Partnerzy merytoryczni
Zdjęcie przywódców Indii i UE ściskających sobie ręce.

Co oznacza „matka wszystkich umów” między Indiami a UE? Wyjaśniamy

Po dwóch dekadach negocjacji druga i czwarta gospodarka świata w końcu podały sobie ręce. W świetle fleszy zaprezentowana została nowa umowa handlowa pomiędzy UE a Indiami. Świat ujrzał „matkę wszystkich umów”. Ściskające się dłonie Urshuli von der Leier i premiera Modiego mają stać się symbolem nowego globalnego porządku. Coraz więcej obserwatorów zadaje jedno pytanie, czy porozumienie z New Dhelhi rozpoczęło właśnie nowy „marsz gigantów”?

  • Teza. Zawarcie porozumienia o wolnym handlu oznacza, że Indie stają się dla Europy nowym dużym rynkiem, o który można konkurować. Z kolei dla Indii UE to idealna destynacja dla ich pracochłonnej produkcji.
  • Dowód. Zgodnie z założeniami obustronnej umowy eksport Unii do Indii ma się podwoić do 2032 r. Z kolei sprzedaż indyjskich towarów na rynku unijnym ma wzrosnąć o 30 do 50 proc. w perspektywie najbliższych kilku lat.
  • Efekt. Nowo zawarte partnerstwo pomiędzy UE a Indiami to odpowiedź na coraz bardziej niespokojne uwarunkowania w globalnym handlu i politykę Donalda Trumpa.

Zawarte we wtorek 27 stycznia w New Delhi porozumienie o wolnym handlu połączyło ze sobą dwa miliardy konsumentów. Obniżone cła mają stać się impulsem do rozwoju gospodarek i wzajemnego eksportu oraz zbudować nową sieć powiązań między dwoma gospodarczymi tuzami. Komentując to wydarzenie Ursula von der Leyen, stwierdziła, że Indie i UE są jak dwaj giganci, którzy „wybierają partnerstwo, w sposób, w którym wszyscy wygrywają”.

Wynegocjowanie umowy z Indiami to olbrzymi sukces unijnej dyplomacji. Jednak to porozumienie to dopiero pierwszy krok w długiej, przepełnionej negocjacjami, kampanii.

Unia i Indie ściskają sobie ręce…

Indie dla firm z Europy stają się nową ziemią obiecaną. W ramach nowego porozumienia New Delhi zdecydowało się na obniżenie lub zniesienie ceł na 96,6 proc. towarów ze Starego Kontynentu.

Najdokładniej ruchy długopisów na kartach porozumienia śledziły europejskie koncerny motoryzacyjne. Bruksela nie ukrywa, że to ta gałąź gospodarki ma najwięcej zyskać na otwarciu Indyjskiego rynku. Obniżenie stawek celnych ze 110 proc. do 40 proc. ma umożliwić europejskiej motoryzacji zawalczenie o indyjskiego klienta. Nie będzie to jednak takie proste, o czym szerzej pisaliśmy na Biznes Enter.

Powody do zadowolenia mogą mieć również inne gałęzie gospodarki. Indie niemal całkowicie zniosą cła na maszyny (które wcześniej były objęte stawkami sięgającymi 44 proc.), chemikalia (22 proc.) i produkty farmaceutyczne (11 proc.). Jednak nie tylko Europa zapewniła sobie preferencyjne warunki.

W zamian za otwarcie indyjskich granic KE zobowiązała się do obniżenia ceł na 99,5 proc. towarów importowanych z Indii. Oznacza to poważne zyski dla indyjskich eksporterów. Jeszcze przed podpisaniem nowej umowy, UE stała się najważniejszym partnerem handlowym New Delhi.

Do tej pory wymiana handlowa pomiędzy dwoma „gigantami” wynosiła w ostatnich latach ok. 132 mld euro. Dodatkowo Bruksela deklaruje otwarcie europejskiego rynku pracy dla pracowników wysoko wykfalifikowanych z Indii oraz studentów. W świetle nowego porozumienia Unia Europejska urasta do roli kluczowego partnera gospodarczego Indii.

