Partnerzy merytoryczni
Leszek Skiba, były prezes Pekao

Pojawił się pierwszy kandydat na nowego szefa NBP. Ma pociąg do złota i wielkie ambicje

W wielkiej polityce finansowej rzadko chodzi wyłącznie o to, co widać na pierwszy rzut oka. Kiedy prezydencki doradca dwoi się i troi w mediach, broniąc koncepcji finansowania zbrojeń ze skarbca banku centralnego, na szali leżą nie tylko czołgi i haubice. To przede wszystkim nieśmiały i prowadzony w białych rękawiczkach casting na najważniejszy fotel w polskiej gospodarce – stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego. I, jak dowiaduje się Biznes Enter, Leszek Skiba właśnie wkroczył do gry. Choć sam, jak się dowiadujemy, wolałby stanowisko ministra finansów.

  • Teza. Jak dowiaduje się Biznes Enter, Leszek Skiba jest rozważany na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego po możliwej zmianie władzy w 2027 r. Do pokazania się w nowej odsłonie wykorzystał kontrowersyjny projekt finansowania zbrojeń z rezerw złota NBP.
  • Dowód. Mechanizm „Polskiego SAFE 0 proc.” opiera się na uwolnieniu 185 mld zł zysku ze sprzedaży kruszcu, co pozwala Skibie zaprezentować się jako lider zdolny do sfinansowania kluczowych potrzeb państwa poza standardowym systemem zadłużenia.
  • Efekt. Realizacja tego planu mogłaby czasowo zdjąć ciężar podatkowy z przedsiębiorstw w zakresie finansowania obronności, ale jednocześnie niesie ryzyko destabilizacji złotego i wzrostu kosztów obsługi długu komercyjnego ze względu na obawy rynków o niezależność NBP. Dla Leszka Skiby może to być jednak pierwszy skasowany bilet w długiej drodze ku prezesurze w banku centralnym.

Żeby zrozumieć stawkę tej gry, musimy spojrzeć na kalendarz i na szachownicę. Mamy 2026 r. Druga i ostatnia kadencja Adama Glapińskiego na stanowisku prezesa Narodowego Banku Polskiego kończy się w czerwcu 2028 r. Z punktu widzenia obozu prawicy, utrzymanie twierdzy przy ulicy Świętokrzyskiej to sprawa życia i śmierci.

Kto jednak miałby zastąpić lojalnego, ale wizerunkowo obciążonego Glapińskiego? Potrzebny jest ktoś z nienagannym CV, znający rynki finansowe, a jednocześnie sprawdzony za politycznych rządów i gotowy na nieszablonowe działania.

I tu na scenę, cały na biało, wchodzi Leszek Skiba.

Alchemia na wagę złota, czyli casting czas zacząć

Jak dowiaduje się Biznes Enter, z kilku niezależnych od siebie źródeł, ostatnia aktywność byłego urzędnika MF i prezesa Banku Pekao została po prawej stronie „zauważalnie odnotowana”.

Były wiceminister finansów w rządzie Prawa i Sprawiedliwości (PiS), a potem wieloletni prezes potężnego Banku Pekao, po zmianie władzy nie zniknął w politycznym niebycie. Wylądował miękko jako prezes Instytutu Sobieskiego oraz doradca społeczny prezydenta Karola Nawrockiego.

Instytut Sobieskiego to think-tank, który od momentu swojego powstania na początku lat 00. jest powszechnie uznawany za jedno z głównych zapleczy intelektualnych i kadrowych PiS oraz szerzej – Zjednoczonej Prawicy. Instytut współtworzył programy gospodarcze i społeczne tego obozu politycznego oraz przez lata organizował kongresy „Polska – Wielki Projekt”, w których regularnie brali udział liderzy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Później przyszedł czas na doradzanie głowie państwa.

Jak się dowiadujemy w Pałacu Prezydenckim, szybko okazało się, że Leszek Skiba nie zamierza być tylko ozdobą tamtejszych korytarzy, a jego analityczny umysł, z którego słynie (potrafi z pamięci rzucać wnioskami z dowolnych raportów analitycznych), można wykorzystać do przekucia przeróżnych idei w czyny.

