Partnerzy merytoryczni
Krzysztof Stanowski, Kanał Zero

Krew, pot i pozew na 55 mln zł. Czy Columbus ma szansę w starciu z Kanałem Zero i samym Stanowskim?

Jako wieloletni dziennikarz ekonomiczny widziałem już dziesiątki firm, które próbowały walczyć z mediami na śmierć i życie. Znam ten zapach prochu. Kiedy przed laty sam zostałem pozwany przez ówczesny zarząd Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze” (PPL) za ujawnienie, jak wyglądał przetarg na Lotnisku Chopina w Warszawie na 700 mln zł, co zakończyło się batalią prawną i końcową ugodą obu stron, nauczyłem się jednej absolutnej prawdy – na sali sądowej rzadko liczą się emocje i „co się komu wydaje”. To twarda litera prawa wyznacza granice. Czy tak też będzie w kwestii Columbusa i Kanału Zero oraz Olgi Malinkiewicz?

  • Teza. Columbus Energy pozywa Kanał Zero na zawrotną kwotę 55 mln zł. Z punktu widzenia prawa prasowego i mojego własnego doświadczenia w tego typu przypadkach Kanał Zero ma mocne argumenty w ręku. Sprawa z Olgą Malinkiewicz wygląda za to zgoła inaczej.
  • Dowód. Prawo prasowe chroni dziennikarzy zapewniających prawo do repliki, co czyni pozew przeciwko Kanałowi Zero trudnym, podczas gdy Olga Malinkiewicz w swoim wpisie mogła popełnić spory błąd, co prawnicy Columbusa zapewne wykorzystają na sali sądowej.
  • Efekt. Batalia sądowa między biznesem a mediami może przybrać różny wymiar w sądzie.

Dziś na naszych oczach rozgrywa się spektakl bez precedensu, od którego po prostu nie da się oderwać wzroku. Z jednej strony ringu Dawid Zieliński i Columbus Energy – gigant polskiej transformacji energetycznej walczący o zaufanie inwestorów. Z drugiej – Krzysztof Stanowski i jego medialny walec, Kanał Zero. A pośrodku Olga Malinkiewicz, która postanowiła zdetonować w tej przestrzeni bombę swoim wpisem na LinkedIn.

Columbus pozywa Kanał Zero i Olgę Malinkiewicz

Columbus wyciągnął najcięższe możliwe działa. W wydanym w czwartek 26 marca 2026 r. oświadczeniu zarząd spółki pisze wprost:

Wczoraj (w środę – przyp. red.) Olga Malinkiewicz, która w Kanale Zero przez wiele godzin rozsiewała kłamstwa i insynuacje na temat firmy Columbus Energy, ogłosiła, że CBA zatrzymało Prezesa Dawida Zielińskiego. Jest to oczywiste kłamstwo stanowiące część zorganizowanej operacji medialnej dyskredytacji polskiego przedsiębiorcy. […] Columbus Energy pozwie Kanał Zero należący do Krzysztofa Stanowskiego oraz jego osobiście na kwotę min. 55 milionów złotych, która to kwota stanowi ekwiwalent wartości medialnej potrzebnej do naprawienia wizerunku Columbus Energy za kłamstwa i kalumnie rozpowszechnione o firmie za pośrednictwem Kanału Zero i umożliwienie Oldze Malinkiewicz jednostronnej i kłamliwej narracji […].

55 milionów złotych. Kwota, która z założenia ma zmrozić krew w żyłach. Ale czy zmrozi krew sędziom w wydziałach cywilnych? Przeanalizujmy szanse Columbusa na chłodno, rozcinając tę wojnę skalpelem na dwa zupełnie odrębne fronty: sprawę przeciwko Stanowskiemu oraz sprawę przeciwko Malinkiewicz.

Front pierwszy. Columbus kontra Stanowski i Kanał Zero

Zarząd Columbusa zarzuca Stanowskiemu i jego kanałowi „umożliwienie Oldze Malinkiewicz jednostronnej i kłamliwej narracji przeciwko Spółce”. Brzmi to mocno na papierze firmowym, ale w zderzeniu z Prawem prasowym (Dz.U. 1984 nr 5 poz. 24 z późn. zm.) ten zarzut może rozpaść się w sądzie jak domek z kart.

