Partnerzy merytoryczni
Megafon, pieniądze, Iran, protesty

Gazowa układanka. Geopolityka uderza w Europę i wymusza gwałtowne zmiany

Wojna w Iranie i blokada Cieśniny Ormuz wpłynęły nie tylko wzrost cen gazu, ale spowodowały także przetasowania w globalnym rynku LNG. W efekcie dzisiejsi dostawcy mogą zostać zastąpieni nowymi graczami. Europa odczuje tego skutki z opóźnieniem – przede wszystkim w rachunkach za energię.

  • Teza. Wojna w Iranie i napięcia wokół Cieśniny Ormuz przyspieszają przebudowę globalnego rynku LNG. To może być największe przetasowanie od lat. Lepsze karty mogą trafić do graczy dotychczas z dalszego szeregu.
  • Dowód. Globalną zmianę sił wywołują zakłócenia dostaw z Kataru – jednego z kluczowych eksporterów. W ich następstwie wzrosły ceny gazu, co z kolei wymusiło poszukiwanie alternatywy w postaci innych kierunków dostaw.
  • Efekt. Co prawda Europa uniknie fizycznych braków gazu, ale zapłaci więcej, choć ostateczny efekt będzie widoczny na rachunkach z opóźnieniem. Jednocześnie możliwe są nowe kierunki importu LNG oraz częściowy powrót do węgla.

Europejski rynek w cieniu Ormuzu

Konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem oraz napięcia wokół Cieśniny Ormuz ujawniły kruchość europejskiego bezpieczeństwa energetycznego, które w dużej mierze opiera się na imporcie LNG. Po ograniczeniu dostaw gazu z Rosji Unia Europejska stała się jednym z największych importerów LNG na świecie, uzależniając się głównie od amerykańskich dostaw. W ubiegłym roku USA odpowiadały za 58 proc. unijnego importu LNG.

Jednocześnie zablokowanie transportu LNG z Kataru – drugiego eksportera na świecie, jeśli chodzi o wielkość – przełożyło się niemal natychmiast na wzrost cen gazu. Mimo tych wstrząsów Stary Kontynent dysponuje dziś większą elastycznością niż w czasie kryzysu energetycznego lat 2021-2022.

– Europa nie stoi dziś przed kryzysem niedoboru gazu, lecz przed wyzwaniem związanym ze zmianą modelu rynku – ocenia dr hab. Mariusz Ruszel prezes Instytutu Polityki Energetycznej im. Ignacego Łukasiewicza w rozmowie z Biznes Enter.

Rynek gazu nie znosi próżni

Jego zdaniem globalny rynek LNG wchodzi w fazę głębokiego przetasowania, które wojna w Iranie znacznie przyspieszyła. Nowa architektura rynku zaczyna się już wyłaniać. W miejsce dostaw z Kataru, który odpowiadał za około 8 proc. całkowitego importu UE, co stanowi ok. 4 proc. całkowitego importu gazu mogą wejść inni dostawcy LNG, w tym m.in. z takich krajów jak Algieria, Azerbejdżan, czy też w perspektywie czasu Nigeria czy Izrael.

Największym beneficjentem obecnej sytuacji mogą okazać się jednak Stany Zjednoczone, które już dziś dominują w eksporcie LNG i mają potencjał dalszego zwiększania podaży. To tworzy jednak polityczne ryzyko. Jak zauważa dr. inż. Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, w debacie o bezpieczeństwie energetycznym Europy umyka fakt, że UE nie ma podpisanych żadnych porozumień handlowych z USA w obszarze węglowodorów, w tym diesla, czy właśnie LNG.

Zgodnie z amerykańskim prawem o eksporcie LNG decyduje prezydent. Tego typu decyzje, nie są więc powiązane tylko z mechanizmami rynkowymi.

Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, w rozmowie z Biznes Enter

Nowi gracze na rynku i ukryte zasoby gazu

W ocenie Sikory obecny kryzys może otworzyć drzwi dla nowych także wcześniej zapomnianych źródeł gazu. W grę wchodzi m.in.

  • zwiększenie wydobycia na Morzu Północnym;
  • a także na Morzu Czarnym i Śródziemnym
  • reaktywacja europejskich złóż zamkniętych z powodów środowiskowych lub ekonomicznych;
  • potencjał złóż węglowodorów znajdujących się w Ukrainie.

– Zasoby Ukrainy w tym zakresie szacowane są nawet na 35–50 mld m³ rocznie, dodatkowo 8-10 mld m³ może pojawić się w biometanie. Jeśli konflikt z Rosją się zakończy, najbardziej oczywistym scenariuszem będzie sprzedaż tych surowców na korzystnych warunkach – mówi Andrzej Sikora.

