Partnerzy merytoryczni
Ludzie na Wall Street

Rynki mogą być obecnie w śmiertelnym błędzie. Pojawiło się „zjawisko dużo gorsze, niż może się wydawać”

Wojna na Bliskim Wschodzie weszła już w swój dwudziesty piąty dzień, przynosząc tragiczne żniwo w ofiarach ludzkich i katastrofalną sytuację na rynku energii. Światowa gospodarka tym samym znalazła się w bardzo poważnych kłopotach, a inwestorzy targani zmanipulowanymi wypowiedziami polityków zachowują się jak dzieci we mgle. – Rynek po prostu nie wie, czego oczekiwać. Jest to zjawisko dużo gorsze, niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka – przestrzega Kamil Szczepański, analityk XTB.

  • Teza. Pełnoskalowy konflikt z Iranem i towarzyszący mu chaos informacyjny paraliżują globalne rynki finansowe, prowadząc do błędnej alokacji kapitału i niszczenia fundamentów wzrostu gospodarczego.
  • Dowód. Wzrost rentowności obligacji skarbowych przy jednoczesnych prognozach niskiej inflacji i recesji wskazuje, że inwestorzy nie wyceniają ryzyk, lecz reagują na całkowitą nieprzewidywalność działań politycznych i militarnych.
  • Efekt. Polskie firmy, będąc importerami energii, zostaną uderzone przez „importowaną drożyznę” i brak możliwości obniżek stóp procentowych, co w połączeniu ze spadkiem zaufania konsumentów wymusi drastyczne cięcia kosztów i wstrzymanie inwestycji.

Konflikt zbrojny na linii USA i Izrael przeciwko Iranowi przybrał formę pełnoskalowej destrukcji, uderzając w newralgiczne punkty globalnej gospodarki. Irańskie pociski spadają na ulice izraelskich miast, niszcząc zabudowę w Bnei Brak czy Tel Awiwie i raniąc cywilów. Z kolei zmasowane uderzenia odwetowe obracają w gruzy irańską infrastrukturę, a armia izraelska twierdzi, że zbombardowała najważniejszą fabrykę materiałów wybuchowych w Isfahanie.

Co więcej, irańska organizacja atomowa potwierdziła uderzenie pocisku na teren elektrowni jądrowej w Buszehrze. Taka skala ataków to rynkowy szok, na który powiązane globalne łańcuchy dostaw nie są w żaden sposób przygotowane.

Wojna w Iranie wcale nie gaśnie. Rynek w konfuzji

W tym samym czasie prezydent USA wywołuje turbulencje swoimi nagłymi, skrajnie sprzecznymi deklaracjami, twierdząc, że negocjacje z Teheranem trwają i mają się nawet ku końcowi.
Amerykański przywódca ogłosił w Gabinecie Owalnym, że Iran rzekomo pragnie umowy, a wojna została już de facto wygrana przez Waszyngton. Donald Trump posunął się nawet do stwierdzenia, że Ameryka osiągnęła cel zmiany reżimu w Teheranie i otrzymała od niego tajemniczy, bardzo duży prezent związany z rynkiem ropy.

Problem polega jednak na tym, że strona irańska kategorycznie i głośno zaprzecza, nazywając te doniesienia zwykłą sztuczką rynkową mającą uspokoić giełdy przed piątkowym zamknięciem. Taka informacyjna gra sprawia, że rynki surowcowe reagują wręcz histerycznie na każdy nowy komunikat płynący z Białego Domu.

Dyplomatyczny blef i wojskowa eskalacja

Słowa płynące z Waszyngtonu o bliskim pokoju zderzają się z twardymi, militarnymi faktami. Pentagon przygotowuje się do wysłania dodatkowych 3 tys. spadochroniarzy z elitarnej 82. Dywizji Powietrznodesantowej, co podniesie liczbę amerykańskich żołnierzy w regionie do niemal 58 tys.

Eksperci wojskowi ostrzegają, że takie potężne siły mogą być szykowane do operacji lądowych lub próby siłowego otwarcia cieśniny Ormuz. Tymczasem Iran konsoliduje swoją władzę, mianując na szefa Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego generała Mohammada Baghera Zolghadra. To jasny sygnał, że Teheran wcale nie myśli o kapitulacji, a polityczny ster przejęli wojskowi jastrzębie.

Regionalna pożoga błyskawicznie wciąga kolejne państwa, co drastycznie potęguje chaos i paraliżuje rynki energetyczne. Bagdad zapowiedział pilne wezwanie ambasadorów USA i Iranu w związku z krwawymi atakami na terytorium Iraku. Równocześnie uderzenia rakietowe nie omijają instalacji o znaczeniu wręcz krytycznym dla stabilności całego świata, takich jak rafinerie czy zakłady zbrojeniowe firmy Rafael w Hajfie, gdzie wytwarza się systemu m.in. do Żelaznej Kopuły, Procy Dawida, czy Żelaznego Promienia.

