
Kiedy zetrzemy z ekranów złoty pył rosyjskiej propagandy i zajrzymy głęboko w dokumenty księgowe Kremla, nie zobaczymy Rosji dumnej. Nie zobaczymy również Rosji bogatej, którą stać na prowadzenie wyniszczającej wojny. Ostatnie dane Ministerstwa Finansów są wręcz druzgocące. Drastyczny spadek przychodów z ropy, „łapówki” dawane społeczeństwu z jednej strony i podwyżki VAT-u z drugiej oraz drenaż funduszu dobrobytu jasno wskazują, że Moskwie puściły już hamulce. To nie są zwykłe reformy zwykłego kraju. To zapis EKG pacjenta, który właśnie dostał zawału, a lekarze – zamiast leczyć serce – wstrzykują mu morfinę, by nie krzyczał.
- Teza. Rosyjska gospodarka wojenna weszła w fazę krytycznej niewydolności finansowej, w której drastyczny spadek dochodów z surowców jest łatany poprzez drenaż majątku obywateli i wyprzedaż płynnych rezerw państwowych.
- Dowód. Deficyt budżetowy w samym styczniu 2026 r. wyniósł 1,718 biliona rubli, co stanowi niemal 45 proc. planu na cały rok, przy jednoczesnym spadku dochodów z ropy i gazu o ponad połowę.
- Efekt. Postępująca destabilizacja finansowa Rosji i jej technologiczna wasalizacja wobec Chin eliminuje ten rynek jako partnera handlowego, wymuszając na przedsiębiorstwach poszukiwanie bezpieczeństwa w ramach rynków demokratycznych.
Rosja Putina pada na kolana. Spis treści
Urzędnicy rosyjskiego Ministerstwa Finansów w piątek 6.02. i poniedziałek 9.02. opublikowali wstępną ocenę wykonania budżetu federalnego. Można by je określić jednym zdaniem – jeśli ekonomia jest nauką o alokacji ograniczonych zasobów, to rosyjska ekonomia wojenna stała się studium nieograniczonej desperacji.
Biznes Enter przeanalizował styczniowe dane z Kremla i nie pozostawiają one żadnych złudzeń. Era „naftowego Eldorado” dobiegła końca, a Federacja z kraju żyjącego z „energetycznej dywidendy”, stała się opresyjnym państwem fiskalnym. Wszystko oczywiście w imię świętej wojny z Zachodem.
Putin ma problem rzędu 1,718 biliona rubli
Zacznijmy od liczby, która powinna wywołać alarm na Kremlu. Chodzi o 1,718 biliona rubli (ponad 22 mld dol.). Tyle wyniósł deficyt budżetowy Rosji tylko w jednym miesiącu – styczniu 2026 r.
Aby zrozumieć skalę tej wyrwy, trzeba spojrzeć na kontekst. Ustawa budżetowa na cały ten rok zakładała deficyt na poziomie 3,8 biliona rubli. Oznacza to, że w ciągu pierwszych 31 dni roku Rosja „wykonała” blisko 45 proc. rocznego planu zadłużenia. To tak, jakby gospodarstwo domowe w pierwszych tygodniach stycznia wydało połowę rocznego budżetu na jedzenie i czynsz.
Ministerstwo Finansów próbuje tuszować rzeczywistość, tłumacząc, że wszystko idzie zgodnie z planem, a zadłużenie jest wynikiem „zaliczkowego finansowania wydatków w ciągu roku” i wysoką bazą z poprzedniego okresu. To klasyczna urzędnicza nowomowa. Prawda leży głębiej, ukryta w strukturze dochodów, która załamała się niczym domek z kart.
Śmierć dojnej naftowej krowy
Przez dwie dekady Władimir Putin opierał swój kontrakt społeczny na jednym filarze – petrodolarach. Ten filar właśnie runął. Dochody z sektora naftowo-gazowego w styczniu 2026 r. wyniosły zaledwie 393 miliardy rubli. To spadek o porażające 50,2 proc. w porównaniu do stycznia 2025 r.
Co zabiło rosyjską „dojną krowę”? Ministerstwo sugeruje, że wszystko wydarzyło się przez globalną nadpodaż „czarnego złota”, co wywołało spadki cen. I ma rację. Cena ropy Urals spadła z ok. 90 dol. za baryłkę na początku 2022 r. do 50 dol. za baryłkę pod koniec 2025 r. Dla Putina to cena niebezpiecznie zbliżająca się do granicy opłacalności wydobycia. Ale jest to tylko część prawdy. To, czego komunikat Kremla nie mówi, to precyzyjne uderzenia – zarówno te finansowe (sankcje), jak i te kinetyczne.
