Partnerzy merytoryczni

Pomysł rządu zjednoczył związkowców i pracodawców. Wszyscy mówią wyraźne nie

Niemal dziesięć godzin burzliwej debaty w komisji, emocjonalne wystąpienia i wyjątkowo zgodny sprzeciw dwóch stron rynku pracy – tak wyglądała kolejna odsłona prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy. Pracodawcy i związki zawodowe jednym głosem zarzucają ministerstwu, że projekt jest wadliwy i potencjalnie szkodliwy dla rynku pracy. Posłowie pozostają przy swoim. Dokąd zmierza reforma PIP?

  • Teza. Saga z reformą PIP wchodzi w decydującą fazę. Po przyjęciu w pierwszym czytaniu ustawa trafiła do pracy komisji. Nie oznacza to jednak, że kontrowersje na około niej ucichły.
  • Dowód. Obecny kształt projektu nie satysfakcjonuje ani pracodawców, ani Związków Zawodowych. Stojące zazwyczaj po dwóch stronach barykady strony postanowiły wspólnie wydać stanowisko krytykujące obecny kształt reformy.
  • Efekt. Pośpiech Ministerstwa Pracy nie pojawił się bez powodu. Jest on konsekwencją zobowiązań przyjętych przez Polskę w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Wypłata kolejnych transz środków z Brukseli zależy od przyjęcia reformy.

Saga z reformą PIP wchodzi w decydującą fazę. 25 lutego posłowie odrzucili wniosek opozycji o całkowite odrzucenie projektu i przekazali go do dalszej pracy w komisji. Tam dzień później po niemal dziesięciogodzinnej, burzliwej debacie, posłowie skierowali projekt do kolejnego czytania.

Mimo licznie składanych wniosków finalnie komisja przyjęła projekt reformy praktycznie bez zmian. Nie oznacza to jednak, że spór o nowe kompetencje dla inspektorów pracy wycichł. Jak udało się dowiedzieć redakcji Biznes Enter, atmosfera na posiedzeniu komisji była niezwykle gorąca.

Aktualny kształt reformy nie satysfakcjonuje bowiem ani pracodawców, ani strony społecznej. Wszystko wskazuje na to, że wydarzenia poprzedniego tygodnia to dopiero początek debaty nad przyszłością polskiego rynku pracy.

Kolejna odsłona sporu o reformę PIP

Aby zrozumieć dzisiejszy spór wokół reformy PIP, należy wrócić do wydarzeń z początku stycznia 2026 r. Wtedy premier Donald Tusk, po apelach przedsiębiorców, zablokował pierwotną wersję projektu. Był to wyraźny sygnał, że zaproponowane rozwiązania idą zbyt daleko i wymagają politycznej korekty.

Największe wątpliwości premiera budził zakres władzy, jaką mieli otrzymać inspektorzy. Pierwsza wersja ustawy przewidywała możliwość natychmiastowej zmiany umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę, jeśli inspektor stwierdzi istnienie stosunku pracy. Decyzja miała działać bezpośrednio, bez etapu uprzedniego wezwania i z pominięciem drogi sądowej. Takie uprawnienia zaniepokoiły szefa rządu, który zdecydował się zablokować projekt w tym kształcie.

W odpowiedzi na wątpliwości premiera Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, na którego czele stoi Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy, przygotowało nową wersję reformy. Pod koniec stycznia jej pierwsza wersja została opublikowana na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Miesiąc później dokument trafił do sejmu i z miejsca wywołał dyskusję.

Prawo pracy jest w Polsce jasne, mamy precyzyjnie zdefiniowane pojęcia takie jak stosunek pracy czy umowa o pracę. Mimo to wciąż plagą polskiego rynku pracy są umowy śmieciowe i wypychanie pracowników na jednoosobowe działalności gospodarcze. 

ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podczas debaty sejmowej, gov.pl

W nowej wersji projektu zachowano zasadniczy mechanizm przekształcania umów cywilnoprawnych, jednak dodano wyraźne bezpieczniki, które miały być odpowiedzią na zgłaszane przez pracodawców zastrzeżenia.

Przekształcanie umów cywilnoprawnych przez PIP

Według aktualnych przepisów inspektor nie może samodzielnie przekształcić umowy zlecenia czy kontraktu B2B w etat. Jeśli uzna, że dana osoba faktycznie pracuje jak pracownik, musi skierować sprawę do sądu. Procesy te niestety są długotrwałe i mimo często oczywistych orzecznictw to trwają one latami. Reforma upraszcza ten proces i wprowadza dwuetapową procedurę. Nakłada ona również rygorystyczny harmonogram orzecznictwa na sądy.

