Partnerzy merytoryczni
Donald Trump

„Ostateczna bitwa” Donalda Trumpa. 33 km zdecydują o losie Stanów Zjednoczonych

Zaledwie 33 kilometry szerokości w najwęższym punkcie wystarczą, by rzucić na kolana największe gospodarki świata i trwale zmienić globalny układ sił. To właśnie przez Cieśninę Ormuz przepływa niemal 20 proc. światowej ropy, co czyni ją najważniejszą morską arterią na naszej planecie. W kontekście narastającego konfliktu na linii Waszyngton-Teheran to nie potyczki dyplomatyczne, lecz fizyczna kontrola nad tym akwenem zadecyduje o ostatecznym triumfie lub klęsce. Jeśli Stany Zjednoczone pozwolą Iranowi na zablokowanie tej trasy, zrujnują swoją pozycję gwaranta światowego bezpieczeństwa. W oczach sojuszników i rynków finansowych będzie to jednoznaczny sygnał upadku amerykańskiej hegemonii – przestrzega Ray Dalio, jeden z najbardziej znanych finansistów na świecie, prezes Bridgewater Associates.

  • Teza. Utrzymanie przez Stany Zjednoczone militarnej i finansowej kontroli nad Cieśniną Ormuz stanowi ostateczny sprawdzian ich globalnej hegemonii oraz główną gwarancję przetrwania dotychczasowego porządku świata.
  • Dowód. Historyczne analizy wielkich cykli gospodarczych, na czele z kryzysem sueskim z 1956 r., bezspornie wykazują, że utrata kontroli nad strategicznymi szlakami handlowymi przez mocarstwo natychmiast uruchamia gigantyczny exodus kapitału, załamanie waluty rezerwowej i całkowitą utratę zaufania dotychczasowych sojuszników.
  • Efekt. Ostateczna wygrana lub przegrana USA bezpośrednio zdefiniuje stabilność globalnych łańcuchów dostaw i rynkowe ceny energii, co dla polskich przedsiębiorstw oznacza albo powrót do w miarę przewidywalnego planowania kosztów, albo ogromne ryzyko potężnego szoku inflacyjnego i konieczność drastycznej, natychmiastowej optymalizacji operacyjnej.

Historyczne analogie są w tym przypadku nie pozostawiają złudzeń co do skali nadciągającego zagrożenia. Utrata kontroli nad tak kluczowym szlakiem handlowym to klasyczny punkt zwrotny w procesie powolnego upadku wielkich imperiów – uważa Ray Dalio, prezes Bridgewater Associates, firmy zarządzającej setkami miliardów dolarów.

USA, jeśli przegrają, czeka je utrata hegemonii na świecie

Wystarczy przypomnieć sobie kryzys sueski z 1956 r., który ostatecznie pogrzebał mocarstwowe ambicje i globalne wpływy Wielkiej Brytanii. Gdy dominująca siła ujawnia swoją militarną i finansową słabość, kapitał inwestycyjny natychmiast zaczyna szukać bezpieczniejszej przystani. W takim scenariuszu zaufanie do waluty rezerwowej, jaką dziś jest dolar, drastycznie spada na korzyść „twardych” aktywów, takich jak chociażby złoto.

Dla amerykańskiej administracji stawka tej potężnej konfrontacji jest absolutnie egzystencjalna. Zwycięstwo – mierzone wyłącznie bezwarunkowym przywróceniem swobody żeglugi – umocni zaufanie do amerykańskiego długu i narodowej waluty – przewiduje finansista. Przypominałoby to stanowcze działania Ronalda Reagana z czasów wojny iracko-irańskiej, które na długie lata zacementowały pozycję USA w całym regionie.

Z kolei jakakolwiek forma kompromisu pozostawiająca Teheranowi kontrolę nad Cieśniną, oznacza globalną katastrofę wizerunkową, polityczną i gospodarczą. Nikt nie uwierzy już w potęgę militarną kraju, który nie potrafi zabezpieczyć najważniejszego dla świata szlaku energetycznego.

