Partnerzy merytoryczni
Nowoczesna panorama Warszawy z wieżowcami.

Raport, który jest zimnym prysznicem dla rządu. Jeśli nic nie zrobimy, Polska będzie miała olbrzymie kłopoty

Polska jest w unijnym ogonie, jeśli chodzi o innowacje. Polskie małe i średnie firmy wprowadzają na rynek znacząco mniej nowych rozwiązań, niż wynosi średnia unijna. Jakiekolwiek badania i eksperymenty dotyczące innowacyjności spoczywają dziś na barkach zagranicznych koncernów, które ewentualne zyski z nich osiągane transferują poza Polskę. Bez szerokich zmian obejmujących podatki, edukację i bankowość utkniemy na dobre w dziurze, w której się znaleźliśmy.

  • Teza. Polskie innowacje szorują po dnie. W indeksie innowacyjności w Unii Europejskiej wyprzedzamy zaledwie cztery państwa. Bez ich przyspieszenia i zwiększenia naszej gospodarce grozi stagnacja.
  • Dowód. Potwierdza to Europejski Ranking Innowacyjności 2025. Wynika z niego, że zaledwie 15 proc. przedstawicieli polskiego sektora MŚP wprowadza na rynek nowe lub ulepszone produkty. Średnia unijna wynosi 27 proc. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka, w tym m.in. oderwanie polskiej nauki od biznesu czy niechęć firm, a przede wszystkim banków, do inwestowania w ryzykowne przedsięwzięcia.
  • Efekt. Jeśli nie przyspieszymy innowacji nad Wisłą, to grozi nam stagnacja. Zaprzepaścimy w ten sposób trzy dekady sukcesów naszej gospodarki.

Innowacje w Polsce muszą dostać przestrzeń do rozwoju. Spis treści

Polska gospodarka przez trzy dekady pędziła naprzód, a PKB na mieszkańca potroiło się między 1992 a 2023 r. Złota era łatwego wzrostu powoli jednak dobiega końca, co brutalnie obnaża najnowszy raport Banku Światowego. Nasz kraj zbliżył się do 80 proc. średniej unijnej pod względem dochodów, ale złożoność naszej gospodarki wpadła w niebezpieczną stagnację. Zamiast tworzyć przełomowe technologie, wciąż opieramy się na imporcie gotowych rozwiązań i prostym zwiększaniu wydajności. Aby nie wpaść w pułapkę średniego dochodu, musimy całkowicie przemodelować nasz system wspierania twórców.

Statystyki innowacyjności nie pozostawiają złudzeń, spychając Polskę na margines europejskiej elity. W Europejskim Rankingu Innowacyjności 2025 zajmujemy dopiero 23. miejsce wśród państw Unii Europejskiej. Wyprzedzamy jedynie Słowację, Łotwę, Bułgarię i Rumunię, co jest wynikiem dalece niewystarczającym dla największej gospodarki regionu. Zaledwie 15 proc. polskich małych i średnich przedsiębiorstw wprowadziło w ostatnich latach nowe lub ulepszone produkty. Dla porównania unijna średnia wynosi aż 27 proc., co pokazuje ogromną skalę naszego technologicznego opóźnienia.

Główny ciężar inwestycji badawczo-rozwojowych spoczywa na wąskiej grupie graczy, w dużej mierze z kapitałem zagranicznym. Choć mikrofirmy stanowią niemal 96 proc. wszystkich przedsiębiorstw, generują zaledwie 19,2 proc. wartości dodanej. To duże firmy, stanowiące zaledwie ułamek rynku, odpowiadają za ponad 60 proc. inwestycji i nakładów na innowacje. Wydają one na badania i rozwój w przeliczeniu na pracownika niemal trzykrotnie więcej niż małe przedsiębiorstwa. Znakomita część tych środków płynie do centrów usług biznesowych, które korzystają z polskich talentów, ale same zyski z potężnych innowacji często transferują za granicę.

Przepaść cyfrowa i strach przed ryzykiem

W polskim biznesie wciąż brakuje kultury głębokiej transformacji technologicznej i nowoczesnego zarządzania. Menedżerowie mniejszych firm często opierają się na intuicji właścicielskiej, ignorując zaawansowane narzędzia analityczne czy sztuczną inteligencję. Zaledwie 19 proc. rodzimych firm korzysta z chmury obliczeniowej, a marginalne 3 proc. wdraża rozwiązania oparte na zaawansowanych algorytmach.

Technologie wykorzystywane na co dzień służą tu głównie do podstawowej administracji, a nie do przełamywania rynkowych barier. Zbliżająca się fala sukcesji w firmach rodzinnych to moment krytyczny – od tego, kto przejmie stery, zależy technologiczne być albo nie być tysięcy podmiotów.

Finansowanie innowacji przypomina w Polsce spacer po polu minowym, gdzie kapitał unika odważnych decyzji. Sektor bankowy woli bezpieczne przystanie i inwestuje w obligacje skarbowe, uciekając od ryzyka związanego z badaniami i rozwojem. W efekcie udział kredytów dla sektora niefinansowego spadł w 2024 r. do zaledwie 12,4 proc. aktywów bankowych.

Młode, dynamiczne startupy zderzają się ze ścianą, nie mogąc sfinansować swoich najbardziej przełomowych wizji na wczesnym etapie. Rodzimi przedsiębiorcy z kolei panicznie boją się utraty kontroli, dlatego odrzucają finansowanie udziałowe na rzecz powolnego wzrostu z własnych zysków.

