Na zdjęciu widzimy małe miasteczko, w którym są sami seniorzy, nie ma ludzi młodych

Raport ZUS obnaża prawdę o przyszłości emerytur w Polsce

Gdybyśmy szukali dokumentu, który powinien stać się obowiązkową lekturą dla każdego polityka, ekonomisty i 30-latka w Polsce, to właśnie trafił on na stół. Opublikowany przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych raport „Prognoza wpływów i wydatków funduszu emerytalnego do 2080 roku” to nie jest zwykły zbiór tabel. To mapa drogowa prowadząca do zupełnie innej Polski. Kraju wyludnionego, starzejącego się w ekspresowym tempie i zmagającego się z drastycznym spadkiem jakości życia na emeryturze.

  • Teza. Polski system emerytalny utrzyma stabilność finansową w relacji do PKB i uniknie bankructwa mimo katastrofy demograficznej. Odbędzie się to wyłącznie dzięki konstrukcji prawnej, która automatycznie przerzuca ciężar bilansowania systemu na przyszłych emerytów poprzez drastyczne obniżenie ich świadczeń względem zarobków oraz na budżet państwa poprzez permanentne dotacje.
  • Dowód. Prognozy wskazują na dramatyczny ubytek aż 9,2 miliona osób w wieku produkcyjnym do 2080 roku przy jednoczesnym wzroście liczby seniorów, co skutkuje nieustannym deficytem Funduszu Emerytalnego (pokrywanym ze składek jedynie w ok. 70–80 proc.), który w szczytowym momencie realnie wyniesie blisko 177 mld zł rocznie.
  • Efekt. Przedsiębiorcy muszą przygotować się na funkcjonowanie w gospodarce permanentnego niedoboru pracowników (podaż pracy kurczy się o ponad 40 proc.) i stagnacji wzrostu PKB (zwalniającego do poziomu ok. 0,2 proc. rocznie), co wymusi konieczność automatyzacji procesów oraz utrzymanie wysokiej presji podatkowej niezbędnej do finansowania rosnących dopłat do emerytur.

ZUS aktualizuje swoje szacunki w sprawie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w wymiarz składek emerytalnych co trzy lata. Analizowany przez nas raport jest najświeższym, którym ZUS podzielił się na koniec 2025 r. Najbardziej wstrząsającym fundamentem tej prognozy jest demografia. I to od niej zaczniemy.

Raport ZUS wskazuje jedno – czeka nas wielkie wyludnianie

ZUS, opierając się na danych Ministerstwa Finansów z 2025 r., rysuje obraz społeczeństwa w odwrocie. Obecnie populacja Polski wynosi 37,4 mln osób. Do 2060 roku spadnie do 31,7 mln, a w roku 2080 nad Wisłą mieszkać będzie już tylko 27,2 mln ludzi.

Mówimy tu o ubytku rzędu 10 milionów obywateli – to tak, jakby z mapy Polski wyparowało naraz całe województwo mazowieckie i śląskie. Ten spadek o ponad 27 proc. populacji to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwy dramat rozgrywa się w strukturze wieku. ZUS ostrzega, że wyniki te „należy uznać za co najmniej niepokojące”.

Kto zarobi na nasze emerytury?

Dla stabilności systemu emerytalnego – i szerzej, dla całej gospodarki – kluczowa jest relacja pracujących do niepracujących. Tutaj prognozy są bezlitosne. Populacja w wieku produkcyjnym (mężczyźni 18-64, kobiety 18-59) zaczyna gwałtownie topnieć. W 2025 roku mamy armię 21,7 mln potencjalnych pracowników. Do 2060 r. ubędzie ich 6,4 mln, a do 2080 roku – aż 9,2 miliona.

To oznacza, że zasób rąk do pracy skurczy się o 42,3 proc. w porównaniu do stanu obecnego. W tym samym czasie liczba seniorów (wiek poprodukcyjny) będzie rosnąć nieprzerwanie aż do 2057 roku, osiągając szczyt na poziomie 12,3 mln osób.

Dla zobrazowania skali wyzwania spójrzmy na współczynnik obciążenia demograficznego. Dziś na 1000 osób w wieku produkcyjnym przypada 415 emerytów. W 2061 r. będzie to już 800 osób, a w 2080 roku – 900 osób. Zbliżamy się niebezpiecznie do modelu gospodarczego 1:1 – jeden pracujący na jednego emeryta. To scenariusz, który w teorii ekonomii jest koszmarem dla systemów repartycyjnych (takich jak polski), gdzie bieżące składki finansują bieżące emerytury.

