
Wojna u bram Europy zmienia wszystko – z wyjątkiem bilansów banków centralnych. Gdy Narodowy Bank Polski, szukając kreatywnych sposobów na sfinansowanie skokowego wzrostu wydatków na zbrojenia, spogląda łakomym okiem na wielomiliardowe papierowe zyski z rezerw złota, we Frankfurcie i Brukseli zapalają się czerwone światła. Zastosowanie mechanizmu „SAFE 0 proc.” i wyprowadzenie kapitału z rachunku rewaluacyjnego kruszcu to igranie z ogniem. Biznes Enter dotarł do analizy amerykańskiego banku centralnego, która wskazuje, że na świecie udaje się to nielicznym, a w Europie kończy się zazwyczaj zderzeniem ze ścianą.
- Teza. Próba sfinansowania wydatków zbrojeniowych poprzez mechanizm SAFE 0 proc. i wypłatę papierowych zysków z rezerw złota NBP stanowi naruszenie unijnych traktatów i grozi utratą wiarygodności finansowej Polski.
- Dowód. Analiza FED, amerykańskiego banku centralnego, do której dotarł Biznes Enter, wskazuje, że w ciągu ostatnich 30 lat tylko pięć krajów zdecydowało się na podobny krok, a w UE próby Niemiec i Włoch zostały zablokowane jako niedozwolone finansowanie monetarne.
- Efekt. Realizacja tego planu doprowadzi do skokowego wzrostu rentowności obligacji i osłabienia złotego, co drastycznie podniesie koszty kredytów oraz importu dla rodzimych przedsiębiorstw.
SAFE 0 proc. w praktyce nie ma szans się udać. Spis treści
Sprawa z SAFE wygląda coraz bardziej na polityczną ustawkę niż ekonomiczny realny problem do rozwiązania. Przynajmniej od kilku miesięcy wiadomo, że prezes Adam Glapiński i u prezydenta Karola Nawrockiego, i u premiera Donalda Tuska ma do załatwienia ważną sprawę kadrową dotyczącą przedłużenia kadencji Marcie Kightley, wiceprezeski, która zatwierdza jego karty służbowe i jest okiem i uchem w gmachu banku.
Prezes NBP potrzebuje asygnaty dwóch panów, żeby mieć nadal przy sobie najbardziej zaufaną współpracownicę. Musi się więc łasić do dwóch pałaców, czego wynikiem jest właśnie obserwowany SAFE 0 proc.
W zaciszu gabinetów przy Świętokrzyskiej, gdzie znajduje się siedziba polskiego banku centralnego w Warszawie, wciąż więc ma dojrzewać pomysł, który z perspektywy polityków wydaje się idealny – bezbolesne sfinansowanie zbrojeń bez podnoszenia podatków. Jak już pisaliśmy na Biznes Enter, z wielu względów ten plan jednak jest miałki prawnie i ekonomicznie, a całości przygląda się już Komisja Europejska. Teraz mamy już tego ostateczny dowód. Ale zacznijmy od początku.
SAFE 0 proc. – pogrzebany pomysł w nocie Rezerwy Federalnej
NBP, który w ostatnich latach agresywnie kupował złoto, zgromadził potężny majątek (ponad 550 ton kruszcu). Ponieważ cena kruszcu poszybowała w okolice historycznych maksimów, w księgach polskiego banku centralnego zmaterializował się gigantyczny, wirtualny zysk.
Polski plan zakłada przekształcenie tego „papierowego” bogactwa w realną gotówkę – poprzez zmiany ustawowe lub błyskawiczne operacje rynkowe – i skierowanie go do budżetu, by spłacać odsetki od państwowych obligacji obronnych. Brzmi jak finansowe perpetuum mobile? Dla Europejskiego Banku Centralnego może to jednak brzmieć jak herezja i jawne złamanie Artykułu 123 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), zakazującego finansowania monetarnego rządów.
Aby zrozumieć, przed jak epokowym testem stoi dziś Polska i Unia Europejska, musimy spojrzeć na chłodne dane. Jak wynika z noty amerykańskiej Rezerwy Federalnej (FED) z 1 sierpnia 2025 r., autorstwa Colina Weissa pt. „Official Reserve Revaluations: The International Experience”, do której dotarł Biznes Enter, to, co planuje NBP, jest w globalnym systemie finansowym anomalią. W ciągu ostatnich 30 lat zaledwie pięć państw na świecie odważyło się sięgnąć po zyski z przeszacowania rezerw. Ich doświadczenia to gotowy scenariusz dla Warszawy.