Zgodnie z założeniami obustronnej umowy eksport Unii do Indii ma się podwoić do 2032 r. Z kolei sprzedaż indyjskich towarów na rynku unijnym ma wzrosnąć o 30 do 50 proc. w perspektywie najbliższych kilku lat. Jak przyznała sama przewodnicząca KE, na obniżce taryf eksporterzy będą mogli zaoszczędzić nawet 4 miliardy euro rocznie. Teoretycznie jest to opisywana przez Ursule von der Leyen sytuacja win-win, jednak za tym sukcesem kryje się mroczna przeszłość i niepewna przyszłość.

Jednak za plecami krzyżują palce

Wynegocjowanie obecnego porozumienia nie bez przyczyny trwało prawie dwie dekady. Indie i Europę mimo ostatnich zbliżeń wciąż więcej dzieli, niż łączy. Zapewnienia o dwóch największych demokracjach nie zmienią tego stanu rzeczy. Żeby to odkryć, wystarczy zajrzeć w określone podpunkty właśnie fetowanego porozumienia.

Wynegocjowana umowa nie ingeruje w newralgiczne punkty sporu pomiędzy Indiami a UE. Porozumienie nie zawiera żadnych kompleksowych i wiążących postanowień dotyczących praw pracowniczych, norm środowiskowych ani zobowiązań klimatycznych. Obustronny zysk, przynajmniej chwilowo, wygrał z ideałami.

Mimo zapewnień o wolnym handlu to warto pamiętać, że cła zredukowano odpowiednio na 96,6 i 99,5 proc. towarów. Ten ułamek wciąż w pełni oclonych produktów ma ogromne znaczenie. Indie zdecydowały się pozostawić w obecnym kształcie cła na europejskie samochody elektryczne oraz wynegocjowały preferencyjne warunki cła węglowego dla swojego eksportu. Z koli UE wciąż za pomocą ceł chroni swój sektor spożywczy i rolnictwo przed zalewem tanich produktów z półwyspu.

Polska szansa w krainie „gigantów”

Indie na dziś nie są ważnym partnerem handlowym Polski. Jednak powoli ulega to zmianie. Dane GUS za 2025 r. pokazują, że wymiana handlowa Polski z Indiami dynamicznie rośnie i przekroczyła już 5,7 mld dol. W obecnych realiach Polska zdecydowanie więcej importuje niż eksportuje z tego kierunku.

Deficyt handlowy Polski z Indiami w minionym roku zatrzymał się na kwocie 2,9 mld dol. Dla porównania, w 2023 r. wynosił on niewiele ponad 2 mld euro, w 2022 r. – 2,5 mld euro, a w 2021 r. – 1,7 mld euro. Nowo zawarte porozumienie daje jednak szansę na odwrócenie tego trendu.

W niedawnym tekście na Biznes Enter wskazywaliśmy, że Polska ma swoje atuty, które mogą pomóc w zwiększeniu naszego rodzimego eksportu. Największy potencjał ma do tego sektor maszynowy. Skorzystać mogą na przykład producenci urządzeń górniczych (grupa FAMUR, czy spółka Kopex). Indie inwestują olbrzymie pieniądze w rozwój górnictwa a zniesienie ceł daje szansę polskim firmą zawalczyć o lukratywne kontrakty.

Innym sektorem, który może skorzystać na zawartym porozumieniu jest branża kosmetyczna. Z racji na populacje, Indie to rynek o olbrzymim potencjale dla produktów pielęgnacyjnych. Z kolei polskie kremy i kosmetyki cieszą się uznaniem na wielu rynkach. Produkcja zupełnie nowej linii produktów sprofilowanych pod rynek indyjski może okazać się strzałem w dziesiątkę.

