
To już oficjalne. Rafał Brzoska potwierdził na platformie X to, o czym spekulowano od tygodni. Konsorcjum z udziałem amerykańskiego giganta FedEx, funduszu Advent International oraz PPF Group chce przejąć InPost i kładzie na stole 15,6 euro za akcję, wyceniając polską perłę w koronie e-commerce na blisko 33 mld zł. Jednak ta transakcja to coś więcej niż tylko zwykła próba przejęcia. To zderzenie dwóch światów – globalnej logistyki lotniczej z mistrzami „ostatniej mili”. Aby zrozumieć, co czeka miliony klientów Paczkomatów, musimy spojrzeć wstecz na historię FedExu, bo to ona podyktuje przyszłość InPostu.
- Teza. Wejście FedExu do InPostu to strategiczny „skok do przodu” wzorowany na sukcesie Kinko’s, który dzięki pozostawieniu autonomii technologicznej w Polsce ma uchronić spółkę przed błędami integracyjnymi znanymi z przejęcia TNT.
- Dowód. Historyczne analogie z przejęciem Flying Tigers (kupowanie zasięgu) i Kinko’s (fizyczne punkty dostępu) oraz deklaracja Rafała Brzoski o pozostawieniu kluczowych kompetencji innowacyjnych i centrali w kraju są niezwykle istotne z punktu widzenia InPostu.
- Efekt. Krajowi przedsiębiorcy e-commerce powinni przygotować się na integrację systemów wysyłkowych z globalną siecią FedEx, co umożliwi im bezpośrednią i tańszą ekspansję na rynki pozaeuropejskie z wykorzystaniem Paczkomatów jako punktów nadania.
Spis treści
Najpierw zacznijmy od suchych faktów. InPost poinformował w poniedziałek, że konsorcjum z udziałem funduszy zarządzanych przez Advent International, FedEx Corporation (mają mieć po 37 proc. udziałów), A&R Investments (16 proc.) i PPF Group (10 proc.) zawarły porozumienie w sprawie oferty nabycia wszystkich akcji InPostu po 15,6 euro na akcję (co już wywołało kilkunastoprocentowy ruch na giełdzie).
Konsorcjum zamierza ogłosić wezwanie na 100 proc. akcji polskiej firmy „tak szybko, jak to możliwe”, zgodnie z obowiązującymi regulacjami.
„Współpraca z inwestorami finansowymi i strategicznymi […] zapewni nam dostęp do wiedzy, stabilności i zasobów niezbędnych do wykorzystania sprzyjających trendów rynkowych” – napisał w poniedziałek rano Rafał Brzoska w oficjalnym oświadczeniu. Kluczowe dla polskiego rynku i pracowników jest jednak kolejne zdanie prezesa:
Nasza główna siedziba, kadra zarządzająca oraz kluczowe kompetencje innowacyjne pozostaną w Polsce.
Rafał Brzoska w oświadczeniu na X
To deklaracja wagi państwowej. Oznacza, że mózg operacyjny InPostu nie zostanie przeniesiony do Memphis (siedziba firmy FedEx), a polscy inżynierowie IT nadal będą rozdawać karty w rozwoju technologii. Dlaczego to tak istotne? Bo historia FedEksu zna przypadki, gdy podobna integracja kończyła się katastrofą.
Widmo TNT Express – lekcja bolesnej integracji
Co więc może nas czekać? Dla samego InPostu najważniejszym ostrzeżeniem w całej transakcji jest 2016 r. Wtedy to FedEx za 4,4 mld euro przejął holenderskiego potentata TNT Express, by zdominować Europę. Skończyło się to operacyjnym koszmarem. Próba szybkiego spięcia starych, globalnych systemów FedEksu z infrastrukturą TNT wystawiła firmę na strzał.
W 2017 r. atak wirusa NotPetya, który wdarł się właśnie przez serwery TNT, sparaliżował działalność giganta, kosztując go setki milionów dolarów i lata naprawiania reputacji.
W przypadku InPostu scenariusz ten wydaje się jednak mało prawdopodobny. Fakt, że mamy do czynienia z konsorcjum, a nie pełnym przejęciem, oraz pozostawienie autonomii technologicznej w Polsce, sugeruje, że Amerykanie odrobili lekcję. Zamiast siłowej integracji systemów „na wczoraj”, zobaczymy raczej model partnerski, gdzie InPost zachowuje swoją zwinną architekturę IT, będąc bezpiecznie odseparowanym od cyfrowego „długu technologicznego” starszego partnera.
Model Kinko’s i Flying Tigers – czyli kupowanie tego, czego nie da się zbudować
Dlaczego FedEx w ogóle potrzebuje InPostu? Odpowiedź kryje się w dwóch historycznych transakcjach.
Po pierwsze, dobrym przykładem jest tutaj casus Flying Tigers z 1989 r. Wtedy FedEx kupił tę linię lotniczą, by zyskać trasy, których budowa zajęłaby dekady. Dziś w Europie FedEx przegrywa walkę o klienta indywidualnego (B2B) z DHL czy lokalnymi pocztami.
Budowa własnej sieci automatów paczkowych od zera zajęłaby im kolejną dekadę, jak nie więcej. Kupno udziałów w InPost to klasyczna „ucieczka do przodu” – kupują gotową, działającą infrastrukturę, której nie byli w stanie stworzyć sami.
Po drugie, amerykański gigant ma już też za sobą lekcję z Kinko’s (2004). FedEx kupił wtedy sieć punktów ksero w USA, przekształcając je w FedEx Office. Amerykanie zrozumieli, że kurier w furgonetce to za mało – klient potrzebuje fizycznego punktu dostępu. InPost to dla Amerykanów nic innego jak „zautomatyzowane Kinko’s” na sterydach.
To idealna symbioza – FedEx dostarcza transport lotniczy między kontynentami, a InPost daje kontakt z konsumentem.
Co to oznacza dla klientów InPostu?
Co to może oznaczać dla klientów polskiej spółki? Ta fuzja to ni mniej, ni więcej jak otwarcie autostrady na świat. Dotychczas InPost świetnie radził sobie lokalnie i w wybranych krajach UE. Teraz, dzięki 3 milionom klientów korporacyjnych FedEksu, Paczkomaty mogą stać się hubem dla paczek z USA czy Azji.
Dla konsumenta oznacza to wygodę, ale też pewne ryzyko. Pozytywnym aspektem będzie globalny tracking i szybkość – twoja paczka z Nowego Jorku trafi prosto do skrytki pod blokiem, bez pośredników. To olbrzymi skok dla Polaków w globalizacji handlu.
Pewnym ryzykiem może pozostać kwestia marki. Choć FedEx potrafi latami utrzymywać brandy przejmowanych spółek (jak w przypadku Kinko’s), docelowo żółte Paczkomaty mogą zyskać fioletowo-pomarańczowe barwy. Jednak dopóki Rafał Brzoska trzyma stery, a Advent patrzy na ręce w kwestii zyskowności, InPost pozostanie autonomicznym bytem, a nie tylko trybikiem w amerykańskiej maszynie.
Podsumowując, wiadomość z poniedziałku to najbezpieczniejszy scenariusz z możliwych. InPost unika wrogiego przejęcia, zyskuje globalne wolumeny, a polska centrala IT staje się gwarantem, że innowacyjność nie zginie w korporacyjnych procedurach.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / InPost