Partnerzy merytoryczni
Wieżowce w Warszawie

Banki w Polsce biją na alarm. „To ewenement na skalę światową”

Gdybyśmy szukali na globalnej mapie rynków finansowych miejsca, w którym fundamentalne prawa ekonomii i bankowości zostały odwrócone do góry nogami, wzrok musiałby paść na Polskę. Nad Wisłą materializuje się scenariusz, który w dojrzałych gospodarkach uchodziłby za rynkową dystopię. Sektor bankowy – historycznie zdrowy, wysoce innowacyjny technologicznie – dusi się w pętli ewenementu na skalę światową, jakim jest ryzyko prawne przewyższające ryzyko kredytowe.

  • Teza. Polski sektor bankowy ostrzega, że ryzyko prawne w Polsce przewyższa obecnie ryzyko finansowe, co jest absolutnym ewenementem na skalę europejską, a nawet światową. Do tego dochodzi problem z podatkiem bankowym, który premiuje zakupy obligacji skarbowych, a nie wsparcie kredytów dla firm nad Wisłą.
  • Dowód. Udział obligacji skarbowych w bilansach banków (35,3 proc.) po raz pierwszy w historii przewyższył udział kredytów dla firm i obywateli (33,9 proc.), przy jednoczesnym obciążeniu sektora rezerwami na ryzyko prawne przekraczającymi 100 mld zł.
  • Efekt. Zablokowanie potencjału kredytowego ogranicza możliwości inwestycyjne w kluczowych obszarach, takich jak transformacja energetyczna i obronność, czyniąc kredyt dla przedsiębiorstw trudniej dostępnym i droższym.

Tradycyjny model bankowości zakłada, że największym zmartwieniem prezesa banku jest to, czy kredytobiorca spłaci swoje zobowiązanie w obliczu spowolnienia gospodarczego. W Polsce ten paradygmat upadł. Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich, diagnozuje sytuację w sposób bezprecedensowy dla rynków rozwiniętych, stwierdzając wprost, że doszliśmy do momentu, w którym koszty ryzyka prawnego z nawiązką przewyższają koszty ryzyka kredytowego.

To nie jest zwykła rynkowa anomalia, to – jak podkreśla w rozmowie z Biznes Enter sam Białek – „ewenement na skalę europejską, a być może i światową w państwach cywilizowanych”. Co takiego się wydarzyło?

Banki w Polsce analityków ryzyka zastępują prawnikami

Sektor bankowy poniósł już koszty na poziomie 102 mld zł z tytułu ryzyka prawnego kredytów walutowych, a Narodowy Bank Polski szacuje, że konieczne będzie utworzenie kolejnych 30 mld zł rezerw. Zjawisko to nie słabnie, a wręcz ewoluuje. Mimo zawarcia ponad 176 tys. ugód frankowych, wciąż na masową skalę podejmowane są próby podważania umów, w tym tych dawno spłaconych. Obecnie w sądach toczy się ok. 220 tys. postępowań przeciwko bankom (wraz z postępowaniami odwoławczymi).

Jak do tego doszło? Cezary Stypułkowski, prezes Pekao, podczas Forum Bankowego przedstawił diagnozę, która obnaża słabość polskiej infrastruktury państwowej. Jego zdaniem, materializacja ryzyka prawnego w Polsce została „sztucznie wykreowana” na skutek załamania się struktur sądowniczych na przełomie lat 2015-2016, co zbiegło się z załamaniem franka szwajcarskiego na światowych rynkach. W tym czasie biznes wyczuły kancelarie prawne, które zmieniły całe swoje modele biznesowe.

Stypułkowski kreśli obraz „nieracjonalnej rzeczywistości”, w której zakwestionowano setki tysięcy „najdłużej funkcjonujących umów kredytowych na bazie stosunkowo peryferyjnych motywów prawnych”.

To zjawisko tworzy fatalny precedens makroekonomiczny. Szef Pekao gorzko ironizuje, że Polska – kraj, który historycznie miewał problemy z realizacją swoich suwerennych długów – dziś promuje na rynku detalicznym hasło: „pożyczyć, nie oddać, unieważnić”. Taka kultura braku szacunku do kapitału cofa polski rynek o dekady, zrywając z międzynarodowymi standardami wyrównywania szans, które zapoczątkowała Bazylea I w 1988 r.

Kancelarie obiecują „gruszki na wierzbie”?

Ten systemowy paraliż to paliwo dla potężnego przemysłu prawniczego. Prezes Białek otwarcie mówi o wąskiej grupie klientów uprawiających moral hazard (pokusę nadużycia), których interesy stają się ważniejsze niż stabilność reszty sektora.

Zdaniem bankowców kancelarie prawne dokonały daleko posuniętej komercjalizacji prawa konsumenckiego – to już nie jest obrona słabszych, ale masowy proceder skupowania roszczeń na własny zysk.

