Partnerzy merytoryczni
Donald Trump

Donald Trump popycha Ukrainę ku przepaści. Dla Polski to śmiertelne zagrożenie

Wybory połówkowe w USA i widmo globalnego kryzysu paliwowego wywołanego wojną z Iranem stworzyły mieszankę wybuchową, której ofiarą właśnie pada Kijów. Administracja Donalda Trumpa, ratując topniejące sondaże Republikanów, posuwa się coraz dalej – zawiesza sankcje wobec Moskwy, odcina ukraińskie drony od kluczowej łączności i otwarcie grozi Wołodymyrowi Zełenskiemu. Najnowsze kulisy dyplomatycznej wojny na linii Waszyngton–Kijów odsłaniają mechanizm politycznego przymusu, który bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu Polski. Prezydent Stanów Zjednoczonych gra coraz bezwzględniej i brutalniej, popychaj ac Ukrainę ku przepaści.

  • Teza. Przedwyborcza gra Donalda Trumpa i złagodzenie sankcji na rosyjskie surowce dowodzą, że amerykańska administracja jest gotowa poświęcić stabilność Ukrainy dla doraźnych korzyści politycznych.
  • Dowód. Podpisany pod pretekstem interesu narodowego dekret zawieszający kluczowe przepisy ustawy sankcyjnej Grahama oraz ograniczenie pracy wojskowego systemu Starshield zmusiły Kijów do defensywy i ośmieliły Kreml do brutalnych ataków na ukraińską infrastrukturę cywilną.
  • Efekt. Dla polskiej gospodarki i bezpieczeństwa oznacza to potężne ryzyko niekontrolowanej fali uchodźców z odciętych od prądu ukraińskich miast, trwałe osłabienie wschodniego bufora oraz załamanie europejskiego reżimu sankcyjnego.
Historia imperium Gołębiewskiego

To miał być szczyt, który zmusi Kreml do ustępstw. 9 października w Miami przy jednym stole zasiedli przedstawiciele USA, Ukrainy, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, UE oraz NATO, by wypracować wspólne warunki zakończenia wojny i ochronić infrastrukturę energetyczną.

Zamiast przełomu doszło jednak do dyplomatycznego sabotażu. W trakcie trwania rozmów na Florydzie świat obiegła informacja, że Donald Trump za plecami sojuszników zawarł osobny układ z Władimirem Putinem. Oburzona ukraińska delegacja natychmiast zerwała rozmowy i opuściła Miami. A to był dopiero początek problemów. Biznes Enter analizuje ostatnie wydarzenia na linii Waszyngton-Kijów oraz wskazuje, jak w tej grze może zostać dotknięty nasz kraj.

Sztylet Trumpa wbity w Miami. Rosja triumfuje

Cena tego porozumienia okazała się szokująca. Biały Dom wydał specjalną licencję zezwalającą Rosji na eksport 4,8 mln ton oleju napędowego na rynki światowe i amerykański (w tym 300 tys. ton w trybie natychmiastowym). Szerzej opisywaliśmy to TUTAJ.

Kilka dni później, na zaledwie 48 godzin przed wejściem w życie nowej ustawy sankcyjnej (Lindsey O. Graham Sanctioning Russia and Iran Act of 2026), Trump powołał się na „interes narodowy” i zawiesił jej najważniejsze zapisy. Jednym podpisem zablokował nałożenie 500-procentowych ceł na rosyjski import oraz 100-procentowych taryf karnych na Indie i Chiny – największych odbiorców rosyjskiej ropy.

Motywacja Białego Domu jest czysto wyborcza. Wojna z Iranem i blokada cieśniny Ormuz (przez którą przepływa 25 proc. światowej ropy) wywołały panikę na amerykańskich stacjach paliw. Na niespełna trzy tygodnie przed listopadowymi wyborami do Kongresu średnia cena galonu benzyny w USA poszybowała do prawie 4,30 dol., a diesla do astronomicznych 6,32 dol. – zaledwie o 20 centów mniej od historycznego rekordu z września.

Donald Trump uderza w prezydenta Ukrainy

Szukając kozła ofiarnego, Trump za drożyznę obwinił… Kijów i ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie.

On chce stwarzać problemy dla świata. Chce robić problemy naszym rolnikom i ranczerom z olejem napędowym – grzmiał pod adresem Zełenskiego amerykański prezydent, wzywając przy tym do zmiany władzy w Kijowie.

Choć ekonomiści wyliczają, że zysk dla budżetu Putina będzie marginalny (niespełna 30 mln dol. miesięcznie), polityczny triumf Kremla jest gigantyczny. Rosyjski wysłannik ds. gospodarczych Kiriłł Dmitrijew już ogłosił „historyczny moment”, podczas gdy w amerykańskim Kongresie zawrzało.