Raporty, do których dotarły rosyjskie media, a które potwierdzają zachodnie wywiady, malują obraz systemowej destrukcji. W 2025 r. Ukraina przeprowadziła 120 ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną, z czego aż 81 razy celem były rafinerie. Skutek? Straty sektora naftowego przekroczyły 1 bilion rubli (ok. 12,9 mld dol.).
To nie są tylko koszty naprawy pękniętych rur i zburzonych budynków. To paraliż logistyczny – dostawy ropy rurociągami do rafinerii spadły do poziomu najniższego od 15 lat. Co gorsza, rynek ubezpieczeń dla rosyjskiego sektora energy de facto przestał istnieć. Ubezpieczyciele notują straty rzędu 200-1000 proc. W efekcie każda kolejna rafineria działa teraz na „słowo honoru”, bez poduszki bezpieczeństwa. Rosyjska ropa stała się towarem toksycznym, trudnym do wydobycia, przetworzenia i ubezpieczenia.
Fundusz Dobrobytu Narodowego z chińskim ukłonem
W obliczu tak dramatycznego spadku dochodów wzrok wszystkich kieruje się na „skarbonkę” Putina – Fundusz Dobrobytu Narodowego (FNB). Pierwotnie został on stworzony do zapewnienia długoterminowej stabilności systemu emerytalnego i finansowania ważnych potrzeb narodowych Rosjan. Obecnie to wojenny skarbiec Kremla.
Na papierze sytuacja FNB wygląda solidnie. Na dzień 1 stycznia 2026 r. w funduszu znajduje się 13,415 biliona rubli. Część analityków kończy lekturę na tej liczbie. To błąd. Prawdziwy dreszczowiec ukryty jest w pliku Excel z detalami aktywów. FNB to klasyczny przykład „potiomkinowskiej wioski” w księgowości.
Z tych 13,4 biliona rubli, aż 9,3 biliona (ok. 70 proc.) to aktywa niepłynne. Są to udziały w państwowych gigantach jak Sbierbank, Aeroflot czy Koleje Rosyjskie (RŻD), a także środki utopione w projektach infrastrukturalnych. W razie kryzysu rząd nie może ich spieniężyć – musiałby sprzedać akcje własnych spółek na rynku, który jest martwy dla inwestorów zagranicznych.
To, co liczy się naprawdę, to aktywa płynne – gotówka, którą można natychmiast wydać na żołd dla armii i produkcję dronów. A tu sytuacja jest krytyczna. Płynna część funduszu skurczyła się do około 4,1 biliona rubli.
Matematyka jest bezlitosna – przy styczniowym deficycie rzędu 1,7 biliona rubli, płynne rezerwy Rosji wystarczą teoretycznie na niespełna trzy miesiące pokrywania takiej luki. Oczywiście, deficyt w kolejnych miesiącach spadnie, ale margines błędu skurczył się do zera.
Co więcej, struktura walutowa FNB to symbol geopolitycznej izolacji. Zniknęły dolary. Zniknęły euro. Zniknęły funty i jeny. Zostało tylko złoto (160 ton) i chiński juan (209 mld). Rosja uzależniła swoje rezerwy od jednego partnera – Pekinu, oraz od kruszcu, którego upłynnienie w dużych ilościach bez dyskonta jest trudne logistycznie i może przełożyć się na realny spadek jego wartości, co tłumaczył w Biznes Enter Piotr Soroczyński z Krajowej Izby Gospodarczej.
Kanibalizacja gospodarki i problemy ze wzrostem
Skoro ropa nie płaci, a oszczędności są na wyczerpaniu, skąd Kreml bierze pieniądze? Odpowiedź znajdujemy w rubryce „Dochody nienaftogazowe”, które wzrosły o 4,5 proc. Brzmi jak sukces dywersyfikacji? Nic bardziej mylnego.
Wzrost ten jest napędzany drastycznym drenażem kieszeni obywateli. Wpływy z podatku VAT skoczyły o blisko 25 proc., co jest bezpośrednim skutkiem podwyższenia podatku z 20 do 22 proc. od początku tego roku, co jest stawką wyższą niż w USA, Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech. Chociaż rosyjski rząd zwolnił z niej niektóre podstawowe towary, podwyżka VAT nakłada się na utrzymującą się inflację, która podniosła ceny podstawowych produktów. Jak informuje S&P, Rosja przez tę powyżkę ma teraz znacznie wyższe koszty prowadzenia działalności, a w krótkim terminie działania Kremla mogą osłabić popyt.
Putin więc nie dotuje już wojny z eksportu surowców. Teraz finansuje ją każdy bochenek chleba, każdy litr mleka kupiony w Omsku czy Władywostoku. To klasyczny mechanizm „wojennego kanibalizmu”. Państwo podnosi podatki, by napędzić przemysł zbrojeniowy, który nie produkuje żadnej wartości dodanej dla cywilnej gospodarki (czołg wyprodukowany i zniszczony na froncie to ekonomicznie strata netto). Jednocześnie inflacja zjada oszczędności klasy średniej.
