
Choć w administracji publicznej nie ma jasno zapisanej zasady, że dostawcą oprogramowania może być jedna firma, to w praktyce właśnie taki scenariusz się realizuje. Z raportu Instratu Zamówienia na pozór otwarte wynika jasny wniosek: Polska sama buduje monopol Microsoftu przy dostawach i obsłudze software’u. Dzieje się tak pomimo faktu, że deklaratywnie nasz rząd mówi o konieczności budowy suwerenności technologicznej.
- Teza. Polska administracja tworzy warunki idealne do monopolu jednego dostawcy oprogramowania.
- Dowód. W 99 proc. zamówień tworzy warunki dyskryminujące dla innych producentów niż Microsoft. Niektóre przetargi swoimi zapisami wprost wykluczają konkurencję.
- Efekt. Stajemy się coraz bardziej zdani na łaskę giganta. Microsoft może wpływać na funkcjonowanie naszej administracji poprzez np. własną politykę cenową czy decyzje o niewspieraniu poszczególnych aplikacji i programów.
Na łasce giganta. Polska sama buduje monopol Microsoftu. Spis treści
Wyobraźcie sobie sytuację, że wasza firma ma cały sprzęt od jednego dostawcy: od smartfonów i laptopów pracowników, poprzez serwerownie i chmurę danych, na lodówce i maszynie do parzenia kawy w pokoju socjalnym kończąc. I nagle z dnia na dzień wasza współpraca się kończy, bo, dla przykładu, jego zdaniem naruszyliście w jakiś sposób warunki umowy, a jest w niej zapis pozwalający mu w takim przypadku jednostronnie ją wypowiedzieć.
A skoro umowa nie obowiązuje, to dostawca „z marszu” odcina was od dostępu do oprogramowania. Wszystko, na czym pracujecie, przestaje działać. Włącznie z lodówką. Przerażające, prawda? A właśnie taką pułapkę na siebie zakłada administracja państwowa.
Polska sama pcha się w objęcia Microsoftu
Oczywiście przedstawiony powyżej scenariusz jest hipotetyczny i należy do kategorii katastroficznych. Jednak przedstawiliśmy go właśnie po to, by uzmysłowić skalę problemów, jakie mogą się wiązać z wyborem wszystkich produktów od jednego dostawcy.
Tymczasem polska administracja dyskryminuje dostawców innych niż Microsoft w przypadku dostaw oprogramowania biurowego. Zapisy faworyzujące produkty giganta z Redmont specjaliści Fundacji Instrat znaleźli w 99 proc. zamówień zgłoszonych od początku roku do 24 listopada.
Do zamówień wprost wykluczających konkurencję twórcy raportu zaliczyli aż jedną piątą wszystkich (14 postępowań). Z kolei 79 proc. (57) zawierało zapisy eliminujące inne firmy na inne sposoby.
Tylko jedno zamówienie specjaliści zaklasyfikowali jako neutralne, czyli niepreferujące Microsoftu. Przeprowadził je Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Tymczasem liczba zamówień objętych analizą wynosi 72 – tyle bowiem dotyczyło oprogramowania biurowego spośród ponad 15 tys. ogłoszonych przetargów we wspomnianym okresie.
Oto przykłady zapisów wykluczających innych dostawców
Instrat w swojej analizie podkreśla, że prawo zamówień publicznych zabrania wykluczania konkurencji. Zaraz jednak dodaje, że „konstrukcja zamówień preferuje produkty Microsoftu. Zamawiający w większości przypadków dopuszczają alternatywne oprogramowanie, o ile spełnia ono szereg specyficznych wymogów, ale natrafiamy na przypadki wymogów kompatybilności z technologiami należącymi właśnie do spółki z Redmond”.
W raporcie wymienione są też poszczególne przykłady eliminowania konkurencji z przetargów. Oto kilka z nich:
- pozorowana otwartość – zamawiający dopuszczają dostarczenie oprogramowania „równoważnego”, jeśli miałoby one unikalne i często nieistotne cechy produktów Microsoftu;
- wymóg zintegrowanego pakietu – zamawiający domagają się, by edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny i klient poczty pochodziły od jednego producenta (wyklucza to łączenie darmowych rozwiązań od różnych dostawców jak np. pakiet LibreOffice z klientem poczty Thunderbird);
- specyficzne wymogi interfejsu graficznego – zamawiający żąda, aby interfejs posiadał elementy 3D lub żeby nazwy funkcji i układ menu były identyczne z produktami konkretnej marki;
- fikcyjne wymogi funkcjonalne – przykładem jest wymóg wbudowanego systemu samouczącego się programu do rozpoznawania rysika w programie do notatek, nawet jeśli komputer stacjonarny, na którym ma się znaleźć oprogramowanie, nie obsługuje tychże rysików.
Stosowanie takich technik prowadzi – jak podkreśla Instrat – do pogłębiania się zjawiska vendor lock-in, czyli do trwałego uzależnienia państwa od jednego dostawy oprogramowania. Przypomina to sytuację mieszkania, w którym właściciel domaga się, by wszystkie klucze pasowały do zamków wyprodukowanych przez jedną, konkretną fabrykę. Mimo że inne zamki zapewniają takie samo bezpieczeństwo, z automatu są odrzucane.
Monopol stwarza szereg ryzyk
To oznacza ni mniej ni więcej, że Microsoft zmonopolizował rynek dostaw oprogramowania biurowego dla polskich urzędów. W związku z tym pojawia się szereg ryzyk.
Pierwszy, oczywisty, to ryzyko nagłego wzrostu cen. Monopolista nie musi się bać, że klienci przejdą do konkurencji. Ale możemy też obawiać się innych problemów, ponieważ to amerykańska korporacja, a nie polski rząd, kontroluje lwią część polskiej infrastruktury technologicznej. I może nam ją po prostu wyłączyć.
Dr Jarosław Kopeć, autor raportu Fundacji Instrat
A nawet jeśli nie odważy się na taki krok, to przecież coraz powszechniejszym zjawiskiem są globalne awarie oprogramowania. W takim przypadku ryzyko z nią związane obejmie całą administrację, a nie tylko część jej jednostek. W praktyce może to oznaczać paraliż państwa i to poważnych rozmiarów. Taki sam problem rodzi się, gdy np. dostawca wycofa się z oferowania danej usługi.
Poprosiliśmy polską filię Microsoftu o stanowisko do powyższego raportu Fundacji Instrat. Artykuł zaktualizujemy, jak tylko otrzymamy odpowiedź.
Polska chciała stawiać na narzędzia open source
Samo Ministerstwo Cyfryzacji w projekcie Strategii Cyfryzacji Państwa do 2035 r. zauważało konieczność większego wykorzystania narzędzi open source w administracji publicznej. Przykłady możemy wziąć z innych państw lub miast Unii Europejskiej. Takie próby już podjęły m.in. francuskie miasto Lyon, austriackie ministerstwo gospodarki czy niemiecki kraj związkowy Szlezwik-Holsztyn.
Zamówienia publiczne stanowią ogromny strumień finansowania, który mógłby trafiać do europejskich przedsiębiorstw, które zainwestują te środki w Polsce, będą w pełni podległe polskiemu prawu i zapłacą w Polsce podatki. Microsoft sam przyznaje, że nie prowadzi w Polsce prac badawczo-rozwojowych, a jego polskie spółki kontroluje spółka z Irlandii.
Dr Jarosław Kopeć, autor raportu Fundacji Instrat
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Źródło: Instrat. Zdjęcie otwierające: Matthew Manuel / Unsplash.com
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: Fot. Matthew Manuel / Unsplash.com