Dziura w ZUS. Deficyt wpisany w DNA systemu

Raport ZUS nie pozostawia złudzeń co do samowystarczalności finansowej systemu. We wszystkich analizowanych wariantach (pośrednim, pesymistycznym i optymistycznym), przez wszystkie lata aż do 2080 roku, Fundusz Emerytalny notuje ujemne saldo roczne. Składki, nawet wsparte środkami z tzw. suwaka bezpieczeństwa (przesunięcia z OFE), nigdy nie pokryją w pełni wydatków na emerytury.

Kiedy nastąpi najtrudniejszy moment? ZUS precyzyjnie wskazuje „rok krytyczny”. W wariancie pośrednim (najbardziej prawdopodobnym) szczyt deficytu przypada na 2054 rok. Wówczas roczna dziura w systemie – w kwotach realnych, zdyskontowanych inflacją na 2024 rok – wyniesie 176,8 mld zł. W wariancie pesymistycznym kwota ta rośnie do niemal 200 mld zł rocznie.

Dlaczego połowa lat 50. XXI wieku będzie tak trudna? To efekt kumulacji: na emeryturach będą już masowo roczniki powojennego wyżu oraz wyżu lat 80., podczas gdy na rynek pracy nie wejdą wystarczająco liczne roczniki niżowe. Późniejszy spadek deficytu po 2060 roku nie wynika z nagłego uzdrowienia systemu, lecz z faktu, że pokolenie wyżu lat 80. zacznie po prostu wymierać.

Wydolność systemu emerytalnego w Polsce

Jednym z najważniejszych parametrów, na które zwracam uwagę w tym raporcie, jest „wydolność funduszu”. Określa ona, jaki procent wydatków jesteśmy w stanie pokryć ze składek.

Obraz jest surowy. Wydolność ta nigdy nie osiąga 100 proc.:

  • W wariancie pośrednim spada ona z obecnych 71 do 68 proc. w 2050 roku.
  • W wariancie pesymistycznym sytuacja jest jeszcze gorsza – w połowie stulecia system będzie w stanie sfinansować ze składek jedynie 62 proc. potrzeb.

Brakujące miliardy – sięgające w ujęciu nominalnym nawet 551 mld zł w 2080 roku – będą musiały zostać pokryte z innych źródeł, czyli de facto z podatków (dotacja z budżetu państwa). To oznacza, że przyszłe pokolenia pracujących będą podwójnie obciążone: wysokimi składkami oraz podatkami łatającymi dziurę w ZUS.

Należy jednak podkreślić, że tragedii pod tym względem nie będzie i system nie ulegnie destrukcji. Saldo roczne funduszu emerytalnego wyrażone w procencie PKB w 2080 r. wyniesie -2,1 proc. wobec -2,5 proc. prognozowanych w 2026 roku.

Gospodarka na zaciągniętym hamulcu

Prognoza ZUS opiera się na założeniach makroekonomicznych Ministerstwa Finansów, które malują obraz gospodarki hamującej pod ciężarem demografii. O ile w 2025 roku PKB ma rosnąć o 3,35 proc., o tyle dynamika ta będzie systematycznie gasnąć.

  • W 2040 roku wzrost PKB zwolni do niespełna 2 proc.
  • W 2060 roku polska gospodarka będzie rozwijać się w tempie pełzającym – zaledwie 0,44 proc.
  • W 2080 roku wzrost wyniesie symboliczne 0,22 proc.

To logiczna konsekwencja braku pracowników. Bez wzrostu podaży pracy lub skokowego wzrostu produktywności (którego model konserwatywnie nie zakłada w skali rewolucyjnej), gospodarka nie ma „paliwa” do wzrostu. Realny wzrost wynagrodzeń również wyhamuje – z 3,62 proc. obecnie do około 1,38 proc. w długim okresie. Co oznacza, że przestaniemy się bogacić w takim tempie, jak ma ro miejsce dziś.

