Partnerzy merytoryczni
Widok na Pałac Kultury i Nauki i towarzyszące mu wieżowce w Warszawie.

Gospodarka w liczbach. Porównaliśmy wyniki za rok 2025 z tymi z 2019 r., co jasno pokazało, jak zmieniła się Polska

Proponujemy porównanie danych za 2025 r. do tych z 2019 r. To wydaje się dobry i ciekawy punkt odniesienia – bo tuż sprzed okresu, w którym seryjnie zaczęły nam się w gospodarce pojawiać czarne łabędzie demolujące jedne jej obszary, ale i dające ponadprogramowe szanse dla innych – pisze w felietonie dla Biznes Enter Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. Ekspert porównuje zatrudnienie, płace czy wydajność poszczególnych branż.

  • Teza. O tym, jak realnie zmieniła się nasza gospodarka, zaświadcza porównanie danych za 2019 r., czyli ostatni przed serią czarnych łabędzi wywracających światowe domino, z tymi za 2025 r. Zestawienie ich realnie pokazuje, jak bardzo zmieniła się Polska w ciągu tych 6 lat.
  • Dowód. Wystarczy tu przytoczyć dane o zarobkach. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w tym czasie o niemal 73 proc. (czyli o 3766 zł), podczas gdy płaca minimalna – o ponad 107 proc. Gwałtownie też zmieniła się struktura zatrudnienia; coraz więcej Polaków znajduje prace w sektorze usług kosztem przemysłu.
  • Efekt. Nie ulega zatem wątpliwości, że polska gospodarka ewoluuje. To powinno wzbudzić czujność decydentów, tak by dbali oni o wsparcie dla branż o wysokiej produktywności i płacach, ale jednocześnie wspomagali te, które dotknięte są np. regulacjami prośrodowiskowymi.

W ostatnich latach analitycy pytani, „a jak tam w gospodarce, jak nam PKB rośnie?”, robią na wstępie jedną bardzo ważną uwagę. Dzisiejsze informacje o notowanym i spodziewanym wzroście gospodarczym powinniśmy widzieć w nieco innym kontekście niż jeszcze 10 lat temu. Różnica polega na tym, że kiedyś znacznej części gospodarki „szło” tak, jakby na to wskazywał przeciętny poziom wzrostu. Dziś udział branż i firm którym „idzie” w okolicach średniej, jest wyraźnie mniejszy niż niegdyś, a bardzo dużo jest takich którym idzie znacznie lepiej lub znacznie gorzej, niż wskazywałaby na to średnia. I tak jak kiedyś na komunikat o tempie realnego wzrostu w gospodarce większość uczestników rynku odpowiadała sobie w myślach „no faktycznie”, tak dziś znaczna część mówi „może tak, ale akurat nie u mnie”.

Wypada podkreślić, że odmienność sytuacji w branży czy firmie od tego, co dzieje się z całą gospodarką, może być chwilowa lub długotrwała. Co ciekawe, ta odmienność –nawet długotrwała – może być w poszczególnych latach naprzemiennie „na plus” i „na minus” od średniej – więc w dłuższym horyzoncie wygląda to tak, jakby i tak szło „koło średniej”. Odmiennie prezentuje się sytuacja firm i branż, którym odchylenie w tę samą stronę od przeciętnej trwa latami. Tworzy ono bowiem już zauważalne zmiany strukturalne w gospodarce. Nawet, jeśli w każdym pojedynczym roku nie było tego odchylenia aż tak wiele.

Porównajmy dane z 2019 r., by sprawdzić kondycję gospodarki

Mamy początek 2026 r. więc tuż za nami podsumowania roku poprzedniego. Dostępne są już dane o zmianach w firmach sektora przedsiębiorstw w zakresie choćby zatrudnienia, płac, sprzedaży (tu oczywiście polecamy stosowny materiał robiony w Krajowej Izbie Gospodarczej na bazie danach GUS – „Comiesięczny przegląd sytuacji gospodarczej w branżach”). Jest w nim sporo odniesień do zmian, jakie zaszły w stosunku do wyników z 2024 r. Ale gdyby to zestawienie porównać z analogicznym, choć bardziej oddalonym w czasie – można by się pokusić o wyłapanie pewnych średnioterminowych zmian w gospodarce istotnie wpływających na jej strukturę.

