Partnerzy merytoryczni
Mężczyzna w kasku pisze na laptopie przy biurku

W Polsce jest już tylko 17 zawodów deficytowych. Zobacz, czy jesteś w jednym z nich

Po latach dominacji rynku pracownika nadchodzi czas selekcji kompetencji. Liczba zawodów deficytowych spadła do najniższego poziomu od lat, a część branż, w tym budownictwo, wyraźnie wyhamowała. Polski rynek pracy wchodzi w fazę uspokojenia, która na nowo definiuje zasady gry zarówno dla firm, jak i dla pracowników.

  • Teza. Luka kompetencyjna staje się główną barierą rozwojową, uniemożliwiającą obsadzenie co trzeciego wolnego miejsca pracy w zawodach technicznych.
  • Dowód. Choć kandydaci są dostępni na rynku, 32 proc. niedoborów wynika z braku uprawnień i doświadczenia, co dotyka szczególnie branże elektryczną, energetyczną i operatorską.
  • Efekt. Przewagę konkurencyjną zyskają firmy, które stworzą własne centra szkoleniowe, ponieważ polska gospodarka przestaje szukać „jakiegokolwiek” pracownika, a zaczyna licytować się o certyfikowane umiejętności.

Jak wynika z najnowszego raportu PARP „Rynek pracy, edukacja, kompetencje” krajobraz polskiego rynku pracy ulega istotnemu przeobrażeniu. Liczba zawodów deficytowych, czyli takich, w których liczba wolnych miejsc pracy znacznie przewyższa liczbę osób chętnych i zdolnych do jej podjęcia, zmalała do 17 profesji.

Wśród tych zawodów znaleźli się między innymi: pielęgniarki i położne, lekarze, psycholodzy i terapeuci, nauczyciele, monterzy instalacji budowlanych, pracownicy służb mundurowych, magazynierzy, elektrycy i energetycy, spawacze, kierowcy autobusów.

To najniższy poziom od wielu lat. Co ważne, eksperci PARP nie zidentyfikowali żadnego nowego zawodu, który dołączyłby do tej grupy, co wskazuje na stopniowe wygaszanie gwałtownych napięć rekrutacyjnych. Równocześnie sześć profesji przeszło z grupy deficytowej do kategorii zawodów zrównoważonych, gdzie liczba ofert odpowiada liczbie chętnych. Wśród nich znalazły się m.in. nauczyciele w przedszkolach, mechanicy samochodowi oraz pracownicy księgowości.

Najsilniejsze zmiany widać w budownictwie. Murarze, tynkarze i dekarze przestali być towarem deficytowym, co eksperci PARP łączą z wyraźnym spadkiem produkcji budowlano-montażowej. Mniejsza liczba nowych inwestycji i remontów naturalnie zmniejszyła presję na szybkie zatrudnianie w tym sektorze. Co te dane mówią o polskiej gospodarce?

Przyczyny braków kadrowych

Mimo spadków wciąż istnieją sektory borykające się z niedoborem wykwalifikowanych pracowników. Prawie połowa trudności rekrutacyjnych (47 proc.) wynika z fizycznego braku kandydatów. To problem strukturalny, w największym stopniu dotykający ochrony zdrowia i edukacji, gdzie deficyty wśród lekarzy, pielęgniarek i nauczycieli wynikają ze starzejących się kadr oraz długiego cyklu kształcenia nowych specjalistów.

Kolejnym ograniczeniem jest luka kompetencyjna, odpowiadająca za niemal jedną trzecią niedoborów. Kandydaci są dostępni, lecz nie posiadają wymaganego doświadczenia ani kwalifikacji technicznych. Dotyczy to elektryków, energetyków i operatorów ciężkiego sprzętu.

Trzecim czynnikiem jest niechęć do podejmowania pracy w zawodach wymagających dużego wysiłku fizycznego lub odpowiedzialności psychicznej, takich jak kierowcy ciężarówek czy opiekunowie osób starszych. Taką przeszkodę wskazuje 18 proc. badanych. System zmianowy, wysokie obciążenia i relatywnie niskie wynagrodzenie zniechęcają potencjalnych pracowników. Powoduje to, że zawody te coraz częściej wykonują pracownicy spoza Polski.

Lokalne nierówności wymagają zmian w edukacji

Od pięciu lat Polska nie odnotowała żadnego zawodu nadwyżkowego (takiego, w którym jest znacznie więcej chętnych niż ofert) na poziomie ogólnokrajowym. Jednak ta statystyczna równowaga maskuje lokalne kryzysy. W wielu powiatach wciąż występuje nadmiar kandydatów w popularnych zawodach, takich jak technicy ekonomiści, informatycy czy pracownicy administracyjni.

Paradoks wynika z niskiej mobilności terytorialnej oraz niedopasowania lokalnego rynku do profilu absolwentów. W dużych miastach zapotrzebowanie na pracowników biurowych jest wysokie, podczas gdy w mniejszych powiatach liczba absolwentów przewyższa zapotrzebowanie lokalnych firm.

Skutkiem tego w 2026 r. wzrosła liczba powiatów z nadwyżką pracowników administracyjnych. Informacja ta sugeruje decydentom konieczność rewizji kierunków edukacji zawodowej, tak aby uwzględniała ona lokalne potrzeby. Inaczej wciąż szkoły będą dostarczać kandydatów do zawodów już nasyconych.

Prognozy PARP na 2026 rok

Eksperci PARP prognozują, że w 2026 r. rynek pracy wejdzie w fazę uspokojenia. Nie jest to jednak dobry sygnał dla dynamiki rozwoju polskiego PKB. Spadek deficytów w budownictwie odzwierciedla wyhamowanie inwestycji, a utrzymujące się braki w usługach publicznych sygnalizują narastające problemy z wydolnością systemu ochrony zdrowia. W tych obszarach mechanizmy rynkowe przestają wystarczać, a jedynym rozwiązaniem pozostają głębokie zmiany systemowe.

Dla sektora prywatnego ten rok może być czasem walki o wyspecjalizowaną kadrę. Luka kompetencyjna pozostaje główną barierą polskiego rynku pracy, dlatego przewagę zyskają firmy inwestujące we własne centra szkoleniowe i certyfikację pracowników. Polska gospodarka przestaje być rynkiem, na którym brakuje „każdego”. Zamiast tego staje się miejscem, gdzie deficytowym zasobem jest konkretna, certyfikowana umiejętność.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.

Zdjęcie główne: Andrea Piacquadio / Pexels.com

Motyw