System naczyń połączonych

Czy nasz system emerytalny to więc jakiś cud? Demografia zarżnie nam wzrost gospodarczy, liczba emerytów zrówna się z osobami pracującymi, przestanie tak szybko się bogacić, a jednak system wciąż się finansuje, „dziura” w FUS nie wystrzeli do kilkunastu procent PKB. Ba, ma być nawet lepiej niż teraz. Jak to możliwe i kto zapłaci za to cenę?

W systemie zdefiniowanej składki, jaki mamy w Polsce, matematyka jest nieubłagana: skoro kapitał dzielimy przez coraz dłuższe dalsze trwanie życia (a żyjemy dłużej), a wpłacających jest coraz mniej, świadczenia relatywnie do zarobków muszą spadać.

I tak się w Polsce będzie działo. ZUS w swoim raporcie na ten temat nie mówi. Nie musi. Kilka lat temu Zakład zamówił badania na ten temat i dane są zatrważające. Zdaniem Jarosława Oczki z Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przy założeniu wieku emerytalnego 60/65 stopa zastąpienia, czyli relacja pierwszej emerytury do ostatniej pensji w 2060 r. może wynosić nawet 18,7 proc. Jak zaznacza naukowiec, „występuje zagrożenie ubóstwem w wieku emerytalnym”.

Innymi słowy, skoro w 2080 r. jeden pracujący musi utrzymać jednego emeryta (przy zbliżonym poziomie składki emerytalnej), a deficyt systemu ma być „stabilny” i nie wzrosnąć drastycznie, to matematycznie stopa zastąpienia musi spaść grubo o ponad połowę w stosunku do dzisiejszego poziomu (jesteśmy na poziomie ok. 50 proc.).

IKE, IKZE – na to trzeba zwrócić uwagę

Możemy przyjąć też inny scenariusz. Gdyby stopa zastąpienia miała zostać utrzymana na dzisiejszym poziomie, deficyt FUS musiałby wystrzelić do kilkunastu procent PKB, co załamałoby finanse państwa. Utrzymanie stabilności „dziury w ZUS” odbywa się więc kosztem drastycznego zubożenia przyszłych emerytów. System jest bezpieczny dla budżetu państwa, ale bardzo trudny dla indywidualnego emeryta.

Co więc powinniśmy robić, żeby choć trochę sobie ulżyć finansowo na starość? Już teraz musimy oszczędzać. – Jednym ze sposobów na zabezpieczenie swojej przyszłości na emeryturze jest założenie IKE (Indywidualne Konto Emerytalne) lub IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego). Ich dodatkową zaletą są ulgi podatkowe. W przypadku IKZE wpłacane na niego pieniądze można odjąć w rocznym zeznaniu podatkowym od dochodu, a tym samym zmniejszyć podstawę opodatkowania. Jeśli środki zgromadzone na IKE zostaną wypłacone przez właściciela po osiągnięciu przez niego wieku emerytalnego, to zostanie on zwolniony z podatku od zysków kapitałowych. Dodatkowo, pieniądze zgromadzone na obydwu kontach podlegają dziedziczeniu – wyjaśnia Dorota Białołęcka z Alior Banku.

Trzeba brać los we własnego ręce, a nie powierzać go państwu – niestety, taka czeka nas rzeczywistość.

Ostatni dzwonek

Podsumowując, raport ZUS to dokument o chłodnej precyzji chirurga. Nie ma tu polityki, są tylko liczby. A liczby te mówią jedno – Polska wchodzi w fazę demograficznej i ekonomicznej zimy.

W ciągu najbliższych dekad będziemy świadkami bezprecedensowej transformacji. Z kraju „na dorobku” staniemy się krajem seniorów. Dziura w systemie emerytalnym, sięgająca w szczytowym momencie niemal 180 mld zł rocznie, będzie stałym elementem debaty budżetowej.

Wnioski dla obywateli? System emerytalny przetrwa – państwo nie pozwoli mu upaść, dosypując pieniądze z budżetu. Jednak cena tego przetrwania będzie wysoka – wolniejszy wzrost gospodarczy i konieczność gigantycznych transferów budżetowych. Dla dzisiejszych 30- i 40-latków raport ten jest jasnym sygnałem – państwowa emerytura będzie, ale opieranie swojej przyszłości wyłącznie na niej to strategia obarczona potężnym ryzykiem.

Demografia nie bierze jeńców, a rok 2080 jest bliżej, niż nam się wydaje.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.

Zdjęcie główne: Nano Banana

Motyw