
Wojna, która rozpoczęła się od uderzenia w serce Teheranu kilka dni temu, nie jest jedynie kolejnym konfliktem na Bliskim Wschodzie. To geopolityczne trzęsienie ziemi, którego wstrząsy wtórne odczujemy wszyscy na całym globie. Biznes Enter przeanalizował, co na jej temat do powiedzenia mają nobliści i osoby świetnie orientujące się w geopolityce. Po kilku dniach bombardowania Iranu wyłania się obraz chaosu i wtargnięcia USA oraz ich sojuszników na bardzo grząski grunt. To nie jest dobra wiadomość dla nikogo z nas.
- Teza. Obecna wojna między USA a Iranem to konflikt napędzany przede wszystkim prywatnymi, biznesowymi i politycznymi interesami amerykańskiej administracji, który drastycznie zdestabilizuje globalne bezpieczeństwo oraz rynki finansowe.
- Dowód. Zaskakujący, militarny atak z wyboru zniszczył irańskie przywództwo bez planu stabilizacji, co radykalnie zwiększyło ryzyko proliferacji ukrytych materiałów nuklearnych, a jednocześnie wzmocniło bezwzględną władzę tamtejszej dyktatury wojskowej (IRGC) nad całym aparatem państwowym.
- Efekt. Gwałtowne wahania cen kluczowych nośników energii na rynkach światowych oraz skokowo rosnące ryzyko geopolityczne wymuszą na polskich liderach i właścicielach MŚP gruntowną, kosztowną rewizję strategii łańcuchów dostaw i poszukiwanie nowych modeli optymalizacji finansowej.
Wojna w Iranie. Analiza. Spis treści
W przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej analiz, mówiących, że decyzja USA ws. ataku na Iran nie była podyktowana palącą koniecznością strategiczną czy nagłym zagrożeniem, lecz wyłącznie politycznym i bardzo osobistym interesem Donalda Trumpa. To nie jest wojna o zaprowadzenie trwałego pokoju – to klasyczna eskalacja zbudowana na żądzy władzy, która w mgnieniu oka może podpalić nie tylko niestabilny region, ale i same fundamenty amerykańskiej demokracji – ostrzegają analitycy.
Biznes Enter zrobił podsumowanie obecnych działań na Bliskim Wschodzie i wysnuwa wnioski, co może oznaczać ten konflikt dla nas wszystkich.
Wojna w Iranie może wywołać złudzenie wygranej
Amerykańscy politycy po raz kolejny w historii ulegli niezwykle niebezpiecznemu złudzeniu, wierząc, że fizyczne zniszczenie wrogiego reżimu automatycznie rozwiązuje każdy problem bezpieczeństwa. Jak argumentuje Richard Haass, były przewodniczący renomowanego Council on Foreign Relations, atak na Iran to absolutny, wręcz podręcznikowy przykład „wojny z wyboru”.
Jak argumentuje ekspert, Iran w żadnym momencie nie stanowił bezpośredniego, zagrażającego życiu zagrożenia dla żywotnych interesów USA, wbrew oficjalnej propagandzie wcale nie był na progu stania się mocarstwem nuklearnym, a Waszyngton miał do pełnej dyspozycji inne, skuteczne opcje dyplomatyczne i gospodarcze.
Zastosowana przez Stany Zjednoczone i Izrael agresywna taktyka dekapitacji –polegająca na szybkiej eliminacji czołowych liderów politycznych – rzadko kiedy przynosi zamierzone i pozytywne skutki w państwach o tak silnie zinstytucjonalizowanych strukturach bezpieczeństwa jak Iran. Amerykańskie społeczeństwo oraz same rynki finansowe były całkowicie nieprzygotowane na ten szok, co już wywołuje drastyczny skok cen nośników energii na całym świecie.
Co gorsza, amerykańska operacja militarna wymierzona w Teheran wchodzi właśnie w zupełnie nową, znacznie bardziej agresywną fazę. Jak oficjalnie potwierdził przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów – wojska Stanów Zjednoczonych rozpoczną uderzenia „stopniowo coraz głębiej” na terytorium Iranu.
