
Pakiet znany jako CPN sprawił, że ceny paliw na stacjach skurczyły się m.in. dzięki ścięciu podatku VAT. To, co jest świetną wiadomością dla kierowców, niekoniecznie sprzyja polskiej gospodarce. Krytycznie do rozwiązania zaproponowanego przez rząd Donalda Tuska podchodzą eksperci zasiadający w Radzie Fiskalnej. Punktują, że nie dość, że mechanizmy osłonowe nie rozwiążą problemu związanego z dostępnością paliw, to jeszcze mogą mieć niebezpieczne reperkusje w postaci rosnących tak inflacji, jak i deficytu.
- Teza. Program CPN przyczyni się do zaoszczędzenia pieniędzy przez polskich kierowców. Jednocześnie jednak będzie sporym wyzwaniem dla finansów publicznych państwa. Może też skutkować wzrostem inflacji. Ponadto nie leczy przyczyn kryzysu, a wyłącznie łagodzi jego skutki.
- Dowód. Sytuacja sektora finansów publicznych jest napięta do granic wytrzymałości. Tymczasem zmniejszenie podatków oznacza dalsze uszczuplanie potencjalnych dochodów budżetu państwa.
- Dowód. Konstrukcja mechanizmów osłonowych, skupiająca się na obniżce podatków VAT i akcyzy, działa tak, że korzysta na niej głównie odbiorca końcowy. Dla firm CPN pozostanie niemalże neutralny, a jeśli będzie rosła cena netto paliw, to będą one płacić za nie więcej. Nadwyżkę tę przerzucą na cenę końcową swoich produktów i usług, co będzie napędzać inflację.
- Efekt. Efekty programu CPN mogą okazać się chwilowe, zaś jego skutki dla gospodarki będą mieć znacznie bardziej długotrwały charakter.
CPN wchodzi na stacje. VAT w dół, problemy w górę. Spis treści
Od wtorku na stacjach paliw w Polsce obowiązują nowe, niższe ceny. W ramach programu „Ceny Paliw Niżej” (CPN) w życie weszły trzy z czterech mechanizmów osłonowych, zapowiedzianych w ubiegłym tygodniu przez Donalda Tuska. Są to:
- ścięcie VAT-u z 23 do 8 proc. na benzynę, diesla i biokomponenty do paliw (obowiązujące od 31 marca do 30 kwietnia);
- zmniejszenie akcyzy o 19 proc. na benzynę – z 1529 zł do 1239 zł za 1000 l – i o 24 proc. na olej napędowy i biokomponenty – z 1160 zł do 880 zł za 1000 l (od 31 marca do 15 kwietnia);
- wprowadzenie cen maksymalnych na paliwa.
Tym ostatnim, wciąż trzymanym w odwodzie, rozwiązaniem jest podatek od zysków nadmiarowych koncernów paliwowych. Do wszystkich propozycji rządu ustosunkowała się Rada Fiskalna (o której Biznes Enter sporo opowiadał dr Sławomir Dudek, jej przewodniczący). I już na wstępie podkreśla, że opinia publiczna nie poznała żadnych szczegółów dotyczących potencjalnej nowej daniny sektorowej.
Obniżenie VAT-u na paliwa nie rozwiąże problemu i nie zdusi inflacji
W analizie Rady czytamy m.in., że obniżenie podatku VAT „nie jest skuteczną odpowiedzią na wzrost cen paliw wynikający z zewnętrznego szoku podażowego”. Innymi słowy, kryzys paliwowy wynika z niedoborów surowca na świecie, które biorą się z zablokowania Cieśniny Ormuz. Tymczasem rząd, obniżając podatki, stymuluje w Polsce ich konsumpcję.
Autorzy pisma wskazują, że Warszawa – jak i inne stolice państw Unii Europejskiej – „jest w istotnym stopniu biorcą cen na międzynarodowych rynkach ropy i produktów paliwowych”, a jej „krajowa polityka podatkowa ma ograniczony wpływ na ceny hurtowe”, więc „nie jest w stanie usunąć przyczyn wzrostu cen”. W tej sytuacji władze powinny raczej skłaniać obywateli do oszczędzania paliwa i zmiany nawyków na czas kryzysu. Co więcej, zdaniem Rady, z tak skonstruowanego programu skorzystają przede wszystkim gospodarstwa zamożne.
Zachęcanie do kupowania paliw w sytuacji, gdy krąży ich po rynku coraz mniej, ma jeszcze jeden, istotny skutek – podkręcanie inflacji. Dlaczego? Otóż CPN jest tak skonstruowany, że, jak pisaliśmy w Biznes Enter, przedsiębiorcy odczują obniżkę w sposób symboliczny, gdyż jest ona skierowana przede wszystkim do klienta detalicznego. Obniżka VAT-u jest bowiem dla nich w zasadzie neutralna, gdyż i tak mogli go dotychczas odliczać od swoich rachunków. Rada Fiskalna szacuje, że mechanizmy osłonowe obniżą cenę litra paliwa konsumentom o ok. 30 gr, podczas gdy firmom – o ok. 1,2 gr.
Jednocześnie to podmioty transportowe, logistyczne i usługowe najmocniej odczuwają skutki szybujących cen na pylonach. Najprościej będzie im je zrównoważyć poprzez proste przeniesienie tych podwyżek na ceny swoich dóbr i usług, czyli po prostu na swoich klientów. Rada przestrzega, że to będzie wytwarzać „wtórne impulsy inflacyjne”. W jej ocenie „większe znaczenie miałoby łagodzenie kosztów tam, gdzie paliwo stanowi istotny wkład w działalność gospodarczą”.
