
Informacja o tym, że do Sądu Rejonowego w Kielcach wpłynął wniosek o ogłoszenie upadłości North Food Polska S.A., obiegła polskie media w poniedziałek z szybkością błyskawicy. Nie dlatego, że upadła kolejna sieć restauracji – branża HoReCa od lat widziała dziesiątki takich zdarzeń. Szok wynikał z faktu, kto stał za sterami tonącego okrętu. Właścicielem spółki, poprzez wiedeńską wehikuł MS Galleon GmbH, był Michał Sołowow, człowiek o majątku szacowanym na niemal 30 miliardów złotych. Według Biznes Enter ta historia to piękna lekcja ekonomii. Okazuje się, że w dobie rynkowych turbulencji nawet najgłębsze kieszenie właściciela mają dno, jeśli model biznesowy mija się z rynkową rzeczywistością.
- Teza. Nawet nieograniczony kapitał właściciela nie uratuje przedsiębiorstwa, którego model operacyjny jest trwale niedopasowany do zmieniających się nawyków konsumenckich i kanałów dystrybucji.
- Dowód. Spadek przychodów o 6 proc. i pogłębiające się straty North Food przy jednoczesnym wzroście rynku delivery, którego produkt spółki nie był w stanie obsłużyć jakościowo.
- Efekt. Polska branża gastronomiczna musi zrozumieć, że kluczem do przetrwania jest elastyczność formatu i technologia, a nie tylko prestiżowa lokalizacja czy bogaty mecenas.
Upadek North Fish Michała Sołowowa
Warren Buffett zwykł mawiać, że dopiero gdy następuje odpływ, widać, kto pływał bez majtek. Dla North Food Polska tym odpływem okazała się seria makroekonomicznych wstrząsów z lat 2020–2025. Pandemia uderzyła w spółkę jako pierwsza, ale to strukturalne pęknięcia w fundamentach operacyjnych ostatecznie posłały sieć na dno. I nic nie dało to, że za sterami właścicielskimi spółki stał najbogatszy Polak według magazynu Forbes Michał Sołowow z majątkiem wycenianym na 28 mld zł.
Finansowy krwotok biznesu Michała Sołowowa
Aby zrozumieć skalę problemu, trzeba zajrzeć do sprawozdań finansowych spółki. Upadłość w 2026 roku nie była „czarnym łabędziem”, nagłym i nieprzewidywalnym zdarzeniem. Była to zaplanowana przez rynek egzekucja na firmie, która przez pół dekady spalała gotówkę.
Wybuch pandemii w 2020 r. wygenerował katastrofalną stratę rzędu 16,8 mln zł. Rok później, mimo prób optymalizacji, z kasy wyparowało kolejne 11,6 mln zł. 2022 r. to powrót do drastycznych spadków – strata sięgnęła niemal 16,7 mln zł.
Światełko w tunelu pojawiło się dwa lata temu, gdy strata stopniała do 1,78 mln zł. Właściciel, wierząc w skuteczność wprowadzanych planów naprawczych i chwilowe ożywienie konsumenckie, podjął decyzję o reanimacji – podwyższył kapitał zakładowy o 5 mln zł. Był to jednak klasyczny błąd utopionych kosztów. W 2024 r. strata ponownie wzrosła do 4,35 mln zł, a przychody skurczyły się o ponad 6 proc. Klienci znikali z galerii (spadek ruchu o 3,5 proc.), a spółka ratowała się pożyczką od właściciela na 5,5 mln zł.
Zamiast reinwestować zyski w rozwój, North Food walczył o tlen na spłatę bieżących zobowiązań. Kroplówka finansowa od miliardera okazała się jedynie kosztownym sposobem na kupienie czasu. Czasu, którego zarząd nie potrafił wykorzystać na zmianę paradygmatu biznesowego.
Czterej jeźdźcy apokalipsy North Fish
Dlaczego koncept, który jeszcze kilka lat temu święcił triumfy, nagle przestał działać? Przyczyn upadku, patrząc na trendy rynkowe oraz analizując sprawozdania finansowe konkurencji, należy szukać na styku operacji, logistyki i zmieniających się zachowań konsumenckich. Firma padła ofiarą czterech fundamentalnych błędów, które przeanalizowaliśmy poniżej.
1. Pułapka food courtu i syndrom „zamkniętych drzwi”
North Fish zbudował swoją potęgę na obecności w galeriach handlowych. Kiedyś był to genialny model – galerie gwarantowały stały, darmowy potok klientów, a strefa gastronomiczna była naturalnym punktem postoju podczas wielogodzinnych zakupów. Świat po pandemii zmienił się jednak bezpowrotnie. Zakupy przeniosły się do e-commerce, a wizyty w galeriach stały się krótsze i rzadsze, silnie zorientowane na konkretny cel.
Liderzy rynku (McDonald’s, KFC) od lat agresywnie dywersyfikowali portfel, otwierając formaty wolnostojące z usługą Drive-Thru. North Fish pozostał uwięziony za szklanymi drzwiami centrów handlowych. Gdy w niedziele niehandlowe konkurencja zarabiała miliony na kierowcach wpadających po szybkie jedzenie, lokale North Fish stały w ciemnościach.
