Kolejnym elementem projektu jest uproszczenie procedur inwestycyjnych. W każdym państwie członkowskim ma powstać jeden punkt obsługi inwestora – tzw. single access point – który będzie koordynował wszystkie procedury administracyjne i wydawał jedną decyzję dla całego projektu.

Równolegle państwa członkowskie będą mogły tworzyć Industrial Manufacturing Acceleration Areas – specjalne strefy przeznaczone dla inwestycji przemysłowych. W takich obszarach inwestorzy mają liczyć na:

  • szybsze pozwolenia,
  • łatwiejsze przyłączenia do sieci energetycznych,
  • wcześniejsze planowanie infrastruktury,
  • wsparcie dla projektów badawczo-rozwojowych.

To próba odpowiedzi na jedną z najczęściej powtarzanych skarg inwestorów – że procedury administracyjne w Europie są zbyt wolne i skomplikowane.

Nowe reguły dla inwestorów zagranicznych

Projekt przewiduje również bardziej szczegółowe zasady dla bezpośrednich inwestycji zagranicznych w sektorach strategicznych.

W przypadku projektów przekraczających 100 mln euro inwestorzy spoza UE mogą zostać zobowiązani m.in. do:

  • ograniczenia udziału właścicielskiego do 49 proc.,
  • tworzenia spółek joint venture z partnerami europejskimi,
  • prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej w UE,
  • korzystania z komponentów produkowanych w Europie.

Regulacje te mają ograniczyć uzależnienie Europy od importu technologii – szczególnie z Azji.

Instrat: więcej regulacji, mniej pieniędzy

Nie wszyscy eksperci są jednak przekonani, że nowe regulacje rzeczywiście przyspieszą transformację przemysłu. Krytyczny raport w tej sprawie przygotowała Fundacja Instrat.

Zdaniem Kamila Laskowskiego, lidera projektu przemysłowego w Fundacji Instrat i współautora raportu, jednym z największych problemów IAA jest niski poziom ambicji.

Jeśli Komisja Europejska rzeczywiście chciała tym aktem stymulować popyt na produkty niskoemisyjne, szczególnie europejskiego pochodzenia, to cele zostały wyznaczone na zbyt niskim poziomie. W praktyce regulacja w dużej mierze utrwala obecne status quo, zamiast wyznaczać ambitniejszy kierunek na przyszłość – ocenia w rozmowie z Biznes Enter.

Jako przykład wskazuje wymóg 25-procentowego udziału niskoemisyjnej stali w zamówieniach publicznych.

– Już dziś taki poziom mógłby zostać osiągnięty, ponieważ około połowa stali w Unii Europejskiej jest produkowana w niskoemisyjnych piecach elektrycznych. W tym sensie cel nie tworzy realnej presji na transformację przemysłu – dodaje.

Co to znaczy europejskie?

Drugim problemem jest – jego zdaniem – zbyt szeroko zdefiniowane kryterium europejskiego pochodzenia.

Z zapisów aktu wynika, że „europejskie” oznacza nie tylko produkty wytwarzane w UE, ale również w krajach, z którymi Unia ma umowy o wolnym handlu. W praktyce obejmuje to nie tylko państwa europejskie, takie jak Norwegia czy kraje EOG, ale także m.in. Wietnam, Koreę czy państwa Ameryki Południowej objęte umową Mercosur. Oznacza to, że produkcja przemysłowa może rozwijać się także poza Unią, co stoi w sprzeczności z deklarowanym celem zwiększenia udziału przemysłu w unijnym PKB – wskazuje.

Ekspert zwraca też uwagę na brak realnych instrumentów finansowych dla przemysłu.

– Komisja Europejska w pierwszej kolejności wprowadza nowe regulacje – m.in. w zakresie zamówień publicznych – zamiast najpierw zapewnić silne wsparcie finansowe dla transformacji przemysłowej. Tymczasem przedsiębiorstwa potrzebują przede wszystkim dostępu do taniego kapitału, subsydiów czy gwarancji, które pomogą sfinansować kosztowne inwestycje w dekarbonizację – podkreśla.

Przypomina przy tym, że Komisja zapowiadała powołanie Europejskiego Banku Dekarbonizacji Przemysłu lub Banku Konkurencyjności, który miałby zapewnić takie wsparcie. Na razie jednak instrumenty te nie zostały uruchomione.

Zdaniem Laskowskiego problemem jest także struktura samego aktu. Koncentruje się on przede wszystkim na zamówieniach publicznych, przez co pomija część kluczowych sektorów gospodarki.

Dotyczy to m.in. przemysłu chemicznego, który rzadko jest bezpośrednim beneficjentem zamówień publicznych, a jednocześnie znajduje się dziś pod dużą presją konkurencyjną. W ostatnich latach część zdolności produkcyjnych tego sektora w Europie została już zlikwidowana.

Przemysł chemiczny mówi, że kierunek jest dobry

Bardziej wyważone stanowisko prezentuje Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. Według niego projekt daje nadzieję na realne wsparcie dla europejskiego przemysłu, choć na razie jest raczej deklaracją kierunków.

– To kolejna zapowiedź, która daje dużo nadziei, że coś wreszcie się zmieni – mówi w rozmowie z Biznes Enter.

Jednocześnie zwraca uwagę, że sektor chemiczny – mimo ogromnego znaczenia dla gospodarki – nie został objęty pierwszą falą szczegółowych instrumentów wsparcia.

Ze względu na złożoność przemysłu chemicznego takie podejście wydaje się naturalne. Szczegółowe instrumenty będą musiały zostać doprecyzowane w kolejnych etapach prac legislacyjnych – ocenia.

