
W świecie wielkich inwestycji infrastrukturalnych matematyka jest bardzo ważna, ale rzadko zdarza się, że jest aż tak kontrowersyjna i wbrew logice finansowej. Przebudowa kluczowego odcinka Rail Baltica między Białymstokiem a Ełkiem miała być krokiem milowym dla polskiej kolei. Zamiast tego staje się symbolem prawno-biurokratycznej pułapki, w której kara środowiskowa o wartości używanego taniego samochodu może obciążyć budżet państwa na niebotyczną kwotę przekraczającą 400 milionów złotych.
- Teza. Przykład sprawy Mirbudu i Torpolu pokazuje, że nadmiernie rygorystyczne i skrajnie nieproporcjonalne stosowanie przepisów prawa zamówień publicznych przez organy państwowe może bezpośrednio prowadzić do marnotrawstwa środków publicznych.
- Dowód. Wykluczenie z wygranego przetargu konsorcjum Torpol i Mirbud na podstawie nieujawnienia kary środowiskowej w wysokości 15 tysięcy złotych grozi wyższym o blisko 400 milionów złotych kosztem modernizacji kluczowej linii Rail Baltica.
- Efekt. Generuje to olbrzymią niepewność prawną oraz niebezpieczny precedens, który może zniechęcać dużych wykonawców do inwestowania swojego czasu i środków w zamówienia publiczne, drastycznie zawyżając ostateczne koszty budowy strategicznej infrastruktury w kraju.
Sprawa Mirbudu i Torpolu
Na początku listopada ubiegłego roku sytuacja wydawała się wyjątkowo klarowna i niezwykle korzystna dla państwowej kasy. Oferta konsorcjum firm Torpol i Mirbud, w opiewającym przetargu na niemal 5 miliardów złotych, została wybrana przez PKP PLK jako zdecydowanie najkorzystniejsza. Była ona o ponad 400 milionów złotych tańsza od propozycji głównego rynkowego konkurenta – konsorcjum firm Budimex i PORR. Wydawało się wówczas, że zamawiający ubije doskonały interes, oszczędzając gigantyczną kwotę ze środków publicznych i bezpiecznie domykając budżet całego projektu.
Jednak 19 stycznia tego roku Krajowa Izba Odwoławcza podjęła nagłą decyzję, która diametralnie zmieniłą obraz tej sytuacji. Na skutek wniesionego odwołania, KIO wykluczyło zwycięskie konsorcjum, torując de facto drogę znacznie droższej ofercie. Powodem tej decyzji, jak argumentuje KIO, jest fakt, że w obszernej dokumentacji przetargowej pominięto informację o karze środowiskowej nałożonej na firmę Mirbud w 2022 r., wynoszącej 15 tys. złotych.
Proporcjonalność, która zniknęła z radarów. Mirbud walczy
Warto w tym miejscu bardzo dokładnie pochylić się nad rzeczywistą skalą rzekomego przewinienia. Maksymalny wymiar wspomnianej kary środowiskowej mógł wynieść nawet milion złotych, co bezsprzecznie dowodzi, że nałożona sankcja rzędu 15 tys. była potwierdzeniem minimalnej wagi naruszenia.
Jak zauważa Paweł Korzeniowski z zarządu Mirbudu, firma w swojej 40-letniej historii po raz pierwszy spotyka się z tak „bezprecedensową sytuacją” przy stole negocjacyjnym. Pytanie o proporcjonalność podjętej decyzji staje się w tym konkretnym kontekście fundamentalne dla przejrzystości, logiki i efektywności całego polskiego systemu przetargowego.
Co więcej, ukryty aspekt prawny samej kary budzi równie duże, a może nawet większe kontrowersje w branżowym środowisku eksperckim. Zgodnie ze stanowczym oświadczeniem Anny Więzowskiej, dyrektor działu prawnego Mirbudu, wspomniana kara ostatecznie przedawniła się jeszcze przed podjęciem kluczowej decyzji o wyborze oferty ich konsorcjum.
Mimo to, ten całkowicie zdezaktualizowany w świetle prawa incydent posłużył jako ostateczny pretekst do bezkompromisowego wyeliminowania znacznie tańszego wykonawcy. Takie niezwykle sztywne podejście państwowych organów odwoławczych budzi uzasadnione obawy potężnych inwestorów o rynkową stabilność i elementarną przewidywalność lukratywnego rynku zamówień w Polsce.
Walka o publiczne miliony
Reakcja wykluczonego z postępowania konsorcjum z oczywistych względów jest natychmiastowa i niezwykle zdecydowana. Spółki Torpol i Mirbud złożyły przed Sądem Okręgowym w Warszawie oficjalny wniosek o zabezpieczenie całego spornego roszczenia. Nadrzędnym celem tego twardego kroku prawnego jest kategoryczne zablokowanie możliwości pochopnego podpisania umowy z konkurencyjnymi, droższymi wykonawcami.
Ta zawiła sprawa wykracza już daleko poza standardowy spór dwóch wielkich korporacji o zyskowny, wielomiliardowy kontrakt państwowy. To niezwykle trudny i wyrazisty test dla całego systemu instytucjonalnego, który musi szybko odpowiedzieć na palące biznesowe pytanie – czy ślepe trzymanie się każdej pojedynczej litery przepisów w pełni usprawiedliwia marnotrawstwo setek milionów ze środków obywateli.
Rozstrzygnięcie tego głośnego konfliktu w sądzie niewątpliwie zdefiniuje ostre rynkowe standardy budowlane na najbliższe lata. Jeśli za biurokratyczny błąd warty 15 tysięcy zł państwo ma lekką ręką zapłacić 400 milionów zł ekstra, to każdy liczący kapitał przedsiębiorca ma pełne prawo głośno zapytać – kto za tę urzędniczą nieugiętość ostatecznie zapłaci?
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: Rail Baltica