
Niemiecki model gospodarczy przechodzi poważną próbę. Powodem tej sytuacji jest tracenie przez Berlin rynków zagranicznych. Według raportu Instytutu Gospodarki Niemieckiej (IW Köln), w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. eksport do Chin spadł o 12,3 proc., a do USA – o 7,8 proc. Łącznie oba te kierunki obniżyły całkowity wynik handlowy Niemiec o 1,55 pp. Analitycy Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) wskazują, że Berlin znalazł się pod ścianą. Umowa z blokiem Mercosur to dla Niemiec szansa na uratowanie swojego eksportu.
- Teza. Niemcy forsują umowę z Mercosur, aby stworzyć przeciwwagę dla chińskiej ekspansji na rynkach trzecich.
- Dowód. Chińska nadprodukcja wypchnięta z USA przez cła administracji Trumpa zalała rynki Brazylii i Chile, wypierając stamtąd towary z RFN.
- Efekt. Otwarcie rynków Ameryki Południowej to jedyna droga do eksportu maszyn i aut na korzystniejszych warunkach w obliczu spadków na innych kierunkach.
Mercosur jako tarcza dla niemieckiego eksportu. Spis treści
Współczesna globalna konkurencja przestaje przypominać dawną wymianę handlową, w której niepodważalny prymat miała zachodnia półkula naszego globu. Europejskim firmom coraz trudniej konkurować z – korzystającymi z agresywnej polityki subsydiowania – chińskimi przedsiębiorstwami. Ten trend sprawił, że Niemcy przestali być nietykalnym liderem technologicznym.
Aby nie wypaść z gry, niemieckie koncerny masowo wdrażają strategię „w Chinach dla Chin”, budując tam centra badawczo-rozwojowe i korzystając z bazy surowcowej chińskich partnerów. Dodatkowo rozwiązania te pomagają im omijać cła. To jednak ryzykowna ucieczka do przodu, która wiąże niemiecki kapitał z azjatyckim systemem. Strategia ta ma służyć redukcji kosztów i unikaniu barier celnych, jednak w praktyce osłabia potencjał produkcyjny w samej Europie.
Mercosur jako tarcza dla niemieckiego eksportu
Dynamiczna ekspansja chińskich producentów agresywnie wypycha niemieckie marki z kluczowych rynków azjatyckich i afrykańskich, co uderza w fundamenty gospodarki wspólnoty. Próbą ratowania krajowego eksportu i poszukiwania nowej rentowności ma być zabezpieczenie rynków w Ameryce Południowej.
W tej sytuacji zawarcie umowy z Mercosur staje się dla Berlina priorytetem, który ma zrekompensować straty poniesione w rywalizacji z Chinami. Jednak wszystko musi się odbyć pod jednym warunkiem.
Słabnąca opłacalność eksportu do USA i Chin wymusiła na niemieckim rządzie poszukiwanie nowych kierunków zbytu. Ze względu na aktualną sytuację geopolityczną Berlin dąży do dywersyfikacji swoich rynków, a kluczową rolę w tym procesie ma odegrać porozumienie z Mercosur.
Zakłada ono liberalizację barier celnych między Europą a Ameryką Łacińską. Wejście w życie umowy uczyniłoby Niemcy – jako największego eksportera w UE – głównym beneficjentem nowych przepisów.
Obecnie trwa walka o wpływy handlowe w Ameryce Południowej. Mimo że wymiana między Unią a krajami tego kontynentu pozostaje na wysokim poziomie, chińscy producenci coraz silniej wypierają europejskich dostawców. Przedsiębiorstwa z RFN odnotowały już pierwsze spadki sprzedaży towarów w Brazylii i Chile.
Aby zapobiec dalszej utracie rynku, konieczna jest preferencyjna umowa handlowa. Niemieccy decydenci liczą, że dzięki niej rodzime produkty odzyskają konkurencyjność cenową i przestaną być wypierane przez chińską nadprodukcję. Finalizacja tego układu to dla Niemiec szansa na wyrwanie się z azjatyckiej pętli zależności i zabezpieczenie stabilności europejskich fabryk.
Ukryte zagrożenie umowy z Mercosurem
Dzisiejsza sytuacja w Ameryce Południowej wynika bezpośrednio z zamknięcia rynku amerykańskiego dla towarów z ChRL. Wysokie cła wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa zmusiły Pekin do przekierowania nadwyżek towarów do innych państw, gdzie stanowią one obecnie morderczą konkurencję dla europejskich, w tym niemieckich, produktów.
Presja ta będzie się nasilać, ponieważ udział chińskiego eksportu rośnie także dzięki azjatyckiemu porozumieniu RCEP, obowiązującemu od 2022 r. Dla Niemiec Mercosur jest więc jedyną szansą na odzyskanie pola w regionach, które dotąd były bastionami ich gospodarki, a teraz ulegają chińskiej ekspansji. Jednak otwarcie tych granic bez precyzyjnych mechanizmów kontroli pochodzenia towarów może sprawić, że to chiński kapitał ulokowany w Brazylii zostanie największym beneficjentem porozumienia.
