Partnerzy merytoryczni
Prezydent Polski Karol Nawrocki siedzi i klaszcze wśród tłumu

Prezydent Nawrocki znalazł się pułapce. Ustawa o SAFE nie jest tak naprawdę o SAFE

Karol Nawrocki, sprawujący swój urząd od zaledwie kilku miesięcy, stanął pierwszy raz przed dylematem bez dobrego wyjścia. Ustawa o SAFE, która de facto nie jest ustawą o wzięciu pożyczki z Unii, a o wyprowadzeniu tych pieniędzy poza budżet, może zatrząść jego prezydenturą w posadach. Głowa państwa ma trzy opcje. Z żadnej nie wychodzi bez szwanku.

  • Teza. Wybór między finansowaniem zbrojeń z SAFE a transparentnością budżetową stał się dla prezydenta pułapką bez dobrego wyjścia.
  • Dowód. Podpisanie ustawy o SAFE bezpośrednio zaprzecza wnioskowi prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego z 20 stycznia 2026 r., w którym potępił on identyczne mechanizmy dłużne w BGK.
  • Efekt. Decyzja prezydenta wprowadzi albo problemy dla rządu w zarządzaniu zakupami dla armii, albo trwały stan niepewności prawnej co do gigantycznego zadłużenia państwa z tytułu pożyczek SAFE.

W centrum huraganu politycznego nad Wisłą w ostatnich tygodniach znajduje się gigantyczna unijna pożyczka z programu SAFE – blisko 180 mld zł (43,7 mld euro) przeznaczonych na zbrojenia i infrastrukturę. Rząd przyszykował ustawę, która wprowadza wehikuł finansowy, mający na celu obsługę tych pieniędzy. Procedowana ustawa nie jest o wzięciu pożyczki z Unii jako takiej, jest o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa (FIZB), który ma na celu wyprowadzenie tego gigantycznego długu poza oficjalny budżet państwa, prosto w struktury państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) i obwarowanie go audytami służb, czego wymaga Bruksela.

Dla prezydenta Nawrockiego to scenariusz koszmarny. Został zapędzony w narożnik, w którym musi wybierać między gniewem polskiej generalicji, publicznym zaprzeczeniem samemu sobie, a karkołomnym unikiem prawnym. Ma przed sobą trzy opcje. Każda z nich jest politycznie bolesna.

Opcja pierwsza. Weto i gniew generałów

Załóżmy, że prezydent decyduje się na wariant siłowy – twarde weto. Odrzuca ustawę o FIZB, argumentując, że nie godzi się na nietransparentne wyprowadzanie długu państwa do BGK, a pieniądze z Unii są dla nas nieopłacalne. W teorii to ruch zgodny z narracją prawicy (PiS i Konfederacji), która odrzuca tę pożyczkę, przekonując, że jest to instrument pomniejszający naszą suwerenność i w gruncie rzeczy fatalny finansowo. W praktyce – to polityczne samobójstwo w oczach wojska i opinii publicznej, która każdego dnia spogląda z niepokojem za wschodnią granicę.

Weto prezydenta wcale nie zablokuje europejskich miliardów. Rząd Donalda Tuska ma w szufladzie gotowy plan B, który opisywaliśmy szeroko w Biznes Enter. Władza i tak przyjmie te fundusze – albo bezpośrednio do budżetu państwa, tak jak zrobiono to z pandemicznym programem SURE w 2020 r., albo użyje Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, który założył Mateusz Morawiecki przy BGK.

I tu pojawia się problem, który zaważy na relacjach Pałacu Prezydenckiego z armią. Generałowie i dowództwo w Sztabie Generalnym nie interesują się subtelnościami kreatywnej księgowości czy progami ostrożnościowymi. Wojsko potrzebuje płynności finansowej, błyskawicznych przetargów na drony, czołgi i amunicję. Fundusz w BGK był dla wojskowych nieskończenie wygodniejszy, bo zapewniał elastyczność i ciągłość finansowania projektów wieloletnich, nawet gdy fabryki spóźniały się z dostawami.

Zawetowanie ustawy o FIZB wywoła furię w armii. Prezydent, który z mocy prawa jest Najwyższym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, postawi się w bezpośrednim konflikcie z wojskowymi logistykami. Rządowa machina natychmiast oskarży go o rzucanie kłód pod nogi modernizacji, a on sam będzie musiał tłumaczyć żołnierzom, że opóźnia zakupy w imię księgowej transparentności i suwerenności. W dobie zagrożenia ze Wschodu, to bitwa z góry skazana na wizerunkową porażkę.