Dziś proponujemy porównanie danych za 2025 r. do tych opisujących 2019 r. (tych z początku 2020 r.). To wydaje się dobry i ciekawy punkt odniesienia – bo tuż sprzed okresu, w którym seryjnie zaczęły nam się w gospodarce pojawiać czarne łabędzie (takie jak np. pandemia, wojna w Ukrainie czy różne wstrząsy polityczne) demolujące jedne jej obszary, ale i dające ponadprogramowe szanse dla innych.

W zaproponowanym porównaniu na pierwszy ogień warto wziąć zatrudnienie. Jego zmiany są bowiem często wskazywane jako najlepszy sprawdzian koniunktury, jaką odczuwa dana branża. Dzieje się tak, bo, owszem, sporo jesteśmy w stanie zdziałać wzrostem wydajności (dzięki lepszym narzędziom oddawanym w ręce pracowników, czy lepszej organizacji pracy), ale gdy zamówień przybywa w naprawdę dużym tempie – to pojawia się potrzeba zatrudnienia dodatkowych ludzi. I odwrotnie – gdy spadki zamówień powtarzają się w kolejnych latach, pojawiać się zaczyna spadek zatrudnienia.

Z perspektywy obserwacji tego, co dzieje się w poszczególnych branżach, kluczowe są zmiany procentowe zatrudnienia. One bowiem dobrze pokazują „natężenie” zachodzących w tych branżach zmian. Z punktu widzenia całej gospodarki istotne są też zmiany zatrudnia liczone w osobach. Zwłaszcza, gdy myśli się o nich jako o cząstkowych migracjach pracowników w całej gospodarce – realizowanych między branżami. Dla dużej branży stosunkowo niewielkie procentowo zmiany mogą być istotne dla całej gospodarki. Dla branży małej, nawet pokaźne zmiany procentowo mogą mieć jedynie umiarkowany wpływ na całą gospodarkę kraju.

Spore zmiany w zatrudnieniu

Na poziomie zatrudnienia w całym sektorze przedsiębiorstw zmiana między latami 2019 a 2025 okazała się dodatnia i wyniosła 0,8 pp., co przekłada się 51 tys. osób. Może to niezbyt imponujący wzrost, ale zrealizowany mimo poważnych wstrząsów w gospodarce. Część to efekt dopisywania do sektora dodatkowych firm, których zatrudnienie wzrosło do poziomu 10 osób (wcześniej było mniejsze, przez co te podmioty nie klasyfikowały się do grupy ujmowanej jako sektor przedsiębiorstw).

Nastąpiły jednak wyraźne zmiany w zakresie struktury zatrudnienia. W przemyśle zatrudnienie spadło o 2,5 proc. czyli o 69 tys. osób. Spadki notowano też w budownictwie (o 1,4 proc., czyli o 6 tys. osób), handlu (o 1,4 proc., tj. 19 tys. osób), obsłudze nieruchomości i firm (o 1 proc., tj. 1 tys. osób), administrowaniu i działalności wspierającej (o 8,4 proc., tj. 35 tys. osób).

Rosło natomiast zatrudnienie (i to pokaźnie) w informacji i komunikacji (o 28,9 proc., tj. 70 tys. osób), transporcie i gospodarce magazynowej (o 32,8 proc., tj. 45 tys. osób), zakwaterowaniu i gastronomii (o 7,7 proc., tj. 10 tys. osób).

Zmiany struktury miały też miejsce w obrębie poszczególnych sfer gospodarki. W przemyśle szczególnie rzucają się w oczy spadki w:

  • produkcji odzieży (-37,5 proc. i 24 tys. osób);
  • produkcji wyrobów tekstylnych (-17,0 proc. i 8 tys. osób);
  • wydobywaniu węgla kamiennego i brunatnego (-13,9 proc., tj. 11 tys. osób);
  • produkcji mebli (-12,3 proc., tj. 20 tys. osób);
  • produkcji wyrobów z drewna (-12 proc., tj. 12 tys. osób);
  • produkcji pojazdów samochodowych przyczep i naczep (-5,7 proc., tj. 12 tys. osób).

