
Europa z coraz większym niepokojem obserwuje, jak po Bliskim Wschodzie rozprzestrzenia się pożar wojny. Żar bomb spalił już nie tylko kruche podwaliny politycznych kompromisów, lecz przede wszystkim nadpalił cienką nić, na której wisi bezpieczeństwo energetyczne kontynentu. Ataki USA i Izraela na Iran uświadomiły wszystkim, jak blisko Europa znalazła się kolejnego kryzysu energetycznego. Wszystko przez szalejące ceny surowców, w tym przede wszystkim gazu.
- Teza. Tocząca się aktualnie na Bliskim Wschodzie wojna wstrząsnęła rynkami surowcowymi na świecie. Nie tylko ropą, ale również LNG.
- Dowód. Z powodu konfliktu ceny LNG na europejskich rynkach wzrosły nawet o 50 proc. Sytuację pogarsza fakt, że europejskie magazyny gazu są najsłabiej wypełnione od lat.
- Efekt. Mimo, że UE, w tym Polska, deklarują, że ich systemy energetyczne są bezpieczne, to pojawia się pytanie: na jak długo? Jeśli nie dojdzie do uspokojenia na rynkach surowców, to Europę może spowić kolejny kryzys energetyczny, porównywalny z tym z 2022 r.
Ceny gazu w Europie rosną. Spis treści
Od sobotniego ataku USA i Izraela na Iran ceny kluczowych surowców energetycznych nie przestają rosnąć. Europa z coraz większym przerażeniem obserwuje szybujące w górę wyceny ropy i gazu.
Ostatnie decyzje państw Zatoki nie napawają optymizmem. Konflikt, który według Donalda Trumpa miał być szybką demonstracją siły, przeradza się w kolejny światowy kryzys energetyczny. Czy Stary Kontynent jest na niego gotowy?
Bliski Wschód wstrzymuje wydobycie gazu i ropy
Konflikt w Iranie wykracza dziś daleko poza granice tego państwa. Gdy tylko opadł pył po sobotnich atakach, Teheran przeszedł do ofensywy. Irańskie drony i rakiety uderzyły nie tylko w Izrael i amerykańskie bazy wojskowe, ale również w terytoria państw pozostających w sojuszu z USA. Odwet trwa czwarty dzień, a celem jest przede wszystkim infrastruktura krytyczna.
Warto tutaj podkreślić, że Turcja – będąca w NATO i chroniona przez to Artykułem 5 Sojuszu – nie została obrana na cel przez reżim. Jednak państwa niemające za sobą gwarancji Paktu nie miały tyle szczęścia. W ostatni poniedziałek w jednym z ataków ucierpiała saudyjska rafineria Ras Tanura, należąca do koncernu Saudi Aramco. Instalację zamknięto po uderzeniu dronów w jej okolicy, w wyniku którego doszło do niewielkiego pożaru. Ogień szybko ugaszono, ale wydobycie wstrzymano.
W ślad za państwami Zatoki idą kolejne kraje regionu. Jak informuje Reuters, firmy w irackim Kurdystanie prewencyjnie zatrzymały produkcję, a Izrael zawiesił wydobycie gazu ze swoich podmorskich złóż. Najważniejsze wydarzenie miało jednak miejsce w Katarze, gdzie również spadły irańskie pociski. Z tego powodu państwowa spółka QatarEnergy, w obawie o bezpieczeństwo infrastruktury, ogłosiła czasowe wstrzymanie wydobycia gazu w swoich obiektach.
Decyzja ta wstrząsnęła globalnymi rynkami. Katar jest drugim na świecie eksporterem skroplonego gazu ziemnego i odpowiada za około 20 proc. globalnej podaży. Ewentualne wstrzymanie dostaw z tego kierunku oznacza dla wielu państw na świecie prawdziwą katastrofę. Skutki decyzji Donalda Trumpa zaczęły wykraczać daleko poza region.
Pułapka Cieśniny Ormuz
Zmuszenie części państw regionu do wstrzymania wydobycia to dopiero pierwszy z irańskich ciosów. Największe przerażenie na rynkach energii wzbudziła ostatnio groźba trwałego zamknięcia Cieśniny Ormuz. Ten niepozorny przesmyk to jeden z najważniejszych punktów na energetycznej mapie świata. Łączy on bowiem wydobywców z Zatoki Perskiej z klientami z całego świata. Dziś jednak to miejsce frachtowce zaczynają omijać szerokim łukiem.
A przez nie zwykle przepływało ok. jednej piątej globalnych dostaw ropy naftowej oraz znacząca część handlu LNG. Teraz cały ten ruch zamarł. Sytuację pogarsza również niejasny status Cieśniny. Z jednej strony 2 marca Irańska Gwardia Rewolucyjna ogłosiła, że szlak pozostaje zamknięty, jednak amerykańscy wojskowi pytani przez Fox News zaprzeczają, by miało dojść do trwałej blokady. Pewne jest natomiast, że ewentualna żegluga przez ujście Zatoki pozostaje bardzo ryzykowna.