Dlaczego? Zacznijmy od faktów. Kanał Zero trzy miesiące temu przeprowadził wywiad z Olgą Malinkiewicz, polską fizyczką, założycielką firmy Saule Technologies, które miało ambicję stać się pionierem w wykorzystywaniu perowskitów. Padło podczas niego wiele gorzkich słów pod adresem akcjonariusza firmy – Columbus Energy. Całą sprawę tłumaczyliśmy TUTAJ.

Dawid Zieliński – co jest kluczowe dla oceny całej sytuacji – został po programie z Malinkiewicz później zaproszony do Kanału Zero i miał możliwość bezpośredniej konfrontacji z jej tezami na tej samej platformie. Ba! Podczas samego programu zadzwonił do niej i zapraszał na „spacer”, żeby wszystko wyjaśnić. Padły też zarzuty obyczajowe. Później za te słowa prezes Columbusa zresztą przeprosił.

W świecie prawa prasowego ta cała sytuacja jest „game changerem”. Art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego nakłada na dziennikarza obowiązek zachowania „szczególnej staranności i rzetelności” przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów. Fundamentem tej rzetelności jest wysłuchanie drugiej strony, realizacja rzymskiej zasady audiatur et altera pars (łac. „niech będzie wysłuchana i druga strona”).

Stanowski to zrobił. Oddając antenę Zielińskiemu na wyprostowanie nieprawdziwych informacji, Kanał Zero w oczach sądu może starać się udowodnić, że stworzył pluralistyczną platformę do otwartej polemiki, a nie jednostronny pręgierz.

W orzecznictwie polskich sądów (szczególnie w wyrokach Sądu Najwyższego dotyczących formatów „na żywo” i talk-show) utrwalił się żelazny pogląd – dziennikarz nie ponosi absolutnej odpowiedzialności za wypowiedzi zaproszonego gościa. Odpowiadałby za nie tylko wtedy, gdyby aktywnie podsycał oskarżenia bez weryfikacji lub brutalnie odmówił poszkodowanemu prawa do jakiejkolwiek repliki. Skoro Stanowski replikę zapewnił, mógł wytrącić Columbusowi z rąk najważniejszą broń.

Broń naładowana na 55 mln pocisków

Co więcej, udowodnienie szkody na poziomie 55 mln zł w polskim procesie cywilnym to zadanie wybitnie karkołomne. W sprawach o naruszenie dóbr osobistych (art. 23, 24 Kodeksu cywilnego w zw. z art. 43 KC dla osób prawnych) Columbus musiałby przed sądem udowodnić bezsporny, żelazny związek przyczynowo-skutkowy. Trzeba by było z matematyczną precyzją wykazać, że to konkretnie brak reakcji prowadzącego w danej sekundzie wywiadu kosztował firmę zerwanie wycenionych kontraktów na kwotę 55 mln, a nie na przykład ogólna rynkowa nerwowość czy obawy wokół rozliczeń całego programu „Czyste Powietrze” przez WFOŚiGW, o czym zresztą spółka sama wspomina w pkt. 3 oświadczenia.

Prawnicy Stanowskiego wciągną tę argumentację nosem. Błyskawicznie użyją argumentu tzw. mitygacji (minimalizacji) szkody – wskażą, że prezes Zieliński mógł przecież wystąpić, sprostować i zdemaskować fałsz, a zatem potencjalny pożar giełdowy został ugaszony narzędziami samego Kanału Zero.

Jaki więc jest możliwy werdykt na tym froncie? Pozew na 55 mln zł to mocny ruch wizerunkowy dla firmy. Ma pokazać siłę i odstraszyć innych. Jednak z prawniczego punktu widzenia szanse na wygraną w sądzie przeciwko Stanowskiemu, z uwzględnieniem późniejszego zaproszenia Zielińskiego, moim zdaniem są mizerne.

Front drugi. Zieliński kontra Malinkiewicz

O ile Krzysztof Stanowski bardzo sprawnie zabezpieczył swoje tyły dziennikarskim warsztatem i zaproszeniem adwersarza, o tyle to, co zrobiła Olga Malinkiewicz na platformie LinkedIn, FB i X, to już zupełnie inna historia.

