
Z każdym mijającym dniem Europa coraz mocniej uświadamia sobie konsekwencje wojny wywołanej przez Stany Zjednoczone i Izrael. Nawet jeśli w najbliższym czasie dojdzie do zawieszenia broni pomiędzy walczącymi stronami, to skutki wywołanego kryzysu paliwowego będą trapić europejskie gospodarki jeszcze przez długie miesiące. Europejskie rządy wprost wskazują, że potrzebują wsparcia. Pomóc im miałby ogólnounijny podatek od nadzwyczajnych zysków.
- Teza. Rosnące koszty kryzysu związanego z konfliktem na Bliskim Wschodzie sprawiają, że państwa w Europie szukają dodatkowych pieniędzy, które pozwoliłyby im sfinansować wprowadzane przez nie tarcze osłonowe.
- Dowód. Unia Europejska, w odpowiedzi na apele państw członkowskich, dała zielone światło na wprowadzanie przez nie podatków od nadzwyczajnych zysków koncernów energetycznych. Wpisuje się to w przyjętą przez Polskę strategię walki z kryzysem paliwowym, którą przedstawił pod koniec marca Donald Tusk.
- Efekt. W sytuacji, kiedy największe koncerny energetyczne należą do skarbu państwa, każde obciążenie finansowe tych podmiotów zmniejszy w przyszłości wpływy do budżetu. W trudnej sytuacji budżetowej naszego kraju Ministerstwo Finansów stoi przed niezwykle trudnym zadaniem pogodzenia doraźnych i przyszłych potrzeb finansowych.
Podatek od nadzwyczajnych zysków wejdzie w życie. Spis treści
Prawie dwukrotny wzrost paliw na stacjach zmusił większość europejskich państw do wprowadzenia różnego rodzaju tarcz osłonowych, których celem jest obniżenie kosztów tankowania dla gospodarki i społeczeństwa. Takie działanie, mimo że niezbędne w czasach kryzysu, jest jednak niezwykle kosztowne. Rządy więc w naturalny sposób uznają, że pomóc w finansowaniu kryzysu powinni ci, którzy na nim zarabiają – czyli duże koncerny energetyczne.
„Ci, którzy czerpią zyski ze skutków wojny, muszą dołożyć starań, aby zmniejszyć ciężar spoczywający na społeczeństwie” – napisali w ubiegłym tygodniu we wspólnym liście do Komisji Europejskiej ministrowie gospodarki pięciu europejskich państw. Jak podało Politico, Austria, Niemcy, Włochy, Portugalia i Hiszpania apelowały do Brukseli o ponowne przywrócenie podatku od zysków nadzwyczajnych firm energetycznych.
Europejskie stolice rozpaczliwie szukają pieniędzy, za pomocą których będą mogły pokryć koszty rosnącego kryzysu gospodarczego w swoich krajach. Bruksela postanowiła wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom.
Europa szuka dodatkowych pieniędzy
– Rozważamy możliwość wypracowania bardziej skoordynowanego podejścia na szczeblu europejskim. Obecnie jest ono poddawane ocenie – odpowiedział ministrom w poprzedni czwartek komisarz ds. gospodarki Valdis Dombrovskis. Jaki jednak kształt miałaby przyjąć owa danina?
We wspomnianym już liście państwa członkowskie zaapelowały o przywrócenie ogólnoeuropejskiego podatku od nadzwyczajnych zysków, który obowiązywał w Europie po 2022 r. Proponowany przez ministrów mechanizm zakładałby, że minimalna stawka nowego podatku wynosiłaby 33 proc. od zysków firm naftowych i gazowych, które przekroczyły w ostatnim czasie o przynajmniej 20 proc. średnią swoich wpływów z poprzednich czterech lat.
Warto podkreślić, ze wejście ogólnoeuropejskiego podatku nie blokuje państwom członkowskim wprowadzania własnych opłat i obciążeń już teraz. Dombrovskis stwierdził w Parlamencie Europejskim, że „nic nie stoi na przeszkodzie takim rozwiązaniom”.
Wypowiedź komisarza oznacza zielone światło dla działań planowanych w Warszawie. Donald Tusk jeszcze pod koniec marca zapowiedział, że jego rząd będzie reagować na rosnące ceny paliw, „wprowadzając podatek od nadmiarowych zysków koncernów”.
Opodatkowanie koncernów paliwowych nad Wisłą wydaje się więc już przesądzone.
Polska wprowadzi podatek od zysków nadzwyczajnych koncernów
Za wprowadzenie nowej opłaty odpowiadać ma kierowane przez Andrzeja Domańskiego Ministerstwo Finansów. Szef resortu potwierdził w Polsat News, że trwają prace nad odpowiednią ustawą. Minister podkreślił również, że „w tym miesiącu projekt na pewno będzie gotowy”.