Rynek funduszy zwiastujących przełom, choć rośnie, wciąż przypomina małą wyspę na oceanie potężnych potrzeb. W szczytowym 2021 r. inwestycje wysokiego ryzyka w Polsce sięgnęły zaledwie 0,05 proc. PKB, przy średniej unijnej wynoszącej 0,19 proc. Gdy polski twórca buduje unikalną technologię, często musi szukać kapitału i wiedzy strategicznej za oceanem. Duzi amerykańscy inwestorzy przynoszą nie tylko pieniądze, ale też bezcenną znajomość globalnych rynków, której tak bardzo brakuje naszym założycielom. Brak cierpliwego kapitału na rodzimym parkiecie sprawia, że najbardziej obiecujące projekty są przedwcześnie przejmowane przez korporacje.

Nauka oderwana od fabryk

Fundamentalnym problemem ekosystemu pozostaje dramatyczny rozłam między światem nauki a realną gospodarką. Nasze uniwersytety kształcą rzesze absolwentów, ale odsetek osób kończących kierunki ścisłe i technologiczne spadł poniżej 20 proc. To najgorszy wynik w grupie państw Europy Środkowo-Wschodniej, co stawia pod znakiem zapytania naszą gotowość do globalnej rywalizacji.

Ponadto uczelnie nie potrafią zatrzymać największych talentów badawczych z powodu niekonkurencyjnych zarobków i sztywnych ram budżetowych. Zamiast tworzyć rynkowe hity, polscy naukowcy wciąż zbyt rzadko skupiają się na udanej komercjalizacji swoich odkryć.

Współpraca na linii biznes-akademia to nad Wisłą wciąż zjawisko marginalne i obarczone wzajemną nieufnością. Zaledwie około 25 proc. innowacyjnych przedsiębiorstw angażuje się w jakiekolwiek wspólne projekty badawczo-rozwojowe.

Z kolei wskaźnik publikacji współtworzonych przez sektor publiczny i prywatny wynosi u nas zaledwie 56,6 proc. unijnej średniej. Brakuje silnych zachęt finansowych i ścieżek kariery, które premiowałyby profesorów za wdrażanie wynalazków do przemysłu. W zderzeniu kultur korporacyjnej zwinności i akademickiej ostrożności najczęściej wygrywa niestety zaniechanie.

Zagraniczne koncerny omijają tę akademicką niewydolność, budując na naszym terytorium własne, prężne centra badawcze. Giganci technologiczni otworzyli w Polsce już około 160 takich ośrodków, sprawnie pozyskując z rynku wybitnych inżynierów i programistów. Oferują oni nie tylko świetne pensje, ale też profesjonalne szkolenia, których absolwenci nie otrzymali w murach uniwersytetów. Świeżo upieczeni magistrowie muszą być nierzadko intensywnie trenowani, aby sprostać realiom nowoczesnej firmy. To bolesny dowód na to, że system edukacji wyższej wymaga wstrząsu i mocniejszego zbliżenia do rynkowych potrzeb.

Archipelag chaosu instytucjonalnego

Nawet najlepsze chęci przedsiębiorców rozbijają się często o mur organizacyjnego chaosu i braku spójnej wizji państwa. Zarządzanie polityką innowacyjną przypomina archipelag odizolowanych wysp – każda agencja i ministerstwo realizuje własne cele. Brak jednego centrum koordynacyjnego sprawia, że programy wsparcia powielają się, a środki publiczne są rozpraszane.

Co gorsza, instytucje oceniające wnioski o granty zbyt często skupiają się na poprawnej biurokracji, ignorując potencjał rynkowy projektów. Zamiast premiować odważne pomysły, urzędniczy system zniechęca do podejmowania technologicznego ryzyka.

Instytucje odpowiedzialne za wspieranie założycieli firm zmagają się z kryzysem zaufania oraz problemami z efektywnością. Badani eksperci wprost wskazują na konieczność głębokiej reformy agencji przydzielających fundusze, sugerując wprowadzenie profesjonalnych komitetów inwestycyjnych.

Obecny portfel dotacji trafia nierzadko do inicjatyw bez szans na komercjalizację, zarządzanych przez osoby bez należytego stażu biznesowego. Konieczne jest również stworzenie mądrego systemu zamówień publicznych, który wreszcie otworzy drzwi dla młodych spółek. Potrzebujemy strategii, która połączy kapitał, twardą wiedzę i legislację w jeden sprawny mechanizm.

Eksperci kreślą jasną mapę drogową – Polska potrzebuje nowoczesnych szkoleń menedżerskich, inwestycji w cyfryzację i rynkowego otwarcia nauki. Musimy przekonać nasze firmy, że dopuszczenie zewnętrznych funduszy to nie utrata niezależności, lecz bilet do globalnej ekstraklasy. Gospodarczy cud nie przedłuży się sam, jeśli pozostaniemy wyłącznie wykonawcami cudzych koncepcji – to najwyższy czas na erę cyfrowych twórców. Zmiana tego zachowawczego paradygmatu to absolutnie najważniejsze zadanie dla rządu i rynku na najbliższe lata.

Oprac. Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Jakub Żerdzicki / Unsplash.com

Motyw