
Strach. Emocja, która coraz mocniej chwyta europejskie serca. Lęku nie studzi ani nastrój świąteczny, ani rozkwitająca za oknami wiosna. Nie jest to jednak uczucie irracjonalne. – Skutki gospodarcze wojny w Iranie będą porównywalne z pandemią COVID-19 czy rosyjską inwazją na Ukrainę – ostrzega Europę kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Konflikt na Bliskim Wschodzie wchodzi w kolejny miesiąc, a to oznacza, że czarny scenariusz ekonomiczny zaczyna się spełniać.
- Teza. Spełnia się czarny scenariusz związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Minął czas na bezkosztowe dla Zachodu zakończenie wojny z Iranem. Coraz więcej wskazuje na to, że nad europejską gospodarką zebrały się czarne chmury.
- Dowód. Już teraz KE zmienia swoje prognozy ekonomiczne na 2026 r. i prognozuje stagflacje na poziomie 1 proc. Dodatkowo europejski przemysł zaczyna wysyłać komunikat, że bez pomocy rządów będzie mu trudno konkurować w nowej rzeczywistości cenowej.
- Efekt. Europa powinna zacząć strukturalnie zarządzać narastającym na kontynencie kryzysem energetyczno-gospodarczym. Pierwszym krokiem w tym celu musi być odblokowanie Cieśniny Ormuz. Ostatnie doniesienia medialne dają w tej kwestii promyk nadziei.
W Europie trwa już kryzys związany z wojną w Iranie. Spis treści
Mierzący zaledwie 33 km przesmyk morski stał się w ostatnich tygodniach najważniejszym punktem na mapie świata. Cieśnina Ormuz, przez którą zwykle przepływało dziennie prawie 20 proc. światowych dostaw ropy, najpierw zamarła a zaraz potem stanęła w ogniu. Komunikat dla świata jest jasny – nikt nie przepłynie przez przesmyk bez zgody Teheranu.
Zablokowanie dostaw z ropy z Zatoki błyskawicznie odbiło się na jej cenie. Z początku wierzono, że sytuacja jest przejściowa i zgodnie z zapowiedziami Donalda Trumpa potrwa maksymalnie do końca marca. Już wtedy jednak komentatorzy i eksperci zgodnie podkreślali, że początek kwietnia jest datą graniczną. Jeżeli wojna potrwa dłużej, to sprowadzi na Europę poważny kryzys gospodarczy.
Kwietniowy Rubikon został przekroczony, a europejskie społeczeństwa przekonały się, że kryzys już tu jest. Staremu Kontynentowi pozostało teraz już tylko zażądanie nim i ograniczanie strat. „Od powietrza, głodu, ognia i wojny – zachowaj nas Panie” – coraz głośniej suplikuje Europa.
Wojna w Iranie gorsza niż COVID-19?
W wyniku zamknięcia tranzytu ropy przez Ormuz świat traci ok. 11 mln baryłek ropy naftowej oraz innych płynów ropopochodnych dziennie. Taki wynik stanowi nieco ponad 10 proc. globalnej podaży. Taka skala zaburzenia rynku ma jednak poważne konsekwencje ekonomiczne – mogą przerosnąć nawet te, które znamy z czasów pandemii.
W szczycie COVID-19 w 2020 r. globalny popyt na ropę spadł o około 8 mln baryłek dziennie, co stanowiło największy szok popytowy w historii. Dzisiejsza sytuacja jest odwrotna. Zamiast załamania popytu świat doświadcza silnego szoku podażowego – przypomina w The Conversation prof. Adi Imsirović z Uniwersytetu w Oksfordzkie.
Zdaniem naukowca skutki szoku podażowego wywołanego przez konflikt na Bliskim Wschodzie mogą być podobne do tych znanych z czasów pandemii. Zaliczają się do nich:
- ograniczenie podróży,
- wzrost kosztów transportu,
- spowolnienie aktywności gospodarczej oraz
- ciecia w budżetach domowych.
Powodem tego podobieństwa jest to, że zarówno podaż, jak i popyt na ropę naftową niezwykle trudno adaptują się do dynamicznie zmieniającej się sytuacji na rynku. Niezależnie od toczącej się po drugiej stronie globu wojny ludzie nadal muszą dojeżdżać do pracy, towary muszą być transportowane, a samoloty czy tiry – zatankowane.
Kiedy jednak podaż nagle spada, to ceny paliw muszą znacznie wzrosnąć, aby zredukować popyt. Właśnie to dziś obserwujemy w Europie.
