Partnerzy merytoryczni
Kraków, rynek, architektura, ludzie, ptaki

Przykład firmy Electrolux pokazuje, że globalizacja, która zbudowała polską klasę średnią, właśnie wystawia jej rachunek

Przez trzydzieści lat Polska była głównym beneficjentem globalnego przesunięcia kapitału. Szklane biurowce na warszawskiej Woli czy krakowskim Zabłociu wyrosły na obietnicy taniej, świetnie wykształconej siły roboczej i stanowiły pomniki naszego sukcesu. Dziś te same siły rynkowe, które wyciągnęły nas z postkomunistycznej zapaści, zaczynają grać przeciwko nam. Decyzja szwedzkiego giganta, firmy Electrolux, to nie tylko lokalny incydent. To sejsmiczny wstrząs i ostateczny dowód na to, że dotychczasowy model polskiego wzrostu właśnie uderzył w ścianę.

  • Teza. Praca polskich „białych kołnierzyków” stała się zbyt droga w stosunku do oferowanej wartości. Polska przestała być rynkiem rosnącym, oferującym taką samą pracę, jak np. eksperci z Londynu, ale za 25 proc. wartości, a stała się rynkiem dojrzałym.
  • Dowód. Pokazuje to restrukturyzacja firmy Electrolux, dla której korzystniej jest przenieść wybrane usługi finansowe z Krakowa do centrum outsourcingowego w Indiach.
  • Efekt. Dziś rolą państwa (oraz biznesu) nie jest już przyciąganie firm obietnicą taniego etatu, lecz budowanie warunków do tworzenia własnych, odpornych na kryzysy modeli biznesowych. Zamiast trzymać się kurczowo ról, które znikają, musimy skoncentrować się na tym, co dopiero możemy stworzyć.

Kiedy duża, globalna korporacja ogłasza restrukturyzację, rynek zazwyczaj reaguje wzruszeniem ramion. Jednak komunikat płynący ze szwedzkiej centrali firmy Electrolux powinien być traktowany jak dzwonek alarmowy dla całej polskiej gospodarki.

Przypadek firmy Electrolux to kanarek w kopalni

Przedsiębiorstwo ogłosiło bowiem transformację swoich globalnych usług finansowych w celu „zwiększenia efektywności i dostosowania się do potrzeb rynku”. W praktyce oznacza to, że wybrane procesy z globalnego centrum usług finansowych w Krakowie są przenoszone do nowego partnera outsourcingowego w Indiach.

Firma, jak sama informuje Biznes Enter w oficjalnym komentarzu, postępuje zgodnie ze standardami korporacyjnymi, oferując odchodzącym pracownikom Program Dobrowolnych Odejść, dodatkowe rekompensaty uzależnione od stażu pracy oraz premie retencyjne.

To cywilizowane rozstanie, ale jego wymowa makroekonomiczna jest brutalna – praca polskich „białych kołnierzyków” stała się zbyt droga w stosunku do oferowanej wartości, by utrzymać ją nad Wisłą.

Silnik, który ulega zatarciu

Aby w pełni zrozumieć wagę tego zjawiska, musimy spojrzeć wstecz. Polska transformacja z europejskiej montowni w jej biurowe zaplecze była bez wątpienia gospodarczym majstersztykiem. Przez dwie dekady mieliśmy dla globalnego biznesu prostą propozycję – przekazanie nam systemów operacyjnych i procesów w zamian za ich obsługę przez bystrych absolwentów za 25 proc. stawki analityków z Londynu czy Frankfurtu. Ten model arbitrażu kosztowego stworzył potężny sektor BPO/SSC, zatrudniający blisko pół miliona osób i generujący ok. 5 proc. polskiego PKB.

Jednak silnik napędzający ten wzrost właśnie zaciera się na naszych oczach. Raporty rynkowe nie pozostawiają złudzeń. Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) jasno wskazuje, że Polska w 2025 r. pozycjonuje się już jako rynek dojrzały. Nasz kraj nie jest już postrzegany jako lokalizacja „niskokosztowa”, lecz taka, która oferuje dobrą wartość za rozsądną cenę. Aż 93,5 proc. inwestorów uznało w badaniu ABSL, że rosnące koszty pracy za czynnik mogący ograniczyć atrakcyjność Polski.

Kluczowym i najbardziej niepokojącym trendem jest to, że wzrost produktywności nie nadąża za rosnącymi kosztami. Dla blisko jednej piątej firm (17,9 proc.) produktywność wręcz pozostała w tyle za wydatkami. W takiej sytuacji globalny kapitał robi to, co potrafi najlepiej – pakuje walizki i szuka nowych rynków.

Podwójne uderzenie

Wysokie koszty to tylko połowa problemu. Drugim, znacznie potężniejszym ciosem jest rewolucja technologiczna. Generatywna sztuczna inteligencja z impetem wkracza do biurowców, wykonując to, co do tej pory było domeną młodych pracowników.