2. Klątwa logistyki, czyli ryba nie znosi podróży
Lata 2020–2025 to gigantyczny boom na aplikacje delivery (Uber Eats, Glovo). Gastronomia przetrwała pandemię i wysoką inflację dzięki dowożeniu jedzenia do kanap klientów. North Fish miał w tej walce najsłabszą broń z możliwych – swój własny produkt.
Smażona w panierce ryba czy zapiekanki z sosami to produkty, które wyśmienicie smakują wydane prosto na talerz. Jednak po 30 minutach w termicznej torbie kuriera, skraplająca się para wodna zamieniała chrupiącą panierkę w gumową powłokę, a ryba traciła strukturę i temperaturę znacznie szybciej niż standardowy burger. Firma przegrała rewolucję delivery, ponieważ jej core’owy produkt nie nadawał się do transportu w standardzie oczekiwanym przez rynek.
3. Rozjazd w równaniu „value for money”
Biznes fast-foodowy opiera się na prostym kontrakcie – szybkość i sytość za przystępną cenę. Globalne szoki podażowe wywindowały ceny surowców (ryb oceanicznych, łososia, energii) do bardzo wysokich poziomów. North Fish stanął przed dramatycznym dylematem – ciąć porcje/jakość czy podnosić ceny. Wybrał to drugie.
Efekt? Rachunek za kawałek ryby z frytkami i czerwoną kapustą zaczął zbliżać się do 30, 40, a nawet do 50 zł. W tym momencie produkt przestał być fast foodem, a wszedł cenowo w strefę casual diningu (tradycyjnych restauracji z obsługą). Klient, stojąc przed witryną North Fish na hałaśliwym food courcie, za te same pieniądze mógł pójść do modnego bistro lub kupić dwa sycące zestawy u amerykańskiej konkurencji. Wartość postrzegana przez klienta (value) drastycznie spadła poniżej ceny (money).
4. Cyfrowa asfiksja i spóźniony ratownik
Kiedy rynek inwestował setki milionów w aplikacje lojalnościowe, grywalizację i kioski samoobsługowe (które nie tylko ucinają koszty personelu, ale dzięki inteligentnym algorytmom podbijają średnią wartość paragonu nawet o 15 proc.), North Fish działał analogowo. Firma oddała walkę o dane i uwagę klienta walkowerem.
Zatrudnienie pod koniec 2025 r. Pawła Wojnowskiego – doświadczonego i sprawnego menedżera, który zjadł zęby w strukturach AmRestu (KFC, Pizza Hut) – było desperacką próbą zawrócenia Titanica o metr przed górą lodową. Menedżer zastał organizację wydrenowaną z gotówki, zdemotywowaną i przygniecioną zobowiązaniami. W takiej sytuacji nie zarządza się już wzrostem – zarządza się masą upadłościową.
Ważne lekcje dla ludzi biznesu
Przeglądając sprawozdania możemy dojść do wniosku, że upadek North Food Polska to w zasadzie skarbnica wiedzy dla zarządów, founderów i inwestorów zainteresowanych branżą HoReCa. Jakie bowiem wnioski płyną z tej porażki?
Po pierwsze, iluzja „nieskończonego kapitału” może niestety zabijać innowacje. Posiadanie potężnego inwestora (tzw. „głębokiej kieszeni”) często usypia czujność zarządu. Łatwy dostęp do wewnętrznego finansowania sprawia, że drastyczne zmiany modelu biznesowego są odkładane w czasie. Kroplówka kupuje czas, ale nie naprawia przeciekającego wiadra.
Po drugie, kanał dystrybucji jest równie ważny co produkt. Uzależnienie swojego biznesu od jednego kanału (w tym przypadku food courty w galeriach) to proszenie się o kłopoty. Gdy kanał ten traci przepustowość z powodu zewnętrznych problemów, biznes umiera wraz z nim, niezależnie od jakości oferowanego produktu.
Po trzecie, nie warto walczyć z naturą „swojego surowca”. Jeżeli twój produkt traci 50 proc. na jakości podczas 30-minutowej dostawy, nie próbuj na siłę forsować go w modelu delivery. Zmień opakowania, procesy technologiczne, albo poszukaj zupełnie innej ścieżki (np. gotowe półprodukty premium w sieciach retailowych).
Po czwarte, restrukturyzacja to nie czary. Wprowadzanie do firmy menedżera zabranego wprost od konkurencji na kilka miesięcy przed utratą płynności to alibi dla właścicieli, a nie realny plan ratunkowy. Poważna transformacja wymaga potężnych środków na inwestycje (CAPEX), a nie tylko na spłatę starych faktur i pensje.
Zniknięcie North Fish z rynkowej mapy to więc solidna lekcja biznesu od najbogatszego Polaka. Jak widać, dzisiejszy konsument jest bezlitosny, a technologia i logistyka nie wybaczają opóźnień. Nawet miliarderom.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Adam Tuchliński