Informatyk z Polski stoi przy swoim Porshe w Warszawie

Porsche w leasingu, głód na emeryturze. Polacy na B2B pędzą ku finansowej przepaści

Wyobraź sobie, że co miesiąc na twoje konto wpływa równowartość średniej krajowej pomnożona przez trzy. Jesteś programistą, konsultantem, menedżerem. Żyjesz w modelu B2B, bo tak się opłaca. Płacisz liniowy podatek, albo ryczałt. Wrzucasz koszty w firmę, a ZUS traktujesz jak przykry obowiązek, płacąc absolutne minimum. Czujesz się królem życia? Raport Instytutu Emerytalnego ma dla ciebie wiadomość, która brzmi jak wyrok – jeśli nie oszczędzasz samodzielnie, właśnie podpisałeś kontrakt na starość w nędzy.

  • Teza. Wybór modelu współpracy B2B w celu maksymalizacji bieżących dochodów, bez wdrożenia żelaznej dyscypliny w prywatnym oszczędzaniu, jest w rzeczywistości odłożoną w czasie decyzją o bankructwie osobistym i drastycznym obniżeniu stopy życiowej na starość.
  • Dowód. Symulacja kariery wykazuje, że przy tych samych wysokich zarobkach osoba na etacie (dzięki przymusowym, wysokim składkom) otrzyma emeryturę w wysokości ponad 23 tys. zł. W tym samym czasie specjalista na B2B płacący minimalne składki i konsumujący nadwyżki, otrzyma świadczenie na poziomie zaledwie 4,5 tys. zł, co stanowi pięciokrotną różnicę w budżecie domowym.
  • Efekt. To wymusza natychmiastową zmianę mentalności finansowej. Traktowanie znacznej części nadwyżki netto jako środków na luksusową konsumpcję jest błędem. To powinien być obowiązkowy, prywatny „podatek” inwestycyjny (rzędu 2000–3000 zł miesięcznie), bez którego utrzymanie dotychczasowego statusu społecznego w przyszłości będzie niemożliwe.

Analiza Instytutu Emerytalnego jest trzeźwiącym kubłem zimnej wody na rozgrzane głowy Polaków na B2B. „Wysokie faktury, niskie emerytury: ukryte koszty B2B w Polsce” to nie jest tekst o moralności płacenia podatków. To tekst o matematyce, która nie bierze jeńców. Jeśli jesteś jednym z setek tysięcy polskich specjalistów, którzy uciekli z etatu na fakturę, usiądź. Te liczby mogą zrujnować ci dzień, ale uratować życie.

Emerytura i wielka iluzja „na rękę”

Mechanizm jest prosty i kuszący. Polski rynek pracy, zwłaszcza w sektorze IT, zakochał się w B2B. Pracownik „zakłada firmę”, świadczy usługi dla jednego podmiotu i cieszy się wyższym przelewem netto. Dlaczego? Bo składki emerytalne na B2B są zryczałtowane – w większości przypadków niezależne od tego, ile zarabiasz.

Spójrzmy na liczby. Osoba na etacie z pensją 20 tys. zł brutto odprowadza rocznie blisko 46 tys. zł składek na ubezpieczenie społeczne. Osoba na B2B z przychodem 20 tys. zł netto płaci rocznie jedynie ok. 11 tys. zł. Różnica zostaje w kieszeni. Kupujemy lepsze samochody, większe mieszkania, jemy w droższych restauracjach. Państwo przymyka oko na tę „lukę”, by zatrzymać talenty w kraju, oferując stawki netto zbliżone do zachodnich.

Gdzie jest haczyk? W systemie zdefiniowanej składki, który obowiązuje w Polsce od 1999 roku – ile sobie odłożysz, tyle wyjmiesz, co szerzej opisujemy na Biznes Enter TUTAJ. Minimalna składka dziś oznacza minimalną emeryturę jutro.

Opowieść o trzech programistach: Zbyszek, Irek i Paweł

Aby zrozumieć skalę dramatu, autorzy raportu – Maciej Smółko i eksperci Instytutu Emerytalnego – przeprowadzili symulację kariery trzech rówieśników z rocznika 2001, którzy wchodzą na rynek pracy w 2025 r. Każdy jest świetnym fachowcem, każdy zarabia krocie. Różni ich tylko jedno – forma zatrudnienia i podejście do oszczędzania.

1. Zbyszek. „Frajer” na etacie, który wygrał życie

Zbyszek wybrał umowę o pracę (UoP). Płaci pełne, gigantyczne podatki i składki. Jego pracodawca ponosi ogromne koszty zatrudnienia (ponad 27 tys. zł miesięcznie), z czego Zbyszek „na rękę” dostaje ok. 13 160 zł. Wydaje się, że przegrywa finansowo z kolegami na firmie.

Ale Zbyszek robi coś, czego nie widzi się na co dzień – buduje potężny kapitał w ZUS. Rocznie odkłada tam ponad 50 tys. zł. Dodatkowo uczestniczy w PPK. Wynik? W wieku 65 lat Zbyszek otrzyma emeryturę łączną w wysokości 23 033 zł miesięcznie (wartość pieniądza z 2025 r.). Jego stopa zastąpienia to ok. 94 proc. ostatniej pensji. Zbyszek na starość utrzyma swój standard życia.

