
Umowa handlowa między Unią Europejską a regionem Mercosur stała się już faktem. A skoro tak, to palącym problemem jest zabezpieczenie interesów polskich rolników i wytwórców żywności, którzy będą musieli mierzyć się z ogromną konkurencją z południowej półkuli. Rząd jest tego świadomy i przygotowuje kilka mechanizmów, by przeciwdziałać negatywnym skutkom umowy. Oto one.
- Teza. Umowa handlowa UE-Mercosur to wyzwanie przede wszystkim dla polskich rolników i wytwórców żywności. Rywalizować oni będą musieli z konkurencją z południa, która nie dość, że działa w warunkach przyjaźniejszego klimatu, to jeszcze nie obowiązuje ich tak restrykcyjna polityka produkcji, która zapewnia Europejczykom żywność najwyższej jakości.
- Dowód. O tym, kto jest najmocniej zagrożony, świadczy także polityka rządu. Nakierowana ona jest przede wszystkim na budowanie mechanizmów wsparcia dla rolnictwa oraz przetwórstwa oraz na naciski na Unię, gdy dojdzie do przekroczenia kontyngentów zapisanych w umowie z Mercosurem.
- Efekt. Polska szykuje kilka niezależnych mechanizmów wsparcia oraz polityczny lobbing w Brukseli, które mają zapewnić dalsze trwanie rodzimym producentom żywności.
Umowa z Mercosurem w praktyce. Oto jej wpływ na Polskę. Spis treści
Umowa Unii Europejskiej z państwami Mercosuru (czyli Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem) była jednym z najważniejszych wydarzeń gospodarczych początku 2026 r. Choć dla Polaków najistotniejszą kwestią jest konkurencyjność naszego sektora rolnego, której wyzwanie rzucą producenci z Ameryki Południowej, to kluczowe z perspektywy Europy zapisy umowy znalazły się w załączniku 2-B (dot. m.in. dostępu do surowców metali ziem rzadkich czy otwarciu się Mercosuru na import wyrobów przemysłowy). To one sprawiają, że na podpisaniu tego porozumienia niezwykle zależało Niemcom.
Niemniej umowa, która w dłuższej perspektywie ma wspomóc w procesie uniezależniania się Europy od Chin czy Stanów Zjednoczonych, w krótkim terminie może sprawić, że szereg polskich małych producentów rolnych pójdzie z torbami. Nie będą oni w stanie dotrzymać kroku w rywalizacji narzuconej przez wytwórców łacińskich, ale także i tych z Indii. Choć temat ten stoi niejako w cieniu umowy z Mercosurem, to Europa także otwiera się na żywność z Indii.
Mercosur rzuci wyzwanie polskiemu rolnictwu
Zostańmy jednak przy tej pierwszej umowie. Potencjalne skutki wpływu dealu z czterema krajami Ameryki Południowej ujawnił Michał Baranowski z Ministerstwa Rozwoju i Technologii (działającego w strukturach resortu finansów) w odpowiedzi na interpelację posła Marcina Skonieczki (nr 15004). Polityk Centrum wyraził obawę o losy polskich rolników w starciu z konkurencją z Ameryki Południowej.
Wiceminister rozwoju zaś… przyznał rację tym obawom. Wskazał, że kraje Mercosuru „należą do głównych światowych producentów i eksporterów m.in. zbóż, śruty sojowej, produktów sektora wołowego, drobiowego, cukrowego i tytoniowego”. Napędzają ich niskie ceny produkcji wynikające nie tylko z warunków klimatycznych, ale też luźniejszych standardów produkcji rolnej – nie muszą przestrzegać restrykcyjnych zasad w zakresie zrównoważonego rozwoju, wpływających m.in. na dobrostan zwierząt, ochronę klimatu czy standard pracy.
Wejście w życie przewidzianych w umowie kontyngentów taryfowych i innych zobowiązań w sprawie redukcji unijnego cła może powodować negatywne skutki, szczególnie pośrednie, jak wypieranie polskich produktów z rynków UE (w szczególności mięsa drobiowego i wołowego), możliwy jest też wzrost importu na rynek polski tytoniu.