Europa w obliczu kolejnego kryzysu energetycznego
Rosnące ceny ropy to nie tylko wyższe rachunki za tankowanie na stacjach benzynowych. Wraz z nimi w górę idą także ceny żywności, transportu oraz inflacja. Cały łańcuch naczyń połączonych, którym opleciona jest gospodarka, zaczyna pękać. Kolejne państwa w Europie, mimo dopiero początku szoku podażowego, wprowadzają tarcze ochronne nad swoim sektorem paliwowym, aby minimalizować skutki pełzającego kryzysu.
W Polsce od początku tego miesiąca obowiązują ceny maksymalne na benzynę i diesla oraz niższy VAT na paliwo. Rozwiązania te mają na razie obowiązywać do końca kwietnia. Co jednak dalej? Nawet w optymistycznym założeniu, że wojna skończy się do tego czasu, analitycy i tak prognozują utrzymanie się wysokich cen ropy.
Pytani pod koniec zeszłego tygodnia przez CNN o swoje wyliczenia przedstawiciele amerykańskiego sektora naftowego mówią, że według nich cena ponad 90 dol. za baryłkę będzie się utrzymywać „jeszcze długo po zakończeniu wojny”. Jest to jednak i tak lepszy scenariusz niż dalsze jej trwanie.
Jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez dłuższy czas lub jeśli konflikt ulegnie dalszej eskalacji, globalne straty w eksporcie ropy naftowej i produktów naftowych z Zatoki Perskiej mogą sięgnąć 20 mln baryłek dziennie – stwierdza prof. Adi Imsirović.
Konflikt może trwać latami – ostrzegała w zeszłym tygodniu Christine Lagarde, w wywiadzie dla The Economist. Prezeska Europejskiego Banku Centralnego dodała również, że niezależnie od daty zakończenia działań militarnych długoterminowe skutki toczącej się aktualnie wojny „prawdopodobnie przekraczają to, co możemy sobie teraz wyobrazić”.
Już dziś Komisja Europejska prognozuje, że w wyniku wojny w Iranie strefa euro dotknięta zostanie stagflacją wynoszącą ok. 1 proc. W przypadku przedłużania się konfliktu skutki mogą być jednak znacznie poważniejsze.
Europa stoi dziś w obliczu zmierzenia się z szokiem podażowym. Jego konsekwencje mogą sparaliżować i wywrócić koniunkturę wychodzącej dopiero co z kryzysu gospodarki. Fatih Birol – dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Agencji Energetycznej – określił aktualnie trwającą wojnę jako „największe zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa energetycznego w historii”.
Wojna w Iranie nie idzie zgodnie z planem Zachodu
Wojna w Iranie idzie nie tylko niezgodnie z planem Trumpa, ale również samej Unii Europejskiej. Kiedy 28 lutego pierwsze bomby spadły na Teheran, Bruksela czuła się w miarę pewnie, wiedząc, że z tego regionu trafia do niej jedynie 6 proc. dostaw ropy naftowej i niecałe 10 proc. skroplonego gazu ziemnego. „Największym ryzykiem, o którym mówiono na niezliczonych spotkaniach ministerialnych i technicznych, były wyższe ceny” – podaje Politico.
Europa odrobiła lekcję z kryzysu energetycznego z 2022 r. i częściowo zdywersyfikowała kierunki dostaw kluczowych dla niej surowców energetycznych. W brukselskich gabinetach obawiano się wyłącznie przedłużania konfliktu w Zatoce. Pierwsze dni nowej wojny udowodniły jednak, że brak szybkiego rozejmu na Bliskim Wschodzie będzie dopiero początkiem zmartwień.
W starciu zbrojnym zwykłe reguły i zasady rządzące rynkiem odchodzą w zapomnienie. W wyniku zablokowania dostaw z Zatoki państwa, które wcześniej odbierały ropę z tamtego kierunku, musiały szybko poszukać nowych dostawców, często przebijając przy tym oferty europejskich kontrahentów.
11 tankowców LNG pływających pod banderą USA i Nigerii zostało w ciągu ostatnich kilku dni przekierowanych z Europy na wschód.