A przewidywania nie są najlepsze. W styczniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) obniżył swoje prognozy wzrostu dla Rosji do szacunkowych zaledwie 0,6 proc. w 2025 r. i 0,8 proc. w 2026 roku. Poza latami pandemii 2020-2022 są to najniższe roczne wskaźniki wzrostu dla Rosji od czasu recesji wywołanej sankcjami po aneksji Krymu w 2014 r. Są one również niższe niż prognozy MFW dla gospodarek zachodnich.
Mówimy więc o solidnej stagnacji, którą ciężko będzie zdusić choćby ze względu na niepokojące tendencje demograficzne. Populacja Rosji spada konsekwentnie od 2019 r., ze 145,5 mln do 143,5 mln w 2024 r. Winę za to ponosi kombinacja spadających wskaźników dzietności, ofiar wojny i emigracji.
Operacja „Rodzina”. 3 biliony na uciszenie sumień
To, co opisujemy wyżej, jest jednak tylko jedną stroną medalu. Drugą jest największy w historii program „łapówek społecznych”. Putin z jednej strony zabiera masom, by dać z drugiej tym, których sumienia chce uciszyć. Wiedzy na ten temat dostarcza lektura najświeższego stanu realizacji tzw. Projektów Narodowych na dzień 1 lutego 2026 r.
Kreml bowiem doskonale wie, że największym zagrożeniem dla reżimu nie są ukraińskie drony, ale rosyjskie matki i żony. Z dokumentu Ministerstwa Finansów wynika, że absolutnym priorytetem budżetowym na 2026 r. jest Projekt Narodowy „Rodzina” (Семья). Jego budżet to astronomiczne 3,24 biliona rubli. Dla porównania budżet na przykład projektu dronowego to jedynie 27 mld rubli.
Dysproporcję widać jak na dłoni. Putin wydaje 120 razy więcej na socjal dla rodzin (zasiłki, wyprawki, „becikowe”) niż na rozwój dronów w ramach projektów cywilnych. W samym tylko styczniu na „Rodzinę” wydano już 276 miliardów rubli. To cena ciszy. To pieniądze, które mają sprawić, że Rosjanie nie będą pytać o rosnące ceny jajek ani o to, dlaczego ich synowie wracają w cynowych trumnach (lub nie wracają wcale).
Zwraca uwagę także tajemniczy projekt „Długie i aktywne życie” (276 mld rubli), z którego w jeden miesiąc wydano aż 17 proc. środków. Analitycy podejrzewają, że pod tą eufemistyczną nazwą kryją się pilne wypłaty rent inwalidzkich i odszkodowań dla weteranów, których liczba rośnie lawinowo.
Śmierć przez uduszenie, nie ścięcie
Czy to oznacza, że w marcu tego roku Rosja ogłosi bankructwo? Nie. Reżimy autorytarne mają narzędzia, których nie posiadają demokracje rynkowe.
Ekonomiści wskazują, że obecnie, co pozostało Kremlowi, to „monetyzowanie długu”. Rząd zmusi banki do kupowania obligacji rządowych, a Bank Centralny do drukowania rubli. Do tego dojdzie fala nacjonalizacji – przejmowania prywatnych aktywów, by łatać dziury w budżecie.
To strategia, która pozwoli Putinowi kupić czas. Być może przetrwa rok 2026, a nawet doczołga się do 2027 r. Ale cena będzie straszliwa. Rosyjska gospodarka cofa się w rozwoju o dekady. Zamiast nowoczesnego państwa zintegrowanego ze światem, staje się autarkicznym, zmilitaryzowanym skansenem, w pełni zależnym od technologii i woli politycznej Chin.
Styczniowy raport rosyjskiego Ministerstwa Finansów to nie tylko bilans księgowy. To dowód na to, że wojna na wyczerpanie weszła w nową fazę. Rosja straciła swoją tarczę finansową. Teraz walczy już „gołymi rękami”, a dokładniej oszczędnościami swoich obywateli. Pytanie brzmi nie „czy”, ale „kiedy” ci obywatele zorientują się, że to oni są jedynym paliwem, które zostało w baku tej machiny.
Innymi słowy, kiedy gospodarka przełoży się na nastroje społeczne, a te na polityczne wybory? Odpowiedzi na to pytanie niestety jeszcze nie znamy. Na razie na Kremlu wciąż gra orkiestra, ale w skarbcu słychać już tylko echo. I brzdęk chińskich monet.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: CGTM / YouTube