
Choć dotychczasowe posiedzenia Rady Europejskiej nie budziły zbyt dużych emocji, to ostatnie zyskało znaczenie w Polsce, ze względu na rozpalającą mieszkańców kraju nad Wisłą debatę o systemie ETS. To właśnie na nim miały zapaść decyzje dotyczące jego reformy. Znów okazuje się jednak, że główny polityczny wątek polskich sporów nie przekłada się na szczebel unijny. Większe obawy członków Rady budzi bowiem przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie i jego wpływ na ceny energii budzi, niż dalsze funkcjonowanie systemu ETS.
- Teza. To nie ETS zdominował ostatnie posiedzenie Rady Europejskiej. Zrobiły to rosnące ceny energii, będące wynikiem wojny na Bliskim Wschodzie. Ta kwestia skłoniła RE do zabrania stanowiska.
- Dowód. W stanowisku po ostatnim posiedzeniu państwa członkowskie apelują do Komisji Europejskiej, by ta uruchomiła subsydia, które pomogłyby złagodzić wpływ rosnących cen gazu ziemnego i ropy naftowej na europejskie gospodarki. Reforma ETS-u nie została nawet szerzej wspomniana.
- Efekt. Można zatem zakładać, że jak na razie aktualnie trwający kryzys nie wpływa jednak na kurs polityki klimatycznej oraz energetycznej UE. Temat handlu emisjami na razie pozostaje na uboczu szerszej, unijnej dyskusji, rozpalając opinię publiczną wyłącznie poszczególnych państw, w tym Polski.
Rada Europejska martwi się o ceny ropy, a nie o ETS. Spis treści
Po zawetowaniu ustawy o wydatkowaniu pieniędzy z programu SAFE przez prezydenta, debatę publiczną w Polsce zdominował temat systemu ETS. Granat odpaliła polska prawica hasłami o tym, że nasz kraj musi odmówić dalszego udziału w nim, ale, jak już tłumaczyliśmy w Biznes Enter, jest to niemożliwe bez zgody większości państw członkowskich. Tej zaś nie ma. Niemniej zagęszczająca się atmosfera sprawiła, że sam premier Donald Tusk ujawnił się jako zwolennik zmian w ETS-ie.
System ETS zostaje
Po raz kolejny okazuje się, że to, co rozpala polską opinię publiczną, w Unii znajduje się na uboczu głównego nurtu. I nie zmienia tego fakt, że na ostatnim posiedzeniu Rada Europejska wezwała Komisję do przedstawienia przeglądu systemu handlu uprawnieniami do emisji (czyli ETS-u właśnie). Nie jest to bowiem tożsame ze znaczącymi zmianami w samej logice jego funkcjonowania.
Rosnące koszty uprawnień coraz mocniej wpływają na przemysł i gospodarstwa domowe, podczas gdy Komisja proponuje raczej działania osłonowe i inwestycyjne niż strukturalną przebudowę systemu. Unia nie zdecydowała się na postulowane zamrożenie cen uprawnień ani na odejście od rynkowej logiki ETS. Zamiast tego zapowiedziano aktualizację darmowych przydziałów dla przemysłu, wzmocnienie rezerwy stabilności rynkowej oraz uruchomienie nowego mechanizmu ETS Investment Booster o budżecie 30 mld euro, finansowanego z puli 400 mln uprawnień.
Mikołaj Potocki, Partner w Altemis Sp. z o.o., Członek Komitetu ds. Zrównoważonego Biznesu przy Krajowej Izbie Gospodarczej, dla Biznes Enter
Taki kształt reformy jest wynikiem ciężkich negocjacji pomiędzy państwami popierającymi ETS a tymi, które chciałyby jego ograniczenia. Aktualny kształt postanowienia pokazuje, że Europie daleko do konsensusu w sprawie ETS. A to dlatego, że dla państw, które posiadają odpowiednio zdekarbonizowaną energetykę oraz niskoemisyjną gospodarkę, unijny mechanizm jest pokaźnym źródłem dochodów.
Z tego powodu propozycje zmian, które Komisja ma przedstawić do lipca, raczej nie spełnią pokładanych w nich oczekiwań polskiego przemysłu. Rewizja systemu handlu emisjami nie jest jednak jednym pomysłem UE na zachowanie konkurencyjności europejskich fabryk.