Reuters poinformował, że w ostatnich godzinach doszło do kilku incydentów zbrojnych, w tym do zbombardowania jednego z tankowców oraz uszkodzeniu kilku kolejnych. W efekcie co najmniej 150 statków zdecydowało się pozostać w portach Zatoki. Kapitanowie boją wypływać na sparaliżowane wojną wody.
Problemy w Cieśninie przełożyły się na koszty transportu surowców wydobywanych w Zatoce. Jak informuje Bloomberg, tranzyt ropy z Bliskiego Wschodu do Chin, które są największym obiorcą nośników energii z tego regionu, osiągnął rekordowy poziom 424 tys. dol. dziennie. Jest to jeden z powodów, dlaczego Chiny nieprzerwanie apelują o szybki rozejm w tym konflikcie.
Wzrost cen wynajmu objął również tankowce przewożące LNG w Basenie Atlantyckim. Koszt takiej usługi z dnia na dzień podwoił się i przekracza już 200 tys. dol. dziennie. Nowy cennik i niepewność dostaw szybko przełożył się z kolei na finalną cenę surowców.
Ceny ropy na światowych rynkach rosną z dnia na dzień
Irańskie ataki na infrastrukturę, jak i sytuacja w Cieśninie Ormuz, błyskawicznie odbiły się na cenach surowców. Ropa naftowa Brent w ostatnich dniach wzrosła z 68 dol. za baryłkę do nawet 85 dol. W zaledwie kilka dni cena ropy podskoczyła o ok. 25 proc. By ustabilizować rynek, zrzeszenie wydobywców ropy OPEC+ 1 marca podjęło decyzję o zwiększeniu wydobycia od 1 kwietnia.
Dodatkowo Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) zezwoliła państwom na wykorzystanie ich 90-dniowych zapasów ropy naftowej. Sprzedaż zmagazynowanych na takie sytuacje baryłek ropy ma pozwolić doraźnie ustabilizować rynek. Działania te pozostaną jednak bezcelowe, jeśli nie uda się zapewnić bezpiecznego transportu przez Cieśninę Ormuz. Odblokowanie tego szlaku będzie pierwszym krokiem do zażegnania kryzysu.
Zdaniem ekspertów z brukselskiego think-thanku Breugla, środki zaradcze zaproponowane przez OPEC i MAE powinny skutecznie zatrzymać wzrost cen ropy dla europejskich odbiorców. Oczywiście pod warunkiem, że sytuacja w Iranie ustabilizuje się w przeciągu kilku najbliższych tygodni i nie przerodzi się w pełnoskalowy konflikt.
Tego optymizmu nie podziela jednak Jorge Leon, ekonomista ds. energii w Rystad. W swoim komentarzu przewiduje, że ceny ropy mogą wzrosnąć do 92 dol. za baryłkę. Podobnego zdania są eksperci Rabobanku, którzy spodziewają się cen utrzymujących się powyżej 90 dol. w najbliższym czasie. Bardziej pesymistyczne wyliczenia mówią o kwocie nawet 100 dol. i więcej za baryłkę.
Dla Europy jednak nie ropa jest największym problemem, a zachowanie się rynku LNG.
Europejska pętla gazowa
Wiele państw w Europie, np. Niemcy, oparło swój system energetyczny na gazie. Ta decyzja sprawiła, że w momencie zerwania kontaktów energetycznych z Rosją konieczne stało się sprowadzanie zza morza LNG. Stary Kontynent nie posiada bowiem własnych, znaczących złóż gazu ziemnego i jest zmuszony do jego importu. Ten zaś zaczyna być coraz droższy.
Jak podkreśla Bruegel, z racji na wydarzenia na Bliskim Wschodzie dostępność LNG na rynku gwałtowanie spadła. Europa znalazła się więc w sytuacji, w której nagle musi konkurować z innymi (głównie azjatyckimi) odbiorcami o szybko kurczącą się pulę tego surowca. Jak przypominają eksperci think-tanku, ten sam scenariusz spowodował kryzys energetyczny w latach 2021–2023.
Sytuację dodatkowo pogarsza niski poziom rezerw LNG na Starym Kontynencie. Według Breugla pod koniec lutego 2026 r. magazyny gazu w Europie wypełniało tylko 46 miliardów m³ surowca. Dla porównania, rok temu zapasy wynosiły 60 mld m³, a w 2024 r. – 77 mld m³. Skromniejsze rezerwy oznaczają, że Europa jest podatniejsza na wahania cen i nagłe zakłócenia w dostawach LNG.
Pierwsze symptomy kryzysu są już widoczne. Jak podaje Bloomberg, ceny gazu wzrosły na europejskich rynkach od 34 proc., do nawet blisko 50 proc. Taki skok kosztów odczuje szczególnie mocno europejski przemysł, dla którego LNG jest jednym z ważniejszych surowców energetycznych. Mimo to rzeczniczka Komisji Europejskiej zapewnia, że w tej chwili nie istnieje bezpośrednie zagrożenie dla dostaw energii do Unii.
