
Unijny system handlu uprawnieniami do emisji znalazł się w przełomowym momencie. Planowana na 2026 r. rewizja programu zdecyduje nie tylko o tempie dekarbonizacji europejskiej gospodarki, lecz także o tym, czy przemysł zacznie postrzegać ETS jako impuls do inwestycji, czy wyłącznie jako kolejne obciążenie kosztowe. Choć sektory energochłonne oraz część rządów naciskają na złagodzenie zasad, eksperci agencji Bruegel przekonują, że system działa znacznie lepiej, niż sugeruje to publiczna debata.
- Teza. System ETS musi zostać przekształcony w mechanizm wymuszający inwestycje, aby wycena emisji była motorem nowoczesności, a nie barierą dla przemysłu.
- Dowód. Podczas gdy sektor energetyczny objęty aukcjami zredukował emisje o blisko 30 proc., przemysł korzystający z darmowych uprawnień osiągnął spadek o mniej niż 9 proc., generując przy tym do 46 mld euro zysków nadzwyczajnych.
- Efekt. Unia Europejska powinna uzależnić darmowe uprawnienia od twardych zobowiązań inwestycyjnych oraz scentralizować przychody z aukcji, zwiększając udział funduszy zarządzanych bezpośrednio na poziomie unijnym – twierdzą eksperci.
Rola ETS dla przemysłu. Spis treści
Zdaniem think tanku ETS skutecznie ogranicza emisyjność europejskich gospodarek. Według przedstawionych przez nich wyliczeń, między 2005 a 2020 r. emisyjność UE została obniżona o 14-16 proc. Dodatkowo, jak argumentuje Bruegel, cały ten proces nie odbył się kosztem europejskich gospodarek. Nie doszło do fali bankructw firm, ani do gwałtownego wzrostu bezrobocia.
Dziś jednak potrzebna jest zmiana podejścia. Bruegel stawia sprawę jasno. Nadszedł moment, by ETS przestał być wyłącznie mechanizmem ograniczania emisji i stał się narzędziem, które realnie finansuje zieloną modernizację przemysłu.
Jak działa mechanizm ETS
System ETS to znacznie więcej niż prosty podatek węglowy. Wyznacza on ogólny limit emisji (cap), który co roku maleje, zmuszając przedsiębiorstwa do planowania inwestycji w perspektywie wielu lat. Każda firma musi posiadać uprawnienia odpowiadające ilości wyemitowanego CO₂, które może otrzymać bezpłatnie, kupić na aukcji lub nabyć od innych podmiotów.
O skuteczności ETS decyduje przede wszystkim przewidywalność systemu. Świadomość, że pula uprawnień będzie maleć, traktowana jest jako sygnał długoterminowy, który stymuluje firmy do modernizacji. Brak inwestycji w nowe technologie nie jest postrzegany jako jednorazowy koszt, lecz jako ryzyko strukturalne prowadzące do wzrostu wydatków w przyszłości. ETS działa więc jak stymulator innowacji, premiujący podmioty zdolne do długofalowego planowania transformacji technologicznej.

Firmy, które szybciej obniżą emisje, mogą odsprzedać nadwyżki pozwoleń, zyskując dodatkowy kapitał. Natomiast przedsiębiorstwa opóźniające modernizację muszą liczyć się z coraz wyższymi kosztami zakupu pozwoleń, co w dłuższej perspektywie wymusza skok technologiczny lub wyjście z rynku.
Wpływ ETS na gospodarkę
Eksperci think tanku Bruegel stawiają tezę, która rzuca nowe światło na polską debatę o kosztach polityki klimatycznej: dotychczasowy wpływ systemu ETS na PKB i inflację w skali całej Unii był ograniczony. Twierdzenie to bezpośrednio podważa popularną w Polsce opinię o destrukcyjnym charakterze wyceny emisji, która miałaby dusić konkurencyjność krajowego przemysłu. Autorzy opracowania przekonują, że system ten pełni rolę katalizatora efektywności, a nie hamulca wzrostu.
Argumentacja Bruegla opiera się na analizie korelacji między ekologią a wynikami ekonomicznymi. Przykłady gospodarek takich jak Francja czy Norwegia dowodzą, że głęboka redukcja emisji może iść w parze z utrzymaniem, a nawet wzrostem wysokiej produktywności. Firmy w tych krajach uniknęły stagnacji, ponieważ rosnące ceny uprawnień zmusiły je do wyścigu technologicznego i optymalizacji procesów, co w dłuższej perspektywie wzmocniło ich pozycję na globalnym rynku.
Jednocześnie Bruegel przyznaje, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej odczuwają silniejszą presję gospodarczą ze względu na wyższy poziom startowy emisyjności gospodarek. Rozwiązaniem nie jest jednak osłabianie mechanizmów rynkowych, lecz sprawne wykorzystanie unijnych instrumentów wyrównawczych.
Fundusz Modernizacyjny oraz Fundusz Sprawiedliwej Transformacji zostały stworzone właśnie po to, by łagodzić koszty dekarbonizacji w regionach najbardziej uzależnionych od węgla i zapewniać im kapitał na modernizację. Kraje takie jak Polska są jego największymi beneficjentami.
Pułapka darmowych uprawnień i zyski nadzwyczajne
Darmowe uprawnienia do emisji wprowadzono z myślą o ochronie europejskiego przemysłu przed tzw. ucieczką emisji (carbon leak), czyli przenoszeniem produkcji do krajów o łagodniejszych normach środowiskowych. W teorii miały one wyrównywać szanse rynkowe, jednak zdaniem analityków Bruegla stały się barierą dla innowacji. System przydziałów okazał się na tyle hojny, że wiele przedsiębiorstw otrzymywało więcej pozwoleń, niż faktycznie zużywało w procesie produkcji.

