
Ceny paliw w Polsce osiągnęły historyczne szczyty. Wzrosły na tyle szybko, że rząd zdecydował się na gwałtowną reakcję – ogłosił plany obniżenia podatków. To jednak przypomina naklejenie plasterka na jątrzącą się ranę. A ona będzie się zaogniać, dopóty nie uda się ustabilizować sytuacji na Bliskim Wschodzie. – Kształtowanie się cen paliw jest uzależnione od decyzji i komunikatów wypływających z Waszyngtonu – wskazuje w rozmowie z Biznes Enter Jakub Bogucki z e-petrol.
- Teza. Rząd zdecydował się obniżyć podatki na paliwa. Jak jednak wskazują dane Komisji Europejskiej, sytuacja cenowa w Polsce jeszcze nie jest tragiczna na tle innych państw członkowskich. Co jednak nie oznacza, że możemy nie reagować.
- Dowód. W ciągu zaledwie tygodnia benzyna czy autogaz drożały o ponad 30 gr na litrze. To jednak nic w porównaniu z tym, co się dzieje z dieslem. Olej napędowy w ciągu tygodnia zdrożał o 93 gr i dziś kosztuje 8,69 zł za litr.
- Efekt. Choć decyzje rządu ulżą na chwilę polskim kierowcom, to jednak nie powstrzymają globalnego trendu. Paliwa będą drożeć na całym świecie tak długo, jak długo trwać będzie wojna w Iranie.
Ceny paliw wymknęły się spod kontroli. Rząd reaguje. Spis treści
Sytuacja na rynku paliw jest niezwykle trudna. Z tego względu w czwartek 26 marca premier Donald Tusk ogłosił na konferencji prasowej, że rząd zetnie podatki na paliwa, by obniżyć ich ceny. Po zmianie VAT skurczy się z 23 do 8 proc., z kolei akcyza stopnieje o 29 gr na benzynę i 28 gr na olej napędowy. Pojawi się też maksymalna cena detaliczna. Według szefa rządu przyczyni się to do obniżki ceny o ok. 1,20 zł na litrze.
Cały program będzie nazywać się Ceny Paliwa Niżej. W skrócie CPN. Projekt ustawy specjalnej rząd przyjął jeszcze w czwartek wieczorem na zwołanym w tym celu specjalnym posiedzeniu.
We współpracy z marszałkami Sejmu i Senatu konieczne zmiany na poziomie ustawowym uchwalone zostaną już jutro [w piątek – przyp. red.]. Jutro trafią na biurko prezydenta.
Donald Tusk na konferencji prasowej
Rozważaną metodą walki z drożejącymi paliwami jest podatek od nadmiarowych zysków koncernów naftowych. Donald Tusk zapowiedział, że w razie przedłużającego się kryzysu to będzie następny mechanizm, po jaki sięgnie rząd.
Polska na tle Europy jeszcze nie jest w krytycznej sytuacji
Biznes Enter przeanalizował sytuację cenową Polski na tle krajów unijnych. Na wstępie musimy jednak podkreślić, że Komisja Europejska w swoim biuletynie udostępnia dane z kilkudniowym opóźnieniem. Więc choć raport ujrzał światło dzienne w czwartek, to zebrane w nim ceny są aktualne na 23 marca. A zatem nie uwzględniają jeszcze rekordowych szczytów ceny diesla w Polsce, do czego jeszcze wrócimy.
Niemniej to, co rzuca się w oczy, to fakt, że kraj nad Wisłą nie jest pionierem, jeśli chodzi o wysokość cen paliw. Za Pb95 za 1000 l w Polsce w ubiegłym tygodniu płaciło się niecałe 1687 euro, podczas gdy średnia unijna była o ok. 11,55 proc. wyższa i wynosiła niemal 1882 euro. Zresztą benzyna była droższa w większości krajów unijnych w tym np. na Litwie (choć nieznacznie), Rumunii czy Łotwie. Mniej płacili natomiast m.in. Czesi, Estończycy czy Węgrzy – ci ostatni jednak mają szereg innych problemów związanych z gospodarką.
Także i w kwestii diesla z wynikiem 1992,17 euro jesteśmy poniżej unijnej średniej wynoszącej 2034,74 euro. Tu już jednak bliżej nam do środka stawki niż jej ogona. Olej napędowy od naszych stacji sprzedają taniej niektóre państwa, które mają droższą benzynę, takie jak np. Hiszpania czy Rumunia. Warto też zwrócić uwagę na sytuacji Litwy. Nasi sąsiedzi już przed tygodniem mierzyli się ze znacznie droższym dieslem. 1000 l oleju kosztowało u nich 2100,5 euro.