Według propozycji Ministerstwa kontrolujący daną firmę inspektor ma najpierw wydać pracodawcy polecenie zmiany umowy, wskazując, że jego relacja z pracownikami spełnia cechy stosunku pracy. Następnie wyznacza on termin, do którego przedsiębiorstwo ma dostosować się do wydanej decyzji.

Jeśli firma nie dokona korekty umowy, to sprawa trafia do okręgowego inspektora pracy, który wydaje decyzję administracyjną. Jego decyzja przekształca umowę w etat i określa wymiar czasu pracy oraz wynagrodzenie. W przypadku braków w dokumentacji urząd przyjmuje, że pracownikowi należy się wypłata na poziomie co najmniej płacy minimalnej.

Co ważne, ustawa przewiduje możliwość odwołania się pracodawcy do sądu pracy. Mechanizm ten ma chronić firmy przed nadmierną uznaniowością i zapewnić realną kontrolę sądową. Jednak w świetle nowych przepisów to przedsiębiorca będzie musiał udowodnić, że decyzja organu jest niezasadna, a nie inspektor, który ją wydał.

Wniesienie odwołania wstrzymuje wykonanie decyzji do czasu prawomocnego wyroku, niezależnie od jego ostatecznego rozstrzygnięcia. W zamyśle prawodawcy sąd ma wydać wyrok w ciąg 30 dniu od złożenia wniosku.

Taki kształt projektu nie satysfakcjonuje jednak ani pracodawców, ani związków zawodowych. Stojące zazwyczaj po dwóch stronach barykady strony postanowiły wspólnie wydać stanowisko krytykujące obecny kształt reformy.

Przedstawiciele pracodawców krytykują reformę

Wprowadzone w ustawie zabezpieczenia nie przekonują organizacji pracodawców. Ich przedstawiciele podkreślają, że projekt, nawet po korektach, nadal daje zbyt dużą władzę w rękach inspektora pracy.

Projekt zakłada, że inspektor będzie mógł nie tylko przekwalifikować umowę, ale także określić jej warunki – w tym rodzaj pracy, miejsce jej wykonywania czy wysokość wynagrodzenia. Organ administracji nie powinien samodzielnie kreować treści nowego stosunku zobowiązaniowego między podmiotami i ingeruje nieproporcjonalnie w sferę dotychczas zastrzeżoną dla sądów powszechnych

Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan

Wątpliwości pracodawców nie kończą się tylko na kwestach samego sposobu przekształcania umów cywilnoprawnych. Przedstawiciele Konfederacji Lewiatan zgłaszają również wątpliwości co do tego, czy reforma nie uderza w prawo do wolności gospodarczej obywateli. Niejasna pozostaje również kwestia skutków podatkowych dla osób, których umowa uległa by zmianie przez inspektora pracy.

Skrytykowana została również propozycja Ministerstwa Pracy, by nadać uprawnienia Głównemu Inspektorowi PIP dotyczące wytyczania oraz określania kryteriów ustalania stosunku pracy. Zdaniem organizacji pracodawców, takie kompetencje powinny pozostać w gestii ustawodawcy. Przeniesienie ich do PIP grozi nadmierną dowolnością interpretacyjną ze strony urzędników.

W podobnym tonie wypowiada się również organizacja Pracodawców RP. Podkreślają oni, że wątpliwości, co do ostatecznego kształtu reformy mają zarówno pracodawcy, jak i związki zawodowe:

Proponowane zmiany w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy okazały się jednak na tyle kontrowersyjne, że sprzeciwiają się im również reprezentanci pracowników. To rozwiązania po prostu złe i szkodliwe. Zgadzają się co do tego wszystkie organizacje pracodawców zasiadające w Radzie oraz dwie z trzech organizacji związkowych. Podobnie jak nasza organizacja stoją one na stanowisku, że niedopuszczalne jest władcze kształtowanie stosunku pracy, które zastępuje lub pomija wolę stron

Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP

Ten nieoczekiwany sojusz stał się jednym z symboli trwającej dyskusji o reformie PIP.

Zawiedzione oczekiwania strony społecznej

Związki zawodowe nie ukrywają zawodu, który odczuwają z powodu ostatecznego kształtu reformy oraz sposobu, w jaki Ministerstwo Pracy prowadzi konsultacje nad projektem. Związkowcy od lat domagają się walki z nadużyciami pracodawców związanymi z fikcyjnym zatrudnieniem. Mimo to wraz z przedstawicielami pracodawców, uważają oni, że w tym kształcie reforma nie jest zdolna do realnej poprawy polskiego rynku pracy.

Strona społeczna uważa, że sposób prowadzenia dialogu na etapie prac rządu był nieefektywny. Projekt w kształcie zaproponowanym przez rząd i przesłanym do Sejmu zawiera jeszcze zbyt wiele rozwiązań, które wymagają doprecyzowania i zmian.