ETS to nie wszytsko
W świetle dyskusji o konkurencyjności rodzimego przemysłu KE zapowiedziała szeroki pakiet działań zmierzających do obniżenia cen prądu. Wśród nich ma być między innymi:
- uelastycznienie zasad pomocy publicznej;
- propozycje redukcji opłat sieciowych dla przemysłu energochłonnego;
- odgórny nakaz niższego opodatkowania energii elektrycznej względem paliw kopalnych.
W rozmowie z mediami Premier Donald Tusk przekazał również, że Polsce udało się wynegocjować udział w nowopowstającym funduszu pomocowym w ramach ETS. Jego celem ma być amortyzowanie wpływu unijnego mechanizmu na gospodarki państw o wyższe emisyjności. UE ma przekazać im dodatkową pulę darmowych uprawnień do emisji o wartości 30 mld euro. Na razie nie wiadomo jednak jak miałby wyglądać ich podział pomiędzy członkami funduszu.
Jak jednak zaznacza ekspert, kluczowym wyzwaniem pozostaje nie dostępność środków, ale ich jakościowe wydatkowanie. Debata o reformie powinna dotyczyć nie tylko samych kosztów, ale też jakości wykorzystania tych pieniędzy i zasad działania systemu – podkreśla Mikołaj Potocki.
Rada Europejska szykuje się na długi konflikt na Bliskim Wschodzie
Najważniejszym tematem ostatniego posiedzenia RE były ceny energii. Do ich wzrostu przyczynia się wojna na Bliskim Wschodzie. Sen z powiek unijnych włodarzy spędzają też – będące poniekąd ich następstwem – złe trendy gospodarcze, a także rosnące koszty życia Europejczyków.
– Jeśli istnieje jedno słowo, które definiuje tu i teraz, jest to niepewność – powiedział niedawno dziennikarzom przewodniczący Eurogrupy (organu zrzeszającego ministrów finansów państw UE) Kyriakos Pierrakakis. Grek dodał również, że kryzys na Bliskim Wschodzie ma „oczywiście egzystencjalną” wagę dla Europy.
Od wybuchu wojny w Iranie mija już prawie miesiąc i nic nie wskazuje dziś na rychłe zakończenie konfliktu. Zarówno amerykańskie, jak i irańskie bomby wciąż spadają na krytyczne, z punktu widzenia Europy, obiekty infrastruktury służące do rafinowania gazu i ropy. Słupy ognia dobywające się z płonących magazynów surowców energetycznych stały się jednym z symboli gehenny trawiącej na Bliskim Wschodzie.
Trwającą na Bliskim Wschodzie eskalację konfliktu z przerażeniem obserwują rynki energetyczne. Od pierwszych ataków USA i Izraela cena baryłki ropy Benet podskoczyła miejscami o 30 proc. Podobne, a nawet większe skoki, zanotował również rynek gazu ziemnego.
Z tego powodu w ostatni czwartek Rada Europejska wezwała Komisję Europejską do niezwłocznego przedstawienia rozwiązań, które pomogą zaradzić skokom cen paliw kopalnych. Oznacza to, że – zdaniem większości państw Starego Kontynentu – konflikt w Iranie potrwa jeszcze długie tygodnie i należy się na to przygotować.
Obniżyć ceny energii
Państwa członkowskie pragną również by Komisja przekazała im pieniądze, które pozwolą złagodzić wpływ rosnących cen paliw na ich gospodarki. Takie subsydia miałyby być udzielone krótkoterminowo, z uwzględnieniem różnych sytuacji w poszczególnych państwach członkowskich.
Udzielanie unijnych dotacji ma jednak, według rekomendacji Rady Europejskiej, odbyć się przy jednoczesnym zachowaniu długoterminowych sygnałów inwestycyjnych i wspieraniu przyspieszenia rozwoju OZE i innych technologii niskoemisyjnych. Aktualnie trwający kryzys nie wpływa jednak na opinie państw członkowskich, co do długofalowej polityki energetycznej UE.
Ostatnie posiedzenie Rady Europejskiej jest sygnałem, że Unia Europejska widzi potrzebę poluzowania swoich polityk regulacyjnych i zadbania o rozwój własnego przemysłu, który coraz mocniej wypierany jest rynku przez zagranicznych konkurentów. Mikołaj Potocki podkreśla jednak, że marcowe ustalenia „nie zmieniają zasadniczego kursu polityki klimatycznej UE”, a do rzeczywistego poprawienia sytuacji polskich firm potrzebne będzie przede wszystkim „skuteczne i przejrzyste wykorzystanie dostępnych, wielomiliardowych instrumentów”.
To zaś już leży bardziej po stronie Polski, aniżeli unijnych decydentów.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / European Union