
Wydłużanie się trwania życia i niska dzietność przełożą się na radykalną zmianę struktury populacji. Nie żyliśmy jeszcze w takiej rzeczywistości i trochę nam chyba brak kreatywności do tworzenia nowego menu narzędzi politycznych. Kiedy na przełomie XIX i XX wieku Bismarck i Beveridge rewolucjonizowali społeczeństwo, tworząc dzisiejsze systemy emerytalne, demografia była taka, że musieli wyznaczyć tylko ogólny kierunek. Dziś nie mamy takiego komfortu – pisze dla Biznes Enter prof. Joanna Tyrowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej i współzałożycielka ośrodka badawczego GRAPE.
- Teza. Zmiany demograficzne wpływają już dziś na szereg aspektów, takich jak: liczba osób gotowych podjąć pracę, emerytury obecnych i przyszłych pokoleń czy zasób intelektualny całego społeczeństwa. Niekorzystne zmiany będą się tylko pogłębiać.
- Dowód. Już dziś bezrobocie jest niskie nie z powodu nadmiernej podaży pracy, ale dlatego, że popyt w postaci rąk do pracy, jest niski. To przekłada się też na emerytury przyszłych seniorów, które w większości nie zapewnią godnej egzystencji w czasie jesieni życia.
- Efekt. Stoimy przed koniecznością zreformowania systemu stworzonego jeszcze na przełomie XIX i XX w. przez Bismarcka i Beveridge’a. Zmiana jednak musi być kompleksowa, bo inaczej daleko nie zajedziemy.
Demografia palącym problemem Polski i świata. Spis treści
Cyprian Kamil Norwid napisał, że „przeszłość to dziś tylko cokolwiek dalej”. Z powodu demografii, nie bardzo możemy trawestować tego powiedzenia do przyszłości. Wydłużanie się trwania życia i niska dzietność przełożą się na radykalną zmianę struktury populacji.
Nie żyliśmy jeszcze w takiej rzeczywistości i trochę nam chyba brak kreatywności do tworzenia nowego menu narzędzi politycznych. Co gorsza, nie mamy lekcji z przeszłości, a na dodatek metodą na pączkowanie stworzyliśmy sobie już teraz sieć niekoniecznie logicznych powiązań pomiędzy rozmaitymi politykami: czasem lewą ręką wprowadzamy niewielkie bodźce, które z przytupem unieważniamy silnymi bodźcami wprowadzonymi ręką prawą.
Demografia zmienia sposób pozyskiwania pracowników
Konwencjonalne podejścia do zarządzania publicznego w warunkach starzejącego się społeczeństwa będą niewystarczające, a konsekwencje zmian demograficznych nie docierają do nas jeszcze z kilku powodów.
Po pierwsze, nie doceniamy interakcji pomiędzy zmianami demograficznymi a rynkiem pracy. Krzysztof Makarski (SGH i GRAPE), Sylwia Radomska (PAN i GRAPE) oraz wyżej podpisana pokazują w nowej klasie modeli równowagi ogólnej, że spora część spadku bezrobocia w ostatnich latach wynika ze starzenia się społeczeństw.
Tradycyjnie starsi pracownicy rzadziej są bezrobotni (częściowo dlatego, że chroni ich kodeks pracy) niż najmłodsi uczestnicy rynku pracy. Rosnący udział osób starszych i malejący udział osób młodszych powoduje, że zmieniają się warunki tworzenia miejsc pracy i pozyskiwania pracowników przez firmy.
W efekcie tych zmian bezrobocie staje się nie tylko niższe, ale też mniej podatne na wahania cykliczne. Społeczeństwa, w których dominują starsze roczniki, są skłonne kłaść większy nacisk na kontrolę inflacji niż na walkę z bezrobociem (stają się bardziej „jastrzębie”).
Poziom życia emerytów będzie coraz bardziej się pogarszać
O ile niższe i mniej cykliczne bezrobocie to dobra wiadomość, o tyle dłuższe życie na emeryturze w warunkach systemów emerytalnych takich, jak w regionie Europy Środkowej – w tym w Polsce – niesie mniej optymistyczne konsekwencje. Oszczędności emerytalne nie wzrosły w ciągu ostatnich dwóch dekad od momentu zreformowania systemów emerytalnych.