A na razie niewiele wiemy, jak naprawdę wygląda żegluga w tamtym rejonie, gdyż sygnał GPS wciąż jest zakłócany przez aktorów wojny.

Asymetria bólu – irańska strategia przetrwania

Osiągnięcie militarnego sukcesu przez USA będzie wymagało potężnego wysiłku i niemal na pewno doprowadzi do otwartej, niezwykle krwawej bitwy.

Jak piszą amerykańscy politolodzy, dla irańskich przywódców i znacznej części tamtejszego społeczeństwa to zmagania o honor, przetrwanie i wartości cenione wyżej niż samo życie.

Teheran z chłodną kalkulacją wykorzystuje potężną asymetrię psychologiczną obu zaangażowanych narodów. Irańska strategia opiera się na maksymalnym wydłużaniu konfliktu i eskalowaniu strat, ponieważ w każdej wojnie zdolność do znoszenia bólu jest niejednokrotnie ważniejsza niż umiejętność jego zadawania. Społeczeństwo amerykańskie, zaniepokojone cenami paliw i wewnętrzną polityką, ma z kolei niezwykle niską tolerancję na długotrwałe, wyczerpujące operacje militarne.

Politycy mają coraz mniej cierpliwości

Dlatego też, jak przekonuje NBC, wewnątrz waszyngtońskich struktur decyzyjnych obserwujemy wyraźny, eskalujący konflikt między optyką militarną a rynkową.

Z jednej strony mamy Pentagon i jastrzębi dążących do trwałej erozji irańskiego reżimu, z drugiej – głosy zaniepokojone rynkową dewastacją, czego symbolem jest bezprecedensowy apel Davida Sacksa, doradcy Białego Domu ds. AI i kryptowalut, o szybkie ogłoszenie zwycięstwa w celu uspokojenia rynków.

Brak spójnej strategii wyjścia, uzależnienie zakończenia działań od intuicji prezydenta oraz trudności w zbudowaniu międzynarodowej koalicji policyjnej do ochrony szlaków handlowych tworzą toksyczne środowisko, które podnosi niepewność dla inwestorów. Dodatkowe napięcia na linii USA-Chiny i USA-NATO w związku z kosztami tej wojny tylko potęgują ryzyko fragmentacji globalnego handlu.

Iran nie musi wygrywać tej wojny militarnie – wystarczy, że przetrwa i utrzyma zdolność do nękania żeglugi komercyjnej przy użyciu tanich dronów. Dla globalnej gospodarki oznacza to dość nieciekawą perspektywę. Przecież nawet bowiem ewentualne jednostronne ogłoszenie sukcesu przez Biały Dom nie przywróci natychmiast łańcuchów dostaw do normy. Światowe rynki muszą wycenić przedłużający się okres strukturalnie droższej ropy oraz trwałą, wysoką premię za ryzyko geopolityczne.

Europa mówi wprost: „to nie nasza wojna”

Sytuację komplikują próby budowania międzynarodowej koalicji mającej zbrojnie zabezpieczyć transporty z surowcami. Zdolność Waszyngtonu do błyskawicznego przekonania innych państw do wysłania okrętów wojennych będzie ostatecznym testem jego realnych wpływów dyplomatycznych.

Wiele stolic europejskich w kuluarach powątpiewa jednak w determinację Amerykanów do prowadzenia „twardej” kampanii, gdy koszty zaczną drastycznie rosnąć. Europa na razie mówi jednak, że to nie jest jej wojna i nie zamierza pomagać prezydentowi, który kilka tygodni temu obrażał swoich sojuszników, sugerując, że w Iraku stały z tyłu i nie były na pierwszej linii ognia.

Jeśli sojusznicy w Zatoce Perskiej uznają, że potęga zza oceanu słabnie, cały system oparty na jej obietnicach natychmiast się załamie. Puste deklaracje deeskalacji poprzez bezwartościowe traktaty nie rozwiążą narastającego problemu, gdyż decydujące starcie jest niemal matematycznie nieuniknione.