Instytucja sankcji kredytu darmowego (SKD) w kredytach konsumenckich jest skrajnie nadużywana, nie mając w przeważającej mierze nic wspólnego z rzeczywistą ochroną konsumenta. Agresywny marketing kancelarii obiecuje klientom „gruszki na wierzbie”, w tym m.in. chimerę „odwiborowania” umów złotowych – przekonuje prezes Związku Banków Polskich. Choć orzeczenie TSUE z 12 lutego odebrało kancelariom „tlen” do bezpośredniego podważania wskaźnika WIBOR, kreatywność w generowaniu pozwów nie ustaje.

Ucieczka w dług państwowy

Ryzyko prawne to tylko jedno z ramion imadła. Drugim jest anomalia fiskalna. Polskie banki funkcjonują w warunkach podatku bankowego, który promuje wykupywanie przez sektor obligacji Skarbu Państwa.

Jak wynika z twardych danych za 2025 r., po raz pierwszy w historii udział obligacji skarbowych w bilansach banków przekroczył udział kredytów dla sektora niefinansowego (35,3 proc. wobec 33,9 proc.). Banki zwiększyły zaangażowanie w instrumenty dłużne o ponad 140 mld zł, podczas gdy akcja kredytowa dla biznesu wzrosła zaledwie o 56 mld zł.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź to podręcznikowy przykład błędu systemowego. Podatek bankowy obciąża aktywa (kredyty), ale zwalnia z daniny obligacje skarbowe.

Dodając do tego sektorowe obciążenia CIT, zjadające kapitały instytucji finansowych, otrzymujemy racjonalną, choć destrukcyjną dla gospodarki decyzję zarządów. Banki stają się „leniwymi bankami” (lazy banks), wybierającymi bezpieczne i faworyzowane podatkowo finansowanie deficytu budżetowego, zamiast ryzykować kapitał w realnej gospodarce, gdzie czeka na nie agresywna kancelaria prawna i nadgorliwy urząd skarbowy. Tworzy to niebezpieczne sprzężenie zwrotne, tzw. doom loop, w którym los banków jest bezpośrednio uzależniony od wypłacalności państwa.

Lekarz debatuje, pacjent umiera

Rozwiązania tego kryzysu są znane, ale brakuje woli politycznej. Sektor bankowy od dawna apeluje o zmiany w podatku bankowym na wzór państw europejskich (model naszego podatku bankowego obowiązuje tylko na Węgrzech).

Branża chce również wprowadzenie jednolitego, modelowego wzorca umowy kredytu hipotecznego. Jednak, jak trzeźwo zauważa wiceprezes Santander Banku, Magdalena Szwarc-Bakuła, przy obecnej niestabilności systemu takie rozwiązanie ma sens wyłącznie wtedy, gdy zostanie uregulowane na poziomie ustawowym. Tylko ustawa może wyłączyć badanie abuzywności, które stało się głównym orężem do unieważniania umów.

Rozporządzenia wykonawcze to za mało, dają one jedynie elastyczność w modyfikacjach, ale nie chronią przed sądowym chaosem. Wiceprezes Santandera uderza w sedno problemu – model biznesowy kancelarii wygenerował sytuację, w której dyskutujemy nad skomplikowanymi rozwiązaniami, podczas gdy główny problem pulsuje tu i teraz.

Obawia się ona tego, że jak sektor w końcu”wymyśli lekarstwo, to niestety, ale pacjent już dawno umrze” – punktuje Szwarc-Bakuła. Co równie ważne dla Polaków, jeśli ryzyko prawne zostanie strukturalnie obniżone, automatycznie spadną marże i ceny produktów – w tym przypadku mówimy o kredytach hipotecznych, które są jednymi z najdroższych w całej Europie.

Rachunek za bierność zapłacimy wszyscy

Polska stoi przed gigantycznym wyzwaniem. Szacuje się, że do 2040 r. gospodarka potrzebuje nakładów rzędu 4 bln zł na transformację energetyczną, obronność i cyfryzację. Z najnowszych wyliczeń ZBP wynika, że banki mają zablokowany potencjał kredytowy na poziomie 461 mld zł.

Te pieniądze nie popłyną jednak na rynek, dopóki Polska nie zreformuje karzącego inwestycje podatku bankowego i nie poskromi prawnego dzikiego zachodu. Kraj aspirujący do roli mocarstwa regionalnego nie może opierać swojego krwiobiegu finansowego na systemie, w którym prezes banku bardziej obawia się pozwu od kancelarii prawnej, której klient spłacał kredyt przez 15 lat, niż bankructwa finansowanej fabryki.

Dopóki nie przywrócimy równowagi, a państwo będzie zachęcać banki do bycia wyłącznie skarbonką na swoje długi, polski cud gospodarczy będzie powoli duszony w salach sądowych i politycznych gabinetach ministrów kolejnych rządów.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Wikimedia Commons / Public Domain

Motyw