Rozszerzenie teatru działań wojennych staje się niezaprzeczalnym faktem – amerykański okręt podwodny storpedował i zatopił irański okręt wojenny na wodach Oceanu Indyjskiego. Co więcej, konflikt zaczyna bezpośrednio dotykać państw paktu północnoatlantyckiego, gdyż systemy obrony powietrznej NATO skutecznie zestrzeliły irański pocisk rakietowy, który po przekroczeniu przestrzeni powietrznej Iraku i Syrii niebezpiecznie zmierzał w stronę terytorium Turcji.
Próżnia nie znowi pustki
Zabójstwo wieloletniego przywódcy Iranu Alega Chameneiego wywołało w niektórych irańskich miastach falę spontanicznej, ulicznej radości, będącej niezwykle silnym ujściem dla gniewu nagromadzonego przez mroczne dekady krwawych represji. Nie oznacza to jednak w żadnym wypadku końca bezlitosnej islamskiej republiki.
Jak bowiem zauważa Pegah Banihashemi z prestiżowego University of Chicago Law School, prawdziwa władza w Iranie opiera się na niewyobrażalnie skomplikowanej sieci twardych zależności religijnych, militarnych i lukratywnych układów gospodarczych.
To wcale nie zwykli cywile czy zjednoczona opozycja, ale doskonale uzbrojony i potężny Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) jest najlepiej przygotowany do natychmiastowego przejęcia pełnej kontroli nad państwem po śmierci ajatollaha. To właśnie oni mieli stać tak naprawdę za wyborem Modżtaba Chameneia, syna zamordowanego przywódcy, na nowego duchownego przywódcę narodu irańskiego.
Zamiast więc oczekiwanej demokratyzacji, otrzymamy najpewniej jeszcze bardziej brutalną, bezwzględną wojskową dyktaturę, z którą cywilizowany świat będzie musiał mierzyć się przez kolejne dekady pełne napięć. Iran posiada potężną możliwość decydowania o tym, jak szeroko rozleje się ten konflikt i jak długo będzie on terroryzował rynki.
Widmo nuklearnego chaosu poza kontrolą
Największym globalnym koszmarem, jaki zrodził ten gwałtowny konflikt, jest całkowita utrata kontroli nad niezwykle groźnym irańskim programem nuklearnym. Stephen Holmes z New York University obnaża fundamentalne błędy poznawcze amerykańskiej strategii – Waszyngton naiwnie zakłada, że zniszczenie widocznego gołym okiem wroga neutralizuje całe zagrożenie, podczas gdy w rzeczywistości jedynie je rozprasza i czyni absolutnie niemożliwym do jakiegokolwiek kontrolowania.
Jeszcze przed czerwcowymi atakami w zeszłym roku, islamska republika posiadała około 441 kilogramów uranu wzbogaconego do poziomu 60 proc., co według najlepszych ekspertów wystarczyłoby do skonstruowania około dziesięciu śmiercionośnych ładunków nuklearnych.
Obecnie, po wykluczeniu z kraju inspektorów, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) nie jest w najmniejszym stopniu w stanie zlokalizować ani oszacować aktualnej wielkości tych zapasów, co stawia pod ogromnym znakiem zapytania całą narrację administracji Trumpa o całkowitym wymazaniu zagrożenia. Uran mógł zostać pogrzebany w podziemnych zgliszczach, ale równie dobrze mógł zostać potajemnie wywieziony do tajnych ośrodków rozsianych po pustyniach.
Działanie wspak w Iranie to wielka ironia dziejów
Druzgocąca ironia tej nieprzemyślanej interwencji polega na tym, że amerykańskie bomby, zamiast trwale zlikwidować ryzyko proliferacji broni masowego rażenia, drastycznie wręcz je zwiększyły. Według eksperta rozbite w pył obiekty badawcze, pozbawiony dowództwa i zdemoralizowany personel naukowy oraz całkowicie rozproszone materiały rozszczepialne, to idealne środowisko do przejęcia ich przez nieprzewidywalnych, „radykalnych aktorów niepaństwowych”.