Wiceminister rozwoju Michał Baranowski w odpowiedzi na interpelację
Co więcej, na polski sektor rolny wpływ będzie też mieć kumulacja koncesji na towary wrażliwe, jakie otrzymają producenci Mercosuru. „Powyższe argumenty uznaliśmy za kluczowe i przesądziły one o negatywnym stanowisku Polski wobec umowy z Mercosur” – pisze wiceszef MRiT.
Polska zamierza minimalizować skutki umowy z Mercosurerm
Nie oznacza to jednak, że rząd zamierza siedzieć z założonymi rękami. Baranowski już zapowiada, że w razie przekroczenia limitów importu czy innego zagrożenia dla lokalnych rynków Polska „będzie interweniowała i mobilizowała Komisję Europejską” do podejmowania kroków. Wskazuje, że jednym z rozwiązań będzie tzw. hamulec bezpieczeństwa powstały za sprawą lobbingu Warszawy i Paryża.
„Wdrożenie klauzuli ochronnej [czyli owego hamulca – przyp. red.] umożliwi zawieszenie preferencyjnych stawek celnych w umowie z Mercosur w sytuacji nadmiernego importu. Próg wzrostu importu lub spadku cen, który umożliwi interwencję Komisji, został po nacisku Polski, Francji i Włoch ustalony na poziomie 5 proc.” – czytamy.
Zabezpieczone będą też dodatkowe fundusze na wsparcie dla polskich rolników. W ramach budżetu Wspólnej Polityki Rolnej Warszawa wynegocjowała dodatkowe 10 mld zł. Cała ta suma zostanie zabezpieczona na poczet rekompensat dla rolników, którzy odnotują straty spowodowane umową z Mercosurem.
Po naciskach państw sceptycznych temu porozumieniu Komisja Europejska ma utworzyć też fundusz bezpieczeństwa, tzw. Unity Safety Net. Zgromadzone w nim pieniądze przeznaczone zostaną na finansowanie działań interwencyjnych i wsparcia rolników w przypadku pojawienia się zakłóceń rynkowych. W ramach Wieloletnich Ram Finansowych 2028-2034 (czyli tzw. budżetu unijnego) KE przewidziała na ten cel 6,3 mld euro.
Najważniejsze wieści dla rolników i konsumentów wiceminister zawarł jednak w następnym akapicie.
Chciałbym podkreślić, że produkty importowane z krajów Mercosur (oraz wszystkich innych krajów trzecich) muszą spełniać unijne, nienegocjowalne wymogi bezpieczeństwa żywności oraz przepisy weterynaryjne i fitosanitarne (SPS). Działania kontrolne realizowane są zarówno przez organy celne, jak i przez inne służby/inspekcje graniczne. Towar niespełniający unijnych standardów jakości i bezpieczeństwa żywności nie jest dopuszczany do obrotu w krajach UE, w tym w Polsce.
Wiceminister rozwoju Michał Baranowski w odpowiedzi na interpelację
Resort rolnictwa szykuje kilka mechanizmów obronnych
Baranowski odsyła też do swojej odpowiedzi na interpelację posła Macieja Małeckiego (nr 13820), gdzie przedstawił rozwiązania, jakie przyszykował resort rolnictwa. Wynika z niej, że rządzący chcą budować odporność polskiego sektora spożywczego poprzez m.in. wsparcie przetwórstwa, czyli działających w tej gałęzi firm z sektora MŚP.
Jakie jest oblicze tego wsparcia? Przede wszystkim przybrało ono postać pomocy przy inwestycjach, także w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Jeden z kamieni milowych (A1.4.1.) KPO przewiduje dofinansowanie przedsięwzięć z zakresu m.in. przetwórstwa, centr przechowalniczych i rolno-spożywczych rynków hurtowych. Wiceminister MRiT ocenia, że dzięki tym inwestycjom polski sektor spożywczy coraz mocniej rozpycha się na rynkach unijnych i nie tylko.