Lekcje z Niemiec
Jeśli polski rząd i NBP liczą na taryfę ulgową ze względu na strategiczne położenie na flance NATO, historia Europy pozbawia tych złudzeń. Weiss przytacza dwa przykłady ze Starego Kontynentu, które grzebią pomysły NBP i prezydenta Nawrockiego.
Żeby zrozumieć mechanizm, jaki wypracowała Europa, musimy cofnąć się do 1997 r., kiedy to Niemcy gorączkowo poszukiwały pieniędzy, by spiąć budżet i spełnić restrykcyjne kryteria z Maastricht, warunkujące wejście do strefy euro. Ówczesny minister finansów Theo Waigel wpadł na pomysł identyczny z polskim – przeszacujmy ogromne rezerwy złota Bundesbanku do ich aktualnej wartości rynkowej, a wygenerowany, wirtualny zysk przelejmy do budżetu rządu federalnego.
Reakcja Bundesbanku była lodowata i bezpardonowa. Ówczesny prezes Hans Tietmeyer uznał to za zamach na niezależność banku i niebezpieczną inżynierię, która zniszczy wiarygodność nowej, europejskiej waluty jeszcze przed jej narodzinami. Waigel przegrał. Zysk pozostał w banku. Ten precedens do dziś jest fundamentem filozofii EBC – zysków niezrealizowanych się nie wypłaca.
Lekcja z Włoch
Ponad dwie dekady później włoska koalicja Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd próbowała pójść o krok dalej i przypuścili prawdziwą populistyczną szarżę.
Rzym, duszony rosnącym deficytem i unijnymi procedurami, otwarcie zaczął dyskutować o ustawowym przejęciu kontroli nad rezerwami Banca d’Italia. Politycy twierdzili, że złoto należy do narodu, a zyski z jego wyceny powinny ratować budżet. Wtedy do gry wkroczył Europejski Bank Centralny pod wodzą Mario Draghiego. EBC w bezprecedensowym komentarzu jasno dał do zrozumienia, że każda próba użycia rezerw kruszcu do łatania finansów państwa to bezpośrednie uderzenie w unijne traktaty. Włosi, widząc rosnące rentowności swoich obligacji i widmo potężnego kryzysu wywołanego utratą zaufania inwestorów, musieli kapitulować.
Temat delikatnie wrócił w zeszłym roku, kiedy to Włochy chciały zapisać w ustawie budżetowej, że rezerwy złota Banku Włoch są własnością narodu. Do boju znów wkroczył EBC.
Przypomniał on, że zgodnie z unijnymi traktatami, to banki centralne Eurosystemu sprawują pieczę nad rezerwami dewizowymi i kruszcowymi. Złoto nie jest dobrem, którym mogą swobodnie rozporządzać politycy, lecz strategicznym aktywem gwarantującym stabilność waluty. EBC przypomniał Rzymowi o treści art. 30 Statutu, który jasno reguluje kwestie własności i zarządzania tymi zasobami. Każda próba przejęcia kontroli nad rezerwami przez rząd jest postrzegana jako niedozwolone finansowanie sektora publicznego.
Desperacja, księgowość i niebezpieczny wzorzec
Skoro w Europie nikomu się to nie udało, gdzie badacz FED odnalazł pozostałe trzy przypadki chęci wykorzystania rezerw złota w ciągu ostatnich 30 lat? NBP nie ma najlepszego towarzystwa.
Taką próbę podjęto na przykład w Libanie. Sięgnięcie po zyski z rezerw było tam aktem skrajnej desperacji w państwie, w którym system bankowy uległ całkowitemu załamaniu, a waluta straciła 90 proc. wartości. Nie była to wyrafinowana inżynieria finansowa, lecz wyciąganie ostatnich resztek z tonącego okrętu.
Ciekawym przykładem są również Karaiby, a dokładnie autonomiczne kraje Curaçao i Sint Maarten wchodzące w skład Królestwa Niderlandów. O co chodzi? Jak pisze analityk FED, w latach 2021-2022 karaibski bank centralny (CBCS) przeprowadził fascynującą operację.
Uwolnił łącznie 55 milionów dolarów zysku z rezerw złota. Zrobił to jednak wyłącznie po to, by pokryć własne wewnętrzne straty operacyjne z czasów pandemii. Ani jeden cent nie trafił na konta rządu na finansowanie dróg czy szkół. Ponieważ pieniądz nie opuścił ekosystemu banku centralnego, nie wywołało to rynkowego wstrząsu. To jednak zupełnie inna kategoria wagowa niż celowy wielomiliardowy transfer na zbrojenia planowany przez Karola Nawrockiego.