To wszystko wciąż zbiega się w czasie z blokadą swobodnej żeglugi w krytycznej Cieśninie Ormuz, przez którą w czasie pokoju przepływa 20 proc. światowej ropy. To już odbija się na cenach ropy, które rosną z wtorku na środę o 5 proc., co podnosi koszty paliw w USA. Amerykańskie pylony spychają poparcie dla Donalda Trumpa w najnowszym sondażu Reuters/IPSOS do rekordowo niskiego poziomu 36 proc. Przywódca Stanów Zjednoczonych jest więc w prawdziwych opałach i to zaledwie kilka miesięcy przed połówkowymi wyborami do Kongresu w listopadzie. Podsumowując, nie jest zbyt komfortowa sytuacja dla Białego Domy.

Pęknięcie i złość w Europie

Ale to nie wszystko. Amerykańskie działanie w pojedynkę wywołują wściekłość oraz głębokie pęknięcia wewnątrz silnych do niedawna europejskich sojuszy. Szef francuskich sił zbrojnych wprost i bez dyplomatycznych ogródek nazwał Stany Zjednoczone sojusznikiem coraz mniej przewidywalnym.

Z kolei prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier publicznie potępił wojnę USA i Izraela z Iranem jako naruszenie prawa międzynarodowego, co jest potężnym ciosem w zachodnią spójność. Wypowiedź ta stanowi drastyczny kontrast dla bardzo zachowawczej postawy nowego urzędującego kanclerza, który wręcz unika odpowiedzi na trudne pytania o legalność tego konfliktu.

Europa, silnie uzależniona od energetycznych rynków, znalazła się w bolesnych kleszczach między bliskowschodnim chaosem a bezkompromisową polityką Waszyngtonu.

Makroekonomiczne tąpnięcie w sercu Europy

Analitycy ING Banku Śląskiego nie mają najmniejszych złudzeń – globalne rynki tkwią w niebezpiecznym zawieszeniu, a realna gospodarka już krwawi. Codzienne doniesienia z frontu i groźby bombardowań infrastruktury naftowej sprawiają, że inwestorzy z dnia na dzień tracą pojęcie o przyszłości kapitału.

Strach przed drastyczną utratą bezpieczeństwa energetycznego potężnie paraliżuje Stary Kontynent, wymuszając wstrzymywanie potężnych decyzji biznesowych. Marcowy wskaźnik zaufania konsumentów w strefie euro zanurkował do dramatycznego poziomu, wyraźnie mijając się z rynkowymi oczekiwaniami analityków. To skokowe i niezwykle ostre pogorszenie nastrojów Europejczyków jest bezpośrednim echem brutalnej wojny toczonej o wpływy na Bliskim Wschodzie.

Gospodarczy rykoszet z niesamowitą siłą uderza również w Polskę, gdzie początkowy optymizm zderza się właśnie z twardą, rynkową rzeczywistością. Choć zrewidowane dane z lutego pokazały wzrost sprzedaży detalicznej o solidne 5 proc. rok do roku, eksperci przestrzegają przed naiwnością.

Ekonomiści wyjaśniają, że wyższe tempo wzrostu polskiej sprzedaży to już wyłącznie obraz zamierzchłej, bezpowrotnie utraconej przeszłości. Prawdziwym testem kondycji rodzimych gospodarstw domowych będą dopiero szerokie i pełne dane za marzec. To właśnie w nich może uwidocznić się wpływ konfliktu zbrojnego i gigantycznego skoku cen paliw na krajowych stacjach.

Polska gospodarka w pułapce kosztów

Niepokojące sygnały płyną również bezpośrednio z krajowego rynku pracy, który powoli zaczyna odczuwać wielki ciężar pogarszającej się koniunktury. Szacunki specjalistów z ING wskazują, że stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce niespodziewanie wzrosła, wyrywając się z długiego, stabilnego trendu bocznego, choć pisaliśmy, że to mogą być dość mylące dane.

Choć zima tradycyjnie charakteryzuje się sezonowym wzrostem bezrobocia, to dynamika tych ostatnich zmian budzi coraz większe obawy na korytarzach rządowych. W połączeniu z ogromnym pogorszeniem zaufania konsumentów i wielkich firm, tworzy to prawdziwą mieszankę wybuchową dla długofalowej stabilności ekonomicznej państwa.

Narodowy Bank Polski dostrzega te czarne chmury i wprost przyznaje, że dawna przestrzeń do stymulacji gospodarki właśnie uległa destrukcji. Prezes NBP jasno i wyraźnie wskazał w „The Wall Street Journal”, że krwawy konflikt zbrojny to potężny szok podażowy, który niechybnie zdusi rodzimą produkcję przemysłową.