Iran chce zemsty

Co najgorsze, Iran nie zamierza rezygnować z przelewu krwi i nie ukrywa swoich radykalnych zamiarów, oficjalnie grożąc obróceniem w popiół wszelkiej infrastruktury naftowej współpracującej z zachodnimi mocarstwami. Realizacja tego niszczycielskiego scenariusza oznaczałaby potężny szok podażowy i paraliż zachodnich gospodarek uzależnionych od importu ropy.

Próba fizycznego zablokowania wód to bezpośrednie rzucenie rękawicy i sprawdzian amerykańskiej zdolności do globalnej projekcji siły. Obie strony doskonale wiedzą, że to zderzenie jednoznacznie wyłoni zwycięzcę, definitywnie kształtując układ na kolejne dekady.

Jeśli Amerykanie ugną się pod rosnącą presją potencjalnych strat, wywołają geopolityczne domino, które błyskawicznie zrujnuje ich wiarygodność na całym globie. Na razie rynki reagują uspokojeniem. Ceny czarnego złota spadają. Powodem są słowa przywódcy USA, że Biały Dom wkrótce ogłosi, które kraje zgodziły się uczestniczyć w koalicji w celu ochrony tankowców w Cieśninie Ormuz.

Wielki cykl – zmierzch dotychczasowego porządku

Jak przekonuje Ray Dalio, echa tej gigantycznej bitwy o kontrolę nad przepływem ropy rozejdą się daleko poza granice niespokojnego Bliskiego Wschodu. Bezpośrednie i pośrednie skutki rynkowe odczuje globalny handel, przepływy kapitałowe oraz rywalizacja z mocarstwami takimi jak Chiny czy Rosja.

To, co z niepokojem analizujemy obecnie, nie jest bowiem odizolowanym i przypadkowym incydentem historycznym. To zaledwie jeden z przejawów powtarzalnego mechanizmu makroekonomicznego i systemowego, określanego w badaniach mianem Wielkiego Cyklu. Tylko głębokie zrozumienie tych historycznych prawidłowości pozwala inwestorom na chłodną ocenę ryzyka i ochronę kapitału.

Nikt nie da rady wygrać na wielu frontach

W zglobalizowanym, bezprecedensowo połączonym świecie, konflikty zbrojne rozprzestrzeniają się z niszczycielską dynamiką. Żadne państwo nie ma dziś wystarczających rezerw finansowych ani demograficznych do skutecznego prowadzenia kilku dużych wojen jednocześnie. Uwikłanie wojsk w przewlekły konflikt zmusza do alokacji potężnych środków, automatycznie odsłaniając flanki w innych zapalnych punktach planety

Dodatkowo, rosnące nierówności majątkowe i polaryzacja wewnątrz zachodnich demokracji skutecznie paraliżują ich spójność decyzyjną. Ciężar finansowania zbrojeń i ofiar ludzkich zawsze staje się ostatecznym zarzewiem sporów, które powoli toczą państwa od środka.

Podsumowując, obecny kryzys stanowi niebezpieczną kulminację pięciu potężnych sił, które od stuleci regularnie kształtują losy świata i rynków finansowych. Składają się na niego nieubłagane cykle zadłużenia, wewnętrzny chaos polityczny, przetasowania geopolityczne, skoki technologiczne oraz nieprzewidywalne kataklizmy. Ignorowanie tych obiektywnych wskaźników makroekonomicznych przez decydentów i analityków jest najprostszą drogą do błędnych, wręcz samobójczych strategii biznesowych.

Zamiast ulegać wszechobecnej panice, musimy niezwykle precyzyjnie ocenić nasze obecne położenie na historycznej osi opisywanego cyklu – postuluje Ray Dalio. Zestawienie twardych danych liczbowych z odpowiednimi analogiami z przeszłości to jedyny skuteczny kompas na nadchodzące lata wstrząsów.

Oprac. Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: White House/Flickr

Motyw