Europejska „północna wędrówka słońca”

Pojęcie „umowy”, czy też „dealu” przestaje kojarzyć się wyłącznie z Donaldem Trumpem. Bruksela za pomocą kolejnych porozumień chce uniezależnić się od polityki gospodarczej Stanów Zjednoczonych oraz uratować swój przemysł przed narastającą konkurencją z Chin.

Pierwszym wielkim sukcesem tej polityki miało być podpisanie porozumienia z blokiem Mercosur (południowoamerykańskim blokiem handlowym). Triumf Komisji szybko jednak przekuł się w upokarzający spektakl, kiedy to nieznaczną liczbą głosów Parlament Europejski skierował dokument do TSUE.

Na podobny scenariusz nie zanosi się jednak w kontekście umowy z Indiami. Na dziś wszystko wskazuje na to, że umowa zostanie ratyfikowana i wejdzie w życie bez żadnych opóźnień. Z racji na harmonogram prac w Brukseli nastąpi to najwcześniej na początku 2027 r. Jak opisowo podsumowała całość negocjacji z Indiami Ursula von der Leyen:

To początek Uttarayan, północnej wędrówki słońca. Przejście z ciemności ku światłu, z bezruchu ku wzrostowi, od tego, co było, do tego, co może być. To sprawia, że nasz szczyt jest wyjątkowy i odbywa się w odpowiednim czasie. Nadszedł moment na odnowę, nowy impuls i otwarcie kolejnego rozdziału w przyjaźni UE–Indie. I to właśnie dzisiaj wspólnie osiągnęliśmy.

Ursula von der Leyen, Przewodnicząca Komisji Europejskiej, Europa.eu

Do „wędrówki słońca” niedługo mogą dołączyć kolejne kraje. W najbliższym czasie ma dojść do zakończenia prowadzonych od jesieni zeszłego roku negocjacji pomiędzy Indonezją a UE. Trwają również negocjacje z Australią, które po zerwaniu w 2023 r. zostały wznowione w czerwcu ubiegłego roku. Ta ofensywa dyplomatyczna ma jasny cel.

Wyjść z cienia wujka Trumpa

Prowadzona przez Donalda Trumpa polityka ceł i marchewki zmusiła UE do reakcji. Jak zaznacza prof. Peter Draper, dyrektor Instytutu Handlu Zagranicznego, w The Conversation – „Umowę handlową UE–Indie należy traktować nie tylko jako przełom handlowy, ale także jako sygnał strategiczny – skierowany przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych”.

Odpowiedzią na protekcjonistyczną postawę USA mają być kolejne umowy, które mają służyć pogłębianiu partnerstw między Europą, a innymi globalnymi gospodarkami.

Komisja Europejska przy zawieraniu kolejnych umów mocno podkreśla rolę wartości, szacunku i otwartości, których ostaniem bastionem ma być Stary Kontynent. Unia Europejska, w przeciwieństwie do imperialistycznych Chin, Rosji, czy coraz bardziej Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, ma pełnić rolę ostatniego uczciwego partnera globalnego handlu.

Za tym dumnym słowami i gestami kryje się jednak brutalna prawda. Z roku na rok konkurencyjność europejskiej gospodarki coraz bardziej osuwa się w dół. Europejski przemysł ucieka do Azji i USA w pogoni za niższymi kosztami produkcji, a ceny energii i pracy tłumią rozwój gospodarczy. Do tego stanu rzeczy doprowadziły szereg błędów popełnionych przez Unie Europejską w ostatnich dekadach. Za te błędy cenę płacą teraz europejskie gospodarki.

Remedium na pogarszającą się gospodarczą koniunkturę mają być nowe porozumienia handlowe, które mają uwolnić oraz odbudowa potencjał europejskiego przemysłu. Europa chce powrócić na należne jej miejsce w globalnym łańcuchu dostaw. Dlatego pod pięknymi słowami kryją się cyniczne i wyrachowane czyny, które mają zawrócić gospodarki państw Wspólnoty znad krawędzi.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.

Zdjęcie główne: Narendra Modi / X

Motyw