Opcja druga. Podpis i spektakularna hipokryzja

Zatem prezydent kapituluje przed presją armii i podpisuje ustawę? Jeśli to zrobi, wpadnie w drugą, o wiele głębszą pułapkę. Stanie się zakładnikiem własnych, bardzo niedawnych słów i podpisze wyrok na swoją prawną wiarygodność.

Aby zrozumieć skalę tego absurdu, musimy cofnąć się zaledwie do 20 stycznia 2026 r. Tego dnia prezydent Karol Nawrocki, z wielkim politycznym hukiem, skierował do Trybunału Konstytucyjnego potężny wniosek kwestionujący ustawę budżetową na ten rok. Lektura tego dokumentu to prawdziwe studium zniszczenia mechanizmu, który rząd teraz forsuje w ustawie o SAFE.

We wniosku do TK prezydent przypuścił frontalny, bezlitosny atak na zjawisko wyprowadzania długu państwa do Banku Gospodarstwa Krajowego. Argumentował wprost, że oficjalny budżet rządu to niebezpieczna iluzja, ponieważ kwota wydatków nie obejmuje kluczowych operacji realizowanych przez fundusze utworzone, powierzone lub przekazane BGK.

Prezydent grzmiał przed Trybunałem, że rząd de facto uprawia kreatywną księgowość, ukrywając zadłużenie przed konstytucyjnymi limitami. Wskazywał kategorycznie, że ustawa budżetowa autoryzuje zaciągnięcie gigantycznego długu w sytuacji, gdy rzeczywisty państwowy dług publiczny, który powinien obejmować również fundusze w BGK, przekracza już barierę 60 proc. produktu krajowego brutto.

Ostra krytyka machinerii finansowej PiS przez Nawrockiego

Karol Nawrocki nie przebierał w słowach, nazywając działania rządu omijaniem Konstytucji. We wniosku napisał wprost:

Nieuchronne próby obejścia tego przepisu poprzez tworzenie poza sektorem finansów publicznych tworów organizacyjnych […] w celu ukrycia zwiększenia wydatków, o których mowa w art. 216 ust. 1 Konstytucji, powinny się spotkać z reakcją prawną taką, jaka towarzyszy łamaniu wprost zakazu.

Co więcej, prezydent powtórzył argumenty Instytutu Finansów Publicznych od lat krytykującego „raj wydatkowy premiera Morawieckiego”, czyli właśnie fundusze przy BGK, które szef rządu z ramienia Zjednoczonej Prawicy rozwinął do perfekcji. Wskazywał, że sztuczny podział na pieniądze budżetowe (widoczne w statystykach) i funduszowe w BGK (ukryte przed wskaźnikami) to manipulacja. Stwierdził jednoznacznie:

Skoro Rada Ministrów interpretuje te wydatki funkcjonalnie jako jedną całość, to sztuczny podział prawny na „dług budżetowy” (wliczany do PDP) i „dług BGK” (niewliczany do PDP) traci rację bytu i staje się fikcją prawną.

Prezydent Nawrocki może połknąć własny język

W konkluzjach swojego wniosku prezydent podsumował mechanizm BGK w sposób miażdżący, twierdząc, że niszczy on demokratyczną kontrolę nad państwem. Argumentował, że poprzez stworzenie równoległego systemu finansowania w BGK i wyłączenie go z regulacji ustawy o finansach publicznych, konstytucyjny limit zadłużenia został w rzeczywistości unieszkodliwiony”. Dodał również: „Parlament głosuje nad ustawą budżetową, ale nad planami funduszy BGK które generują ogromny dług – ma kontrolę iluzoryczną”.

A teraz spójrzmy na ustawę o SAFE (FIZB), która leży na jego biurku. Co dokładnie oznacza ten dokument? Dokładnie to, co prezydent tak ostro potępił. Powołuje nowy fundusz w Banku Gospodarstwa Krajowego, aby zaciągnąć gigantyczny, 180-miliardowe zobowiązanie, którego nie będzie widać w oficjalnym wskaźniku długu tak, by państwo nie zderzyło się ze ścianą konstytucyjnego progu 60 proc. PKB zadłużenia, po którym rozpętałoby się nad Wisłą polityczne piekło z cięciami płac, wydatków i zrównoważonym budżetem.

