
Stwierdzenie, że demografia w Polsce nie ma się najlepiej, jest, łagodnie mówiąc, niedopowiedzeniem. Według danych GUS w ciągu ostatnich 15 lat liczba urodzeń w naszym kraju spadła o niemal połowę. Aby zobaczyć skutki tego spadku dzietności, nie trzeba jednak przeglądać roczników statystycznych. Wystarczy przejechać się po mniejszych aglomeracjach miejskich i wsiach.
- Teza. Rozwijające się w Polsce zjawisko depopulacji powoduje, że coraz więcej samorządów stanie niedługo wobec konieczności przeprowadzenia referendum na temat własnej przyszłości. Malejąca liczba mieszkańców sprawi, że będą musiały się likwidować lub łączyć z sąsiednimi podmiotami.
- Dowód. W niektórych gminach seniorzy stanowią już ponad jedną trzecią mieszkańców. Taka struktura demograficzna ma tragiczne konsekwencje dla finansów lokalnego samorządu. Z jednej strony spadają jego wpływy do budżetu, a z drugiej – stale rosną koszty związane z zajmowaniem się starszymi mieszkańcami.
- Efekt. Coraz więcej ekspertów wskazuje na konieczność reformy systemu finansowania samorządów w Polsce. Na razie jednak jedynym dostępnym rozwiązaniem dla bankrutujących gmin pozostaje ich łączenie w większe organizmy administracyjne.
Samorządy mają poważny problem o nazwie „depopulacja”. Spis treści
Jeszcze w 2010 r. na świat przyszło 403 tys. młodych Polaków. Już wtedy alarmowano, że wskaźnik dzietności (total fertility rate – TFR) jest zbyt niski, bo wynosi 1,38. A żeby następowała zastępowalność pokoleń, powinien być co najmniej na poziomie ok. 2,1 (wynik ten oznacza, że na 100 kobiet przypada 201 dzieci). Co zatem myśleć o zeszłorocznych danych? W 2025 r. w Polsce urodziło się 238,3 tys. dzieci, zaś TFR szorował po dnie. 1,099 to rekordowo niski współczynnik dzietności Polek.
Nie pozostaje on też bez wpływu na polskie samorządy. – Siedemdziesiąt spośród 1020 miast nie ma wskaźnika dzietności, który pozwoliłby utrzymać je za dwa pokolenia na mapie Polski, a żadne z polskich miast nie ma wskaźnika dzietności, który pozwala na zastępowalność pokoleń – punktuje w rozmowie z agencją Newseria Janusz Szewczuk, doradca strategiczny Związku Miast Polskich.
Polska wyludnia się w coraz szybszym tempie
Przemijanie. Tak prawdopodobnie należałoby nazwać uczucie towarzyszące podróżom przez mniejsze miasta i miasteczka w Polsce. Wywołuje je powszechny brak osób w sile wieku. Dominują starsi bądź niezdolni do pracy. Młodzi zaś, którzy mają werwę do pracy i chcą zarobić godne pieniądze lub się wyedukować, wyjechali.
Od lat trwa nieprzerwana masowa migracja ludności do największych miast w Polsce. Dziś jej skutki zaczynają być widoczne gołym okiem.
Depopulacja, z którą mamy już dzisiaj do czynienia na poziomie całego kraju, jest tym bardziej widoczna, im dalej od największych aglomeracji.
Michał Kot z Fundacji Instytut Pokolenia, w rozmowie z Biznes Enter
Obserwacje te potwierdzają dane z Głównego Urzędu Statystycznego (GUS). Duże miasta, takie jak Warszawa, Kraków czy Wrocław, starzeją się najwolniej w Polsce. W ostatnich latach widać też, że gminy podmiejskie otaczające te aglomeracje przeżywają prawdziwy rozkwit demograficzny. Jest on związany z przenoszeniem się tam ludności, która woli mieszkać poza samym miastem, ale chce jednocześnie pracować w nim.
Na drugim biegunie znajdują się gminy oddalone od metropolii (szczególnie na ścianie wschodniej i w województwie lubelskim), które po prostu się wyludniają. W niektórych z nich seniorzy stanowią już ponad jedną trzecią mieszkańców. Z tego powodu w Polsce zaczynają funkcjonować gminy-widmo – „żywe trupy” skazane na wymarcie przez bezlitosną matematykę.
Skutki gospodarcze depopulacji gmin
Podstawową konsekwencją topniejącej liczby mieszkańców jest spadek dochodów własnych gminy związany ze zmniejszeniem się liczby osób płacących podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT) w danej miejscowości. Młodzi ludzie, którzy decydują się na migracje, są osobami, na których gmina powinna w normalnych warunkach opierać swój budżet.
Po pierwsze, z racji na aktywność zawodową młode osoby płaciłyby wyższe stawki PIT niż emeryci, a po drugie – z racji na wiek płaciłyby je do budżetu gminy przez dłuższy okres. Niższe wpływy z podatków to jednak dopiero wierzchołek góry lodowej.