Ceny paliw staną się zakładnikiem gorączki przedwyborczej
W swoim piśmie Rada krytykuje m.in. przyspieszony proces legislacyjny pakietu CPN, któremu zabrakło m.in. konsultacji społecznych i branżowych oraz pogłębionej analizy skutków regulacji. Ponadto fakt, że rządzący mogą podejmować kluczowe decyzje za sprawą rozporządzeń, budzi wątpliwości konstytucyjne. Dodajmy, że nie jest to pierwszyzna dla polskich firm i obywateli. Swoiste „przetrenowanie” mieliśmy m.in. w czasie pandemii koronawirusa, kiedy w ten sam sposób ówczesny rząd Prawa i Sprawiedliwości wprowadzał kolejne obostrzenia za sprawą rozporządzeń.
Co więcej, rządzący nie przedstawili też „wiarygodnego i ekonomicznie uzasadnionego planu wyjścia z interwencji”, co – zdaniem Rady – „zwiększa niepewność po stronie przedsiębiorstw i osłabia przewidywalność polityki budżetowej”. Szczególnie że pakiet CPN wszedł w życie nieco ponad rok przed wyborami parlamentarnymi, a więc może być przedłużany z prostej kalkulacji politycznej – koalicja nie będzie chciała się narażać swoim potencjalnym wyborcom poprzez „uwolnienie” cen paliw, co najpewniej społecznie zostałoby odebrane jako ich podwyżka.
Instrumenty wprowadzane jako nadzwyczajne i krótkoterminowe bywają wielokrotnie przedłużane z powodów politycznych. Po ich wdrożeniu powrót do poprzednich stawek jest bowiem odbierany społecznie jako podwyżka cen, a nie jako zakończenie nadzwyczajnej interwencji. W latach 2022-2024 dokonano obniżek podatków w ramach tzw. Tarcz antyinflacyjnych. Pomimo pierwotnie zaplanowanego sześciomiesięcznego okresu obowiązywania preferencje wynikające z interwencji obowiązywały 26 miesięcy.
Rada Fiskalna w komunikacie prasowym
Oto jak CPN wpłynie na deficyt sektora finansów publicznych
Obniżenie VAT-u na paliwa na 30 dni kosztuje nasz budżet 900 mln zł, zaś akcyzy – 700 mln zł (dane z Oceny Skutków Regulacji). Razem daje to ok. 1,25 mld zł, uwzględniając, że niższy VAT będzie obowiązywać przez cały miesiąc, a akcyza – przez pół. Przekłada się to na wzrost deficytu sektora finansów publicznych o ok. 0,04 proc. PKB.
W uzasadnieniu do ustawy budżetowej rząd prognozował go na ok. 6,5 proc. PKB. Jednak po zawetowaniu przez prezydenta podwyżek podatków (m.in. opłaty cukrowej, podatku od wygranej czy akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe) tegoroczny deficyt zwiększy się do poziomu 6,6 proc.
CPN ma wprawdzie obowiązywać przejściowo, lecz minister finansów i gospodarki może bezterminowo utrzymać niższą stawkę VAT, a obniżoną akcyzę – do 30 czerwca br. na mocy dalszych rozporządzeń. Przedłużenie pakietu CPN do końca roku oznaczałoby dalszy wzrost deficytu o 0,37 proc. PKB – i prawdopodobnie nowelizację budżetu.
Rada Fiskalna w komunikacie prasowym
Niebezpieczne balansowanie na linie w przypadku deficytu
Poza tym Polska już dziś ma jeden z najwyższych deficytów sektora instytucji rządowych i samorządowych w Unii Europejskiej, wynoszący 7,2 proc. PKP w 2025 r. A rząd w „Średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym na lata 2025-2028” planował, że będzie on na poziomie 5,5 proc.
Tymczasem gabinet Donalda Tuska w takich warunkach zdecydował się na „wdrożenie kosztownej i nieodpowiednio ukierunkowanej interwencji, która nie usuwa źródeł szoku cenowego i może okazać się trudna do wycofania”. Zdaniem Rady nie spełnia też oczekiwań związanych z polityką budżetową kraju objętego unijną procedurą nadmiernego deficytu.
Ministerstwo Finansów powinno dziś skupiać się na wzmocnieniu odporności finansów publicznych w okresie podwyższonego ryzyka, tymczasem mechanizm CPN prowadzi do „dalszego uszczuplenia dochodów państwa bez gwarancji pozytywnego efektu gospodarczego”. A przedłużający się ubytek dochodów może finalnie doprowadzić do zwiększenia presji na cięcie wydatków rozwojowych.
Czym jest Rada Fiskalna?
Rada Fiskalna to instytucja ekspercko-doradcza, istniejąca od 2026 r., której istnienie zagwarantowało prawo europejskie. W jej gremium zasiada siedmiu członków, których zadaniem jest kontrola finansów publicznych oraz monitorowanie realizacji polityki budżetowej. Rada ma przyczynić się do poprawy transparentności finansów państwa, jak również przygotowywać prognozy makroekonomiczne i recenzować dokumenty budżetowe.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: KPRM / Flickr, Julia Avamotive, Pexels, montaż własny