Partnerzy merytoryczni
Donald Trump, prezydent USA stoi tyłem

Donald Trump znalazł się w śmiertelnej pułapce. To oznacza kłopoty dla Polski

Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych, wpadł w samo centrum politycznego cyklonu, który ma dwa wzajemnie napędzające się wiry. Pierwszym jest gwałtowny kryzys wizerunkowy i instytucjonalny wewnątrz Partii Republikańskiej. Drugim, znacznie groźniejszym w długim terminie, jest z kolei strukturalne pęknięcie amerykańskiej gospodarki, które ekonomiści z coraz większym niepokojem określają mianem „K-kształtnej”. Zjawisko, w którym bogaci stają się astronomicznie bogatsi, a biedni walczą o przetrwanie, to już nowa stała rzeczywistość amerykańskiej ulicy. Co ważne, skutki takiego stanu rzeczy mogą zredefiniować nie tylko wewnętrzną politykę USA, ale i ich rolę na arenie międzynarodowej, w tym w Europie Środkowej.

  • Teza. Donald Trump, uwięziony w kleszczach strukturalnego rozwarstwienia gospodarczego (ekonomia „typu K”) i wewnętrznego rozkładu partii republikańskiej, traci zdolność do skutecznego rządzenia, co popycha go w stronę radykalnego populizmu i izolacjonizmu.
  • Dowód. Mimo rekordów na giełdzie (Dow Jones powyżej 50 tys.), realne dochody 80 proc. amerykanów nie wzrosły od sześciu lat, a współczynnik Giniego, mierzący nierówności społeczne, osiągnął 60-letnie maksimum, co w połączeniu z falą rezygnacji w Kongresie paraliżuje proces legislacyjny.
  • Efekt. Niestabilność polityczna Waszyngtonu może być dla Polski problematyczna i wymusić konieczność negocjacji warunków współpracy gospodarczej i militarnej. Administracja Trumpa, szukając środków na uspokojenie nastrojów wewnętrznych, będzie bowiem agresywnie dążyć do monetyzacji gwarancji bezpieczeństwa poprzez wymuszony eksport technologii i uzbrojenia.

W piątek indeks Dow Jones Industrial Average przebił historyczną barierę 50 tys. punktów. W normalnych warunkach byłby to powód do narodowej euforii, a prezydent mógłby spać spokojnie, pewny reelekcji swojej partii w nadchodzących wyborach do Kongresu (w ramach tzw. midterms).

Donald Trump ma niemałe kłopoty

Donald Trump natychmiast ogłosił ten wynik jako swój osobisty triumf, przypominając, że „eksperci” wątpili w taki scenariusz. „Pamiętajcie o tym przy urnach, bo Demokraci zniszczą gospodarkę!” – grzmiał na swojej platformie społecznościowej.

Jednak ta liczba – 50000 – jest dla większości obywateli USA jedynie abstrakcyjnym ciągiem cyfr. Dane makroekonomiczne, które spływają do nas z raportów banków inwestycyjnych i agencji federalnych, malują obraz gospodarki głęboko dysfunkcyjnej.

Amerykanie to czują. Chociaż giełda szczytuje, popularność Trumpa pikuje. Ba, jest najgorsza od początku wyborów i równie fatalna jak za pierwszej kadencji. Już 55 proc. elektoratu nie akceptuje jego polityki (wobec 41 proc., która wciąż akceptuje). Co jest odwróceniem trendu z pierwszych tygodni jego prezydentury.

Ocena prezydenta Trumpa sporządzona przez New York Times na podstawie średniej dziennej sondaży prowadzonych przez dziesiątki różnych organizacji od Dnia Inauguracji. Fot. NYT

Gospodarka USA płacze

Mark Zandi, główny ekonomista Moody’s Analytics w swoich notach, stawia sprawę jasno – to, co obserwujemy za Oceanem, nie jest cyklicznym wahnięciem. To strukturalny błąd systemu. Amerykańska gospodarka funkcjonuje na dwóch różnych prędkościach, które rozjeżdżają się w przeciwnych kierunkach, tworząc na wykresach kształt litery K.