SAFE 0 proc. – rozkładamy na czynniki pierwsze

Gdy wybuchł potężny spór na linii Pałac Prezydencki – Kancelaria Premiera o unijny program zbrojeniowy SAFE (wart ok. 44 mld euro), obóz prezydencki musiał położyć na stole wiarygodną alternatywę, która służyłaby jako polityczna podkładka pod weto. Donald Tusk oskarżał prawicę o blokowanie pieniędzy na bezpieczeństwo. Wtedy z kapelusza wyciągnięto projekt „Polskiego SAFE 0 proc.”.

Jego jednym z architektów i główną twarzą w mediach został się właśnie Skiba. Samą ideę w prezydencie Nawrockim zaszczepił lewicowej proweniencji prof. Grzegorz Kołodko, który na jesieni 2025 r. odwiedził głowę państwa. Już wtedy Kołodko mówił o zbyciu części rezerw, które mogłyby posłużyć jako finansowanie armii. Ekonomista jednak jest zadeklarowanym pacyfistą i od lat walczy z militarystami, których według niego w obecnym i byłym rządzie było stanowczo za dużo.

Dlatego jego pierwotny plan zakładał niejako najmniejszy ból i najłagodniejszy wymiar kary dla wiarygodności polskiego banku centralnego.

Skiba poszedł o krok dalej i sugerował operacje wash trade, czyli sprzedaży i natychmiastowego odkupu złota, co załączył do prezentacji, którą wrzucił na X w najgorętszym okresie dyskusji o SAFE 0 proc. zaraz po konferencji prezydenta i szefa NBP. Całą tę alchemię finansową szeroko opisywaliśmy na Biznes Enter, sugerując, że przeprowadzając taką operację bank centralny rozbiłby się o ścianę unijnego prawa.

Dla rządu propozycja Skiby, Glapińskiego i Nawrockiego to inflacyjna bomba. Dla ekonomistów – niebezpieczne igranie niezależnością banku centralnego. Ale dla Leszka Skiby? Dla niego to bilet wstępu do wielkiej gry o stanowiska – ministra finansów, w którym sam by się najchętniej widział, bądź nawet prezesa NBP.

Prezentacja Leszka Skiby ws. SAFE 0 proc.

Skiba jako wiceminister finansów i prezes Banku Pekao

– Leszek zawsze miał duże ambicje. Wcześniej pracował w NBP w departamentach analitycznych, nawet takich przygotowujących Polskę do wprowadzenia euro. Nie chciał jednak samych tabelek. Chciał mieć wpływ. Przeszedł na stanowisko wiceministra finansów, blisko współpracującego z Mateusz Morawieckim – mówi nam osoba z Ministerstwa Finansów, która dobrze pamięta go z tamtych czasów.

Według niej to, co się przebija z okresu 2015-2020, kiedy Skiba pełnił wysokie stanowisko w MF, to dwa najistotniejsze procesy zmiany paradygmatu finansów publicznych za rządów Zjednoczonej Prawicy.

Jedna to powolne luzowanie Stabilizującej Regułh Wydatkowej – kagańca dla polityków przed nieodpowiedzialnym zadłużaniem kraju, polegającą na tym, aby każdy wydatek rząd rekompensował odpowiednimi wpływami. Drugi proces to słynny „raj wydatkowy premiera Morawieckiego”, czyli wyprowadzanie wydatków budżetowych do funduszy w Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskiego Funduszu Rozwoju, które były poza kontrolą parlamentu i krajową definicją długu.

Ambicje Skiby rosły. Z wiceministra w 2020 r. przeszedł na stanowisko prezesa zarządu Banku Pekao. Pensję urzędniczą zamienił na pensję szefa jednej z największych spółek Skarbu Państwa – mówi nam z kolei osoba z bliskiego otoczenia Leszka Skiby.

Po zmianie rządów jednak były prezes banku nie został w sektorze, a trafił do wspomnianego Instytutu Sobieskiego.

SAFE 0 proc. sygnałem wysłanym w świat

Pod koniec zeszłego roku na odsiecz całemu obozowi PiS, pogrążonemu w walce o ostatnie dusze między Konfederacją a Grzegorzem Braunem, przyszedł sam Jarosław Kaczyński, który wbrew wcześniejszym deklaracjom własnych polityków, zwietrzył w SAFE polityczne paliwo. Rozpętało się pożyczkowe piekło, a prezydent, wykorzystując jedyne zaplecze merytoryczne, postanowił zrobić wybieg do przodu i zaproponować własną alternatywę.