Jeśli Karol Nawrocki złoży swój podpis pod tą ustawą, własnoręcznie zadekretuje powołanie do życia dokładnie tego samego mechanizmu, który w styczniu nazwał we wniosku do TK „fikcją prawną”. Jak sędziowie Trybunału Konstytucyjnego mają poważnie traktować skargę głowy państwa na ukrywanie długu, skoro ta sama głowa państwa właśnie usankcjonowała największe w historii wyprowadzenie środków do tego samego banku? Rząd otrzyma do ręki ostateczny argument nokautujący: „o czym mówi pan prezydent przed Trybunałem? Przecież sam właśnie zgodził się na fundusz w BGK”.

Opcja trzecia. Ucieczka do przodu, czyli podpis i Trybunał Konstytucyjny

Istnieje jeszcze trzecia droga – klasyczny manewr polityczny, który ma na celu zjedzenie ciastka i zachowanie ciastka. Prezydent może zastosować tryb kontroli następczej (podpisanie ustawy i jednoczesne odesłanie jej do Trybunału Konstytucyjnego w celu zbadania jej zgodności z ustawą zasadniczą).

Z punktu widzenia politycznego zarządzania kryzysem, to rozwiązanie wydaje się dla Pałacu najbezpieczniejsze.

W tym scenariuszu generałowie pozostają zadowoleni. Złożenie podpisu sprawia, że ustawa o FIZB wchodzi w życie natychmiast. Pieniądze z Europy mogą płynąć do Polski, a Bank Gospodarstwa Krajowego momentalnie rozpoczyna operacjonalizację środków. Wojsko dostaje swoje gwarancje elastycznego finansowania, a rząd traci argument, że prezydent sabotuje bezpieczeństwo narodowe.

Karol Nawrocki zachowuje też cnotę. Kierując ustawę w trybie następczym do TK, prezydent wysyła sygnał do swojego elektoratu i ekspertów: „nie zgadzam się z wyprowadzaniem długu do BGK. Robię to z ciężkim sercem dla dobra armii, ale niech sędziowie ostatecznie ocenią tę patologię finansową”.

Jest to jednak rozwiązanie ułomne i ryzykowne. Trybunał Konstytucyjny w Polsce działa obecnie niezwykle wolno i jest uwikłany w głębokie spory kompetencyjne. Zanim TK wyda wyrok w sprawie ustawy o FIZB, Bank Gospodarstwa Krajowego zdąży już zakontraktować miliardy euro. Ewentualne orzeczenie o niekonstytucyjności funduszu w BGK wydane za rok czy dwa lata wywoła potężny chaos, ponieważ uderzy w fundamenty już zaciągniętych przez bank zobowiązań na rzecz unijnego funduszu SAFE.

Co więcej, ten manewr nie zdejmuje z prezydenta odium politycznej niespójności. Nawet jeśli zasłoni się „wyższą koniecznością obrony państwa”, i tak złoży podpis pod aktem sankcjonującym to, co kilka tygodni wcześniej uznawał za uderzenie w transparentność dobra wspólnego.

Architektura bezradności

W ten oto sposób polski system wygenerował impas idealny. Rząd wykorzystuje, specjalnie bądź nie, potężne, niezbędne dla bezpieczeństwa narodowego pieniądze z programu SAFE, by zastawić na prezydenta „pułapkę na niedźwiedzia”. Związano europejskie miliardy na zbrojenia z najbardziej kontrowersyjnym mechanizmem inżynierii księgowej.

Karol Nawrocki stoi przed decyzją, która zdefiniuje jego prezydenturę w najbliższym czasie. Może bronić Konstytucji, zawetować ustawę, zmuszając rząd do bolesnego wpisania długu w budżet państwa i zmierzyć się z oskarżeniami Sztabu Generalnego o opóźnianie dostaw sprzętu. Może podpisać ustawę, kompromitując na zawsze swój wniosek do TK i stając się współarchitektem ukrytego zadłużenia. Może też wybrać drogę środka, podpisując akt i wysyłając go do TK, co uratuje krótkoterminowy wizerunek, ale nałoży na rynki finansowe tykającą bombę zegarową.

Nie jest to wybór prosty, mając za sobą setki działaczy prawicy, którzy wykrzykują słowa o zdradzie narodowej i spisku Unii Europejskiej.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Kancelaria Prezydenta

Motyw