Holmes w swoim eseju w Project Syndicate przypomina dramatyczne, wciąż krwawiące lekcje z Iraku po 2003 r. oraz z Libii po 2011 r., gdzie tragiczny upadek centralnej władzy państwowej doprowadził do zalania globalnego czarnego rynku tysiącami sztuk zaawansowanej broni.
Jeżeli te śmiercionośne materiały nuklearne wpadną w niepowołane ręce siatek terrorystycznych, cała stabilna globalna architektura odstraszania, pieczołowicie budowana od 1945 r., bezpowrotnie legnie w gruzach. Klasyczne odstraszanie wymaga posiadania konkretnego adresu zwrotnego, a całkowicie zdezorganizowane po ataku państwo irańskie wkrótce może takiego fizycznie nie posiadać.
Ponadto, tysiące znakomicie wyszkolonych irańskich naukowców nuklearnych może nagle stać się wolnymi strzelcami, oferującymi swoją cenną wiedzę każdemu, kto zapłaci odpowiednio wysoką kwotę w dolarach.
Korupcja na szczytach władzy i prywatna armia prezydenta?
Oficjalne, kreowane przez propagandę powody rozpoczęcia tej „bezsensownej”, jak nazywają ją niektórzy analitycy, wojny są tak bardzo naciągane, że zmuszają politologów do poszukiwania ukrytych motywów w potężnych strukturach korupcyjnych i autorytarnych dążeniach samego prezydenta USA.
Timothy Snyder, wybitny historyk i analityk z Uniwersytetu w Toronto, wprost i bez owijania w bawełnę wskazuje na „zdumiewająco jawną korupcję” Donalda Trumpa jako główny i niezaprzeczalny motor napędowy zbrojnego konfliktu.
Jego zdaniem decyzja o gigantycznym ataku uderzająco wręcz zbiega się w czasie z ogromnymi, wielomilionowymi zyskami, jakie rodzina Trumpów bez żenady czerpie ze swoich mglistych interesów w krajach Zatoki Perskiej, zwłaszcza w Arabii Saudyjskiej oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Użycie potężnych amerykańskich sił zbrojnych przeciwko wspólnemu geopolitycznemu wrogowi tych arabskich monarchii, które niezwykle hojnie sponsorują prywatne biznesy prezydenta USA – jak choćby niedawny projekt kryptowalutowy w ZEA czy luksusowy odrzutowiec sprezentowany przez Katar – rodzi naprawdę niepokojące pytania o to, czy armia USA nie stała się właśnie wielką, prywatną formacją do wynajęcia. Snyder uważa, że wojna to zawsze najlepsza możliwa okazja do pełnego odkrycia i zdemaskowania ukrytych motywów każdego przywódcy.
Noblista nie przebiera w słowach
Ale to nie wszystko. Według znanego noblisty i uznanego profesora z MIT, Darona Acemoglua, ta krwawa wojna ujawnia bezprecedensowy w najnowszej historii poziom arogancji i nieograniczonego niczym poczucia bezkarności w samym sercu Białego Domu.
Ekonomista wprost porównuje działania Donalda Trumpa do „haniebnego zachowania” byłego dyktatora z Zimbabwe Roberta Mugabe – obaj ci politycy na każdym kroku mają w jego opinii pokazywać, że ustanowione zasady i normy istnieją wyłącznie dla bezradnych naiwniaków.
Niemal równolegle do niszczycielskiego ataku wojskowego na Teheran, Trump brutalnie uderzył we własnym kraju w giganta branży sztucznej inteligencji, innowacyjną firmę Anthropic, blokując jej całkowicie dostęp do lukratywnych kontraktów federalnych rzekomo z powodu zagrożeń dla łańcucha dostaw.
Prawdziwym, ukrywanym powodem tego aktu zemsty był jednak stanowczy sprzeciw firmy Anthropic wobec nieetycznego wykorzystywania jej zaawansowanych modeli do masowej inwigilacji amerykańskich obywateli oraz do tajnego tworzenia autonomicznej, morderczej broni.