Uchwała nr. 145 strony pracowników i Strony pracodawców Rady Dialogu Społecznego

Przewodniczący NSZZ  „Solidarność” wprost nazwał obecny projekt reformy skandalicznym. „To pudrowanie rzeczywistości, a nie koncepcja realnych zmian” – podkreślił w swoich mediach społecznościowych Piotr Duda.

W ocenie związkowców zaproponowany kształt projektu ustawy nie pozwoli na systemową zmianę obecnej struktury rynku pracy. Przedstawiciele związków zawodowych zwracają uwagę, że większość umów B2B służy wyłącznie optymalizacji podatkowej. Ta powszechna obecnie na rynku pracy praktyka negatywnie wpływa na długofalową stabilność systemu ubezpieczeń społecznych.

Dodatkowo przedstawiciele związków zawodowych wątpią, czy przepisy w obecnym kształcie będą mogły być skutecznie egzekwowane:

Należy również zauważyć, iż projekt nie przewiduje żadnych sankcji ani skutków prawnych w przypadku niedotrzymania przedmiotowego terminu przez sąd, co w istocie nadaje mu charakter wyłącznie zalecenia. W konsekwencji istnieje uzasadniona i poważna obawa, że regulacja ta może w praktyce okazać się przepisem martwym

Opinia Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”

Tym co jednak łączy obawy zarówno przedstawicieli pracodawców, jak i związkowców jest tempo procedowania ustawy przez Ministerstwo Pracy. Ich zdaniem tak istotna reforma powinna być szerzej uzgadniana w ramach dialogu społecznego, tymczasem projekt procedowany bardzo długo z pominięciem konsultacji społecznych.

Dopiero po licznych naciskach ministerstwo zgodziło się przekazać projekt reformy do konsultacji, wyznaczając jednak na ich przeprowadzenie zaledwie siedem dni. Tak krótki termin wywołał falę oburzenia, która była wyraźnie słyszalna podczas ostatniego posiedzenia komisji. Nie brakowało tam krytycznych głosów i zarzutów dotyczących sposobu procedowania zmian.

Postawa resortu pracy byłą kropla, która przelała czarę goryczy. W efekcie, wspólnie z organizacjami pracodawców, związki zawodowe zaapelowała o ponowne i rzetelne konsultacje projektu. Pytanie, czy jest na to czas?

Dlaczego reforma PIP jest tak istotna

Reforma PIP, jak na swoją wagę dla gospodarki, prowadzona jest w chaotyczny. Jednak pośpiech Ministerstwa Pracy nie pojawił się bez powodu. Jest on konsekwencją zobowiązań przyjętych przez Polskę w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Wypłata kolejnych transz środków z Brukseli zależy od realizacji tzw. kamieni milowych. Jeden z nich dotyczy ograniczenia segmentacji rynku pracy – sytuacji, w której ktoś formalnie prowadzi działalność gospodarczą, ale w praktyce pracuje jak etatowiec.

W tym kontekście reforma PIP stała się częścią większej układanki finansowej. Bez wzmocnienia inspekcji rząd miałby trudność z udowodnieniem, że realnie walczy z nadużyciami. Niespełnienie kamieni milowych mogłoby w konsekwencji spowodować wstrzymanie kolejnych środków z KPO od których uzależniona jest polska gospodarka.

W przypadku braku porozumienia z Komisją Europejską, zdaniem działaczy związkowych i polityków Lewicy, za niezrealizowanie kamienia milowego Polsce grozi utrata nawet 11 mld zł. Stawka sukcesu tej ustawy jest więc olbrzymia.

Dalsze losy reformy PIP

Dyscyplina parlamentarna większości podczas odrzucania wniosku opozycji może sugerować, że reforma PIP opuści Sejm, ale nie jest to przesądzone. Jak mówi nasz informator, niejasna pozostaje postawa nowego ugrupowania Ryszarda Centrum, której do tej pory tworzyło cześć partii Polski 2050.

Znajdujący się w niej posłowie mają liberalny pogląd na gospodarkę. Jeśli wezmą oni sobie do serca zgłaszane przez środowiska biznesowe uwagi, to może się okazać, że nie starczy rządowi głosów by przyjąć reformę.

Tajemnicza pozostaje również postawa prezydenta Nawrockiego i jego Kancelarii. Choć głowa państwa nie składała do tej pory żadnych deklaracji w sprawie podpisu pod reformą, emocje, jakie wywołuje projekt, mogą skłonić go do weta. Sprzeciw pracodawców i związków zawodowych daje prezydentowi do tego mocny, merytoryczny pretekst. Dlatego, w mojej opinii, taka polityczna zagrywka ze strony Pałacu wydaje się prawdopodobna.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Zdjęcie główne: Grafikę otwierającą stworzyła Sandra Zięba

Motyw