
Europejskie przedsiębiorstwa potrzebują przestrzeni finansowej do dekarbonizacji, a nie kolejnych instrumentów regulacyjnych – podkreśla Fundacja Instrat w swoim stanowisku ws. rewizji EU ETS. W obliczu rosnących politycznych emocji naokoło tego unijnego mechanizmu, eksperci z think-tanku postanowili zabrać głos i wskazać możliwe rozwiązania, które pomogłyby ponownie sprowadzić europejski system handlu emisjami na właściwe tory.
- Teza. System ETS znalazł się na świeczniku debaty publicznej. W obliczu utraty konkurencyjności europejskiego przemysłu coraz więcej środowisk wskazuje na potrzebę jego reformy. Podobne stanowisko przedstawili eksperci Fundacji Instrat, którzy jednak nie poparli postulatu likwidacji systemu.
- Dowód. Zgadzają się natomiast, że ETS wymaga usprawnień. A przede wszystkim powinien wrócić do korzeni, czyli finansować transformację energetyczną w krajach najmocniej zanieczyszczających środowisko. Dziś wiele państw, w tym Polska, nie przeznacza pozyskanych w ten sposób funduszy na dekarbonizację, lecz na doraźne potrzeby polityczne. W naszym kraju ledwie 1,3 proc. uzyskanych pieniędzy z ETS-u przeznaczono na dekarbonizację.
- Efekt. Przepalanie pieniędzy z systemu ETS przez kolejne rządy spowodowało, że w Polsce brakuje efektów działania unijnego mechanizmu. Zdaniem Instratu jest to jedna z przyczyn tak silnie negatywnych emocji względem systemu.
Jak zreformować ETS? Spis treści
Z narracją o systemie ETS w debacie publicznej w ostatnich dniach jest jak z Poszukiwaniami straconego czasu Prousta. Nikt nie czyta – wszyscy cytują. W przypadku unijnego mechanizmu słynną anegdotę można zaadaptować na powiedzenie „nikt nie czyta – wszyscy krytykują”, ale czy słusznie?
Sytuacja z systemem handlu emisjami jest zdecydowanie bardziej złożona, niż wynika to z prostych narracji. Choć „ETS był fundamentem unijnej polityki klimatycznej”, to jednak dziś „wymaga usprawnień, rekalibracji i lepszego zarządzania, aby spełnić zakładane cele” – wskazują eksperci Instratu.
ETS powinien „wrócić do korzeni”
Jak czytamy w ich stanowisku, idea przyświecająca powstaniu systemu ETS wywodzi się z koncepcji niemieckiego ekonoma Arthura Pigou. Według niego produkcja lub konsumpcja generuje negatywne efekty zewnętrzne (np. zanieczyszczenie powietrza, hałas), których koszty ponosi społeczeństwo, a nie ich wytwórca.
Z tego powodu należy nałożyć na niego podatek, który ma „zmusić” firmy do wzięcia odpowiedzialności za wyczynione przez niego szkody środowiskowe i społeczne. Pigou zaznacza przy tym, że wysokość opłaty powinna być równa szkodzie wyrządzonej przez jego działania społeczeństwu.
Uzyskane z tytułu podatku pieniądze trzeba przeznaczyć na dwa cele. Po pierwsze, zniechęcić wytwórców do generowania niepotrzebnych zanieczyszczeń, a po drugie – dokapitalizować systemowe ułatwienia, które miałyby pomóc rynkowi w ograniczaniu wyrządzanych szkód przez jego działania. Jednak według Instratu dzisiejsze funkcjonowanie unijnego mechanizmu odbiega od koncepcji Pigou.
„System ETS powinien funkcjonować w obiegu zamkniętym: pobierając od zanieczyszczających i kierując środki do tych, którzy inwestują w transformację. Jednak niektóre państwa członkowskie nie wykorzystały przychodów z ETS w odpowiedzialny sposób – i nikt nie pociągnął ich za to do odpowiedzialności” – podkreśla Instrat.
Wśród tych państw, zdaniem ekspertów, jest Polska.
Jak wydatkować ETS?
ETS, wbrew powszechnie powielanej narracji, to nie tylko wydatki, ale również gigantyczne przychody do budżetów państw, które uczestniczą w systemie. W teorii pieniądze te powinny być przeznaczone na inwestycje dekarbonizacyjne, które miałyby pomóc obniżyć opłaty dla uczestników systemu. Rzeczywistość jednak odbiega od przyświecającej powstaniu systemu koncepcji.