To, jak zauważa noblista, czysta, brutalna demonstracja nieskrępowanej siły – wyraźny sygnał wysłany całemu światu biznesu, że obecny amerykański rząd zamierza bezwzględnie, autorytarnie kontrolować wszystkie technologie przyszłości, depcząc fundamentalne prawa własności prywatnej. Niemal natychmiast Sam Altman z OpenAI pospieszył, by ubić nowy układ z Departamentem Obrony, godząc się na to, co odrzuciło Anthropic.
Wojna zagraniczna jako narzędzie represji w ojczyźnie
To, co obecnie tragicznie dzieje się w zapalnym regionie Bliskiego Wschodu, jest zaledwie mrocznym prologiem do znacznie poważniejszego i głębszego kryzysu ustrojowego, który ma wkrótce rozegrać się na samej amerykańskiej ziemi – uważa z kolei Aziz Huq z Uniwersytetu w Chicago.
Konstytucjonalista bardzo głośno ostrzega przed zgubnymi, długofalowymi skutkami cynicznego używania militarnej siły w dalekiej polityce zagranicznej wyłącznie dla bieżących, wąskich celów krajowej polityki wewnętrznej.
Zaskakujący sukces Trumpa w nagłym wykorzystywaniu nadzwyczajnych uprawnień z zakresu bezpieczeństwa narodowego przy jednoczesnym, całkowitym zignorowaniu litery prawa w stosunku do Iranu, upewni go jedynie w zgubnym przekonaniu, że może bezkarnie zastosować bardzo podobne, siłowe metody przeciwko swoim własnym obywatelom – ostrzega na łamach Project Syndicate amerykański prawnik.
Jak wyjaśnia Huq, gigantyczny atak rakietowy na suwerenny Iran jest wprost sprzeczny z rygorystyczną amerykańską konstytucją, która absolutnie i bezwarunkowo rezerwuje wyłącznie dla Kongresu prawo do oficjalnego wypowiadania wojny, a ponadto brutalnie narusza kluczowy artykuł drugi Karty Narodów Zjednoczonych. Z podobnych uprawnień prezydent skorzystał, nakazując Prokurator Generalnej Pam Bondi zignorowanie uchwalonego przez Kongres zakazu funkcjonowania platformy TikTok, argumentując to swoimi niedoprecyzowanymi „uprawnieniami prezydenckimi”.
Plan Trumpa na wybory – zero wartości?
Prezydent, który w sposób zauważalny traci realne poparcie w najnowszych sondażach przed kluczowymi listopadowymi wyborami połówkowymi, może celowo i z premedytacją wykorzystać sztucznie wykreowany chaos wojny jako wygodny pretekst do utrzymania swojej osobistej władzy.
Z szokujących doniesień renomowanego dziennika Washington Post wynika jasno, że Biały Dom bardzo poważnie planuje w najbliższym czasie wydać specjalny dekret wykonawczy pozwalający na autorytarne kontrolowanie całego procesu głosowania obywateli, rzekomo i bez żadnych dowodów w celu obrony kraju przed chińskimi manipulacjami.
Choć sprawujący urząd prezydent nie posiada dosłownie żadnych, nawet najmniejszych konstytucyjnych uprawnień do dyktowania poszczególnym stanom zasad przeprowadzania ich własnych wyborów lokalnych, ten sam brak realnych podstaw prawnych nie powstrzymał go kilka dni wcześniej przed rozpoczęciem potężnej, rujnującej wojny w sercu Bliskiego Wschodu.
Nagłe, bezprawne wprowadzenie kategorycznego zakazu głosowania korespondencyjnego czy drastyczne zaostrzenie wymogów dotyczących koniecznej identyfikacji wszystkich wyborców może w niezwykle znaczący sposób odwrócić i zniekształcić ostateczny wynik demokratycznych wyborów, cynicznie faworyzując w nich wyłącznie Partię Republikańską – wyjaśnia ekspert.
