Płonący budynek wśród drzew.

Pożary w Polsce już dawno wymknęły się spod kontroli. Sprzyja im fikcja w przepisach

Gwałtowny wzrost liczby pożarów w Polsce stał się faktem. Po okresie względnej stabilizacji, rok 2025 przyniósł niepokojące statystyki – liczba zdarzeń skoczyła do blisko 77 tysięcy, generując gigantyczne straty finansowe i społeczne. Eksperci Polskiego Towarzystwa Ekspertów Dochodzeń Popożarowych (PTEDP) ostrzegają, że za suchymi liczbami kryje się systemowa niewydolność państwa w zakresie ochrony budynków mieszkalnych oraz przepisy, które nie przystają do współczesnych realiów.

  • Teza. Gwałtowny skok liczby pożarów w 2025 r. to nie anomalia statystyczna, lecz efekt systemowej luki w nadzorze nad budynkami mieszkalnymi. W wyniku przestarzałych przepisów stały się „ślepą plamką” w strategii bezpieczeństwa państwa.
  • Dowód. Po latach stabilizacji liczba zdarzeń wzrosła z 59 tys. do niemal 77 tys., generując 399 mln zł strat w samym tylko 2024 r., a statystyki pokazują, że aż 66 proc. pożarów ze skutkiem śmiertelnym ma miejsce w domach i blokach.
  • Efekt. Samo zaostrzenie warunków technicznych dla nowych inwestycji nie wystarczy. Konieczna jest fundamentalna zmiana modelu z reaktywnego na prewencyjny, polegająca na włączeniu do systemu inżynierów ryzyka, którzy uszczelnią nadzór nad eksploatacją budynków i wyeliminują groźną kulturę amatorskich napraw typu „złota rączka”.

Najnowsze dane burzą spokój, jaki panował w statystykach w latach 2023-2024. W 2025 r. odnotowano wyraźny skok liczby pożarów z poziomu 59 tys. do niemal 77 tys. Szybki rozwój gospodarczy i zagęszczanie tkanki miejskiej ma swoją wymierną cenę. Według Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) w 2024 r. wartość szkód brutto związanych z katastrofami przekroczyła 3,8 mld zł, z czego pożary odpowiadały za 399 mln zł. To wzrost aż o 184 mln zł rok do roku.

Pożary trawią nasze domostwa

Jeszcze bardziej przygnębiające są dane dotyczące bezpieczeństwa naszych miejsc zamieszkania. Aż 66 proc. pożarów ze skutkiem śmiertelnym ma miejsce w domach i blokach. Choć oficjalne statystyki mówią o 500-600 ofiarach rocznie, eksperci PTEDP zaznaczają, że są to liczby zaniżone, nieobejmujące zgonów w szpitalach.

Prezes stowarzyszenia, Tomasz Wiśniewski, zwraca uwagę, że w Polsce od lat 80. liczba pożarów wzrosła niemal dziewięciokrotnie, co dowodzi, że mamy do czynienia z problemem systemowym, a nie serią przypadków. Jego zdaniem luki prawne i administracyjne oraz ciągłe odwoływanie się do rozwiązań sprzed pół wieku utrwalają niebezpieczny „stan zastały”.

Nie możemy dalej udawać, że budynki mieszkalne to prywatna sprawa lokatorów, a rolą państwa jest jedynie wysłać straż, kiedy już się pali. Dzisiejsze wymagania w zakresie ochrony przeciwpożarowej dla budynków mieszkalnych są zwyczajnie nieadekwatne.

Tomasz Wiśniewski, prezes PTEDP

Pożary ujawniają wieloletnie zaległości

W obliczu rosnącego zagrożenia przyspieszono prace nad nowelizacją rozporządzenia w sprawie warunków technicznych. Nowe prawo ma wprowadzić rozwiązania znane z Zachodu, takie jak bariery ogniowe na elewacjach i dachach, które działają jak „bezpieczniki” zatrzymujące ogień w jednej strefie. Projekt przewiduje też ograniczenie długości pasów izolacyjnych do 40 metrów oraz obowiązkowy montaż czujników tlenku węgla i dymu.

Choć środowisko eksperckie ocenia te zmiany jako „krok w dobrym kierunku”, Tomasz Wiśniewski podkreśla w swoim komentarzu, że to dopiero początek drogi. Zauważa, że rozporządzenie funkcjonowało w praktycznie niezmienionej formie przez ponad 20 lat, podczas gdy technologia, materiały i gęstość zabudowy uległy całkowitej zmianie.

To jest moment, w którym trzeba przestać odkładać decyzje. Nowelizacja warunków technicznych, rosnące statystyki szkód, dramatyczny bilans ofiar śmiertelnych – wszystko to tworzy moment, w którym trudno już udawać, że problem da się załatwić kosmetycznymi poprawkami.

Tomasz Wiśniewski, prezes PTEDP

Zabójcza kultura „złotej rączki” i systemowa wyrwa

Nawet najlepsze przepisy dla nowych inwestycji nie rozwiążą problemów w starym budownictwie oraz w domach wykańczanych metodą gospodarczą. Na przedmieściach plagą jest samodzielny montaż instalacji przez właścicieli, a w centrach miast – przestarzała infrastruktura bloków. Eksperci PTEDP wskazują, że w takich obiektach stajemy przed wyborem: albo kompleksowy, kosztowny remont, albo „ciche przyzwolenie” na ryzyko tragedii. Szczególnym zagrożeniem jest brak fachowego nadzoru nad pracami wykończeniowymi. Wiśniewski bezlitośnie punktuje polską mentalność, w której oszczędności stawia się ponad bezpieczeństwo.

W Polsce pokutuje przekonanie, że „złota rączka” poradzi sobie ze wszystkim: elektryką, kominkiem, gazem. A każde poważne niedociągnięcie w tych obszarach może się skończyć pożarem lub wybuchem.

Tomasz Wiśniewski, prezes PTEDP

Sytuację pogarsza fakt, że Państwowa Straż Pożarna nie ma prawnych ani kadrowych możliwości, by regularnie kontrolować prywatne domy i weryfikować jakość tych instalacji. Rozwiązaniem postulowanym przez PTEDP jest włączenie do systemu inżynierów ryzyka. Dziś pracują oni głównie dla ubezpieczycieli, szacując straty, ale ich rola powinna ewoluować w stronę prewencji i audytów.

Wiśniewski argumentuje, że inżynierowie ci powinni stać się „jednym z filarów systemu”, wymuszając lepsze standardy eksploatacyjne. Bez odciążenia strażaków poprzez profesjonalny, zewnętrzny nadzór, państwo nadal będzie działać jedynie reaktywnie – gasząc pożary, zamiast im zapobiegać.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Źródło: PTEDP. Zdjęcie otwierające: Chris Karidis / Unsplash.com

Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.

Zdjęcie główne: Fot. Chris Karidis / Unsplash.com

Motyw