Partnerzy merytoryczni
Premier Donald Tusk wraz z Kosiniakiem Kamyszem

Miliardy złotych w oparach absurdu. Nikt nie mówi całej prawdy o SAFE

Polska debata publiczna posiada niezwykłą, niemal magiczną zdolność do sprowadzania najbardziej skomplikowanych procesów makroekonomicznych do poziomu plemiennej, ulicznej bijatyki. Gdy w grę wchodzą historyczne wydatki na obronność, które w latach 2025-2035 mają pochłonąć astronomiczną kwotę około 1,9 biliona złotych, temperatura sporu osiąga punkt wrzenia. Z jednej strony słyszymy hurraoptymistyczne, rządowe komunikaty o triumfie i rzekomej budowie potęgi militarnej, która napędzi gospodarkę. Z drugiej – wylewa się radykalny populizm, w którym każdy unijny instrument finansowy traktowany jest jako akt zdrady stanu, a zachodni sojusznicy jawią się jako bezwzględni kolonizatorzy czyhający na polski kapitał.

W debacie o SAFE nikt nie bierze jeńców. Podczas gdy jedna strona nazywa drugą „idiotami”, „zdrajcami” (posłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik), druga odpowiada „zakutymi łbami” (to premier Tusk). Gdy jednak zdejmiemy z tej dyskusji jaskrawe, polityczne barwy, wyłania się obraz fascynujący, ale także brutalny i wymagający chłodnej, chirurgicznej kalkulacji.

SAFE – mity i fakty o programie finansowania zbrojeń dla Polski

Ekonomia nie znosi histerii, a liczby nie mają poglądów politycznych. Przyjrzyjmy się zatem pięciu najgłośniejszym argumentom, które rozgrzewają polski internet do czerwoności, i zderzmy je z twardą, rynkową rzeczywistością, którą przedstawia m.in. raport „Inwestycje w polski przemysł obronny” prof. Pawła Wojciechowskiego, byłego ministra finansów za czasów PiS, a obecnie szefa Instytutu Finansów Publicznych oraz Wojciecha Decewicza.

Argument polityczny nr 1

Unijny program SAFE to pułapka i 44 miliardy euro długu, celowo zaprojektowane po to, by napompować niemiecki przemysł zbrojeniowy kosztem Polski„.

Jaki jest fakt ekonomiczny? Instrument SAFE faktycznie oferuje Polsce potężną, wstępną alokację środków finansowych na poziomie 43,7 mld euro. Jest to fundusz pożyczkowy gwarantowany przez budżet UE, oferujący wyjątkowo długi okres spłaty sięgający 45 lat oraz do 10 lat karencji. Zaciągnięcie tych środków to oczywiście realne powiększenie zadłużenia, jednak z perspektywy rynkowej koszt obsługi tego długu jest niższy w porównaniu z polskimi, krajowymi emisjami obligacji.

Kapitał ten absolutnie nie posiada wbudowanego algorytmu faworyzującego Berlin, ma za to twarde wymogi regulacyjne – od 1 czerwca 2026 roku co najmniej 65 proc. udziału wytwórczego w finansowanych, wspólnych kontraktach musi pochodzić z państw UE, EFTA lub EWG.

Jeśli znaczna część z tych preferencyjnych miliardów ostatecznie popłynie na konta zagranicznych dostawców, nie będzie to wynikiem brukselskiego spisku. Będzie to brutalna konsekwencja faktu, że polski przemysł obronny, eksportujący zaledwie 15 proc. swojej produkcji w przypadku państwowego giganta PGZ , nie potrafi dziś budować międzynarodowych konsorcjów. Brak własnych hitów eksportowych i partnerów rodzi ogromne ryzyko, że fundusze z SAFE zasilą po prostu zagraniczne stocznie, chociażby w ramach kosztownego programu Orka.

Argument polityczny nr 2

Rząd oszukuje opinię publiczną, obiecując zatrzymanie środków w polskich firmach, podczas gdy unijne przepisy pozwalają zagranicznym koncernom na otwieranie u nas spółek-córek i swobodne wyprowadzanie kapitału„.

Jaki jest fakt ekonomiczny? To niezwykle ostre, ale i merytorycznie uzasadniony argument, który celnie diagnozuje największą patologię polskiego systemu zamówień. Opracowanie analityczne prof. Wojciechowskiego obnaża powierzchowność tak zwanego wskaźnika komponentu krajowego (local content), który mówi nam w dużej mierze tylko o tym, gdzie fizycznie dokonano zakupów i wystawiono fakturę. Sama lokalizacja produkcji na terytorium Polski – nierzadko w formie prostego montażu na zagranicznej licencji – nie gwarantuje jeszcze transferu technologii ani trwałego rozwoju kompetencji.

Rzeczywista miara zysku dla gospodarki, uwzględniająca marże, wysokopłatną pracę, podatki i koszty badań, to Krajowa Wartość Dodana (KWD). W Polsce faktyczny wkład przemysłu w jej kształtowanie w kontraktach zbrojeniowych szacuje się na zaledwie około 30 proc. Dopóki administracja państwowa nie porzuci iluzji „local content” na rzecz rygorystycznego mierzenia KWD, dopóty polski podatnik będzie finansował luksusowe montownie cudzych technologii, a nie własną, przemysłową suwerenność.