2. Irek. Świadomy B2B

Irek przeszedł na B2B. Wystawia faktury, płaci liniówkę i „mały ZUS”, a potem „duży ZUS” od minimalnej podstawy. Zarabia na rękę znacznie więcej niż Zbyszek – ponad 18 tys. zł (przed odłożeniem na IKE).

Ale Irek umie liczyć. Wie, że ZUS wypłaci mu grosze. Dlatego Irek co miesiąc, z żelazną konsekwencją, wpłaca maksymalne limity na Indywidualne Konto Emerytalne (IKE). Inwestuje w akcje i obligacje. Wynik? Emerytura z ZUS: nędzne 4 543 zł. Ale z IKE wypłaca sobie dodatkowo 13 203 zł miesięcznie. Razem: 17 746 zł. Jest bezpieczny, choć ma mniej niż „etatowiec” Zbyszek.

3. Paweł. Król życia w Porsche

I tu dochodzimy do scenariusza, który realizuje większość polskich „programistów 15k+”. Paweł to brat bliźniak Irka w zarobkach. Ma ten sam kontrakt B2B, te same 24 tys. zł przychodu. Ale Paweł nie wierzy w emerytury. Wyznaje zasadę carpe diem. Nadwyżkę finansową przeznacza na leasing wymarzonego Porsche Cayenne i luksusowe życie. Przecież jakoś to będzie, prawda?

Otóż nie będzie. W wieku 65 lat Paweł zostaje z emeryturą z ZUS w wysokości 4 543 zł miesięcznie.

Przeczytajcie to jeszcze raz. Człowiek, który przez całe życie zarabiał równowartość kilku średnich krajowych, na starość dostanie świadczenie, które stanowi zaledwie 22,7 proc. średniej pensji. To nie jest spadek stopy życiowej. To jest bankructwo. Z poziomu życia klasy wyższej, Paweł spada w otchłań, w której dylematem będzie wybór: „czynsz czy leki”.

Pułapka dobrobytu

Raport Instytutu Emerytalnego brutalnie punktuje naszą krótkowzroczność. Samozatrudnieni funkcjonują w systemie, który pozwala na wysokie dochody przy minimalnym wkładzie w system. Podstawa wymiaru składek dla przedsiębiorcy (nawet zarabiającego 40 tys. miesięcznie) jest ryczałtowa i wynosi 60 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia.

W efekcie elita finansowa tego kraju płaci niemal identyczną składkę emerytalną jak osoba zarabiająca płacę minimalną. To, co dziś wydaje się optymalizacją podatkową i sprytem („ZUS mnie nie okradnie!”), jest w rzeczywistości odłożonym w czasie krachem finansowym. A przyszłość Polaków na ZUS nie będzie aż tak różowa tak, czy tak, co opisujemy TUTAJ.

Paweł z naszego przykładu to nie jest margines. Dane są zatrważające. Choć przepisy pozwalają samozatrudnionym płacić wyższe składki, robi to mniej niż 1 proc. z nich. Reszta, czyli ponad 3 miliony osób prowadzących działalność (w tym setki tysięcy na kontraktach B2B), płaci minimum.

Matematyka nie ma uczuć

Kluczowy wniosek z analizy Macieja Smółko jest jeden – B2B bez prywatnego oszczędzania to droga do nędzy. Nie ma innej opcji.

  • Zbyszek (etat) ma systemowy „autopilot” – wysokie składki wymuszają wysoką emeryturę.
  • Irek (B2B + IKE) musi wykazać się nadludzką dyscypliną przez 35 lat, by zbliżyć się do wyniku Zbyszka.
  • Paweł (B2B + konsumpcja) jest skazany na porażkę.

Różnica między ich przyszłością jest kolosalna:

  • Zbyszek: 23 033 zł
  • Paweł: 4 543 zł

To prawie pięciokrotna różnica w miesięcznym budżecie na starość. Porsche Pawła dawno zardzewieje, a on zostanie z rachunkami, których nie będzie w stanie opłacić. Co gorsza, jeśli zachoruje wcześniej, jego zasiłek chorobowy liczony od minimalnej podstawy sprawi, że z dnia na dzień stanie się ciężarem dla rodziny.

Co musisz zrobić dzisiaj?

Ten tekst nie ma na celu namawiania kogokolwiek do powrotu na etat – rynek ma swoje prawa, a korzyści podatkowe B2B są niezaprzeczalne. Chodzi o świadomość. Wybór samozatrudnienia oznacza wyższe zarobki „tu i teraz”, ale zdejmuje z ciebie poduszkę bezpieczeństwa.

W waszym przypadku odkładanie części dochodu na emeryturę nie jest opcją, lecz koniecznością – czytamy w raporcie.

Jeśli wydajesz wszystko, co zarabiasz, żyjesz na kredyt zaciągnięty u samego siebie z przyszłości. Nie czekaj więc na systemowy mechanizm wczesnego ostrzegania, który proponuje Instytut Emerytalny. Ostrzeżenie masz przed oczami.

Jaki powinien być zatem twój ruch? Jeśli jesteś na B2B, zaloguj się teraz do banku. Ustaw stałe zlecenie na IKE, IKZE lub konto oszczędnościowe. Nie na 200 złotych. Na 2 tys. lub 3 tys. złotych. Potraktuj to jak kolejny podatek, którego nie możesz uniknąć. Bo jedyną osobą, którą oszukujesz na „optymalizacji ZUS”, jesteś Ty sam za 30 lat.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.

Zdjęcie główne: Gemini

Motyw