Partnerzy merytoryczni
Maskotka Biedronki w sklepie sieci na tle półek

Jaka jest prawda o osobach pracujących w Biedronce? Mamy odpowiedź sieci. „Człowiek to nie numer w systemie”

Niezależny raport ekonomiczny ośrodka GRAPE wykazał, że w sklepach Biedronki rotacja pracowników wynosi aż 80 proc. W branży, w której średnia europejska oscyluje wokół 20-25 procent, ten wynik brzmiał jak poważna anomalia. Sugerował, że największy prywatny pracodawca w Polsce to gigantyczna karuzela kadrowa, w której dział HR zajmuje się niemal wyłącznie łataniem dziur. Zapytaliśmy się sieci, czy rzeczywiście ma aż tak poważne problemy z pracownikami. Okazuje się, że problem leży zupełnie w czymś innym.

Aby zrozumieć ten spór, trzeba spojrzeć na to, jak badacze i korporacje czytają te same dane. Okazuje się, że wnioski mogą być bardzo rozbieżne. Biznes Enter jako pierwszy opisywał potężny raport pt. „Biedronka w kontekście polskiej gospodarki i sektora detalicznego”, autorstwa m.in. Marcina Kasperczyka z Imperial College London, Łukasza Rachela z University College London, a także prof. Joanny Tyrowicz z Ośrodka Badawczego GRAPE (wraz z zespołem badawczym Ośrodka).

Wiele tajemnic biznesowych największego prywatnego pracodawcy w Polsce omówiliśmy w programie Rentgen Biznesu, który możecie obejrzeć tutaj:

Bomba z raportu GRAPE o Biedronce

Przypomnijmy, z raportu GRAPE wyłonił się obraz sieci, w której relacje z pracownikiem na pierwszej linii frontu – czyli w sklepie – są niezwykle krótkotrwałe. Badacze wyliczyli, że wskaźnik rotacji w supermarketach Biedronki sięga 80 proc.

Co więcej, analitycy wskazali, że zaledwie 5 proc. wszystkich ruchów kadrowych (zatrudnień i zwolnień) przekłada się na realną zmianę wielkości zatrudnienia. Reszta to tak zwana „nieefektywna realokacja” – czyli zastępowanie tych, którzy przed chwilą odeszli.

Ten obraz ostro kontrastował z centrami dystrybucyjnymi sieci, gdzie rotacja – według raportu – wynosiła bezpieczne, stabilne 19 procent. Wniosek nasuwał się sam, praca w sklepie to „obrotowe drzwi”.

Sprostowanie Biedronki. Błąd numeru SAP

Zapytaliśmy sieć o te dane. Biuro prasowe Biedronki wystosowało sprostowanie, które rzuca zupełnie nowe światło na sprawę i pokazuje problem metodologiczny, który zaburza obraz rzeczywistości.

Jak tłumaczy nam Arkadiusz Mierzwa, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej w Jeronimo Martins Polska, wynik 80 proc. to w dużej mierze statystyczna anomalia, wynikająca z przyjętej przez GRAPE metody badawczej. Analitycy oparli swoje wyliczenia na rotacji tzw. numerów pracowniczych SAP (systemu do zarządzania przedsiębiorstwem). Problem w tym, że w realiach Biedronki – i w ogóle branży retail – jeden człowiek to nie zawsze jeden numer SAP.

Każdy pracownik może mieć kilka numerów SAP. Jeśli podpisuje umowę krótkoterminową albo czasową, potem ją rozwiązuje, a następnie wraca do pracy i podpisuje kolejną, za każdym razem dostaje w systemie nowy, unikalny numer – wyjaśnia Arkadiusz Mierzwa.

Zjawisko to jest potęgowane przez dwa mechanizmy, które są powszechne w handlu. Jeden to oczywiście praca sezonowa i dorywcza. Wśród studentów, którzy pracują np. tylko w wakacje, potem znikają na rok akademicki i wracają na święta, wskaźnik rotacji liczony po numerach SAP może wynosić nawet 400 proc. Tymczasem fizycznie jest to ta sama, powracająca do firmy osoba.

Drugim zjawiskiem jest przejście z agencji na etat. Numer SAP zmienia się w momencie, gdy pracownik rozpoczynający pracę przez agencję pracy tymczasowej sprawdza się i przechodzi bezpośrednio na etat do Biedronki. W systemie analitycznym GRAPE wyglądało to jak odejście jednego pracownika i zatrudnienie drugiego. W rzeczywistości – to ten sam pracownik, który właśnie dostał stabilniejszą umowę.

    80 proc. kontra 30 proc. – zderzenie narracji

    Mierzwa podkreśla, że zwracało uwagę analitykom GRAPE na specyfikę systemu SAP jeszcze przed publikacją, jednak badacze – chroniąc swoją metodologiczną niezależność – pozostali przy twardych danych systemowych.

    W efekcie rynek otrzymał liczbę, która – według sieci – nijak nie daje się porównać ze standardowym w branży poziomem 20-25 proc. rotacji. Dlaczego? Bo cała branża retail liczy rotację po ludziach (np. numerach PESEL), a nie po numerach systemowych.

    Nasz poziom rotacji w sklepach, bazujący na realnych ludziach, a nie na numerach systemowych, wynosi około 25-30 proc. To ogromna dysproporcja w stosunku do 80 proc. – prostuje sieć.

    Co to oznacza dla rynku?

    Jak należy czytać te wnioski? Jeśli realna rotacja w dyskontach wynosi 25-30 proc., oznacza to, że Biedronka nie jest „patologicznym” wyjątkiem na mapie Europy, lecz boryka się z dokładnie takimi samymi wyzwaniami jak Tesco w Wielkiej Brytanii czy Aldi w Niemczech.

    Z całej tej sytuacji płynie jednak jeszcze jeden wniosek, ukryty między wierszami. Fakt, że tak wielu ludzi generuje tak ogromną liczbę „nowych numerów SAP”, pokazuje, jak potężną rolę w modelu biznesowym Biedronki odgrywa elastyczność – praca dorywcza, umowy na czas określony, pracownicy agencyjni i studenci. To oni, rotując w systemie, „napompowali” wskaźnik przywołany przez niezależnych badaczy.

    Dla badaczy to anomalia w arkuszu kalkulacyjnym. Dla Biedronki – codzienny chleb i sposób na to, by w dobie kryzysu demograficznego i braku rąk do pracy utrzymać otwarte kasy i pełne półki.

    Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

    Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Biedronka

    Motyw