Charles Costerousse, starszy analityk ds. energii w firmie konsultingowej Kpler, zajmującej się doradztwem morskim, dla Politico
Europa więc nagle znalazła się w sytuacji globalnej konkurencji o kurczące się na rynku zasoby. „Na świecie było tyle dżum co wojen. Mimo to dżumy i wojny zastają ludzi zawsze tak samo zaskoczonych” – idealnie podsumowuje obecną sytuację cytat z Alberta Camus, autora „Dżumy”. Zakłócenie łańcucha dostaw surowców błyskawicznie zaczęły odczuwać zakłady i fabryki ulokowane na naszym kontynencie.
Europejski przemysł już liczy koszty decyzji Trumpa
Siłą Europy zawsze był przemysł. Od rewolucji parowej Stary Kontynent pozostawał jednym z pionierów rozwoju i wdrażania nowych technologii. Jednak w ostatnich latach koła zamachowe naszego przemysłu schodzą na coraz niższe obroty. Europa z dawcy nowych technologii staje się ich biorcą, a dezindustrializacja staje się realnym zagrożeniem dla gospodarek z tego kontynentu.
Przyczyn tego zjawiska jest wiele, jednak do najważniejszych w ostatnich latach urosły ceny energii i surowców energetycznych. Te zaś – w wyniku obecnej sytuacji geopolitycznej – są zabójcze dla konkurencyjności europejskich zakładów. – Wzrost kosztów, którego doświadczamy, jest znaczący i musi znaleźć odzwierciedlenie w cenach naszych produktów – powiedział rzecznik niemieckiego giganta chemicznego Covestro dziennikarzom Politico.
W podobnym tonie wypowiadają się, pytane przez Biznes Enter, polskie firmy z segmentu AGD. Zwracają uwagę, że od końca lutego ich łańcuch dostaw pozostaje w stałym napięciu, a koszty transportu oraz logistyki stale rosną.
W najtrudniejszym położeniu znalazła się jednak europejska branża chemiczna, dla której surowce takie jak LNG czy też ropa, są półproduktami niezbędnymi do prowadzenia własnej produkcji. Ich dostępność cenowa jest więc branży priorytetem. Bez nich stale będą rosły koszty produkcji kluczowych komponentów dla gospodarki takich jak nawozy czy tworzywa sztuczne.
To wszystko sprawia, że Europa pozostaje zdeterminowana, by przełamać impas w Cieśninie Ormuz.
Europa chce odblokować Ormuz
Po komunikacie Trumpa odnośnie do tego, że świat ma wziąć sprawy odblokowania przesmyku w swoje ręce, Wielka Brytania zawiązała koalicję chętnych. Jej celem jest ponowne umożliwienie tranzytu ropy przez newralgiczny przesmyk. „Iran próbuje w cieśninie Ormuz wziąć światową gospodarkę jako zakładnika. Nie może mu się to udać” – przekazało we wspólnym komunikacie 40 państw z całego świata. Swój cel chcą jednak osiągnąć przez dyplomacje, a nie siłę.
W podobnym tonie wypowiedział się w miniony czwartek prezydent Francji. Emmanuel Macron skrytykował podejście Donalda Trumpa do rozwiązania konfliktu z Iranem, które to amerykański przywódca zaprezentował w kwietniowym orędziu do narodu. Macron podkreślił, że droga do rozwiązania kryzysu wiedzie właśnie przez dyplomacje, a nie bombardowania. Skrytykował w ten sposób amerykańską koncepcję siłowego otwarcia cieśniny Ormuz, uznając ją za „nierealistyczną” i grożącą eskalacją konfliktu. Tym samym Francja dołączyła do Rosji i Chin, które na forum ONZ opowiedziały się przeciw działaniom militarnym na wodach międzynarodowych wokół Cieśniny.
Na dyplomatyczne gesty ze strony Europy odpowiedział Iran. Teheran, według The Financial Times, miał wyrazić chęć zawarcia jakiejś umowy ze Starym Kontynentem, która umożliwiałaby – za odpowiednią opłatą – przepływ europejskich tankowców przez Ormuz. Mechanizm działania takiej opłaty dokładnie opisaliśmy na Biznes Enter, w tym miejscu.
Potwierdzeniem tych doniesień może być informacja Bloomberga z 4 kwietnia, według której pierwszy francuski tankowiec bezpiecznie przepłynął przez przesmyk. W pierwsze zwiastuny deeskalacji na linii Europa-Iran są zatem widoczne gołym okiem. Stary Kontynent wziął sprawy w swoje ręce. Nie oznacza to jednak, że wiszący nad Europą kryzys energetyczny został przegoniony. Miecz Damoklesa wciąż wisi nad naszymi gospodarkami.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: wirestock / freepik.com