– To niesłychane, że ta administracja kapituluje przed rosyjskim dyktatorem, który morduje niewinnych cywilów każdego dnia – skwitował ruchy Białego Domyu republikański senator Thom Tillis, przypominając, że Senat przegłosował ustawę sankcyjną przytłaczającą większością 86 do 11 głosów.

Asymetryczny szantaż i fikcyjny rozejm

Podczas gdy Moskwa otrzymuje gospodarcze ulgi bez żadnych warunków wstępnych, Kijów poddawany jest brutalnej presji. USA postawiły sprawę na ostrzu noża. Jeśli Ukraina nie wstrzyma uderzeń na rosyjski sektor naftowy, Waszyngton odetnie ją od dostaw broni i danych wywiadowczych – przekonywały amerykańskie media, powołując się na źródła w Pentagonie i Białym Domu.

Co więcej, Trump bez konsultacji z kimkolwiek ogłosił „energetyczne zawieszenie broni” między walczącymi stronami. Zełenski – chcąc wykazać dobrą wolę wobec Białego Domu – nakazał wstrzymanie ataków na rosyjskie obiekty paliwowe przez trzy dni. Kreml nawet nie potwierdził istnienia takiego porozumienia i kontynuował bombardowania.

Gdy ukraiński prezydent nazwał paliwowy układ Trumpa z Putinem „słabym” i skrytykował zawieszenie sankcji jako ruch, który „podsyca w Rosjanach pragnienie dalszego zabijania”, spotkał się z chłodną reakcją nawet w Europie. Choć jej problemy fiskalne są znane, ma ona zdolność zamordowania jeszcze wielu osób na froncie. To chciał przekazać Zełeński.

Podczas szczytu w Brukseli unijni dyplomaci – przerażeni wizją całkowitego porzucenia Ukrainy przez USA – mieli prywatnie naciskać na Zełenskiego, by stonował retorykę, oceniając jego publiczną krytykę pod adresem Trumpa jako „niepomocną”.

Zełeński wywołuje burzę. USA odpowiadają

Polityczne ultimatum błyskawicznie zmaterializowało się na polu walki. W nocy z 13 na 14 października ukraińskie drony uderzeniowe operujące nad Rosją oraz w rejonie Hulajpola nagle straciły łączność.

Okazało się, że bez żadnego ostrzeżenia nałożono blokadę na system Starshield – ściśle tajną, wojskową wersję sieci Starlink, z której ukraińska armia nieoficjalnie korzystała od końca 2024 r. do precyzyjnych uderzeń na rosyjską logistykę. Terminale zaczęły automatycznie wyłączać się przy prędkości powyżej 160 km/h, co zmusiło m.in. 7. Korpus Wojsk Desantowo-Szturmowych do natychmiastowego anulowania misji bojowych.

Sprawa wywołała otwartą wojnę nerwów. Jak to się zaczęło? Zełenski w wywiadzie dla NBC wprost oskarżył rząd USA o celowe spowolnienie systemu oraz chwilowe zablokowanie dostępu do danych wywiadowczych (co zbiegło się z krwawymi atakami balistycznymi na Kijów 12 i 13 października). Wywołany do tablicy właściciel SpaceX, Elon Musk, umył ręce, pisząc na platformie X: „Systemy Starshield są własnością rządu USA i są przez niego kontrolowane. Wszelkie limity prędkości lub użytkowania są decydowane przez wojsko USA i ostatecznie przez Prezydenta (POTUS)”.

Z koeli sam Trump zaprzeczył, jakoby wydał taki rozkaz „Nie wiem, czy to był ktokolwiek, bo to nie byłem ja i nie sądzę, że to był Elon” – mówił. Jednak sekretarz skarbu USA Scott Bessent przeszedł do otwartego ataku, ostrzegając ukraińskiego przywódcę, by „był bardzo ostrożny” w formułowaniu takich oskarżeń. Zarzucił Zełenskiemu „lekkomyślność” i mówienie nieprawdy, powołując się na zapewnienia prezydenta i sekretarza stanu Marco Rubio.

Analitycy wojskowi studzą część medialnych emocji. Ich zdaniem brak ostrzeżeń o startach rosyjskich Iskanderów wynikał najpewniej z trudnych warunków pogodowych i użycia przez Rosjan wyrzutni S-400 (czego dowodzi fakt, że tej samej nocy Amerykanie ostrzegli Kijów przed ponad 30 innymi rakietami, a wstrzymaniu współpracy wywiadowczej zaprzeczył szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha).

Również obrona przed irańskimi dronami „Shahed” nie została sparaliżowana, ponieważ ukraińskie wojsko korzysta ze zwykłego, cywilnego Starlinka. Jednak odcięcie systemu Starshield to potężny cios w ukraińskie zdolności do rażenia celów w głębi Rosji – dokładnie na tym, na czym najbardziej zależało Trumpowi i Putinowi.

