
Czy tzw. rynek pracownika na dobrze odszedł? Zamiast snuć pesymistyczne wizje dotyczące przyszłości rynku pracy, warto najpierw uważnie przyjrzeć się danym. Już pobieżna analiza wskazuje, że coś się nie zgadza – pisze dla Biznes Enter Adam Suraj z Ośrodka Badawczego GRAPE. Analityk tłumaczy, skąd się wzięły ostatnie zawirowania z danymi o ofertach pracy.
- Gwałtowny spadek liczby wakatów w powiatowych urzędach pracy od czerwca 2025 r. nie oznacza załamania rynku pracy.
- Tezie tej przeczą najbardziej wiarygodne w tym obszarze dane GUS, które nie wskazują na żaden znaczący spadek w drugiej połowie 2025 r.
- Dane z urzędów pracy od dawna nie są reprezentatywne dla rynku pracy, ponieważ nie korzystają z nich ani pracodawcy, ani osoby poszukujące zatrudnienia.
- Zaobserwowany spadek wynika z urealnienia danych, reforma ograniczyła liczbę duplikatów oraz fikcyjnych ofert w statystykach.
Wakaty w Polsce nie zniknęły. Oto dowody. Spis treści
Według danych powiatowych urzędów pracy (PUP) liczba dostępnych wakatów w Polsce wyraźnie się zmniejszyła. Szczególnie mocny spadek nastąpił w czerwcu 2025 r. – wówczas łącznie we wszystkich urzędach pracy w Polsce było 27,8 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowych, gdzie w poprzednich miesiącach liczba ta oscylowała wokół 70 tys., czyli była dwuipółkrotne większa. Co więcej, w następnych miesiącach liczba dostępnych wakatów pozostała wyraźnie niższa. Czy tzw. rynek pracownika na dobrze odszedł?

Dane się nie zgadzają
Zamiast snuć pesymistyczne wizje dotyczące przyszłości rynku pracy, warto najpierw uważnie przyjrzeć się danym. Już pobieżna analiza wskazuje, że coś się nie zgadza. Na poniższym wykresie zestawiono liczbę wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej zgłoszonych w danym miesiącu z liczbą wyrejestrowań z PUP z tytułu podjęcia zatrudnienia. Od czerwca, w każdym kolejnym miesiącu, liczba osób znajdujących pracę przewyższała łączną liczbę zgłoszonych wakatów. W grudniu dysproporcja była szczególnie wyraźna, liczba takich osób była niemal 2,5 razy większa niż liczba nowych ofert pracy!

Jeszcze ciekawiej sytuacja przedstawia się, gdy sięgniemy po alternatywne źródła danych. Za najbardziej wiarygodne można uznać informacje pochodzące z badania popytu na pracę prowadzonego przez GUS. Mają one charakter kwartalny i są zbierane na podstawie ankiety kierowanej do reprezentatywnej próby przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej jednego pracownika.
Są też oczywiście różne wskaźniki oparte na danych z portali z ogłoszeniami o pracę, takich jak Pracuj.pl czy Indeed, ale mają one dwa istotne problemy. Po pierwsze, nie do końca wiadomo, jak dokładnie są konstruowane. Po drugie, mimo że serwisy te w ostatnich latach zyskały na popularności, nadal nie obejmują rynku pracy równomiernie. Jak zauważają ekonomistki rynku pracy, prof. Joanna Tyrowicz i prof. Iga Magda, portale te wyraźnie nadreprezentują oferty dla specjalistów.
Z wykresu wynika, że według danych GUS w drugiej połowie 2025 r. nie było żadnego gwałtownego załamania liczby wakatów. Co więcej, pod koniec każdego kwartału ich liczba była mniej więcej dwukrotnie wyższa niż w statystykach powiatowych urzędów pracy, a w ostatnim roku ta różnica jeszcze się powiększyła!