Jeśli zaś chodzi o LPG, to tu Polska wraca do ogona unijnego w wyścigu na najdroższy gaz płynny. Za 1000 l nad Wisłą płaciło się średnio 846,29 euro – minimalnie mniej niż wynosi średnia unijna (847,23 euro). Zaniżają ją jednak trzy państwa mające znacznie tańsze LPG od reszty – Włochy, Słowacja i Bułgaria. W tej ostatniej 1000 l nabywcy kupowali za 637,60 euro. Cała trójka zaś miała ceny poniżej 700 euro.
Czy ceny paliw da się ustabilizować w najbliższym czasie?
Europejski rynek paliw jest dociskany przez globalną sytuację geopolityczną, a w szczególności przez blokadę Cieśninę Ormuz, co, jak pisaliśmy w Biznes Enter, nie mogło pozostać bez wpływu na Polskę. Decyzja o obniżaniu podatków będzie swego rodzaju plasterkiem na ranę – lecz ta będzie się jątrzyć, dopóki trwać będzie wojna w Iranie.
– Cały czas pozostaje w mocy główny stymulant wzrostu cen, czyli konflikt na Bliskim Wschodzie, który się nie kończy, co najwyżej zmniejsza intensywność po kolejnych inicjatywach Donalda Trumpa – wskazuje w rozmowie z Biznes Enter Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl.
W dłuższej perspektywie jednak obawiam się, że dopóki Cieśnina Ormuz nie będzie drożna, to a Zatoka Perska nie będzie nie normalnie produkować i przerabiać ropy, to trudno będzie mówić o stabilizacji cen. A ich kształtowanie się w najbliższym czasie jest uzależnione od decyzji i komunikatów wypływających z Waszyngtonu.
Jakub Bogucki z e-petrol w rozmowie z Biznes Enter
Ekspert, zapytany o biuletyn unijny przytoczony przez nas wyżej, podkreśla, że Polska nie jest samotną wyspą w unijnym morzu; raczej jest jednym z jego elementów. A zatem nie będzie tak, że np. ceny paliw będą rosły tylko nad Wisłą, ale już w innych państwach członkowskich nie. Szczególnie trudna sytuacja będzie z dieslem.
– Nasz kontynent w dużej mierze importuje olej napędowy. Nie mamy też zbyt wielu rafinerii, które by przetwarzały to paliwo; większość przystosowała się w ostatnich latach do przetwarzania innych rodzajów. Z dieslem jest zresztą tak, że w normalnych warunkach rynkowych łatwiej jest go zaimportować, niż wytworzyć, szczególnie przy uwzględnieniu obostrzeń ekologicznych. Więc w ogólnym rozrachunku paliwa będą drożały u wszystkich krajów członkowskich, różnica może być co najwyżej w tempie wzrostu cen – tłumaczy analityk.
Negatywne wydarzenia widać w cenach szybciej niż pozytywne
Dlaczego jednak ceny paliw wzbiły się tak szybko? – Rynek reaguje na zdarzenia, a nie na ich konsekwencje – odpowiada nasz rozmówca. Dodaje, że ropa jest jednym z tych surowców, na której cenach cieniem się kładzie już choćby sama groźba wojny. A przecież na Bliskim Wschodzie sytuacja posunęła się dużo dalej.
– Wraz z tego typu groźbą od razu idzie tzw. premia ryzyka, czyli wyższe koszty wszystkiego, co jest związane z produkcją i transportem ropy – wyjaśnia Jakub Bogucki.
Przypuśćmy jednak, że na horyzoncie zaczyna majaczyć jakieś porozumienie amerykańsko-irańskie, którego następstwem będzie odblokowanie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa ok. jedna piąta światowego handlu ropą. Czy w takim wypadku rynek paliw szybko dojdzie do stabilizacji? Ekspert niestety nie ma tu dobrych wieści.
Po ewentualnym odblokowaniu Ormuzu nie będziemy mieć efektu z dnia na dzień, gdyż odblokowanie przesyłu ropy to tylko jedna strona medalu. Drugą jest to, że część złóż na Bliskim Wschodzie musiała ograniczyć lub wręcz wyłączyć swoje funkcjonowanie ze względu na irańskie drony. Trochę czasu zajmie, zanim produkcja wróci do stanu sprzed wojny.
Jakub Bogucki z e-petrol w rozmowie z Biznes Enter
Ceny paliw napędzane przez historyczny wzrost diesla
E-petrol 25 marca podał informację, która zelektryfikowała cały sektor naftowy: diesel w Polsce osiągnął historyczny szczyt cenowy. W ciągu tygodnia podrożał o 93 gr do poziomu 8,69 zł za litr. „Nigdy wcześniej – nawet po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie – kierowcy nie płacili za diesla tak dużo” – podał serwis.
Beznyna E10 nad Wisłą podrożała o 35 gr i według najnowszego raportu kosztowała 7,14 zł za litr. Za litr autogazu z kolei płaciło się przeciętnie 3,64 zł, czyli o 32 gr więcej niż w połowie miesiąca.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: Marek Studzinski / Unsplash