Podczas gdy w siedzibach banków w Polsce słychać w czwartek wystrzał szampana i głośne westchnięcie ulgi, w kancelariach prawnych panuje cisza. Albo raczej – gorączkowe narady kryzysowe. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ws. kredytów hipotecznych opartych na WIBOR-ze miał być nowym „frankiem”. Okazał się jednak zimnym prysznicem, który może zakończyć erę masowych pozwów sądowych, zanim ta na dobre się rozpoczęła.
Teza. Wyrok TSUE z 12 lutego 2026 r. sypie piach w tryby kancelarii prawnych, które chciały systemowego podważania wskaźnika WIBOR, uznając metodykę jego wyliczania za niepodlegającą badaniu przez sądy krajowe.
Dowód. Trybunał jednoznacznie wskazał, że banki nie mają obowiązku informowania klientów o technicznych detalach obliczania wskaźnika referencyjnego, co usuwa merytoryczny fundament większości przygotowywanych pozwów.
Efekt. Dla polskiego biznesu i sektora bankowego oznacza to oddalenie widma krachu finansowego i konieczności tworzenia wielomiliardowych rezerw, co stabilizuje rynek kredytowy i pozwala na powrót do przewidywalnego planowania inwestycji.
Zapadł wyrok TSUE ws. WIBOR-u. Spis treści
Przez ostatnie miesiące narracja była budowana na wskroś precyzyjnie. Kancelarie prawne, które wyrosły na potęgę podczas sporów o kredyty we frankach szwajcarskich, potrzebowały nowego paliwa. WIBOR – wskaźnik, od którego zależy oprocentowanie milionów kredytów w złotych – miał być tym paliwem. Argumenty o „toksyczności”, „nieprzejrzystości” i „manipulacjach” banków dominowały w mediach społecznościowych i na webinarach dla klientów.
Jednak czwartkowy poranek w Luksemburgu zweryfikował te narrację brutalniej, niż ktokolwiek w środowisku prawniczym mógłby przypuszczać.
Wyrok TSUE ws. WIBOR-u
Wyjaśnijmy krótko, co tak naprawdę się wydarzyło. Otóż Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w odpowiedzi na zapytania sędziego Marcina Borkowskiego zczęstochowskiego Sądu Okręgowego, uznał, że sąd krajowy nie może badać metody obliczania WIBOR-u. Trybunał nie podzielił również zarzutów dotyczących nieprawidłowości w zakresie zasad wyznaczania tego wskaźnika. Zgodnie z orzeczeniem banki nie muszą informować klienta o metodzie jego obliczania.
Sądy krajowe mogą natomiast badać, czy klient został właściwie poinformowany o ryzyku zmiennej stopy procentowej – czyli jaki wpływ ma zmiana WIBOR-u na naszą ratę kredytu. Co również niezwykle ważne, Trybunał uznał pytanie o nieważność umowy z WIBOR-em za bezprzedmiotowe. Co to dokładnie oznacza?
Osoby, z którymi rozmawiamy, nie mają wątpliwości. Z horyzontu zeszło nam jedno z olbrzymich ryzyk systemu finansowego państwa polskiego, jakim mogłoby być podważanie WIBOR-u w sądach. Przypomnijmy, że o ten wskaźnik referencyjny oparta jest lwia część kredytów nad Wisłą.Odwracanie teraz tego procesu byłoby równoznaczne z najefektowniejszym w historii krachem finansowym. Rząd, politycy, KNF, sektor bankowy nie mogły to tego dopuścić. A kancelarie prawne, które chciały zbić na WIBOR-ze majątek, ostrzyły sobie zęby od dawna. Dlaczego?
Tlen odcięty. Argument „silnika” upada
Kluczową osią sporu była kwestia transparentności. Prawnicy kredytobiorców argumentowali, że banki nie wyjaśniły klientom skomplikowanej matematyki stojącej za wyliczaniem WIBOR-u. Że klient, podpisując umowę, nie wiedział, „co jest w środku”.
