
– Chciałbym, żebyśmy w Europie grali w ten sam sport, co pozostali globalni gracze. Tymczasem dziś w Europie mamy system ETS, liczne regulacje i wysokie koszty. To presja, której nasi konkurenci w Stanach Zjednoczonych czy w Azji w ogóle nie odczuwają – mówi w rozmowie z Biznes Enter Kamil Majczak, prezes grupy Qemetica.
- Teza. Przemysłowe koncerny z Europy tracą konkurencyjność wobec globalnych rywali. To efekt m.in. systemu ETS, ale także regulacji i coraz wyższych kosztów produkcji. To sprawia, że firmy ze Starego Kontynentu tracą dystans do azjatyckiej konkurencji, w tym tej z Chin.
- Dowód. Choć Qemetica inwestuje w Polsce miliardy w transformację, to jednocześnie jej przedstawiciel przyznaje, że zmaga się z rosnącymi kosztami produkcji i coraz mocniej rozpychającą się konkurencją. Musiała też zamknąć jeden z zakładów m.in. ze względu na ceny energii.
- Efekt. Europa powinna wspierać produkcję na Starym Kontynencie. Tylko w ten sposób będzie w stanie utrzymać pozycję na globalnym rynku. Przyczynić się do tego mogą np. inwestycje zwrotne z funduszu pozyskanego z ETS-u w dekarbonizację.
Qemetica odsłania kulisy walki z globalną konkurencją. Spis treści
Grupa Qemetica, dawniej działająca jako CIECH, to globalny koncern chemiczny. Spółka jest drugim co do wielkości producentem sody kalcynowanej i oczyszczonej w Unii Europejskiej, a największym soli warzonej. W 2024 r. spółka przejęła biznes krzemionki strącanej od amerykańskiego koncernu PPG. Dzięki temu stała się trzecim graczem w Europie i drugim w Ameryce Północnej na tym rynku. Portfolio spółki obejmuje też produkty z segmentu agro, a także pianki poliuretanowe i szkło.
Qemetica i projekt za 2 mld zł w imię dekarbonizacji i nowych miejsc pracy
Firma posiada kilka kluczowych zakładów produkcyjnych w Polsce. Obecnie w jednym z nich w Inowrocławiu przygotowuje się do realizacji jednej z największych inwestycji dekarbonizacyjnych w Polsce. Łączna wartość tej inwestycji wraz z modernizacją kotła na biomasę w zakładzie może sięgnąć blisko 2 mld zł, z czego około 1,5 mld zł przypada na samą instalację.
Tego typu instalacje, określane jako „waste-to-energy” (pol. odpady na energię), na świecie stają się już standardem. Największe obiekty działają m.in. w Japonii, Chinach czy krajach Europy Zachodniej, gdzie odgrywają podwójną rolę: rozwiązują problem odpadów i jednocześnie stabilizują system energetyczny przemysłu. W wielu miastach są także elementem infrastruktury komunalnej i przemysłowej, wpisując się w model gospodarki o obiegu zamkniętym.
Qemetica na razie nie rozpoczęła swojej inwestycji, ale w ubiegłym roku prezydent Inowrocławia wydał decyzję środowiskową dla projektu. – Proces jej uzyskiwania był długotrwały – przyznaje Kamil Majczak w rozmowie z Biznes Enter – przygotowanie dokumentacji i uzyskanie pozwolenia zajęło ponad dwa lata, co oceniam jednak jako dobry wynik dla tego typu instalacji. Formalnie mogłoby to trwać krócej, ale procedury są bardzo czasochłonne – podkreśla.

Przedsięwzięcie będzie realizowane w formule project finance z udziałem finansowania bankowego we współpracy z firmą PreZero z sektora gospodarki odpadami i ochrony środowiska, należącą do Grupy Schwarz, właściciela Lidla i Kauflanda.
Liczymy, że po uzyskaniu niezbędnych pozwoleń budowa rozpocznie się na początku przyszłego roku. Po zakończeniu inwestycji zakład nie tylko ograniczy emisje i koszty energii, ale także stworzy nowe miejsca pracy dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów.
Kamil Majczak, prezes Qemetiki, w rozmowie z Biznes Enter
Nowa instalacja pozwoli ograniczyć udział węgla w miksie energetycznym zakładu o ponad 50 proc., co przełoży się na niższe koszty wytwarzania energii, wyższą efektywność i ograniczenie emisji.
Koszty energii i ETS zatrzymują produkcję
Transformacja energetyczna to jedno, a rosnące koszty produkcji to drugie wyzwanie. Qemetica jest dziś z tego powodu pod dużą presją. Z jednej strony musi inwestować w kosztowne przedsięwzięcia związane z transformacją energetyczną, z drugiej – mierzyć się z rosnącymi kosztami produkcji.
Kolejną kwestią jest rosnąca konkurencja spoza Europy, co jest szczególnie widoczne na rynku sody kalcynowanej. – Konkurujemy dziś nie tylko z producentami sody z Turcji, ale także pośrednio z firmami z Chin czy innych regionów świata. Ponosimy jednocześnie m.in. wysokie koszty systemu ETS, którymi nie są obciążeni nasi konkurenci w innych częściach świata. To powoduje, że europejskie firmy startują w tej rywalizacji z dużo trudniejszej pozycji – wskazuje Kamil Majczak.