Równocześnie warte wskazania są wzrosty zatrudnia w:

  • produkcji wyrobów farmaceutycznych (16,7 proc., tj. 4 tys. osób);
  • produkcji pozostałego sprzętu transportowego (9,8 proc., tj. 5 tys. osób);
  • produkcji papieru i wyrobów z papieru (8,3 proc., tj. 5 tys. osób);
  • produkcji chemikaliów i wyrobów chemicznych (5,1 proc., tj. 4 tys. osób);
  • produkcji artykułów spożywczych (1 proc., tj. 4 tys. osób).

Wszystkich, którzy dostrzegli i zaniepokoili się spadkiem w poborze, uzdatnianiu i dostarczaniu wody (o aż 62,5 proc., tj. 20 tys. osób), wypada uspokoić, iż to był głównie efekt przekwalifikowania części ujmowanych tam firm do innych branż z początkiem 2025 r.

Wynagrodzenia Polaków skoczyły w dobie inflacji

Ciekawie prezentują się też zmiany między rokiem 2019 a 2025 w poziomie płac. Przeciętne uposażenie w sektorze przedsiębiorstw zmieniło się w tym czasie z 5169 zł do 8935 zł, czyli o 72,9 proc. i 3766 zł. Zmiana ta dla zaledwie 6 lat prezentuje się wręcz imponująco. Wypada jednak pamiętać, iż spora jej cześć była odpowiedzią na mające w tym czasie miejsce nasilenie procesów inflacyjnych (generujących w sposób oczywisty oczekiwania płacowe). Przeciętny poziom cen towarów i usług podniósł się wszak w tym czasie o blisko 50 proc.

Oczywiście wzrost płac był też związany z innymi zjawiskami. Branże dynamicznie zwiększające zatrudnienie konkurowały z innymi o pracowników, oferując atrakcyjne stawki. W części branż płace rosły szybko ze względu na wzrost płacy minimalnej – wyraźnie szybszy niż w całej gospodarce (płaca minimalna w 2025 r. była o 107,3 proc. wyższa niż w 2019 r.). Często też wskazuje się, że o wyraźne wzrosty pensji łatwiej tam, gdzie są one niskie, trudniej zaś tam gdzie są wysokie.

Co ciekawe, zmiana płacy minimalnej w części branż działała też na przeciętny poziom płac w dodatkowy sposób. Przy nowych, wyższych stawkach płacowych, produktywność części pracowników okazywała się niższa niż koszt zatrudnienia – tam następowała restrukturyzacja działalności.

W przypadku części firm następowało zmniejszenie produkcji i redukcja zatrudnienia (co „podbijało” średnią płacę), w części zaś proces produkcji wspierano lepszymi narzędziami, co z jednej strony pozwalało ograniczyć popyt na pracowników o niższych kwalifikacjach, ale jednocześnie zwiększało na specjalistów. Dla części branż wyższa produkcja, implikująca wzrost zatrudnienia głównie o pracowników szeregowych – mógł zmieniać na tyle strukturę zatrudnia tak, że przeciętny poziom płac okazywał się tam jedynie umiarkowany. 

Uwzględnienie tych różnych czynników pozwala lepiej analizować obserwowane zmiany w płacach – np. podobne co do skali, ale wynikające z zupełnie innych przesłanek, jak choćby wzrosty w transporcie lądowym i rurociągowym o 99,8 proc. i produkcji odzieży o 99,3 proc. Warto też podkreślić, że we wszystkich branżach wzrost płac był wyższy od inflacji. Nawet tam, gdzie płace rosły najwolniej – jak choćby w poligrafii i reprodukcji zapisanych nośników informacji (53,6 proc.), produkcji wyrobów chemicznych (56,1 proc.), czy wyrobów farmaceutycznych (56,8 proc.).

Wzrost produktywności w przemyśle i budownictwie

W przypadku przemysłu i budownictwa możemy przeanalizować zmiany w jeszcze jednym, ciekawym parametrze. Jest nim poziom sprzedaży na jednego zatrudnionego.