Górne ramię tej litery to beneficjenci hossy. Dane Bank of America pokazują, że gospodarstwa domowe o dochodach powyżej 150 tys. dolarów rocznie zwiększają swoje wydatki na dobra luksusowe, podróże i różnego rodzaju doświadczenia. Są napędzani „efektem bogactwa” płynącym z rekordowych wycen akcji i nieruchomości. Dla nich Ameryka jest krainą mlekiem i miodem płynąca.

Dolne ramię litery K to 80 proc. społeczeństwa. Dla tej grupy, jak zauważa Zandi, standard życia nie drgnął ani o milimetr od wybuchu pandemii COVID-19 sześć lat temu. Ich wydatki ledwo nadążają za inflacją, co w praktyce oznacza stagnację lub regres.

Współczynnik Giniego, mierzący nierówności społeczne, osiągnął najwyższy poziom od 60 lat. To cofnięcie się w rozwoju społecznym o kilka pokoleń. W trzecim kwartale 2025 r. 1 proc. najbogatszych kontrolował blisko 32 proc. całego majątku netto w USA, co jest historycznym rekordem. W tym samym czasie dolne 50 proc. społeczeństwa posiadało łącznie zaledwie 2,5 proc. bogactwa.

Strukturalne pęknięcie i polityka „wygrywający bierze wszystko”

Joe Brusuelas, główny ekonomista RSM, wskazuje, że korzenie tego pęknięcia sięgają głębiej niż pandemia.To efekt dekad polityki gospodarczej, zapoczątkowanej jeszcze w erze Reagana, która stworzyła system „winner-take-all” (zwycięzca bierze wszystko). Wielki kryzys finansowy z lat 2008-2009 tylko przyspieszył ten proces, niszcząc majątek klasy średniej oparty na nieruchomościach, podczas gdy elity finansowe szybko odrobiły straty na rynkach kapitałowych.

Obecnie sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna. Dane Biura Statystyki Pracy (Bureau of Labor Statistics) są alarmujące – udział wynagrodzeń pracowników w PKB spadł do najniższego poziomu w ponad 75-letniej historii pomiarów. Oznacza to, że przeciętny pracownik otrzymuje coraz mniejszy kawałek tortu, który sam pomaga wypiekać. Gospodarka rośnie, zyski korporacji rosną, giełda bije rekordy, ale praca przestała być mechanizmem awansu społecznego.

Ta dychotomia widoczna jest nawet w strategiach korporacyjnych. Linie lotnicze inwestują miliardy w luksusowe kabiny dla klasy premium, podczas gdy sieci fast-food walczą o klienta, promując tanie zestawy „value meals”.

To dwa różne światy, które przestały się przenikać. A nie od dziś wiadomo, że opieranie wzrostu gospodarczego wyłącznie na konsumpcji najbogatszych jest „ekonomicznie niezrównoważone”. Jerome Powell, szef Rezerwy Federalnej, przyznał w grudniu 2025 r., że sytuacja, w której wąska grupa odpowiada za większość wydatków, jest „wielką niewiadomą” dla stabilności systemu.

Biedny jak Amerykanin

Stany Zjednoczone wyrastają więc na bogate państwo biednych ludzi. I nie to jest to jedynie teza publicystyczna. Twarde dane mówią same za siebie.

Według Ludwig Institute for Shared Economic Prosperity (LISEP) w 2023 r. aż 60 proc. Amerykanów nie było stać na minimalną jakość życia, która obejmuje podstawowe potrzeby oraz bardzo skromne wydatki na rozrywkę (np. wyjście do kina czy restauracji raz na jakiś czas). Dlaczego? Wszystko przez drastyczny wzrost kosztów życia. W latach 2001-2023 koszty opieki medycznej wzrosły o ponad 190 proc., składki ubezpieczeniowe – o 301 proc., a czynsze – o 131 proc.. W tym samym czasie siła nabywcza przeciętnego pracownika spadała.

Ale to nie wszystko. Oficjalne statystyki wskazują, że ok. 12 proc. Amerykanów (ponad 41 mln osób) korzysta z rządowych bonów żywnościowych, by mieć co jeść. Co więcej, budżet na bony ścięto ostatnio o 1/5 oraz zaostrzono kryteria ich przyznawania, co uderzyło właśnie w najbiedniejszych. Z kolei w wielu domach wydatki na jedzenie czy mieszkanie są „trudne do udźwignięcia” dla ponad 70 proc. badanych.