W latach 2013-2025 do polskiego budżetu wpłynęło z tytułu licytacji uprawnień systemu ETS ok. 138,6 mld złotych. Tylko 1,3 proc. tej kwoty zostało przeznaczone na transformację energetyczną – podaje Polskie Radio 24 za raportem Najwyższej Izby Kontroli.
Organy unijne nie dysponują żadnym skutecznym mechanizmem egzekwowania sposobu wydatkowania funduszy z ETS. Z tego powodu wiele państw, w tym Polska, kierowała znaczną część pieniędzy pozyskiwanych z systemu handlu emisji na doraźne wydatki budżetowe. W ten sposób niejako „przepalała” pozyskiwane fundusze, zamiast kierować je na inwestycje, które w przyszłości pomogłyby obniżyć wysokość płaconych podatków.
Stanowisko Instratu ws. reformy systemu EU ETS
Remedium na problemy stanowi lepsze zarządzanie systemem EU ETS, a nie jego likwidacja. Instrat popiera ideę powołania instytucji na szczeblu UE, która nadzorowałaby wydatkowanie przychodów z ETS, zapewniała spójność działań między państwami członkowskimi i gwarantowała, że środki rzeczywiście trafiają do fabryk, elektrowni i systemów ciepłowniczych wymagających dekarbonizacji. Taką instytucją mógłby być proponowany przez KOBiZE Europejski Centralny Bank Węglowy.
Ten brak widocznych efektów działania systemu ETS jest jedną z przyczyn spadku społecznego poparcia dla unijnego mechanizmu. Z tego powodu eksperci apelują, by w Polsce przychody z ETS finansowały zarówno inwestycje kapitałowe (CAPEX) w czyste technologie, jak i wsparcie operacyjne (OPEX), które uczyni zieloną produkcję konkurencyjną. Tylko w ten sposób mechanizm zachowa swój pierwotny sens.
Z potrzebą reformy ETS zgadza się również premier Donald Tusk.
Przemysł potrzebuje wsparcia w transformacji
Dekarbonizacja nie jest tanim przedsięwzięciem. Wymaga czasu, środków i odpowiednich technologii. Z tego powodu firmy muszą mieć pewność, że podejmowane przez nie decyzje inwestycyjne mają zarówno oparcie na przewidywalnych ramach polityki unijnej, jak i sens ekonomiczny. Pogląd ten jest wyraźnie zaznaczony w stanowisku Instratu.
UE powinna przebudować swój system wsparcia wokół prostej zasady: każda firma zobowiązująca się do dekarbonizacji – przez elektryfikację, wodór, wychwytywanie CO₂ lub inne ścieżki – powinna kwalifikować się do warunkowego wsparcia zarówno w formie finansowania inwestycji kapitałowych (CAPEX), jak i tymczasowych subsydiów kosztów operacyjnych (OPEX).
Stanowisko Instratu ws. reformy systemu EU ETS
Niezależnie jednak od wybranej przez firmę ścieżki dekarbonizacyjnej, podążanie nią będzie dla niej kosztowne. Z tego powodu Instrat sugeruje, żeby przy okazji nadchodzącej reformy ETS, KE wyszła poza istniejące ramy finansowe i przygotowała dodatkowe fundusze na szczeblu unijnym, które pomogły w transformacji europejskiemu przemysłowi. Miałoby się to odbyć w oparciu o mechanizm emisji obligacji znany już z KPO czy też SAFE.
Uprościć dostęp do pomocy publicznej dla przemysłu
Nie chodzi zresztą o same kwoty, ale o ich dostępność dla firm o nie wnioskujących. Instrat zwraca uwagę na to, że cały mechanizm wsparcia przemysłu w transformacji energetycznej jest przeregulowany. Dotyczy to również systemu ETS.
Stworzona przez UE gama różnych programów, instrumentów pomocy publicznej, czy też systemów bezpłatnych uprawnień jest zbyt skomplikowana, powolna i rozdrobniona, by dotrzymać tempa dekarbonizacji przemysłu. Często dochodzi do sytuacji, że firmy czekają długimi miesiącami na zaakceptowanie składanych przez nie wniosków o dofinansowanie.
Co gorsza, sama dostępność pieniędzy, po które aplikują, bywa nieprzewidywalna, a wypłaty rozwleczone w czasie. Z tego powodu, zdaniem Instratu, aktualnie obowiązujące przepisy powinny zostać uproszone i dopasowane do sytuacji, w której funkcjonuje europejski przemysł. Reforma systemu ETS byłaby krokiem we właściwą stronę.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: standret / freepik.com