Zadania takie jak wstępna weryfikacja danych, proste tłumaczenia, pisanie rutynowego kodu czy obsługa na pierwszej linii wsparcia są masowo automatyzowane. Według analiz Goldman Sachs AI może zautomatyzować do 46 proc. zadań administracyjnych. Skutki na polskim rynku pracy już są odczuwalne. Udział ofert pracy dla juniorów spadł do historycznego minimum, wynosząc zaledwie 4-6 proc. wszystkich ogłoszeń. Na jedno ogłoszenie dokłada się często od 300 do 500 aplikacji, a wiele firm całkowicie wstrzymało rekrutacje na stanowiska wejściowe.

Stoimy w obliczu potężnej korekty, w której „Junior” staje się po prostu błędem w Excelu. Prof. Paweł Korzyński ostrzega, że grozi nam powstanie luki pokoleniowej. Firmy zgłaszają niedobór ekspertów i seniorów, jednocześnie zamykając drzwi przed juniorami, którzy mogliby się nimi stać.

Oto paradoks naszych czasów. Jeśli młodzi ludzie po studiach nie znajdą ról wejściowych, czeka nas widmo „straconego pokolenia” i nowej fali emigracji ambitnych absolwentów.

Geopolityczny koń trojański. Pakt z Indiami

Jakby wyzwań technologicznych i kosztowych było mało, na horyzoncie pojawia się zagrożenie systemowe. W cieniu debaty o umowie z Mercosurem Unia Europejska i Indie sfinalizowały negocjacje umowy o wolnym handlu.

Polityczny imperatyw Brukseli jest zrozumiały – Europa desperacko potrzebuje metali ziem rzadkich, takich jak lit, kobalt, neodym czy prazeodym, niezbędnych do transformacji energetycznej i uniezależnienia się od Chin. Indie posiadają gigantyczne zasoby surowcowe i zgodziły się otworzyć do nich dostęp bez ograniczeń eksportowych.

W ekonomii nie ma jednak darmowych lunchy. Jak pisaliśmy w Biznes Enter, w zamian za dostęp do kopalń, Indie wywalczyły ułatwienia, które mogą uderzyć prosto w polski sektor BPO/SSC. Kraj ten – będący globalnym biurem świata – przeforsował zapisy ułatwiające delegowanie pracowników. Oznacza to, że indyjskie firmy IT będą mogły przysyłać inżynierów do Europy, omijając skomplikowane procedury wizowe, co zrujnuje konkurencyjność cenową polskich software house’ów.

Co więcej, Bruksela dąży do uznania Indii za kraj „bezpieczny” dla przepływu danych. Zniknięcie tej bariery prawnej (związanej z RODO) pozwoli globalnym korporacjom z dnia na dzień przenosić wrażliwe procesy bankowe i księgowe z Krakowa do Bangalore. Dla polskiej klasy średniej to bezpośrednia konkurencja z milionami zdeterminowanych specjalistów z Azji.

Błogosławieństwo w przebraniu? Czas na ewolucję

Czy oznacza to jednak definitywny koniec polskiego snu o potędze gospodarczej? Niekoniecznie. Jak zauważa Jarosław Królewski z firmy Synerise, powinniśmy przestać narzekać na redukcje etatów i likwidację centrów usług, ponieważ jest to naturalny etap rozwoju gospodarki.

Konkurowanie wyłącznie niską ceną w wyścigu z uboższymi państwami nigdy nie było strategią sprawdzającą się w ujęciu długofalowym. Zjawisko, którego doświadczamy, ekonomiści nazywają ucieczką z pułapki średniego dochodu. Fakt, że stajemy się drożsi, oznacza, że dojrzeliśmy do przejścia na wyższy poziom.

Musimy dokonać fundamentalnej zmiany modelu myślenia. Polska musi przejść błyskawiczną transformację z „centrum kosztowego”, gdzie główną zaletą jest niska cena, w „centrum kompetencji”, generujące wysoką wartość dodaną. To szansa na wyjście poza schemat „sprzedawania godzin” i skupienie się na rozwoju innowacji, zaawansowanej analityce i projektach z obszaru R&D.

Złota era łatwego wzrostu opartego na taniej pracy odeszła do przeszłości. Przypadek Electroluksa z Krakowa to ostateczny dowód, że świat się zmienił. Rolą państwa i biznesu nie jest już dziś przyciąganie firm obietnicą taniego etatu, lecz budowanie warunków do tworzenia własnych, odpornych na kryzysy modeli biznesowych. Zamiast trzymać się kurczowo ról, które znikają, musimy skoncentrować się na tym, co dopiero możemy stworzyć. Wybór jest prosty – albo staniemy się architektami nowej gospodarki opartej na wiedzy, albo zostaniemy boleśnie zepchnięci na margines globalnych łańcuchów dostaw.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Maksym Harbar, Andrea Leopardi / Unsplash.com, montaż własny (zdj. ilustracyjne przedstawiające Kraków, a w kółeczku – miasto Bangalore w Indiach)

Motyw