Polityczna implozja Partii Republikańskiej

W takim otoczeniu gospodarczym Trump próbuje zarządzać krajem, który wrze. Jednak jego styl przywództwa, zamiast łagodzić napięcia, dolewa oliwy do ognia. Luty 2026 r. przyniósł serię katastrof wizerunkowych, które wstrząsnęły fundamentami Partii Republikańskiej.

Punktem zapalnym stał się wpis na platformie Truth Social, w którym prezydent udostępnił wideo przedstawiające Baracka i Michelle Obamów w sposób, który nawet jego partyjni koledzy określili mianem rasistowskiego. Reakcja była natychmiastowa i brutalna. Biały Dom próbował desperacko gasić pożar, tłumacząc, że Trump „nie widział całego nagrania” i obejrzał jedynie początek dotyczący rzekomych fałszerstw wyborczych, zanim przekazał telefon pracownikowi. Syn prezydenta podgrzewał atmosferę, pisząc o „lewicowych mistyfikacjach”, ale mleko się rozlało.

Dla wielu Republikanów w Kongresie był to moment graniczny. Reprezentant Mark Amodei z Nevady ogłosił przejście na emeryturę, stając się 30. politykiem GOP w tym cyklu wyborczym, który rezygnuje z walki o reelekcję. To masowy exodus, który świadczy o głębokim kryzysie morale.

Jeden z doradców republikańskich w Izbie Reprezentantów przyznał anonimowo Bloombergowi, że incydent z postem o Obamach to „kolejny powód, by zintensyfikować poszukiwania nowej pracy”. Senator John Curtis z Utah stwierdził wprost, że post nie powinien był wisieć w sieci tak długo, a do chóru krytyków dołączyli senatorowie: Tim Scott, Susan Collins czy Pete Ricketts.

To nie jest zwykła polityczna przepychanka. To strukturalny rozpad bazy kadrowej partii rządzącej. Senator John Thune, lider większości, ostrzega kolegów, że muszą „podnieść jakość gry”, aby dać wyborcom powód do głosowania na Republikanów. zwłaszcza w kontekście problemów w Teksasie, gdzie urzędujący senator John Cornyn musi walczyć w prawyborach z popieranym przez radykalne skrzydło prokuratorem generalnym Kenem Paxtonem. Utrata Senatu byłaby dla Trumpa katastrofą – oznaczałaby koniec marzeń o nominacjach sędziowskich i paraliż administracyjny.

Widmo shutdownu i chaos w instytucjach

Kryzys polityczny ma jednak bardziej wymierne skutki niż tylko tweety. Waszyngton stoi na krawędzi kolejnego paraliżu rządu (poprzez shutdown). Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) może zostać pozbawiony finansowania już 14 lutego, w Walentynki, jeśli Trump nie dogada się z Demokratami.

Oś sporu przesunęła się drastycznie. Kiedyś to Republikanie grali kartą bezpieczeństwa granic. Dziś, po tragicznych wydarzeniach w Minnesocie, gdzie agenci federalni (ICE) zabili dwóch obywateli USA, opinia publiczna odwróciła się od twardej polityki Trumpa. Senator Ruben Gallego z Arizony zauważa, że nawet klasa robotnicza – tradycyjny elektorat Trumpa – zaczyna skandować hasła przeciwko ICE. Demokraci, czując wiatr w żaglach, stawiają twarde warunki – żądają ograniczenia uprawnień agentów, w tym zakazu noszenia masek i wymogu nakazów sądowych.

Prezydent znajduje się w potrzasku. Z jednej strony musi pokazać siłę przed swoim elektoratem, z drugiej nie może pozwolić sobie na chaos na lotniskach i w służbach ratunkowych tuż przed rokiem wyborczym. A może do tego dojść, jeśli Demokraci zablokują finansowanie tych instytucji. Negocjacje z Chuckiem Schumerem, liderem mniejszości w Senacie, zapowiadają się na brutalne starcie.