Zejdźmy do suchych faktów. Przyjrzyjmy się komunikatowi CBA z 25 marca 2026 r.:

Mężczyzna został 20 marca 2026 r. zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA w asyście funkcjonariuszy SG na warszawskim lotnisku. […] Zatrzymany to prezes spółki specjalizującej się w realizacji inwestycji w ramach rządowego programu „Czyste Powietrze”, współfinansowanego przez Europejską Agencję Wykonawczą ds. Klimatu […]. Zgodnie z ustaleniami środki zostały przekazane bezpośrednio do spółki, która nie wywiązała się ze swoich zobowiązań – w wielu przypadkach prac w ogóle nie rozpoczęto […]. Na chwilę obecną ustalono, że pokrzywdzonych zostało 37 beneficjentów programu, a działania spółki mogły doprowadzić do nadużyć finansowych na kwotę ponad 2 mln zł. […] Prokurator zawnioskował o zastosowanie izolacyjnego środka zapobiegawczego w postaci aresztu tymczasowego na okres 3 miesięcy.

Czytamy ten suchy, precyzyjny tekst raz za razem. I co widzimy? W komunikacie CBA nie pada ani słowo o Dawidzie Zielińskim, ani o Columbus Energy. Skala finansowa z komunikatu (2 mln zł, 37 pokrzywdzonych beneficjentów) kompletnie rozjeżdża się z biznesowymi realiami i skalą działalności giełdowego giganta (sam Columbus deklaruje przecież spłatę potężnych 10 mln zł zaliczek w imieniu beneficjentów).

Co na to Olga Malinkiewicz? W swoim wpisie na LinkedIn i X uderza potężnym nagłówkiem: „CBA ZATRZYMAŁO DAWIDA ZIELIŃSKIEGO Z COLUMBUS ENERGY NA WARSZAWSKIM LOTNISKU?”. Używa znaku zapytania jako tarczy, łudząc się, że w sądzie powie: „przecież ja tylko pytałam”. Ale polskie orzecznictwo od dawna uznaje pytania insynuacyjne za twarde naruszenie dóbr.

Co więcej, chwilę później autorka wpisu porzuca pytania i stwierdza kategorycznie:

Polscy politycy wciąż milczą o aferze Columbus Energy, udając, że spółka ta nie oszukała tysięcy swoich klientów, nie zmalwersowała setek milionów publicznych pieniędzy, a prawo nie zostało złamane.

To nie jest wyrażenie opinii ani dopuszczalna w dyskursie ocena działalności. Z dziennikarskiego punktu widzenia, to zlepienie prawdziwego, ale całkowicie niepowiązanego komunikatu Biura Antykorupcyjnego z nazwiskiem prezesa zupełnie innej spółki. To może być przykład przestępstwa z art. 212 Kodeksu karnego (zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania). W wrażliwym na każdą plotkę środowisku giełdowym takie fałszywe oskarżenie jest jak granat wrzucony prosto do gabinetu zarządu.

Na tym froncie spółka nie musi udowadniać rynkowej szkody na dziesiątki milionów. Wystarczy, że wykaże celowość przypisania przez Malinkiewicz czynów, które obiektywnie nie miały miejsca, co z urzędu naraża osobę publiczną i podmiot gospodarczy na utratę niezbędnego zaufania (art. 212 § 1 w zw. z § 2 kk). Biorąc pod uwagę banalną łatwość dowodową – Zieliński nie został aresztowany, a komunikat dotyczył innej osoby – ten wpis może być naprawdę trudny do obrony.

Cena rzuconego słowa

Sprawa Columbus Energy to kolejna już lekcja anatomii konfliktu biznes-media. Krzysztof Stanowski wyjdzie najprawdopodobniej z tego starcia bez większego szwanku. Mało tego, może jeszcze transmitować cały proces na żywo i na nim jeszcze zarabiać, przekształcając wszystko w farsę.

Warto mieć na uwadze, że paradoksalnie prawo prasowe w Polsce, choć powstało podczas ciężkiej komuny, jest tak skonstruowane, by chronić wolność debaty publicznej i tych, którzy dopuszczają do głosu obie strony barykady. To triumf dziennikarskiej procedury nad korporacyjnym straszakiem.

Ale Olga Malinkiewicz choć od tygodni nagłaśnia rzekome nieprawidłowości związane z marką Columbus, tym razem mogła pójść o jeden most za daleko. W wielkim biznesie można mieć twardych wrogów, można bezwzględnie toczyć wojny na patenty, przejęcia i udziały w rynku. Ale kiedy rzucasz w publiczną przestrzeń oskarżenia o aresztowania przez służby, zrównując komunikat CBA o zupełnie innym, lokalnym oszustwie z notowaną na giełdzie spółką… cóż. Wtedy kończy się biznesowa gra w warcaby, a zaczyna prawny walec. Zobaczymy, kto zdąży przed nim uskoczyć na czas.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Kanał Zero

Motyw