Zamiast motywować do inwestycji w czyste technologie, mechanizm ten umożliwił firmom generowanie zysków nadzwyczajnych (windfall profits). Przedsiębiorstwa sprzedawały darmowe nadwyżki na otwartym rynku, traktując je jako dodatkowe źródło dochodu, a nie kapitał na modernizację. Według raportu Bruegla w samym sektorze metalowym, mineralnym i chemicznym dodatkowe korzyści z tego tytułu sięgnęły od 26 do 46 mld euro w latach od 2008 do 2019 r.

Taka konstrukcja systemu doprowadziła do rażących różnic w tempie transformacji poszczególnych gałęzi gospodarki. Sektor energetyczny, który od 2013 r. musi kupować niemal wszystkie uprawnienia na aukcjach, ograniczył emisje o blisko 30 proc. W tym samym czasie przemysł ciężki, chroniony darmowymi przydziałami, zredukował je o mniej niż 9 proc. Dane te jasno pokazują, że brak realnego kosztu emisji skutecznie zniechęca do podejmowania ryzyka technologicznego. Zdaniem ekspertów nadchodząca rewizja systemu powinna zakończyć ten etap i przygotować branżę na pełne wdrożenie cła węglowego (CBAM), które przejmie funkcję ochrony konkurencyjności bez hamowania postępu.
Ewolucja w stronę modelu finansującego inwestycje
Najważniejszym postulatem ekspertów Bruegla jest zmiana filozofii działania ETS. Od 2013 r. system wygenerował ponad 245 mld euro dochodów publicznych, lecz ich wykorzystanie na poziomie krajowym pozostaje nieefektywne. Państwa członkowskie często deklarują wydatki na klimat, które w praktyce sprowadzają się do krótkoterminowych dopłat do cen energii, co podtrzymuje stare technologie zamiast finansować przełomowe rozwiązania. Autorzy analizy wskazują na konieczność wprowadzenia rygorystycznych zasad raportowania, by ukrócić brak transparentności w wydatkowaniu tych środków przez rządy krajowe.
Model oparty na finansowaniu inwestycji zakłada, że każde euro z handlu emisjami powinno być bezpośrednio kierowane na dekarbonizację. Bruegel proponuje utworzenie europejskiego banku dekarbonizacji przemysłowej oraz zwiększenie udziału przychodów zarządzanych bezpośrednio z budżetu UE. Ma to zapobiec narodowemu protekcjonizmowi i rozproszeniu funduszy wewnątrz budżetów państw.
Warunkiem powodzenia musi być twarda warunkowość. W okresie przejściowym przed pełnym wdrożeniem CBAM darmowe uprawnienia powinny trafiać wyłącznie do firm, które udokumentują realne inwestycje w zieloną transformację. Przy prognozowanej cenie 150 euro za tonę emisji w 2030 r. wpływy z aukcji mogłyby w pełni pokryć roczne potrzeby inwestycyjne sektora energochłonnego, szacowane na około 34 mld euro.
Tylko takie podejście sprawi, że ETS przestanie być postrzegany jako ciężar regulacyjny, a zacznie pełnić rolę silnika finansującego technologiczny transformacje i budującego trwałą przewagę konkurencyjną Europy.
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: Kelly / Pexels.com