Jako systemowy, bezwzględny importer netto kluczowych surowców energetycznych jesteśmy ekonomicznie skazani na bolesne importowanie wojennej drożyzny. Przedstawiciele Rady Polityki Pieniężnej zapowiadają twarde utrzymanie ostrożnego kursu i bezkompromisowy tryb wyczekiwania na rozwój wydarzeń międzynarodowych. Przestrzeń do jakichkolwiek dalszych, stymulujących obniżek stóp procentowych w tym roku została właśnie zredukowana do absolutnego zera.

Cicha śmierć rynkowych wycen kapitału

To jednak wcale nie rosnące ceny surowców czy wskaźniki makroekonomiczne stanowią dziś największe zagrożenie dla rynków. Kamil Szczepański, analityk rynków finansowych XTB, zwraca uwagę na zjawisko o wiele bardziej podstępne i niszczycielskie.

Prawdziwy, cichy dramat rozgrywa się dzisiaj na rynku długu, gdzie specjaliści obserwują wzrost rentowności długoterminowych obligacji państwowych. W podręcznikowych realiach takie zjawisko byłoby w pełni racjonalną reakcją kapitału na drożejącą ropę naftową oraz rozprzestrzeniającą się wojnę w Zatoce Perskiej. Obecnie jednak rynek ma do czynienia z potężną anomalią.

Jak tłumaczy analityk XTB, w standardowym kontekście rynkowym byłoby to w pełni racjonalne i uzasadnione zachowanie w świetle m.in. cen ropy i konfliktu w Zatoce Perskiej. Jednak obserwując prognozy inflacyjne dla USA, wzrost oczekiwań inflacyjnych pozostaje niewielki. Co więcej, sytuacja na rynku pracy, ceny metali przemysłowych oraz szereg wskaźników sentymentu bardziej przychylają się do tezy, że kierunek dla gospodarki jest bardziej recesyjny, a mniej inflacyjny.

Z tych narastających sprzeczności może płynąć wniosek, że Wall Street po prostu nie ma zielonego pojęcia, co się za chwilę wydarzy na świecie. A to potężny błąd. Kamil Szczepański stawia sprawę jasno:

W praktyce oznacza to (wzrost rentowności – przyp.red.) nie tyle, że rynek oczekuje podwyżek stóp procentowych, ile że rośnie implikowana zmienność stóp procentowych, czyli, w terminologii zrozumiałej dla opinii publicznej, rynek po prostu nie wie, czego oczekiwać. Wskazania te potwierdzają dane z platformy Bloomberg. Jest to zjawisko dużo gorsze, niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka.

Dlaczego? Ponieważ zdaniem analityka podmioty gospodarcze choć mają często niedocenianą zdolność adaptacji do szerokiego wachlarza destrukcyjnych czynników makroekonomicznych, takich jak np. inflacja czy wysokie stopy procentowe, to co znoszą bardzo źle, to błędna alokacja zasobów przedsiębiorstwa wynikająca z błędnych prognoz lub oczekiwań, albo z ich zupełnego braku.

Toksyczna iluzja i ratunek w ciemności

Jak zaznacza ekspert, widać to szczególnie dobrze na przykładzie spółek technologicznych oraz spółek z obszaru „prywatnego kredytu”. Radykalne, miejscami głębokie przeceny nie są pokłosiem niechybnego „pęknięcia bańki AI” (choć nie oznacza to, że do tego nie dojdzie).

– Spółki te tracą, ponieważ są obecnie najbardziej narażone na tego typu niepewność. Wynika to ze specyfiki modeli biznesowych tych podmiotów oraz dość wyjątkowego okresu w historii obu branż. Warto jednak pamiętać, że w otoczeniu takiej niepewności nie spadają pojedyncze sektory, lecz całe rynki. Najlepszym i dobitnym przykładem był tutaj rok 2022 – przypomina specjalista XTB.

Dlatego też w opinii Szczepańskiego podwyższona zmienność i niepewność nie mają w zwyczaju utrzymywać się przez dłuższe okresy, a wciąż istnieje szereg scenariuszy, które mogłyby „wyprostować” oczekiwania rynku. – Jeśli jednak ma to nastąpić, czasu na deeskalację konfliktu z Iranem jest coraz mniej, a potencjalne wyzwania dla banków centralnych z każdym dniem stają się coraz większe – ostrzega.

Podsumowując, jeśli globalne rynki finansowe mają w ogóle odzyskać kruchą równowagę, natychmiastowa i naprawdę szczera dyplomatyczna deeskalacja konfliktu z Iranem jest warunkiem koniecznym. Każdy kolejny dzień zaciekłej, zbrojnej konfrontacji i brutalnych ataków na infrastrukturę nieodwracalnie niszczy misterne plany ożywienia gospodarczego na szeroko pojętym Zachodzie.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Dan Nguyen / Flickr

Motyw