Równocześnie trwa wojna o Rezerwę Federalną. Trump próbuje wprowadzić do Fed Kevina Warsha, ale nominacja ta jest blokowana przez republikańskiego senatora Thoma Tillisa. Tillis domaga się zakończenia śledztwa kryminalnego wobec obecnego szefa Fed, Jerome’a Powella, zanim komisja zajmie się nowym kandydatem. Senator Cynthia Lummis publicznie krytykuje tę strategię jako „branie zakładników”, co tylko potwierdza, że jedność w partii rządzącej jest fikcją.

Sztuczna inteligencja i widmo bezrobocia to nowy wymiar kryzysu

W cieniu politycznych wojen narasta kolejne zagrożenie dla amerykańskiego pracownika – sztuczna inteligencja. Ekonomiści ostrzegają, że AI staje się katalizatorem dalszych zwolnień w i tak już chwiejnym otoczeniu rynku pracy. W 2025 r. liczba zwolnień wzrosła o ponad 50 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Giganci tacy jak Amazon, Home Depot czy UPS ogłaszają kolejne redukcje etatów.

To zjawisko napędza spiralę strachu. Zaufanie konsumentów, mierzone przez Uniwersytet Michigan, pokazuje największą od dekady przepaść w nastrojach między najlepiej zarabiającymi a resztą społeczeństwa. Biedniejsi Amerykanie czują się coraz bardziej wykluczeni z systemu.

W odpowiedzi na te nastroje Trump forsuje populistyczne rozwiązania – tymczasowe limity oprocentowania kart kredytowych czy zakaz kupowania domów przez inwestorów instytucjonalnych. Jednak te działania stoją w jaskrawej sprzeczności z jego flagowym projektem legislacyjnym – „One Big Beautiful Bill”. Ustawa ta zakłada cięcia w programach osłonowych, takich jak Medicaid i wspomniane bony żywnościowe, co według ekonomistów jedynie pogłębi nierówności i przyspieszy degradację dolnego ramienia litery K.

Geopolityczne konsekwencje dla Europy Środkowej

Wszystkie te wewnętrzne problemy USA mają bezpośrednie i niebezpieczne przełożenie na sytuację międzynarodową, w tym na bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO. Donald Trump, osaczony przez problemy gospodarcze i bunt we własnej partii, będzie szukał szybkich, spektakularnych sukcesów, które można „sprzedać” wyborcom. Jego polityka zagraniczna stanie się jeszcze bardziej transakcyjna i nieprzewidywalna.

Polska i kraje regionu muszą przygotować się na scenariusz, w którym Waszyngton zacznie traktować bezpieczeństwo jako towar luksusowy, za który należy słono płacić – i to nie tylko w formie wydatków na zbrojenia (co już robimy), ale również poprzez koncesje gospodarcze. Trump, desperacko szukając pieniędzy na łatanie dziur w budżecie i próbując pokazać, że dba o „amerykańskiego robotnika”, może naciskać na europejskich sojuszników, by ci kupowali jeszcze więcej amerykańskiego sprzętu, gazu i technologii, grożąc w przeciwnym razie ograniczeniem obecności wojskowej.

Izolacjonizm może stać się dla Trumpa ucieczką do przodu. Skoro nie potrafi rozwiązać problemu „przystępności życia” w kraju, może próbować przekierować gniew społeczny na „niewdzięcznych sojuszników”, którzy rzekomo żerują na amerykańskiej hojności.

Podsumowując, Ameryka przypomina obecnie kolosa na glinianych nogach. Jej giełda błyszczy, ale fundamenty na jakich postawione jest tamtejsze społeczeństwo, kruszeją pod ciężarem nierówności. Dla Europy oznacza to jedno – sojusznik jest potężny, ale jego uwaga jest rozproszona, a jego stabilność wątpliwa. W świecie K-kształtnej gospodarki, Trump może uznać, że w geopolityce, tak jak w ekonomii, zwycięzca bierze wszystko – a sojusze są ważne tylko wtedy, gdy przynoszą natychmiastowy zysk w sondażach. Przedsmak tego typu zachowania widzieliśmy już wielokrotnie, a może się to jedynie nasilać.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.

Zdjęcie główne: The White House / Flickr

Motyw