Dlaczego Skiba tak bardzo potrzebował „Polskiego SAFE 0 proc.” do zaznaczenia swojej pozycji? Z trzech kluczowych powodów.

Jak przekonują nasi informatorzy, to swoisty test lojalności i odwagi na prawicy. Broniąc projektu w telewizjach, Skiba bierze na siebie potężny cios krytyki ze strony rządu i liberalnych mediów. Pokazuje obozowi prawicy: „nie boję się wejść w zwarcie z ekipą Tuska, potrafię przyjmować ciosy i merytorycznie odpierać ataki”. To cecha, którą na prawicy ceni się dziś podwójnie.

Daje również na tacy dowód swojej przydatności. Projekt udowadnia bowiem, że Skiba nie jest dogmatycznym liberałem, któremu drży ręka na myśl o wykorzystaniu banku centralnego do celów państwowych. Pokazuje, że potrafi znaleźć „pieniądze, których nie ma”, balansując na granicy prawa i ekonomii. Dla polityków to bezcenna umiejętność – prezes NBP, który w razie potrzeby znajdzie sposób, by sfinansować strategiczne wydatki bez psucia statystyk długu publicznego, to skarb.

Do tego, jak mówi nam osoba z resortu finansów, Skiba buduje też format prezesa. Występując w roli eksperta, który tłumaczy zawiłości bilansu banku centralnego, rezerw walutowych i wyceny złota, Skiba pozycjonuje się w oczach opinii publicznej już nie jako szef komercyjnego banku, ale jako gotowy bankier centralny. Przyzwyczaja rynek do swojej twarzy w kontekście NBP.

Proponując „Polski SAFE 0 proc.”, Skiba mruga okiem do politycznych decydentów, mówiąc wiem, jak bezpiecznie otworzyć skarbiec NBP. Dajcie mi klucze, a pokażę wam, co potrafię – śmieje się nasz rozmówca.

Gra o sumie niezerowej

Oczywiście droga z Pałacu Prezydenckiego na ulicę Świętokrzyską jest długa i wyboista. Kadencja Adama Glapińskiego potrwa jeszcze ponad dwa lata. Kandydaturę na prezesa wysuwa prezydent, ale ostateczny głos – bezwzględną większością – ma Sejm. Układ sił w parlamencie po wyborach w 2027 r. będzie tu kluczowy.

Jednak w polityce sukces odnosi ten, kto pierwszy rozstawi figury na szachownicy – mówią nam niektórzy politycy PiS. Leszek Skiba właśnie wykonał swój pierwszy ruch. Nawet jeśli „SAFE 0 proc.” rozbija się właśnie o polityczny mur i ostatecznie nie wejdzie w życie, cel osobisty doradcy prezydenta zostanie osiągnięty. Wszyscy w obozie prawicowym już wiedzą, że Skiba ma pomysł na bank centralny, ma odwagę go bronić i ma kompetencje, by nim pokierować.

Sam zainteresowany nie odpowiada na nasze pytania, ale z naszych informacji wiemy, że na razie nie chce o niczym przesądzać. Osoby z jego najbliższego otoczenia przekonują nas, że tak naprawdę to w sercu Skiby wciąż tli się miłość do Ministerstwa Finansów i chęć pokierowania właśnie tym resortem.

Wiemy doskonale, że delfinów odstrzeliwuje się jako pierwszych – mówi nam brutalnie jeden z posłów PiS. – Dlatego nikt nie będzie mówił wprost, co mu w duszy gra – dodaje.

Niemniej, co by się nie wydarzyło, sygnał dymny został puszczony. Złoto NBP może i leży bezpiecznie w skarbcach w Londynie i Nowym Jorku, ale polityczny zysk z jego księgowej wyceny Leszek Skiba może inkasować już dzisiaj. Czy ta droga skończy się fotelem w banku centralnym, czy w ulubionym Ministerstwie Finansów przy tej samej ulicy w Warszawie, jest sprawą drugorzędną. Koalicja szeroko pojętej prawicy, jeśli to ona wygra wybory za dwa lata, już wie, że ma kandydata, który nie boi się podjąć rękawic i walczyć o „suwerennościowe” pieniądze. Nieważne, gdzie by one leżały.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Instytut Sobieskiego

Motyw