
We wtorek podczas szczytu w Delhi Ursula von der Leyen ogłosiła powstanie największej strefy wolnego handlu na świecie. – Stworzyliśmy strefę wolnego handlu dla 2 miliardów ludzi, co przyniesie korzyści gospodarcze obu stronom. Daliśmy światu sygnał, że współpraca oparta na zasadach wciąż przynosi znakomite rezultaty – podkreśliła przewodnicząca Komisji Europejskiej. Od teraz obszar odpowiadający za jedną czwartą światowego PKB łączy nowa strategia.
- Teza. Radykalne otwarcie indyjskiego rynku motoryzacyjnego wymusi na europejskich koncernach całkowitą przebudowę strategii w celu nawiązania walki z azjatycką i krajową konkurencją.
- Dowód. Jak podaje Reuters, dwie trzecie indyjskiej sprzedaży kontrolują Suzuki, Tata i Mahindra dzięki tanim modelom aut typu kei car, które wkrótce będą miały uproszczoną ścieżkę na europejskie drogi. W reakcji na wieści o obniżeniu ceł akcje lokalnych gigantów spadły o 5 proc.
- Efekt. Unijni producenci powinni wykorzystać ułatwienia w segmencie premium do budowy bazy serwisowej, która docelowo pozwoli na wprowadzenie tańszych i prostszych konstrukcji zdolnych konkurować z popularnym modelem Maruti Suzuki Wagon R.
Porozumienie handlowe Unia Europejska-Indie. Spis treści
Dla Brukseli i Delhi nowo podpisana umowa to nie tylko kwestia handlu. Jak pisaliśmy w Biznes Enter, porozumienie ma być również tarczą ochronną przed nieprzewidywalną polityką celną Stanów Zjednoczonych oraz agresywną wojną cenową prowadzoną przez Chiny. Dla Polski ogłoszony we wtorek przez Ursulę von der Leyen sukces może oznaczać szansę na zbilansowanie wymiany handlowej z nowym partnerem Unii Europejskiej.
Słodko-gorzki posmak mają jednak szefowie największych europejskich koncernów motoryzacyjnych. Jednym z kluczowych elementów umowy jest stopniowe obniżenie ceł na europejskie samochody z 110 proc. do najpierw 40 proc, a w dalszej perspektywie do 10 proc. Widniejący pod dokumentami podpis otwiera Europie dostęp do trzeciego co do wielkości rynku motoryzacyjnego świata. Jednak rynek indyjski daleko różni się od innych kierunków europejskiego eksportu.
Indyjski rynek nie wybacza błędów
Na co dopiero podpisane dokumenty rynki zareagowały niemal natychmiast. Informacja o radykalnym obniżeniu ceł szczególnie uderzyła w indyjskich producentów samochodów. Akcje firm z tego sektora spadły o ponad 5 proc., a notowania Mahindry zeszły do najniższego poziomu od sierpnia 2025 r. Inwestorzy szybko dostrzegli, że właśnie rozpoczyna się na nowo konkurencja o rynek. Teraz już na zupełnie nowych zasadach.
Mimo entuzjazmu związanego z perspektywą obniżenia ceł, europejskie koncerny motoryzacyjne trafiają na wyjątkowo trudny rynek. Dane przytaczane przez Reutera pokazują, że sprzedaż nowych samochodów w Indiach jest zdominowana przez Suzuki oraz lokalne marki Tata i Mahindra, które łącznie kontrolują około dwie trzecie rynku.
Ich przewaga wynika z doskonałego zrozumienia lokalnych potrzeb. Indyjski klient szuka samochodów małych, tanich i prostych w utrzymaniu. Na drogach królują kompaktowe kei cary, takie jak Maruti Suzuki Wagon R, wyraźnie mniejsze i tańsze od europejskich bestsellerów. Przez lata auta z Europy uchodziły w Indiach za zbyt drogie i skomplikowane w serwisowaniu.
Eksperci firmy badawczej CAM, cytowani przez Reutera, zwracają uwagę, że sukces Suzuki to efekt idealnego dopasowania oferty do lokalnej infrastruktury i możliwości finansowych mieszkańców Delhi czy Mumbaju. Dla takich marek jak Volkswagen czy Renault otwarcie rynku oznacza więc coś więcej niż walkę cenową. To konieczność dostosowania produkcji do zupełnie nowego odbiorcy.
Segment premium otwiera się na Europę
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w segmencie aut luksusowych. Dzięki nowej umowie europejskie limuzyny i SUV-y staną się znacznie dostępniejsze dla szybko bogacącej się indyjskiej klasy wyższej. Europejscy producenci posiadają również już ugruntowaną pozycję w tym segmencie.
Analitycy podkreślają, że to właśnie marki premium będą największymi beneficjentami umowy w krótkim okresie. Niższe koszty importu pozwolą im agresywniej walczyć o klienta, który wcześniej często rezygnował z zakupu europejskich modeli z powodu skrajnie wysokich opłat celnych.
W średnim okresie może to również zachęcić koncerny do rozwijania lokalnej produkcji części i komponentów w Indiach. Taki krok dodatkowo obniży koszty i na trwałe powiąże unijną technologię z jednym z najszybciej rosnących rynków świata.
Polska szansa rośnie obok motoryzacyjnych gigantów
Dla polskiej gospodarki umowa z Indiami to przede wszystkim możliwość dywersyfikacji eksportu i wyjścia poza rynek europejski. Ministerstwo Rozwoju i Technologii wskazuje, że największy potencjał polskiego eksportu do Indii tkwi w sektorze maszynowym, w tym w urządzeniach górniczych, które dziś objęte są cłami sięgającymi 15 proc. Ich zniesienie otwiera drogę do skutecznej rywalizacji na rynku modernizującym przemysł ciężki na ogromną skalę.
Drugim obiecującym kierunkiem jest branża kosmetyczna. Indie to rynek o olbrzymim potencjale dla produktów pielęgnacyjnych, a likwidacja 20-procentowych ceł sprawi, że polskie kremy i kosmetyki kolorowe mogą powalczyć o nowych klientów.
Dane GUS za 2025 r. pokazują, że wymiana handlowa Polski z Indiami nadal dynamicznie rośnie i przekroczyła już 5,7 mld dol. Jednak Polska zdecydowanie więcej importuje niż eksportu z tego kierunku. deficyt handlowy sięgnął 2,9 mld dol. Dla porównania, w 2023 r. wynosił on niewiele ponad 2 mld euro, w 2022 r. – 2,5 mld euro, a w 2021 r. – 1,7 mld euro.
Nowa umowa daje szansę na zmniejszenie deficytu handlowego. Jeśli polskie firmy dobrze wykorzystają okres przejściowy, rynek indyjski może stać się jednym z ciekawszych kierunków ekspansji w nadchodzącej dekadzie.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Komisja Europejska, PMO India / X, montaż własny