Odpływ mieszkańców oznacza nie tylko zmniejszenie liczby podatników, ale także spadek lokalnego popytu, za który odpowiadają przede wszystkim aktywni zawodowo mieszkańcy. Gdy ich ubywa, maleją obroty lokalnych firm, które tracą klientów i są zmuszone do ograniczenia swojej działalności. W efekcie osiągają niższe dochody, a to bezpośrednio przekłada się na mniejsze wpływy podatkowe do budżetu gminy.
Spadający budżet powoduje, że gmina nie jest w stanie – bez zwiększania zadłużenia – realizować zadań własnych – podsumowuje Michał Kot z Fundacji Instytut Pokolenia. W rozmowie z Biznes Enter dodaje, że „w perspektywie kilku lat oznacza to konieczność likwidacji gminy lub połączenia jej z sąsiadującymi gminami”.
Łączenie gmin rozwiązaniem?
W debacie publicznej coraz głośniej pada hasło konieczności łączenia gmin, by te były w stanie wciąż wywiązywać się ze swojej misji publicznej. Jak przypomina nasz rozmówca, w ostatnich latach pojawiły się już pierwsze przykłady takich procesów.
Pierwszym było dobrowolne połączenie się w 2015 r. miasta Zielona Góra z gminą wiejską o tej samej nazwie. Drugim – likwidacja gminy Ostrowice w województwie zachodniopomorskim w 2019 r., będąca następstwem bankructwa. Zdaniem eksperta te dwa przypadki były jednak dopiero zapowiedzią nieuchronnej fali zmian na samorządowej mapie Polski.
Dzisiaj mamy kilkanaście gmin, które są na tyle małe i nie mają perspektyw, że by uniknąć przymusowej likwidacji (jak w przypadku Ostrowic) już dzisiaj powinny podjąć decyzję o kontrolowanym połączeniu z sąsiednią gminą.
Michał Kot z Fundacji Instytut Pokolenia, w rozmowie z Biznes Enter
Jednak ostateczna decyzja dotycząca fuzji należy do mieszkańców. Każda tego typu zmiana musi być poprzedzona konsultacjami społecznymi, a czasami nawet referendum. Dopiero gdy lokalna społeczność i rada podejmą decyzję o połączeniu, sprawa trafia do ministerstwa za pośrednictwem wojewody.
Pojawia się więc pytanie, czy polska administracja jest gotowa na zmierzenie się z konsekwencjami wyludniania się gmin? Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w odpowiedzi dla Biznes Enter informuje, że samorządy decydujące się na taki krok mogą liczyć na wsparcie finansowe ze strony państwa.
Jak wskazuje resort, jednym z mechanizmów zachęty są zwiększone udziały w podatku dochodowym od osób fizycznych przez okres pięciu lat. Dodatkowo gminy o najniższych dochodach mogą ubiegać się o dodatkowe wsparcie finansowe.
MSWiA w odpowiedzi na nasze pytania podkreśla również, że „cały proces łączenia jest w nieodczuwalny dla mieszkańców przy załatwianiu urzędowych spraw. Nowo powstała gmina automatycznie przejmuje wszystkie dotychczasowe uprawnienia i obowiązki łączonych urzędów”.
Zarówno łączenie gmin, jak i systemy zachęt są jednak tylko leczeniem objawów postępującego z roku na rok kryzysu demograficznego.
Demograficzny rachunek sumienia
Kraj nad Wisłą dziś coraz wyraźniej dzieli się dwa światy, jakimi są: „Polska metropolitalna”, która rozwija się dzięki migracji wewnętrznej, oraz „Polska powiatowa”, z której duże miasta wysysają młodzież i osoby wieku produkcyjnym. A wraz z ludźmi podróżuje też kapitał. Jego powolne odchodzenie powodować będzie zaś narastające problemy finansowe i społeczne na tym najniższym szczeblu samorządowym.
Janusz Szewczuk z ZMP mówi wprost: „dotychczasowy system finansowania samorządów nie wytrzyma zmierzenia się ze zmieniającą się sytuacją demograficzną i społeczno-ekonomiczną”. Jego zdaniem postępujące wyludnianie wielu gmin wymusi w najbliższych latach poważną debatę nad stworzeniem nowego modelu ich finansowania.
Na razie jednak, wobec braku systemowych reform, jedną z nielicznych dróg dających finansowy oddech bankrutującym gminom, pozostaje ich łączenie w większe organizmy. Rozwiązanie to nie usuwa jednak źródła problemu – jedynie odsuwa jego skutki w czasie. Tak naprawdę bez równoczesnego tworzenia warunków do życia i pracy w mniejszych ośrodkach trend depopulacji gmin będzie się bowiem tylko pogłębiał.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Marcin Manka / Pexels