Argument polityczny nr 3

Zaciąganie pożyczek w euro to celowa, ukryta pułapka mająca na siłę zmusić Polskę do porzucenia polskiego złotego i przyjęcia wspólnej waluty„.

Jakie jest fakt ekonomiczny? Zaciąganie długu denominowanego w walucie obcej niezaprzeczalnie wprowadza do równania ryzyko kursowe, lecz łączenie tego standardowego, rynkowego mechanizmu finansowego z celowym przymuszaniem do przyjęcia euro to publicystyczna alchemia, nieznajdująca oparcia w twardych regułach ekonomii. Prawdziwa pętla, która zaciska się dziś na szyi polskiego państwa, ma charakter stricte makroekonomiczny.

Zgodnie z oficjalną strategią zarządzania długiem publicznym, w latach 2026-2029 wskaźnik zadłużenia ma drastycznie wzrosnąć z poziomu 58,9 proc. do 75,3 pro . PKB. Koszty obsługi długu państwa tylko w 2024 roku wyniosły 80,2 mld zł, co stanowi kwotę wyższą niż nakłady na sztandarowy program socjalny „800+”. Jeśli ogromne wydatki zbrojeniowe nie zostaną błyskawicznie zreorganizowane tak, by generować wyższą wartość dodaną w kraju, ich ekstremalnie wysoka importochłonność doprowadzi do sytuacji, w której mnożniki fiskalne będą ujemne. Oznacza to, że zbrojenia finansowane długiem zaczną po prostu dusić polski wzrost gospodarczy, a nie go napędzać. Na ten temat znacznie więcej pisaliśmy TUTAJ.

Argument polityczny nr 4

Unijne elity użyją mechanizmu warunkowości jako politycznej pałki, by szantażować polski rząd przed wyborami i bezprawnie blokować nam środki na armię„.

Jaki jest fakt ekonomiczny? Program SAFE jest bez wątpienia powiązany z unijnymi uwarunkowaniami prawnymi, jednak obawy o bezprawne, przedwyborcze blokowanie funduszy to polityczna spekulacja, która omija sedno problemu. Prawdziwa, nieprzekraczalna bariera w absorpcji tych miliardów ma charakter czysto biznesowy i operacyjny. Mechanizm SAFE wymaga absolutnie wspólnych zamówień – z co najmniej jednym innym państwem UE, EFTA, EWG lub Ukrainą. Oznacza to, że jeśli nasza oferta eksportowa będzie nadal tak marginalna jak obecnie, a nasze zakłady nie będą w stanie zaoferować wyrobów atrakcyjnych dla zagranicznych partnerów, polski rząd fizycznie nie będzie w stanie stworzyć wymaganych przez Unię konsorcjów.

Pieniądze nie zostaną nam odebrane w wyniku politycznego szantażu. One po prostu przejdą nam koło nosa, ponieważ nie spełnimy podstawowych, proceduralno-biznesowych kryteriów do ich wypłaty.

Argument polityczny nr 5

Tylko wielkie, państwowe molochy gwarantują bezpieczeństwo narodu i zyski dla państwa, dlatego musimy pompować w nie wszystkie środki, odcinając się od niepewnego kapitału prywatnego„.

Jakie jest fakt ekonomiczny? To jeden z najbardziej szkodliwych mitów gospodarczych, który raport analityczny prof. Wojciechowskiego dosłownie rozbija w pył. Państwowy monopolista, Polska Grupa Zbrojeniowa, cierpi na dramatyczny brak stabilności korporacyjnej – średni czas sprawowania funkcji przez prezesa zarządu nie przekroczył 11 miesięcy, a tylko w samym 2024 r. stanowisko to zajmowały trzy różne osoby.

Rozproszona struktura rodzi wewnętrzną konkurencję i brak efektów skali. Tymczasem liczby są bezlitosne – podczas gdy państwowa PGZ eksportuje zaledwie 15 proc. swojej produkcji, prywatne polskie firmy technologiczne z branży obronnej, takie jak WB Electronics czy Creotech Instruments, osiągają udział eksportu na poziomie odpowiednio ponad 50 proc. i 68 proc. Bez włączenia tego niezwykle zwinnego, prywatnego dynamizmu do głównego krwiobiegu – na przykład poprzez stulowane utworzenie wyspecjalizowanego „Defense Hub” w ramach struktur państwowego PFR – nasza państwowa machina nigdy nie wygra wyścigu o globalne rynki.

Wielka debata o polskich zbrojeniach nie potrzebuje dziś podsycanych sztucznie histerii ani gorączkowego poszukiwania rzekomych zdrajców. Wymaga za to racjonalnego podejścia do obrotu kapitałem. Zamiast toczyć jałowe boje o intencje zachodnich urzędników, polskie państwo musi natychmiast uzdrowić własne procesy zakupowe, zreorganizować ociężałą zbrojeniówkę i na zawsze porzucić fasadowe wskaźniki na rzecz twardego mierzenia wartości dodanej. Zegar tyka, a globalne rynki nie wybaczą nam zaniechania.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Flickr/MON

Motyw