Pracodawcy omijają urzędy pracy szerokim łukiem i mają ku temu dobry powód
Wyjaśnienie tych rozbieżności jest w gruncie rzeczy dość proste. Zdecydowana większość ofert pracy w ogóle nie trafia i nigdy nie trafiała do urzędów pracy, więc dane z PUP są słabo reprezentatywne dla całego rynku. Z badań ankietowych rynku pracy Narodowego Banku Polskiego z lat 2011-2016 wynika, że w tym okresie do urzędów trafiało jedynie około 10-20 proc. wszystkich ofert pracy. Co więcej, mniej więcej 60 proc. pracodawców deklarowało, że nie zgłasza tam żadnych ofert.
Niechęć do korzystania z usług powiatowych urzędów pracy wynika zaś w dużej mierze z tego, jak te instytucje długo w Polsce funkcjonowały. W 2013 r. badacze GRAPE przeprowadzili eksperyment, w ramach którego rozesłali do wszystkich urzędów pracy i ich fili informacje, że młoda firma poszukuje osób na cztery stanowiska. Na mail w ogóle nie odpowiedziało 60 proc. z 416 placówek. Te, które odpisały, często nalegały na kosztowny z punktu widzenia pracodawcy kontakt osobisty, przesłanie dokumentów w formie papierowej lub żądały dokumentów, których nie miały prawa żądać.
Co więcej, urzędy pracy, nawet jeżeli już pochylały się nad przesłaną ofertą pracy, często i tak ją odrzucały z arbitralnych powodów. Jak wskazuje prof. Joanna Tyrowicz: „Jak chcesz zgłosić ofertę pracy w niepełnym wymiarze czasu do urzędu pracy, to usłyszysz, że ona jest nieinteresująca. Jak chcesz zgłosić ofertę pracy, która nie jest ofertą pracy w rozumieniu kodeksu pracy, nie jest to praca etatowa [tj. na umowie o pracę – przyp. aut.], tylko jakaś inna forma współpracy, powiatowy urząd pracy powie, że jest to oferta nieinteresująca”.
Pracownicy nie liczą na to, że w urzędzie pracy, znajdą pracę
Również sami pracownicy wolą szukać zatrudnienia na własną rękę, niż korzystać z pomocy PUP. Wynika to z wielu powodów. Liczba dostępnych ofert i form aktywizacji w urzędach jest po prostu niewielka. Po drugie, wśród wakatów wyraźnie dominują proste prace wymagające relatywnie niskich kwalifikacji, co odcina sporą rzeszę wykwalifikowanych pracowników.
Same urzędy pracy nie zawsze też skutecznie dopasowują oferty do potrzeb bezrobotnych. W 2016 r. jedynie 29 proc. z nich zadeklarowało, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy otrzymało jakąkolwiek (!) ofertę z urzędu. Może to wynikać nie tylko z ograniczonej liczby ofert, lecz także z niedoboru pracowników w PUP. Pod koniec 2023 r., mimo rekordowo niskiego bezrobocia, na jednego doradcę zawodowego przypadało od 113 do 2571 zarejestrowanych bezrobotnych, a na jednego pośrednika pracy – od 43 do 891 osób.
Liczba wakatów w urzędach pracy została urealniona
W czerwcu 2025 r. nie doszło do realnego spadku liczby wakatów dostępnych w urzędach pracy, lecz raczej do ich urealnienia, będącego efektem reformy funkcjonowania PUP. Wcześniej pracodawca mógł zgłosić tę samą ofertę do kilku urzędów, a każda z nich była publikowana osobno. Dane te następnie przekazywano na wyższe szczeble, gdzie je agregowano, nie eliminując duplikatów. Od czerwca 2025 r. wprowadzono centralny system ePraca, w którym oferta może zostać zgłoszona tylko do jednego, wybranego urzędu pracy. W rezultacie usunięto duplikaty, co obniżyło liczbę raportowanych wakatów, mimo że ich rzeczywista liczba pozostała bez zmian.
Test rynku pracy, wakaty i wielkie marnowanie czasu
Po drugie, zniesiono test rynku pracy (TRP). Do czerwca 2025 r. pracodawca, zanim zatrudnił cudzoziemca spoza UE, musiał najpierw zgłosić ofertę do urzędu pracy. Urząd publikował ofertę i sprawdzał, czy da się znaleźć kandydata na miejscu, a w trudniejszej sytuacji na rynku mógł nawet odmówić przyjęcia zgłoszenia. W założeniu chodziło o to, aby cudzoziemcy byli zatrudniani dopiero wtedy, gdy nie da się obsadzić stanowiska lokalnym pracownikiem.