Groźba odcięcia dwóch milionów ludzi od własnego kraju

Skutki amerykańskiej wolty są dla ukraińskich cywilów katastrofalne. Poczucie bezkarności natychmiast ośmieliło Kreml do zmiany taktyki. Jak ujawnia Serhij Derkacz, pierwszy wiceminister ds. odbudowy i infrastruktury Ukrainy, Rosjanie gwałtownie zintensyfikowali uderzenia na mosty w Kijowie. Cel jest jeden – odcięcie od reszty kraju niemal 2 milionów mieszkańców żyjących na wschodnim brzegu Dniepru.

Równolegle bomby spadają na węzły kolejowe i przejścia graniczne, by sparaliżować transport i wywołać masową panikę przed nadchodzącą zimą. Ukraińcy już teraz żyją w ciemnościach – przerwy w dostawie prądu trwają od 4 do 12 godzin na dobę.

Gdy USA ograniczają użycie Starlinków na polu bitwy, Rosja czuje, że to jest jej moment, by zadać jeszcze więcej bólu i cierpienia naszej infrastrukturze cywilnej – alarmuje Derkacz.

Rykoszetem w Warszawę. Co ta gra oznacza dla Polski?

Choć dramat rozgrywa się na linii Waszyngton–Kijów–Moskwa, jego konsekwencje uderzają bezpośrednio w fundamenty bezpieczeństwa Polski. Jak wynika z raportów Ośrodka Studiów Wschodnich oraz Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych otwarta niechęć Białego Domu wobec ukraińskiego prezydenta może sprawiać nam coraz więcej kłopotów na wielu polach.

Po pierwsze, olbrzymim problemem jest otwarte i bezczelne złamanie przez Donalda Trumpa solidarności NATO (choć tak naprawdę państwa UE kupują rosyjską ropę i gaz przez pośredników, co jest po części sporą hipokryzją). Jednostronne układy Białego Domu z Putinem, zawierane w trakcie trwania sojuszniczych negocjacji w Miami, pokazują, że administracja USA jest gotowa przehandlować strategiczne bezpieczeństwo Europy za doraźną obniżkę cen diesla przed wyborami. Dla Warszawy, opierającej swoją obronność na wiarygodności amerykańskiego parasola, to najpoważniejszy sygnał alarmowy od dekad.

Po drugie, jeśli ataki Kremla nie ustaną, czeka nas widmo kryzysu uchodźczego i załamania bufora bezpieczeństwa między nami a Rosją. Innymi słowy, celowe niszczenie przez Rosjan przejść granicznych, kolei i mostów na Dnieprze oraz blackauty trwające pół doby mogą wywołać zimą nową, gigantyczną falę uchodźców zmierzających do Polski. Jeśli szantaż USA zmusi Kijów do kapitulacji pod dyktando Kremla, Polska straci ukraiński bufor bezpieczeństwa, a bliżej naszych granic stanie rozzuchwalona armia rosyjska, przekonana, że Zachód zawsze ugnie się pod presją.

Po trzecie, musimy być mądrzejsi i na pułapkę technologicznego uzależnienia od USA. Wyłączenie systemu Starshield jedną decyzją z Waszyngtonu – i późniejsze przerzucanie się odpowiedzialnością między Białym Domem a Elonem Muskiem – to ważna lekcja dla modernizującej się polskiej armii. Pokazuje ona, jak niebezpieczne jest pełne uzależnienie od zagranicznych systemów rozpoznania i łączności satelitarnej, które mogą zostać wyłączone w środku nocy z powodów politycznych.

Po czwarte, jak słusznie ostrzega Zełenski, ustępstwa dot. ropy i diesela mogą być dopiero początkiem. Skoro Trump wbrew własnemu Senatowi zawiesza cła z ustawy Grahama, wkrótce z czarnych list mogą zniknąć rosyjskie banki, przemysł chemiczny i oligarchowie, co całkowicie pogrzebie wspieraną przez Polskę strategię gospodarczego dławienia agresora.

Trump może przytopić Ukrainę, Polskę i całą Europę

Gdy kalkulacje polityczne Waszyngtonu biorą górę nad solidarnością sojuszniczą, a bezpieczeństwo wolnego świata staje się drobną monetą w grze o przedwyborcze słupki poparcia, cena za ten polityczny cynizm nie jest płacona w dolarach, lecz ludzką krwią w gruzie ukraińskich miast.

Ta niebezpieczna wolta Donalda Trumpa to nie tylko cios w ukraińską obronę, ale przede wszystkim bolesne obudzenie dla Warszawy i całej Europy – w świecie, w którym gwarancje mocarstw można zerwać w każdej chwili, a sankcje wygasza się pod dyktando doraźnego zysku politycznego, jedyną pewną polisą ubezpieczeniową staje się suwerenność i zdolność do obrony własnych granic.

Musimy jeszcze bardziej zacząć polegać na sobie, jak i na państwach UE zanim płomień wojny niebezpiecznie zbliży się naszych granic.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: White House/Flickr.com

Motyw