W ramach inwestycji A1.4.1 KPO, nabór Wsparcie centrów przechowalniczo-dystrybucyjnych oraz rolno-spożywczych rynków hurtowych złożono 875 wniosków na znaczącą dla sektora kwotę 4,5 mld zł. Dotychczas [odpowiedź na interpelację jest datowana na 17 grudnia 2025 r. – red.] zawarto 228 umów o objęcie wsparciem na kwotę 1,3 mld zł – pisał Baranowski.
Nabór wniosków, jak i wypłaty w ramach KPO jednak jeszcze w tym roku się zakończą. Co wtedy? W drugim i trzecim kwartale 2026 r. uruchomione mają zostać nabory w ramach programów przewidzianych w budżecie unijnym Rozwój współpracy w ramach łańcucha wartości – gospodarstwo i Rozwój współpracy w ramach łańcucha wartości – poza gospodarstwem. Ten pierwszy ma budżet 51 mln euro, ten drugi – 201 mln euro. O pieniądze ubiegać się będą mogły firmy z sektora MŚP, a wydać je będzie można na dywersyfikację i skracanie etapów łańcucha żywnościowego czy promocję współpracy przetwórców z rolnikami.
Inne formy wsparcia dla rolników m.in. to:
- dopłaty bezpośrednie;
- dopłaty do paliwa rolniczego (do tego 1,46 zł stawki akcyzy);
- preferencyjne kredyty;
- wsparcie w ramach Planu Strategicznego na m.in. inwestycje i modernizacje;
- uproszczenie zasad uznawania organizacji producentów;
- podniesienie limitu unijnej pomocy finansowej udzielanej uznanym organizacjom producentów realizujących program operacyjny (z 50 do 70 proc. faktycznych kosztów);
- płatności ryczałtowe od wartości przychodów netto ze sprzedaży produktów dla grup producentów rolnych i organizacji producentów przez pierwsze 5 lat ich istnienia;
- wsparcie eksportu (na który trafia nawet 40 proc. całej produkcji sprzedanej sektora żywnościowego) przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) i Polską Agencję Inwestycji i Handlu (PAIH).
Mercosur przyniesie ze sobą też pewne korzyści
Choć umowa handlowa z Mercosurem odmalowywana jest wyłącznie w czarnych barwach, to jednak nie znaczy, że nie przyniesie żadnych korzyści. Wręcz przeciwnie. Pierwszym i najważniejszym jest preferencyjny dostęp do rynku liczącego ponad 270 mln konsumentów dla produktów unijnych, w tym polskich. Dotyczy to zarówno wyrobów przemysłowych (maszyny, urządzenia, samochody), jak i spożywczych (m.in. mleko, słód, owoce, alkohol i napoje bezalkoholowe).
Największych korzyści z umowy upatrujemy jednak nie w bezpośrednim zwiększeniu naszego wywozu na rynki Mercosur, ale we wzroście pośrednim, głównie poprzez zwiększenie eksportu do innych państw unijnych, w tym do Niemiec, np. w branży motoryzacyjnej.
Wiceminister rozwoju Michał Baranowski w odpowiedzi na interpelację
Na dowód przytacza też dane: w 2004 r. wartość polskiego eksportu wynosiła 60-65 mld euro rocznie. 20 lat później wzrosła ponad pięciokrotnie do poziomu 351 mld euro. A kiedy z największych europejskich rynków produkty będą trafiać do Ameryki Łacińskiej, to kraje te w pierwszej kolejności „łatać dziury” będą towarami od wieloletnich partnerów handlowych.
Polscy eksporterzy będą mogli też oczywiście transferować swoje wyroby do Mercosuru. W tym celu resort rozwoju już dziś prowadzi szkolenia dla przedsiębiorców. Chętnym podbijać nowe rynki pomoże z kolei PAIH mająca biura w Argentynie i Brazylii.
Co istotne, umowa z Mercosurem służy dywersyfikacji łańcuchów dostaw unijnych. A w dobie zawirowań geopolitycznych, kiedy to sojusznicy nakładają na siebie wzajemnie cła, a potulni dotychczas konkurenci pokazują kły i odbierają dostęp do kluczowych komponentów, każde nowe połączenie handlowe może decydować o Europie suwerennej bądź nie.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: Tim Mossholder / Unsplash.com