Trybunał uznał jednak, że bank to nie akademia matematyki, a klient nie musi być analitykiem rynkowym, by zaciągnąć kredyt. Ważny jest efekt ekonomiczny (wysokość raty), a nie inżynieria finansowa.
Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich w rozmowie z Biznes Enter stawia sprawę jasno – orzeczenie TSUE to koniec pewnej epoki w strategii procesowej.
Odebrano tlen dla prowadzenia pozwów WIBOR-owych. Trybunał wyraźnie wskazał, że nie ma podstaw do kwestionowania wskaźnika i sąd nie może badać metody obliczania WIBOR-u, a banki nie muszą informować szczegółowo klienta o metodzie obliczania tego wskaźnika.
Dla części branży prawniczej, która wyspecjalizowała się w tego typu pozwach, to cios w samo serce modelu biznesowego. Jeśli sąd nie może badać metody obliczania wskaźnika, to znaczna część pozwów traci merytoryczne uzasadnienie.
– Proszę mi wierzyć, nasz wysłannik na miejscu mówił wprost – miny przedstawicieli kancelarii po zapadnięciu tego wyroku były bezcenne – przyznaje prezes Białek.
Zbyt duży tort, by odpuścić
Czy to oznacza, że od jutra reklamy „Pozwij bank za WIBOR” znikną z internetu? Większość szczerze wątpi. Rynek usług prawnych w Polsce w ostatnich latach przeszedł transformację w potężny przemysł, generujący setki milionów złotych przychodu z opłat wstępnych i success fee (to wynagrodzenie dodatkowe wypłacane po osiągnięciu postawionego celu przed kancelarią).
Dla wielu firm prawniczych, w obliczu wygasania spraw frankowych, walka o WIBOR była kwestią „być albo nie być”. Dlatego, mimo druzgocącego wyroku, bankowcy spodziewają się, że prawnicy nie złożą broni. Będą walczyć nie tyle o rację prawną, co o utrzymanie strumienia przychodów.
Na pewno kancelarie będą próbowały w dalszym ciągu coś ugrać. Będą tworzyć jakieś absurdalne teorie. Chociaż w tym przypadku wynik jest zero-jedynkowy, uważam, że poziom potencjalnej manipulacji tym wyrokiem może wejść na poziomy totalnego absurdu – komentuje wprost szef ZBP.
Dodaje jednak trzeźwo, patrząc na finansowy aspekt całej machiny procesowej:
Na pewno to jest zbyt duży tort do podziału, żeby te pieniądze tak po prostu kancelarie odpuściły.
Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich, dla Biznes Enter
Marketing vs rzeczywistość
Już w kilka godzin po ogłoszeniu wyroku widać próby „zaklinania rzeczywistości”. Część kancelarii próbuje interpretować orzeczenie jako „otwierające drogę do badania indywidualnych umów”, pomijając kluczowe tezy o braku podstaw do podważania samej metodyki wskaźnika.
Bankowcy widzą to jako desperacką próbę ratowania wizerunku przed klientami, którzy wpłacili już zaliczki na poczet przyszłych procesów. Mimo to chłodna kalkulacja wskazuje, że fala pozwów, która miała zalać polskie sądy, właśnie rozbiła się o falochron w Luksemburgu.
Dla sektora bankowego czwartkowy dzień oznacza powrót do „business as usual”. Widmo gigantycznych rezerw, które mogłyby zachwiać stabilnością finansową państwa, oddala się.
Z punktu widzenia klientów jest to jednoznaczny sygnał, że tych pozwów nie będzie przyrastać. Tak jak powiedziałem: nie ma tlenu – podsumowuje prezes Białek.
12 lutego 2026 r. zapisze się w historii polskiej bankowości jako dzień, w którym „WIBOR-owe eldorado” dla kancelarii prawnych zostało oficjalnie zamknięte. Przynajmniej w świetle prawa europejskiego. Bo w świecie marketingu prawniczego walka o „tort” zapewne potrwa jeszcze długo – choć teraz będzie to już walka z cieniem.