W ubiegłym roku te problemy przyczyniły się m.in. do hibernacji zakładów Qemetiki w Janikowie. – Zakład formalnie nie został zamknięty na stałe, ale jego ponowne uruchomienie zależy od kilku czynników: wzrostu popytu na sodę w Europie, poprawy koniunktury w sektorach budownictwa i motoryzacji oraz spadku kosztów energii – informuje prezes Qemetiki.
Qemetica wciąż ma potencjał wzrostu
Zamknięcie zakładu w Janikowie nie miało jednak wpływu na sytuację chemicznego koncernu. Qemetica, jak zapewnia jej prezes, rozwija się dziś we wszystkich segmentach działalności, choć najsilniejszą dynamikę notuje obszar środków ochrony roślin. – Po okresie spowolnienia jesteśmy w bardzo dobrym miejscu i spodziewamy się utrzymania trendu wzrostowego – mówi.
Spółka buduje obecnie swoją obecność także na rynkach zagranicznych, uruchamiając lokalne centra dystrybucyjne m.in. w Rumunii, Niemczech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Model oparty na zespołach działających bezpośrednio na miejscu oraz dopasowanym portfelu produktów, przekłada się na rosnącą sprzedaż i dalszy potencjał ekspansji.
Równolegle spółka inwestuje w automatyzację, cyfryzację i rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, traktując je jako narzędzie poprawy efektywności w warunkach rosnących kosztów energii. – AI nie zmienia fundamentalnych praw fizyki czy chemii, ale pozwala znacząco poprawić efektywność procesów przemysłowych – podkreśla prezes.
Technologie AI wykorzystywane są m.in. do przewidywania potencjalnej awarii instalacji, a także do optymalizacji parametrów produkcji oraz do planowania. – To o tyle istotne, że nawet kilka proc. poprawy efektywności w przemyśle chemicznym przekłada się na wymierne korzyści finansowe – szczególnie w otoczeniu, w którym koszty energii obciążają cały łańcuch gospodarki – podkreśla Majczak.
Przedstawiciel branży chemicznej apeluje o zmiany
Jednak według niego firmy z Europy powinny mieć dziś zapewnione te same warunki konkurencji, co przedsiębiorstwa z innych stron świata. – Jeśli mamy grać w tę samą grę, co firmy w USA czy w Azji, powinniśmy grać według tych samych zasad. Dziś jest to kluczowe dla przyszłości europejskiego przemysłu – podkreśla.
Jego zdaniem konflikt na Bliskim Wschodzie i rosnące napięcia geopolityczne dodatkowo komplikują sytuację europejskich przedsiębiorstw, które już wcześniej mierzyły się z wysokimi kosztami energii oraz presją regulacyjną.
Dyskusja na ten temat nabrała dodatkowo tempa w trakcie szczytu Rady Europejskiej, który odbył się w dniach 19-20 marca. Podczas niego uzgodniono bardziej elastyczne podejście do systemu handlu emisjami, czyli ETS-u. Jego reforma ma m.in. polegać na dostosowaniu systemu do specyfiki państw członkowskich – co ma szczególne znaczenie dla Polski, gdzie koszty ETS stanowią już blisko jedną czwartą rachunków za energię. Równolegle zapowiedziano pilne działania mające ograniczyć ceny energii. Komisja Europejska ma w najbliższych dniach uruchomić mechanizm interwencyjny, który wpłynie na poziom cen uprawnień do emisji.
– Widać, że Polska aktywnie pokazuje problemy przemysłu i proponuje rozwiązania – wskazuje Kamil Majczak, pozytywnie oceniając w tym kontekście działania polskiego rządu.
Jego zdaniem konieczność zmian w systemie ETS sygnalizują dziś zarówno poszczególne państwa członkowskie, jak i biznes. Podkreśla, że wpływy z certyfikatów powinny w większym stopniu powracać do firm w postaci inwestycji wspierających transformację i konkurencyjność.
Chciałbym, żebyśmy w Europie grali w ten sam sport, co pozostali globalni gracze. Tymczasem dziś w Europie mamy system ETS, liczne regulacje i wysokie koszty. To presja, której nasi konkurenci w Stanach Zjednoczonych czy w Azji w ogóle nie odczuwają.
Kamil Majczak, prezes Qemetiki, w rozmowie z Biznes Enter
Produkcja to „fundament konkurencyjności”
Ostatnie propozycje Komisji Europejskiej, związane z koncepcją „Made in Europe”, pokazują, że Unia nie ogranicza się już tylko do regulowania rynku. Ogłoszony na początku marca 2026 r. Industrial Acceletarion Act zakłada, że inwestycje w nowoczesne technologie, transformację energetyczną i cyfryzację mają wzmocnić znaczenie produkcji przemysłowej i innowacji w regionie. Zdaniem prezesa Qemetiki to krok w dobrym kierunku. – Aby sprostać gospodarczym wyzwaniom, musimy produkować w Europie. Bazowanie na samych usługach nic nie da – zaznacza.
Zaznacza, że fundamentem naszej konkurencyjności jest więc produkcja w Europie. – Nie wyobrażam sobie, że nagle zaczniemy konsumować dwa razy mniej. Jeśli w Chinach ludzie wymieniają dziś samochody co dwa lata, my nie możemy jeździć nimi dwa razy dłużej. Poza tym konkurencyjność Europy nie może opierać się na ograniczaniu konsumpcji, lecz na silnej produkcji. Musimy produkować i rozwijać przemysł tutaj, na naszym kontynencie, aby utrzymać pozycję na globalnym rynku – podsumowuje nasz rozmówca.
Agnieszka Zielińska, dziennikarka Biznes Enter
Zdjęcie główne: standret / Freepik