Rekomendacje dla Europy
Zapewnienia rzeczniczki nie przekonują ekspertów z Breugla. Ich zdaniem bezpieczeństwo energetyczne UE nie jest wcale takie pewne. Zwłaszcza gdyby konflikt w Zatoce Perskiej się przedłużył.
By nie dopuścić do powtórzenia się scenariusza z 2022 r., eksperci z think-tanku opublikowali swoje rekomendacje dla europejskich decydentów. W prowadzonej przez nich polityce powinni skupić się na następujących obszarach:
- na ścisłym monitorowaniu globalnych rynków LNG, aby zrozumieć skalę ewentualnego przekierowania ładunków do Azji i podjąć działania zapewniające bezpieczeństwo dostaw do Europy;
- na opracowaniu strategii redukcji popytu na gaz w UE, co pozwoli złagodzić skutki krótkoterminowych niedoborów;
- na skoordynowaniu uzupełniania zapasów w magazynach w nadchodzących miesiącach, tak, aby zapewnić zarówno opłacalność, jak i bezpieczeństwo dostaw przed przyszłą zimą.
Realizacja tych podpunktów powinna umożliwić zwiększenie odporności europejskiej gospodarki na dalsze zawirowania na rynku LNG. Wznowienie zaś konfliktu USA i Izraela z Iranem powinno być zaś przypomnieniem, że Europa bezpieczna surowcowo, to taka, która opiera swoją konsumpcje energetyczną na własnych stabilnych zasobach. W przypadku Starego Kontynentu jest to tylko i wyłącznie prąd pochodzący z atomu i OZE.
Na dziś jednak sytuacja wygląda tak, że Europejczycy z coraz większym niepokojem patrzą na rosnące na rynku ceny nośników energii. Zaniepokojone spojrzenia wyglądają również z Polski.
Polska odporna na kryzys…
Najważniejszą i potwierdzoną wielokrotnie przez rząd informacją jest to, że wojna w Iranie nie wpływa na ciągłość dostaw ropy naftowej i gazu do Polski. „Na obecnym etapie nie ma zagrożeń dla bezpieczeństwa energetycznego państwa” – podkreśla w swoim komunikacie Ministerstwo Energii.
Resort zapewnia również, że stan krajowych zapasów ropy pozostaje na wysokim poziomie i przekracza wymagane przez MAE 90 dni. Z kolei poziom wypełnienia krajowych magazynów gazu pozostaje wciąż wysoki, jak na końcową fazę sezonu grzewczego, i wynosi obecnie około 50 proc.
Dzięki zbudowanemu w ostatnich latach gdańskiemu naftoportowi i terminalowi LNG w Świnoujściu Polska może przyjmować dostawy tych surowców z dowolnego kierunku na świecie. Ropa pochodzi przede wszystkim z Arabii Saudyjskiej, zaś pozostała część (w tym gaz) przybywa m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, USA i Nigerii. ME zwraca również uwagę, że dostawy z Arabii Saudyjskiej do Europy realizowane są trasami, które omijają newralgiczne punkty w Zatoce Perskiej.
… ale wciąż będzie musiała zapłacić jego cenę
Zdywersyfikowane i zabezpieczone kierunki dostaw nie oznaczają jednak, że konflikt w Iranie pozostanie bez wpływu na polski rynek. Niezależnie od dostawcy surowce drożeją. Premier Donald Tusk zapewnił jednak, że krajowe koncerny energetyczne, w tym Orlen, będą stabilizować ceny na stacjach benzynowych, aby możliwie w największym stopniu chronić portfele Polaków.
W ostatniej publikacji na Biznes Enter poświęconej konfliktowi w Iranie prognozowaliśmy, że przy koszcie 100 dol. za baryłkę ceny na stacjach mogły osiągnąć nawet 8 zł. W tej sytuacji odpowiedź na pytanie, z jakiego procentu marży zrezygnują koncerny, by pokryć rosnące koszty surowca, pozostaje wielką niewiadomą. Pewne jest natomiast to, że rosnące ceny na stacjach odbiją się negatywnie na gospodarce i mogą być jednym z czynników powodujących ponowny wzrost inflacji w Polsce. W tym kontekście niezwykle ciekawa będzie decyzja NBP w sprawie stóp procentowych.
Wysłane nad Iran przez Izrael i USA samoloty wstrząsnęły światowym rynkiem surowców. Każdy kolejny dzień przynosi kolejne tąpnięcia polityczne, a rządy skupiają się na zarządzaniu kryzysem. Świat liczy na to, że wkrótce nastąpi rozejm, który pozwoli uspokoić rozchwiany rynek. Pytanie jednak, co jeśli to nie nastąpi? Na dziś pewne jest jedno. Dalsza eskalacja na Bliskim Wschodzie będzie wymagała znacznie poważniejszych reakcji od polskiego rządu, jak i całej Europy.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Shaah Shahidh / Unsplash