Mimo że znana jest już decyzja polityczna na temat wprowadzenia podatku, to wciąż otwartą kwestią pozostaje to, kogo ma on objąć. 8 kwietnia minister energii Miłosz Motyka w Radiu Zet nie zdradził, czy nowym podatkiem objęty będzie „szeroki sektor energetyczny”, czy „tylko część koncernów”. Na ten temat wciąż trwają rozmowy w rządzie.
Najważniejsze były jednak słowa Domańskiego, który podkreślił, że kluczowym wyzwaniem w tworzeniu projektu ustawy będzie „właściwe zdefiniowanie sposobu liczenia zysku nadzwyczajnego”.
Można to rozumieć jako nawiązanie do doświadczeń z 2022 r., kiedy to za poprzedniego rządu wprowadzono podobny mechanizm. Jego celem miało być wsparcie państwa w finansowaniu mrożenia cen energii elektrycznej. Rozwiązanie to od początku wzbudziło jednak poważne kontrowersje. Projekt, za który odpowiadał Jacek Sasin, krytykowano przede wszystkim ze względu na ograniczoną przejrzystość zasad i sposób wyliczania nadwyżkowych dochodów.
Z tego powodu dziś powraca pytanie, czy ewentualna nowa wersja podatku będzie pod tym względem klarowniejsza i bardziej przewidywalna?
Nowy podatek kryje stare problemy
Mechanizm działania podatku od zysków nadzwyczajnych jest stosunkowo prosty. Opodatkowaniu podlega ta część zysku, która wyraźnie przekracza średnie wyniki z poprzednich lat. Jednak doświadczenia ostatniego czasu pokazują, że największym wyzwaniem nie jest sama idea podatku, lecz jego konstrukcja.
W czasie kryzysu energetycznego w 2022 r. podobne rozwiązania wprowadzano w wielu krajach Europy, próbując przechwycić część rekordowych zysków sektora paliwowego i energetycznego. Pojawiały się spory o to, jak dokładnie definiować „zysk nadzwyczajny”. Dodatkowo nie należy zapominać, że największe spółki paliwowe i energetyczne w Polsce należą do skarbu państwa.
Oznacza to, że każde obciążenie finansowe tych podmiotów zmniejszy w przyszłości wpływy do budżetu, co w napiętej sytuacji związanej z wysokim deficytem Polski sprawia, że Ministerstwo Finansów musi ostrożnie ważyć wysokość przyszłego podatku.
Kryzys jest, ale nie jest on jeszcze poważny
Aby Europa mogła poradzić sobie ze skutkami pandemii czy wojny w Ukrainie musiała nadwyrężyć swoje budżety. Wydatki z ostatnich lat sprawiły, że finanse publiczne krajów UE są obecnie na tyle w złym stanie, że uniemożliwiają rządom tak szeroką i długotrwałą interwencję w gospodarkę, jak było to możliwe jeszcze kilka lat temu.
Należy pamiętać, że nasze pole manewru jest teraz bardziej ograniczone niż przed poprzednimi wstrząsami, biorąc pod uwagę […] wyższy deficyt i poziom zadłużenia, wyższe stopy procentowe, a także pilną potrzebę dodatkowych wydatków na obronność.
Valdis Dombrovskis, komisarz unijny ds. gospodarki, cytowany przez Politico
Dlatego Bruksela studzi oczekiwania chociażby Włoch dotyczące radykalniejszych rozwiązań. Meloni postulowała w ostatnim czasie ponowne uruchomienie znanej z pandemii tzw. ogólnej klauzuli wyjścia. Jej wprowadzenie pozwoliłoby państwom członkowskim zawiesić unijne reguły fiskalne i zwiększyć wydatki publiczne. Komisja Europejska studzi emocje Rzymu i odpowiada, że na dziś taki scenariusz nie jest rozważany.
– Warunkiem uruchomienia ogólnej klauzuli wyjścia jest poważny kryzys gospodarczy w strefie euro lub Unii Europejskiej – powiedział Dombrovskis. – Obecnie nie znajdujemy się w takiej sytuacji – dodał, cytowany przez Politico.
Zamiast tego Unia planuje selektywne działania. Na tapet Bruksela ma wziąć m.in. utrzymanie tymczasowego charakteru ulg podatkowych, preferencje dla energii elektrycznej względem paliw kopalnych oraz zmiany w systemie handlu emisjami CO₂. Cel tych działań jest jasny – zmniejszenie presji kosztowej na unijne gospodarki.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Grafika autorstwa Sandry Zięby