Skierowanie federalnych służb przeciwko krajowym protestującym i bezpodstawne uznawanie ich za terrorystów doprowadziło już wcześniej do śmierci dwojga z nich – Renee Good i Alexa Prettiego – co ma stanowić, według profesora z Chicago, ostateczny dowód na to, jak bardzo wewnętrzna machina ucisku zaczyna przypominać najgorsze metody stosowane dotychczas tylko w odległych państwach upadłych.
Zmiana, która niczego nie zmieni
Powróćmy jednak na Bliski Wschód. W obliczu tak radykalnych amerykańskich działań, cały ten zapalny region, jak przekonują zgodnie analitycy zajmujący się geopolityką, czeka dekada absolutnej destabilizacji, której konsekwencje boleśnie dotkną każdą ze stron globu.
Jak szczegółowo analizuje Pegah Banihashemi z University of Chicago Law School, chociaż usunięcie starego, fanatycznego lidera teoretycznie stwarza wielką okazję do zmiany politycznej, wewnętrzny, bardzo hermetyczny mechanizm irańskiego państwa de facto wyklucza pokojową i demokratyczną rewolucję.
Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych modyfikowano irańską ustawę zasadniczą, pozbawiono urząd Najwyższego Przywódcy wymogu najwyższej rangi religijnej marja’ – e taqlid, a nacisk położono celowo na siłę autorytarną i powiązania militarne. Potężna machina instytucjonalna zbudowana wokół Rady Strażników Konstytucji oraz samego Zgromadzenia Ekspertów przez kilkadziesiąt lat została ukształtowana w taki precyzyjny sposób, aby stale i systemowo „reprodukować scentralizowaną władzę dyktatorską na absolutnie najwyższym poziomie”.
Zabicie Chameneiego przez siły amerykańskie i izraelskie nie doprowadzi do nagłej wolności, na którą tak bardzo od dawna czekają zwykli obywatele, a jedynie zaciśnie żelazną pętlę bezdusznej milicji i gwardzistów na szyjach milionów niewinnych cywilów. Głęboka zmiana zależy nie od usunięcia konkretnego polityka, ale od całkowitego demontażu całego wielkiego systemu gospodarczego i finansowego Gwardii Strażników Rewolucji, co obecnie wydaje się całkowicie niemożliwe bez potężnej wewnętrznej wojny domowej.
Chaos, chaos, chaos
Podsumowując, zdaniem analityków jesteśmy dzisiaj naocznymi świadkami niespotykanej dotąd, historycznej i bezprecedensowej fuzji agresywnego militaryzmu, międzynarodowej korupcji na najwyższych szczeblach władzy i postępującego amerykańskiego autorytaryzmu, która w całości definiuje nową politykę Waszyngtonu.
Ostrzegają oni, że zabicie z zimną krwią ajatollaha Chameneiego ani na jotę nie uspokoi całego niespokojnego regionu, lecz wywoła niespotykanie krwawą i bezpardonową walkę o sukcesję, w której te najbardziej skrajne i najbardziej radykalne zbrojne elementy ostatecznie przejmą pełnię politycznej władzy na długie i ciemne lata.
W świetle przytoczonych faktów historycznych oraz naocznych działań widać dobitnie, że opowieść o uwalnianiu uciśnionych narodów jest to jedynie niezwykle cyniczna, chłodno kalkulowana gra o amerykańskie przetrwanie polityczne oraz czysty, gigantyczny zysk finansowy wybranych elit.
Koszty tej tragicznej rozgrywki – nie tylko w postaci setek tysięcy utraconych istnień ludzkich na piaszczystym Bliskim Wschodzie, rosnącego w siłę zjawiska terroryzmu nuklearnego, chaosu gospodarczego, ale także w formie dramatycznej, postępującej trwałej erozji świętych praw i fundamentów demokracji w samych Stanach Zjednoczonych – będziemy ponosić my wszyscy. I to jeszcze bardzo długo.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: White House/Flickr