Co do zasady, powszechnie poszukiwane są sposoby na zwiększenie produktywności. Jest to pożądane tak na poziomie mikro, jak i makro. Oznacza wzrost efektywności i umożliwia wzrost płac. Być może warto oczekiwać transformacji gospodarki i zmniejszania produkcji tam, gdzie produktywność jest niewysoka i zwiększania tam, gdzie produktywność jest pokaźna. W poszukiwaniu wzrostu produktywności zazwyczaj ma się na myśli wzrost sprzedaży, wynikający z faktycznego zwiększenia sprzedaży – liczonej w sztukach czy tonach. Na to nakłada się kwestia zmian cen (w jednych branżach są one silniejsze, w innych – słabsze). Zmiana produktywności i sprzedaży liczonej na jednego zatrudnionego może być efektem restrukturyzacji procesów produkcyjnych, w tym podniesienia sprzedaży przy stabilnym poziomie zatrudnienia czy utrzymaniu sprzedaży przy spadku zatrudnienia.

W latach 2019 a 2025 poziom sprzedaży na jednego zatrudnionego w przemyśle zwiększył się o 56,6 proc., z 553,5 tys. zł do 867,0 tys. zł w budownictwie zaś – o 53,9 proc., z 255,0 tys. zł do 392,5 tys. zł. Zwraca uwagę, że między branżami o najwyższej i najniższej sprzedaży na zatrudnionego, różnice są wyraźnie większe niż w przypadku branż o najwyższych i najniższych płacach.

Ponadto różnice w produktywności i płacach w 2025 r. były mniejsze niż 2019 r. Zapewne nie będzie odbiegać od powszechnej intuicji informacja, że najwyższa produktywność w minionym roku była w wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną gaz i parę (1583,7 tys. zł). Jednak wielu może zaskoczyć, że niewiele tylko mniejszą wypracowano w produkcji napojów (1455,5 tys. zł), wyrobów tytoniowych (1392,5 tys. zł) i artykułów spożywczych (1127,0 tys. zł).

Oczywiście nie dziwią wysokie poziomy dla produkcji chemikaliów (1158,6 tys. zł), metali (1155,1 tys. zł) czy pojazdów samochodowych przyczep i naczep (1145,1 tys. zł). Patrząc od strony branż o najniższej sprzedaży na zatrudnionego w przemyśle zwracają uwagę produkcja odzieży (238,0 tys. zł) i wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego (344,0 tys. zł) oraz w budownictwie roboty budowlane specjalistyczne (299,7 tys. zł).

Polska gospodarka się przeobraża. Na barkach decydentów spoczywa ważne zadanie

Nie ulega wątpliwości, że nasza gospodarka ewoluuje. Trudno to dostrzec na podstawie zmian dla pojedynczych lat, ale już choćby średnia perspektywa daje tego jasny obraz. Nieco mniej jest przemysłu i budownictwa, więcej zaś szeroko rozumianych usług (tak dla ludności, jak i dla biznesu).

Spore zmiany mają też miejsce w samym przemyśle. Do niedawna zmiany te wynikały głównie z coraz mocniejszego działania regulacji prośrodowiskowych – zwłaszcza Zielonego Ładu i szeroko pojętej dekarbonizacji, ale również w bardziej szczegółowych przypadkach choćby polityki określającej dostęp producentów do drewna. Jednak w ostatnim czasie wyraźny jest też trend w zakresie odpowiedzi na potrzebę większego nacisku na obronność i odporność, który może na towarzyszyć nam przez dekadę czy dwie.

Zmiany te powinni mieć na uwadze decydenci. Tak, by szczególnie wspierać rozwój branż o wysokiej produktywności i płacach, ale jednocześnie wspomagać w działaniu branże, które teraz dotknięte są szczególnie regulacjami prośrodowiskowymi, zwłaszcza w zakresie ceny energii, ale i słabego u nas dostępu do energii bezemisyjnej.

Wszystko po to, aby mogły w rozsądny sposób dopasowywać się do wymagań rynku – nie tylko przez likwidację działalności czy przenoszenie jej tam, gdzie wymagania stawiane producentom są mniej dotkliwe. Ważne, by pamiętać, iż komponent związany z przemysłem nie powinien u nas nadmiernie spadać – bo daje on ważny impuls do rozwoju pozostałej części gospodarki.

Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej

Tytuł, lead, bullet pointy, śródtytuły i pogrubienia zostały dodane przez redakcję.

Zdjęcie główne: Pixabay / Pexels

Motyw