Berlin ryzykuje wpadnięcie w pułapkę handlową, która zamiast ratować rodzimy eksport, może otworzyć tylne drzwi dla chińskiej konkurencji. Już teraz w Brazylii, w dawnej fabryce Forda, zjeżdżają z taśmy samochody marki BYD. Zakład tego koncernu w Camaçari, wybudowany na terenach przejętych od amerykańskiego giganta, rozpoczyna produkcję od 150 tys. pojazdów rocznie.
Jak podaje portal Global China Daily, ambicje Pekinu w tym regionie są znacznie większe. W drugiej fazie inwestycji wydajność fabryki ma wzrosnąć do 300 tys. jednostek, a docelowo zakład jest przygotowany do produkcji nawet 600 tys. samochodów rocznie.
Istnieje realne niebezpieczeństwo, że zamiast oczekiwanego przepływu aut z Unii Europejskiej do Ameryki Południowej, będziemy świadkami masowego importu chińskich pojazdów produkowanych w brazylijskich gigafabrykach na rynek europejski. Wykorzystując tańszą siłę roboczą oraz niższe koszty energii, Chińczycy mogą ominąć unijne bariery celne, ponieważ surowe restrykcje wobec Pekinu przestaną obowiązywać na produkty przypływające z Brazylii.
W tej sytuacji negocjacje z Mercosurem muszą balansować między chęcią zyskania nowych rynków zbytu a ryzykiem zalania Europy produktami, które tylko formalnie pochodzą z Ameryki Południowej. Bez twardych zapisów chroniących przed chińską technologią, umowa UE-Mercosur może stać się dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego gwoździem do trumny, a nie kołem ratunkowym.
Europa rekompensuje straty na świecie
W obliczu problemów na dalekich rynkach rola Europy, jako odbiorcy niemieckich towarów i usług, znacząco się umocniła. Jak podają eksperci z OSW, obecnie do państw kontynentu trafia około 70 proc. eksportu RFN. Spadki odnotowane w Chinach i USA zostały w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. udało się zrównoważyć przez handel wewnątrz Europy, przede wszystkim z Polską, Hiszpanią oraz Szwajcarią. Bliskość geograficzna i silna integracja gospodarcza stały się dla Berlina polisą ubezpieczeniową w niepewnych czasach.
Niemieccy dostawcy zostali beneficjentami wysokich nakładów na infrastrukturę w Polsce, obejmujących inwestycje w kolej, drogi oraz sieci energetyczne. Jednak nawet rynek unijny nie jest w pełni bezpieczny przed azjatycką konkurencją. OSW wskazuje, że rynek UE pozostaje niewystarczająco chroniony przed chińską ekspansją w sektorach: motoryzacyjnym, chemicznym i stalowym.
Ten trend jest najbardziej widoczny w sektorze motoryzacyjnym. Choć Grupa Volkswagen w 2025 r. utrzymała największy udział w rejestracji nowych pojazdów w Europie, chińskie marki, jak wspomniane BYD, odnotowują tam bardzo wysoką dynamikę wzrostu.
Brak systemowych rozwiązań dla tej sytuacji sprawi, że w krótkim czasie azjatyccy producenci zaczną wypierać rodzime koncerny z ich macierzystego rynku. Wykorzystanie mechanizmów nieuczciwej konkurencji i subsydiów może trwale zmienić układ sił na Starym Kontynencie.
Niemcy muszą mieć nową strategię handlową
Niemcy stoją przed koniecznością przemodelowania dotychczasowej polityki gospodarczej. Skupienie eksportu na bliskich partnerach pozwala doraźnie łatać dziury powstałe po spadkach w Chinach i USA, jednak nie rozwiązuje problemu malejącej konkurencyjności przemysłu ciężkiego. Bez skutecznej ochrony rynku wewnętrznego oraz sfinalizowania nowych porozumień, niemieckie zakłady produkcyjne mogą trwale utracić status globalnych liderów.
Stabilność gospodarcza Niemiec, a w konsekwencji całej strefy euro, będzie zależała od tempa dywersyfikacji rynków zbytu. Ewentualny sukces umowy z Mercosurem może dać niezbędny impuls do rozwoju i zabezpieczyć ten kierunek dla europejskich firm. Może jednak, w przypadku braku odpowiednich zabezpieczeń prawnych, stać się wymarzoną okazją dla chińskiego reeksportu.
Najbliższe lata pokażą, czy strategiczny zwrot w stronę Ameryki Łacińskiej i zacieśnienie współpracy wewnątrz kontynentu wystarczą, by powstrzymać proces deindustrializacji Europy. Od skuteczności tych działań zależy, czy niemieckie przedsiębiorstwa zdołają utrzymać bazę produkcyjną na starym kontynencie, czy zostaną zmuszone do dalszego przenoszenia produkcji do Chin. Ostateczny wynik tej batalii o marże i wpływy handlowe zdefiniuje gospodarczą przyszłość całego kontynentu.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: Flickr / President Of Ukraine