W praktyce system ten rzadko działał zgodnie z tym zamysłem. Badania z innych krajów, przywoływane przez Marcina Wiatrowa, wskazują, że poszukiwanie lokalnych pracowników w ramach TRP często miało charakter czysto formalny. Pracodawcy z góry wiedzieli, kogo chcą zatrudnić, więc konstruowali oferty i warunki w taki sposób, aby nikt miejscowy się nie zgłosił. W Polsce wyglądało to bardzo podobnie. Jak wskazuje badacz: „udział ofert pracy, których dezaktualizacja nastąpiła z powodu zatrudnienia kandydata, w przypadku ofert związanych z TRP wynosił ok. 2-3 proc. w latach 2018-2020, podczas gdy dla zwykłych ofert było to ok. 36-39 proc.”.
Dodatkowo funkcjonowanie systemu podkopały czynniki charakterystyczne dla naszego kraju. Urzędy pracy, między innymi z powodu ograniczonych zasobów, w praktyce akceptowały większość wniosków. Przywoływana przez Marcina Wiatrowa kontrola ministerstwa z 2015 r. pokazała, że aż 78 proc. urzędów nie odmówiło ani jednego zgłoszenia. Jeśli odmowy się pojawiały, wynikały raczej z błędów formalnych niż z rzeczywistej oceny sytuacji na rynku pracy. Z czasem doszła też szeroka lista wyjątków, przez co w wielu przypadkach test rynku pracy w ogóle nie był wymagany.
W efekcie funkcjonowanie TRP prowadziło do marnowania czasu urzędów pracy, bezrobotnych i pracowników oraz sztucznego zawyżania liczby ofert pracy w statystykach. Wiele z nich miało wyłącznie formalny charakter, ponieważ pracodawcy nie zamierzali realnie zatrudniać lokalnych kandydatów, a mimo to były widoczne w danych. W czerwcu 2025 r. test rynku pracy został zniesiony. W jego miejsce wprowadzono rozwiązanie, w którym starosta może tworzyć listę zawodów, w których nie można zatrudniać cudzoziemców. W rezultacie pracodawcy planujący zatrudnienie cudzoziemców nie muszą już zgłaszać lipnych wakatów do urzędu pracy.
Urzędy zaczęły weryfikować oferty
Reforma z czerwca 2025 r. ograniczyła także napływ ofert pracy od podmiotów budzących wątpliwości. Wcześniej powiatowe urzędy pracy nie miały obowiązku, a często również realnej możliwości weryfikacji pracodawców zgłaszających wakaty. Obecnie urzędy sprawdzają, czy dane przedsiębiorstwo nie posiada istotnych, nieuregulowanych zobowiązań wobec państwa (przede wszystkim podatków i składek), a w przypadku ich stwierdzenia odmawiają przyjęcia oferty pracy. W założeniu rozwiązanie to ma chronić pracowników przed nieuczciwymi pracodawcami, którzy mogliby nie zapewnić odpowiednich warunków zatrudnienia ani terminowej wypłaty wynagrodzenia.
Podsumowanie
Na koniec warto wyciągnąć z tej historii szerszą lekcję. Polityka publiczna to nie tylko projektowanie sensownych rozwiązań, lecz także ich komunikowanie. Reforma powiatowych urzędów pracy z czerwca 2025 r. w wielu wymiarach była krokiem w dobrą stronę, uporządkowała statystyki, uprościła procedury i wyraźnie ułatwiła pracodawcom publikowanie wakatów, a pracownikom poszukiwanie ofert pracy. Mimo to, zamiast stać się przykładem udanej modernizacji państwa, w debacie publicznej została sprowadzona do alarmistycznych nagłówków o „znikających wakatach”. Pokazuje to, że nawet korzystne zmiany mogą zostać odebrane jako problem, jeśli zabraknie kontekstu, danych i rzeczowego wyjaśnienia ich skutków.
Adam Suraj, Ośrodek Badawczy GRAPE
Zdjęcie główne: freepik / Freepik