Sektor baterii widzi przełom

Dużo większy entuzjazm wobec nowych regulacji wykazuje Mikołaj Budzanowski, prezes InnoEnergy Central Europe. Jego zdaniem IAA może stać się kluczowym impulsem dla rozwoju europejskiego przemysłu bateryjnego.

To regulacja długo oczekiwana przez europejski przemysł – podkreśla.

Jak zaznacza, dotychczas brakowało jasnych zasad pozwalających preferować europejską produkcję w zamówieniach publicznych.

Nowe przepisy stworzą fundament dla rozwoju technologii bateryjnych w Europie i wygenerują nowy popyt na lokalne komponenty oraz materiały – wskazuje.

W dłuższej perspektywie może to oznaczać wzrost inwestycji w całym łańcuchu wartości.

Wraz z rozwojem produkcji baterii wzrośnie popyt na lokalną stal, aluminium, chemię i materiały aktywne. To może być fundamentalna zmiana dla europejskiego przemysłu – podkreśla.

Energochłonny sektor przekonuje z kolei, że brakuje konkretów

Znacznie bardziej krytyczne stanowisko prezentują przedstawiciele polskiego przemysłu energochłonnego.

Henryk Kaliś, prezes Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, oraz Piotr Kardaś, członek zarządu FOEEiG i przedstawiciel Związku Pracodawców Polskie Szkło, podkreślają, że projekt zawiera niewiele konkretnych rozwiązań.

W największym skrócie: konkretnych rozwiązań tam w zasadzie nie ma. Bardzo trudno wskazać coś realnego do wdrożenia – mówi w rozmowie z Biznes Enter Piotr Kardaś.

W dokumencie pojawiają się zapisy o przyspieszeniu procedur administracyjnych dla projektów dekarbonizacyjnych czy tworzeniu specjalnych obszarów wspierających rozwój przemysłu, ale – jak podkreślają – są one bardzo ogólne.

Jednym z przykładów jest pomysł stworzenia jednego okienka administracyjnego, w którym inwestor miałby uzyskać wszystkie potrzebne zgody w ciągu 45 dni.

To brzmi dobrze na papierze, ale trudno sobie wyobrazić, że w tak krótkim czasie da się uzyskać pozwolenie środowiskowe, budowlane, energetyczne i wszystkie inne decyzje wymagane przy dużych inwestycjach przemysłowych – dodaje Kardaś.

Energetyczna transformacja bez finansowania

Zdaniem przedstawicieli przemysłu największym problemem pozostaje brak realnych instrumentów finansowania transformacji.

Henryk Kaliś przypomina w tym kontekście główne wnioski z raportu Mario Draghiego.

Według raportu dekarbonizacja europejskiej gospodarki wymaga około 750–800 miliardów euro rocznie. Jeśli pomnożymy to przez siedem lat nowego budżetu UE, wychodzi kwota kilkukrotnie większa niż cały budżet Unii. To pokazuje skalę problemu – podkreśla.

Jego zdaniem dziś największym wyzwaniem dla europejskiego przemysłu są przede wszystkim ceny energii.

Przemysł traci konkurencyjność głównie przez ceny paliw i energii – mówi.

Problemem jest również sposób kształtowania cen energii na rynku europejskim.

– Nawet jeśli duża część energii w systemie pochodzi ze źródeł odnawialnych, ceny nadal wyznaczają elektrownie wykorzystujące paliwa kopalne. W efekcie dekarbonizacja nie przekłada się na spadek cen energii – wyjaśnia.

ETS koniecznie do zmiany

Wśród najważniejszych postulatów energochłonnego przemysłu w Polsce jest również zmiana zasad funkcjonowania europejskiego systemu handlu emisjami.

Jeżeli dyrektywa ETS jest teraz otwierana do rewizji, to jest moment, żeby zapewnić przemysłowi jasne warunki działania co najmniej do 2050 roku – mówi Piotr Kardaś.

Jednym z pilniejszych rozwiązań byłoby jego zdaniem wydłużenie funkcjonowania bezpłatnych uprawnień do emisji.

– Bez stabilnych zasad i bez realnego wsparcia finansowego transformacja przemysłu po prostu się nie wydarzy – podsumowuje.

Najważniejsze decyzje przed nami

Projekt Industrial Accelerator Act trafi teraz do negocjacji w Parlamencie Europejskim i Radzie UE. Jest to kolejny element europejskiej strategii wzmacniania konkurencyjności przemysłu po uruchomionym na początku 2025 r. Czystym Ładzie Przemysłowym (Clean Industrial Deal), którego celem jest wsparcie transformacji energetycznej i modernizacji sektora produkcyjnego.

W tym kontekście należy także uwzględnić Akt w sprawie przemysłu neutralnego emisyjnie (Net-Zero Industry Act) ogłoszony w marcu 2025 r. oraz Akt w sprawie surowców krytycznych (Critical Raw Materials Act), który ma zapewnić dostęp do metali i minerałów – takich jak lit czy kobalt – niezbędnych do produkcji baterii i technologii OZE, a jednocześnie ograniczyć zależność UE od dostawców spoza Europy, przede wszystkim z Chin.

Mimo rosnącej liczby inicjatyw legislacyjnych wielu ekspertów wskazuje jednak na kluczowe, wciąż otwarte pytanie: czy Europa znajdzie środki pozwalające sfinansować transformację przemysłu na skalę porównywalną z programami wsparcia realizowanymi w Stanach Zjednoczonych czy Chinach?

Bez odpowiedniego finansowania – jak podkreślają przedstawiciele branży i analitycy – nawet najlepiej zaprojektowane regulacje mogą okazać się niewystarczające, by Europa odzyskała swoją przemysłową siłę.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka Biznes Enter

Zdjęcie główne: Pixabay

Motyw