Taki rozwój wydarzeń jest również możliwy, co mogłoby znacząco przetasować układ sił na europejskim rynku gazu.

Tykająca bomba cenowa czai się na Europę

Eksperci są zgodni, że Europie brak dostaw gazu raczej nie grozi. Problemem pozostaje jednak cena błękitnego paliwa, co ma także związek z konstrukcją kontraktów. – Nadal są jeszcze kontrakty gazowe indeksowane do cen ropy, które znacząco wzrosły. Skutki zobaczymy z opóźnieniem, nawet do 9 miesięcy. To tykająca bomba cenowa – zauważa Mariusz Ruszel.

Jednocześnie krótkoterminowo odbiorcy nie muszą obawiać się nagłych wzrostów cen gazu, ponieważ niedawno Urząd Regulacji Energetyki (URE) zapowiedział utrzymanie taryf gazowych co najmniej do 30 czerwca. – Rynek LNG może się „gotować”, ale chwilowo rachunki tego jeszcze nie pokażą. To jednak tylko odsunięcie problemu w czasie – zaznacza ekspert.

Rosnący wpływ na ceny mają jego zdaniem także czynniki logistyczne, przede wszystkim koszty transportu i ubezpieczenia. – Gaz nie musi być najtańszy u źródła. Wystarczy, że będzie tańszy w całym łańcuchu dostaw. To przesuwa logikę rynku z surowcowej na logistyczno-finansową – wskazuje.

Szykuje się powrót do węgla?

Mariusz Ruszel przypomina jednocześnie, że europejski rynek LNG funkcjonuje nadal w pewnym rozdwojeniu. Z jednej strony odchodzimy od rosyjskich dostaw rurociągowych, z drugiej – rosyjski LNG nadal trafia na Stary Kontynent.– To pokazuje, że polityka i rynek nie zawsze idą w parze, a deklarowana dywersyfikacja ma swoje ograniczenia – podkreśla w rozmowie z Biznes Enter.

Z kolei Andrzej Sikora uważa, że najbliższe tygodnie będą dla Polski i Europy kluczowe. – Musimy szybko uzupełnić magazyny gazu przed zimą i przygotować społeczeństwo na możliwe ograniczenia zużycia energii. Stawka wykracza daleko poza sektor energetyczny. Problemy z dostępnością gazu mogą uderzyć w produkcję nawozów, a w konsekwencji w nasze bezpieczeństwo żywnościowe. Dziś widzę także ryzyko głodu na świecie dla blisko 1 do 1,5 mld ludzi. Takie jest obecne ryzyko globalnych napięć – punktuje.

Z kolei Mariusz Ruszel uważa, że w najbliższej perspektywie coraz realistyczniejszy staje się również scenariusz częściowego powrotu do węgla. – Nie chodzi o odwrócenie transformacji, lecz o reakcję na ceny gazu i ryzyko ich wzrostu – mówi.

Podobny mechanizm zadziałał jego zdaniem  już po wybuchu wojny w Ukrainie, gdy część państw – w tym Niemcy – tymczasowo przywróciła elektrownie węglowe.

Kapitał wyczuwa zmianę kierunku

Niższe ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla dodatkowo wzmacniają ten trend.

Spadek cen uprawnień z poziomów około 90 euro do okolic 70 euro za tonę nie jest przypadkowy. To nie tylko efekt spekulacji, ale też rosnących oczekiwań, że w najbliższym czasie część gospodarek może częściej sięgać po bardziej emisyjne źródła energii. Mówiąc wprost: rynek zaczyna wyceniać większe zużycie węgla.

Dr hab. Mariusz Ruszel, prezes Instytutu Polityki Energetycznej im. Ignacego Łukasiewicza w rozmowie z Biznes Enter

Prezes Instytutu Polityki Energetycznej im. Ignacego Łukasiewicza zwraca uwagę na jeszcze jeden wymiar – kapitałowy. Globalny rynek energii to nie tylko przepływy surowców, ale także i pieniędzy. W tle geopolityki i kontraktów toczy się gra funduszy kapitałowych, które wykorzystują zmienność do przejmowania aktywów.

– W ostatnich latach aktywne były m.in. fundusze z Bliskiego Wschodu i Azji, dziś natomiast może dojść do przesunięcia inicjatywy w stronę inwestorów ze Stanów Zjednoczonych czy Europy Północnej – podsumowuje.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka Biznes Enter

Zdjęcie główne: Grafika autorstwa Sandry Zięby

Motyw