Dziś osoby starsze są mniej narażone na ubóstwo niż rodziny z dziećmi. Jednak w niedługim czasie zasadniczo wzrośnie ubóstwo na emeryturze. I nie ma tu znaczenia, czy patrzymy na poziom dochodów, czy na poziom konsumpcji: od Estonii po Rumunię większość osób starszych będzie żyła na poziomie poniżej progu ubóstwa.
Na przykład w Czechach do 2080 r. nawet 80 proc. emerytów może być ubogich, jeśli chodzi o dochód i ok. 50 proc. w zakresie konsumpcji. Taka skala ubóstwa zagraża stabilności fiskalnej i spójności społecznej, bo czy możliwe są demokratyczne społeczeństwa z dużą liczbą ubogich emerytów?
Zasób intelektualny też będzie się kurczyć
Po trzecie, tak się jakoś dziwnie składa, że wraz z wiekiem maleje nasza kreatywność i zdolność uczenia się. Dotąd na pomoc przychodził nam tzw. efekt Flynna: kolejne roczniki cechował przeciętnie współczynnik IQ wyższy niż ich starszych kolegów. Ten efekt brał się nie tylko ze wzrostu wykształcenia, ale także z poprawy jakości żywienia od najmłodszego wieku i większej skali stymulacji rozwojowej w dzieciństwie.
Kłopot w tym, że „nowe” roczniki są coraz mniej liczne, a liczne, starsze roczniki zostaną aktywne na rynku pracy znacznie dłużej niż w przeszłości. W efekcie, łączna średnia produktywność pracownika może zacząć się obniżać: więcej pracowników starszych o niższym potencjale może przeważyć korzyści wynikające z napływu młodszych pracowników o wyższym IQ.
Oczywiście spadek zdolności poznawczych po pięćdziesiątym roku życia nie jest nieunikniony. Badania pokazują, że w wielu przypadkach da się podtrzymać a nawet zwiększyć potencjał intelektualny. Ale… nie wydarza się to samo z siebie, bo wymaga zaangażowania w podtrzymanie własnej produktywności. To mechanizm, który Elinor Ostrom, pierwsza kobieta z nagrodą im. Nobla z ekonomii, nazwała współprodukcją.
W skrócie mówiąc: nawet najlepsza pigułka przepisana przez lekarza nie zadziała, jeśli nie będziemy jej regularnie brali, a najlepszy nauczyciel nie nauczy nas niczego, jeśli sami nie włożymy wysiłku w nauczenie się nowych rzeczy. Ograniczenie tempa spadku zdolności poznawczych związanego z wiekiem jest możliwe, ale wymaga intensywnych działań nas samych. I to znacznie bardziej wymagających niż finansowany długiem publicznym transfer społeczny.
System Bismarcka i Beveridge’a dziś nie przystaje. Trzeba reformy o podobnej skali
Kiedy na przełomie XIX i XX wieku Bismarck i Beveridge rewolucjonizowali społeczeństwo, tworząc dzisiejsze systemy emerytalne, demografia była taka, że musieli wyznaczyć tylko ogólny kierunek. Konkretne parametry, takie jak: wysokość składek, wiek emerytalny czy podatki mogły być niedoskonałe, a gospodarki dalej odbijałby się od kryzysów do bumów. Dziś nie mamy takiego komfortu. Utrafić trzeba szereg konkretnych instrumentów. I z powodu systematycznie pogarszającej się demografii, szansy na drugie podejście może już nie być.
Ale jest dobra wiadomość. Nowe metody badawcze i nowe dane dostarczają precyzyjnych wskazówek na temat ukrytych kosztów i zmieniającej się dynamiki gospodarczej. Te badania co prawda pokazują ex ante, że dotychczasowe polityki oparte na dawnych narracjach przestają być funkcjonalne, ale też pokazują co możemy zrobić, by podtrzymać bezpieczne funkcjonowanie naszych zróżnicowanych bardzo społeczeństw. Nasze narzędzia można też oprzeć na bogatych danych, aby uniknąć błędów, które mogłyby zdyskredytować potrzebne reformy.
Tylko czy odważymy się na fundamentalne zmiany o rozmachu Bismarcka i Beveridge’a? Bo nie ujedziemy na drobnych korektach.
Joanna Tyrowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej, współzałożycielka ośrodka badawczego GRAPE
Źródło: GRAPE. Tytuł, lead, bullet pointy, śródtytuły i pogrubienia zostały dodane przez redakcję.
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: ONUR KURT / Unsplash.com