W 2024 r. drogą NBP poszła Republika Południowej Afryki. To w sumie najważniejszy i najświeższy precedens, który może być pilnie analizowany w gabinetach NBP, o ile ktoś w ogóle się nad tym pochyla.
Dwa lata temu południowoafrykański skarb państwa i tamtejszy bank centralny (SARB) zdecydowały bowiem o uwolnieniu aż 150 miliardów randów (równowartość ok. 2 proc. PKB kraju) z tzw. rachunku GFECRA (Gold and Foreign Exchange Contingency Reserve Account, czyli Konta rezerw w złocie i walutach obcych). Wypłacony rządowi zysk z rewaluacji ma być przez najbliższe lata przeznaczany na obniżenie kosztów obsługi gigantycznego długu publicznego.
To dokładna kalka tego, co mechanizm SAFE 0 proc. chce osiągnąć w Polsce. W RPA operacja ta początkowo obniżyła rentowności obligacji, dając rządowi oddech. Rynki przełknęły to ze względu na transparentną komunikację i fakt, że RPA ma własną, w pełni suwerenną politykę monetarną, nieskrępowaną zewnętrznymi traktatami.
Program SAFE, a iluzja „darmowego lunchu”
Tu docieramy do sedna problemu, z którym musi zmierzyć się Narodowy Bank Polski. To, co udało się w zasadzie tylko na południu Afryki, w realiach Unii Europejskiej jest niemal niemożliwe z powodów prawnych i ustrojowych.
Dla prawników Komisji Europejskiej i audytorów EBC nie ma znaczenia, jakiego księgowego czy rynkowego fikołka użyje NBP. Czy będzie to ustawa, czy ułamkowosekundowy wash trade (sprzedaż i natychmiastowy odkup kruszcu) w Londynie. EBC ocenia zjawiska makroekonomiczne po ich ostatecznym skutku. Jeśli sztucznie wygenerowany zysk banku centralnego zasili budżet Ministerstwa Finansów, a dodatkowo zostanie to spięte polityczną klamrą z emisją obligacji obronnych, Frankfurt uzna to za klasyczną, zabronioną monetyzację długu.
Z kolei zignorowanie ostrzeżeń EBC i Komisji Europejskiej to zaproszenie do wszczęcia procedury w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego. Polska, już teraz znajdująca się w procedurze nadmiernego deficytu, otworzyłaby kolejny, potężny front w sporze z Brukselą.
Jendak największe zagrożenie nie płynie z sal sądowych TSUE, ale z terminali Bloomberga w Londynie i Nowym Jorku. Inwestorzy zagraniczni posiadają potężną część polskiego długu. Uznanie, że polski rząd łata deficyt zbrojeniowy wirtualnymi pieniędzmi z NBP, omijając europejskie zasady, doprowadziłoby do drastycznego spadku wiarygodności Polski.
Skutek? Skokowy wzrost rentowności polskich obligacji (inwestorzy zażądaliby wyższej premii za ryzyko) oraz gwałtowne osłabienie złotego, co w zderzeniu z załamaniem energetycznym na świecie i widmem naftowego szoku, byłoby czystą głupotą. Wyższe koszty obsługi całego państwowego długu szybko uderzyłyby w zyski wyciągnięte ze złotego skarbca NBP.
Co więcej, jeśli cena złota na rynkach światowych nagle spadnie, NBP zostanie z gigantyczną stratą, podczas gdy rząd będzie uzależniony od wykreowanego strumienia gotówki. To makroekonomiczna pułapka.
Bezpieczeństwo narodowe Polski na wschodniej flance wymaga potężnych nakładów – to niezaprzeczalny fakt. Jednak jak dowodzi badanie Colina Weissa i doświadczenia ostatnich 30 lat, inżynieria finansowa na rezerwach banku centralnego daje jedynie chwilową ulgę, a długoterminowo niszczy to, co w finansach państwa najważniejsze – wiarygodność.
W czasach wojennych wstrząsów stabilna waluta, niezależny bank centralny i zaufanie rynków finansowych to tarcza nie mniej ważna niż baterie Patriot. Demontaż tej tarczy w imię księgowych sztuczek to gra w rosyjską ruletkę, w której stawką jest stabilność całej polskiej gospodarki.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Kancelaria Prezydenta